Nigdy nie sądziłam, że złote spinki mogą spowodować u mnie napad śmiechu. A tak właśnie się stało, gdy sięgnęłam po Złote spinki Jeffreya Banksa Marcina Brzostowskiego, bowiem autor wokół nich stworzył tak niesamowitą historię, że nie sposób reagować inaczej. Mamy tu trzech głównych bohaterów, na pozór ze sobą niepowiązanych. Jeffreya Banksa, który gubi złote spinki otrzymane od żony, Frankiego Turbo, którego misją jest przetransportowanie dwudziestu kilogramów kokainy, a także Ezekiela Horna, mafijnego bossa, toczącego walkę o dominację w gangsterskim świecie. Ich perypetie doprowadzą do niespodziewanych, zaskakujących wydarzeń.


Sagi rodzinne to powieści, po które sięgam najchętniej. Z przyjemnością zaczytuję się w historiach kilku pokoleń, razem z bohaterami odkrywając tajemnice skrywane przez kilkadziesiąt lat. Takie książki mają w sobie dużo magii, sprawiają, że na chwilę można zapomnieć o otaczającym nas świecie i przenieść się do miejsca, które znamy tylko ze słyszenia. Jest w tym coś fascynującego. I taka też wydała mi się powieść Anny J. Szepielak Młyn nad Czarnym Potokiem. Zachęciła mnie już swoją klimatyczną okładką gwarantując dobrą przygodę. 

Marta to trzydziestoletnia kobieta, matka pięcioletniej Uli, która marzy o pracy zawodowej jako konserwator dzieł sztuki. Niestety życie miało dla niej innej plany, więc kobieta zajmuje się domem i chorą córką. Jedyną osobą pracującą jest jej mąż, więc Marta musi wiele się namęczyć, aby zachować płynność finansową od wypłaty do wypłaty. Więc gdy trafia się jej mężowi wyjazd do Anglii na wykopaliska to jest to niczym uśmiech od losu. Jednak kobieta nie jest przekonana co do wyjazdu swojego ukochanego. Wbrew jej obawom i prośbom, Adam wyjeżdża, a ona musi sobie sama jakoś ze wszystkim poradzić. Do tego mama prosi ją o przyjazd do rodzinnej miejscowości, gdzie musi pomóc w zorganizowaniu zjazdu rodzinnego. Pomysł nie do końca jej się podoba, ale pod wpływem wielu czynników postanawia wrócić w rodzinne strony. Cała wizyta przebiega zupełnie inaczej, niż jej się początkowo wydawało, a na pewno ma na nią ogromny wpływ.

Marta jest typem kobiety upartej, która jak coś sobie wbije do głowy to nie ma zmiłuj. Jednak ponad pieniądze stawia rodzinę. Nie była przekonana do wyjazdu Adama za pracą, ponieważ już w ich małżeństwie coś się psuło. A zamiast je naprawiać, odebrała wyjazd męża jako ucieczkę. Życie w rozłące wcale nie należy do najprostszych i trzeba mieć w sobie naprawdę dużo siły i uczucia, aby przetrwać tę ciężką próbę. Dlatego zjazd rodzinny dobrze Marcie zrobił. Dzięki niemu mogła chwilowo zapomnieć o własnych problemach. Musiała zająć się przygotowaniem przyjęcia, ulokowaniem rodziny po domach, wymyślenie atrakcji i interesujących historii rodzinnych. Jednak nie spodziewała się, że porządki w Młynie dostarczą jej tyle wrażeń, a na spotkaniu wyjdą na jaw niektóre tajemnice.

Podoba mi się styl, jakim autorka napisała Młyn nad Czarnym Potokiem. Język jest prosty, ale nie prostacki. Powieść czyta się w tempie ekspresowym, ale nie zapomina się o niej tak szybko. Autorka umiejętnie przykuwa uwagę czytnika, stopniując napięcie, nie odkrywając już na starcie wszystkich kart. Czytając odnosi się wrażenie, że za chwilkę coś się wydarzy, co zmieni dotychczasowy ogląd na pewne sytuacje. I rzeczywiście ma to miejsce. Anna Szepielak sprawiła, że nie mogłam oderwać się od tej pozycji ani na chwilę. Czytałam ją w autobusie, w tramwaju, w przerwie między zajęciami, a nawet kilka stron wieczorami, choć byłam już bardzo zmęczona. Byłam coraz bardziej zaintrygowana, ciekawa tych rodzinnych tajemnic. A co ciekawsze, nie wszystko udało mi się jeszcze odkryć. Niezakończone wątki mają swój ciąg dalszy w kolejnych częściach sagi. Niemniej nie umniejsza to książce nic a nic.

Młyn nad Czarnym Potokiem [Anna J. Szepielak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Słyszeliście kiedykolwiek o Koloni Dignidad w Chile? Ja do wczorajszego dnia nie słyszałam. Korzystając z wolnego postanowiłam spędzić wieczór przy dobrym filmie. Filmweb poprzez rekomendacje polecił mi "Colonię". Przeczytałam pobieżnie opis i... Włączyłam. Nie miałam pojęcia, że jest to film oparty na faktach. Tym intensywniejsze były moje odczucia i emocje, tym większa złość, niedowierzanie i bezradność. 

Colonia Dignidad


Kolonia Godność, Chile
Tekst może zawierać spoilery!

Lena (Emma Watson) jest stewardessą i pewnego dnia postanawia zrobić niespodziankę swojemu chłopakowi Danielowi (Daniel Brühl). Po zakończonym sukcesem locie do Chile pojawia się u ukochanego. Kraj przechodzi rewolucje, obywatele pragną innej władzy, lepszego traktowania, a to prowadzi do buntów i konspiracji. Daniel postanawia włączyć się do całej akcji i tworzy plakaty. Jednak sielankę spowodowaną przyjazdem ukochanej przerywają łapanki. Władza wpadła na trop buntowników i zrobi wszystko, aby ich działania przerwać, a ich samych usunąć. Podczas łapanki Daniel zostaje rozpoznany i natychmiast zabrany. Zrozpaczona i zdeterminowana Lena trafia na jego trop i postanawia zrobić wszystko, aby tylko go spotkać. Tak trafia do Koloni Godność.

Film w reżyserii Floriana Gallenbergera już od pierwszych minut i do samego końca trzyma w napięciu. Zapowiada się sielankowo, ale twórcy dość szybko niszczą ten obraz, ukazując ludzką tragedię. Nie brakuje tu zwrotów akcji, zaskoczeń, choć nie zawsze wszystko dzieje się tak dynamicznie. To, co sprawia, że tak łatwo jest wciągnąć się w całą historię to fakt, że to wszystko działo się naprawdę. Trudno jest sobie wyobrazić, że wśród rozkwitającej technologii i rozwijającej się sfery polityczno-społecznej istniała w lesie, ogrodzona kolczastym i elektrycznym murem, osada licząca sobie ponad 130 km2 powierzchni, w której niejaki Paul Schäefer (odtwórca roli: Michael Nyqvist), uważający się za kolejnego wysłannika Boga, mówiącego rzekomo Jego głosem, dopuszczał się wielu zbrodni, a także gwałtów na niewinnych chłopcach. Sekta ta funkcjonowała pod nazwą Kolonia Godność przez długi czas, w porozumieniu z obecną władzą. Nikt nie zareagował właściwie, władze wolały przymknąć oko na te działania i czerpać z nich zyski. To, co działo się na jej terenie, przekracza wszelkie granice godności i łamie prawa człowieka.

Kolonia Godność, Chile
Podczas seansu trwałam w lekkim zawieszeniu. Nie docierało do mnie to, czego właśnie byłam świadkiem. Nie potrafiłam zrozumieć, jak można być tak okrutnym człowiekiem, by czerpać nieopisaną radość, wręcz rozkosz i podniecenie seksualne z czyjejś krzywdy czy śmierci. Siedziałam otępiała i śledziłam losy bohaterów, mając w głowie wciąż nadzieję, że Lenie uda się znaleźć Daniela, a także dowiedzieć się, co tak naprawdę dzieje się w tej osadzie i kto jest za to odpowiedzialny. Wiele zwrotów akcji powodowało u mnie szybsze bicie serca, niekontrolowane huśtawki ciśnienia. A zakończenie było... Zdecydowanie dynamiczne, nieprzewidywalne. Kiedy byłam przekonana, że to już koniec historii, za chwilkę pojawią się napisy końcowe i będę mogła wyjść z otępienia, dostałam kolejną dawkę adrenaliny. I aż do ostatniej minuty nie wiedziałam, jakie decyzje zostaną podjęte. Gra aktorka była bardzo dobra, na szczególną uwagę zasługuje Daniel Brühl, który wbrew pozorom przyćmił Emmę Watson swoją osobą. Musicie zobaczyć to sami!

Uważam, że film powinien zobaczyć każdy, nawet ten, kto nie przepada za tematami wojennymi. Ludzie w Colonii Dignidad próbowali wieść względnie normalne życie, wypełniać obowiązki przełożonych, pełnić narzucone im role. Zbyt wiele osób się nie sprzeciwiało, bo szybko kończyli swój żywot. Żyli podzieleni ze względu na płeć i wiek, dzieci oddzielano od matek już po kilku miesiącach. Było to jedyne im znane życie, jedyny sposób funkcjonowania w tym chorym społeczeństwie i rzekomo niczego im nie brakowało, z braku wyjścia i nadziei udawali, że tak po prostu musi być. To przerażające, że kogokolwiek spotkał taki los.


Nawet w dzisiejszych czasach, gdzie tyle się mówi o tolerancji, odmienność jest przeważnie nieakceptowana. Ludzie, którzy wyróżniają się na tle innych są często potępiani, szykanowani, utrudnia się im życie. Może to być kolor skóry, włosów, wszelkiego rodzaju deformacje czy choroby. Michaela również była taką wyróżniającą się dziewczynką, albowiem jej skóra była ciemna z jasnymi plamkami. Mimo to, rodzice akceptowali swoją córkę, a nawet pozwolili jej się uczyć. Niestety, bardzo szybko ich straciła, a najbliższa rodzina szybko pozbyła się "dziwadła". Tak Michaela trafiła do sierocińca, gdzie również była prześladowana, gorzej traktowana od innych podopiecznych. Szczęście w tunelu dostrzegła dopiero w momencie, kiedy została adoptowana. I dopiero w tym momencie rozpoczyna się właściwa walka o taneczne marzenia dziewczyny. Michaela odkąd znalazła czasopismo z baletnicą na okładce wiedziała, że to jest to, co będzie chciała w życiu robić. Choć nie rozumiała, na co dokładnie patrzy to czuła, że to jej przeznaczenie. Nic bardziej mylnego, teraz jest znaną na całym świecie baletnicą, która była nominowana do kilku nagród, wystąpiła w programach takich jak Taniec z gwiazdami. 

Wytańczyć marzenia to swoisty pamiętnik dziewczyny, która aby osiągnąć to, co ma dziś, musiała przejść przez piekło. I to nie jedno! Ludzie przez odmienny wygląd skóry bombardowali ją na każdym kroku. Ale to sprawiło, że próbowała uciekać w inny świat oddając się marzeniom, co bardziej ją motywowało i dodawało sił. Jest to biograficzna opowieść o niełatwym życiu, traumatycznych przeżyciach, przeciwnościach losu, wielu przeszkodach, braku akceptacji. Jest to również historia o sile walki, marzeniach, prawdziwej przyjaźni i miłości.

To nadzieja sprawiła, że ośmieliłam się marzyć, i to nadzieja pomogła mi spełnić te marzenia.

Na początku podchodziłam do tej pozycji jak pies do jeża, sama nie wiem dlaczego. Ale moją wewnętrzną niechęć autorka przełamała już na samym początku. Bardzo szybko wciągnęła mnie ta historia, ponieważ jest prawdziwa. Wywołuje łzy bezsilności, rozpaczy, współczucia. Gra na naszych emocjach. Styl, jakim jest napisana nie jest zbyt wyszukany. Jest zwyczajny, prosty, łatwy w odbiorze i przekazie. Ale finezja nie była tu wcale potrzebna. Jest to tak wzruszająca opowieść, że nie sposób denerwować się na brak wyszukanego słownictwa. Wydarzenia poznajemy z perspektywy Michaele, najpierw jako małej dziewczynki, później już coraz dojrzalszej kobiety. 

Czytając ją zastanawiałam się, ile sama musiałabym w życiu przejść, aby odnaleźć w sobie tyle siły co ta kobieta. Wyobrażałam sobie, ile razy bym się poddała, straciła siły, motywację. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Sama bohaterka zastanawiała się nad swoim życiem, analizując to, co ją spotkało, jak niesprawiedliwie była traktowana. Jednak Wytańczyć marzenia to nie tylko książka upamiętniające trudy życia słynnej baletnicy, ale także swoisty dowód na to, jak wówczas wyglądało życie w Sierra Leone. Nie tylko Michaela była tak źle traktowana przez społeczeństwo. Dziewczynki w życiu nie miały łatwo. To chłopcom przypadł przywilej nauki, rozwijania się. Jeżeli spotykano dziewczynki o nieprzeciętnej wiedzy to uważali to za coś niepokojącego, niewłaściwego. Dlatego w pewien sposób można zrozumieć postępowanie wuja głównej bohaterki, który z powodu jej bielactwa i dużej wiedzy jak na jej wiek wystraszył się i oddał do sierocińca. Nie chciał wychowywać, utrzymywać osoby, która w jakikolwiek sposób mogłaby mu zaszkodzić. Obecnie jest to dla nas nie do pomyślenia, napawa nas przerażeniem i jednocześnie wstrętem sama myśl o takim zachowaniu. Niemniej w niektórych krajach afrykańskich do dnia dzisiejszego panuje takie przekonanie, że to chłopiec ma się uczyć, a dziewczynka pracować i nie wyrażać własnego zdania.

Michaela DePrince swoją pozycją wycisnęła ze mnie może łez. Wiele razy się wzruszyłam, zdenerwowałam, zaklęłam pod nosem. Miałam ochotę wstać i zacząć w jakiś sposób działać, aby nie dopuścić więcej do takich traumatycznych zdarzeń. Zastanawiałam się nad własnym życiem, nad tym, jak w porównaniu do niej więcej rzeczy łatwiej mi przychodziło, że w lepszych czasach przyszło mi żyć. A także cieszyłam się na samą myśl, że udało jej się trafić do rodziny, która naprawdę ją pokochała i pozwoliła spełniać swoje marzenia. Sądzę, że ta pozycja jest obowiązkowa dla wszystkich, niezależnie od wieku, statusu społecznego, upodobań i marzeń.

Więcej o niej samej dowiecie się na stronie: michaeladeprince.com Zachęcam również do obejrzenia nagrań jej tańca. Widać, że robi to z prawdziwą pasją, której brakuje dziś wielu tancerzom.

Wytańczyć marzenia. Historia osieroconej czarnoskórej dziewczynki, która stała się słynną primabaleriną [Elaine de Prince]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Jak powszechnie się mówi, święta to rodzinny czas, który powinniśmy spędzić z najbliższymi osobami. Nie trudno się z tym zgodzić. Dlatego właśnie na ten czas wybrałam sobie swój powrót. Odczekałam, aż zdążycie posiedzieć z rodziną przy stole, podzielicie się nowinkami z prywatnego życia, popłyniecie na fali świątecznego obżarstwa (w końcu jak odmówić tym wszystkim pysznościom, prawda?) i wracam. Przez dłuższy czas nie miałam możliwości publikowania na blogu, gdyż ktoś źle mi życzący wkradł się na moje konta - facebookowe, blogowe i na pocztę elektroniczną. Sporo czasu zajęło mi odzyskiwanie haseł, ale na szczęście się udało. Wprawdzie Facebook został zablokowany i nie ma możliwości jego odblokowania, ale już sobie z tym poradziłam w inny sposób. Niestety wszystko, co publikowałam na fanpage, przepadło. Zaczynam tam od nowa, więc jeżeli lubisz Kulturalny Kącik i chcesz być na bieżąco ze wszystkim, co tu publikuję, a także z artykułami i ciekawostkami, którymi się z Wami dzielę to zapraszam do polubienia nowego konta

Wracając do meritum sprawy - powróciłam na dobre na bloga! Od kilku dni robię w nim porządki, siedzę nad nowymi tekstami, szukam interesujących tematów, bo chciałabym rozszerzyć tematykę strony. W jakim kierunku zmierzam? Jeszcze nie do końca potrafię to jednoznacznie określić. Kulturalny Kącik dalej będzie traktował o kulturze, wciąż głównie będą to opinie o przeczytanych książkach, ale skupię się również na filmach i serialach, które coraz częściej zajmują mój wolny czas. Mam nadzieję, że i te posty znajdą swoich zwolenników i będziemy mieć okazję do interesujących dyskusji.
Żeby utrzymać ten świąteczny, rodzinny klimat postanowiłam wziąć udział w Share Weeku!

Autorzy polecają Autorów, czyli IV edycja Share Week Andrzeja Tucholskiego

Regulamin mówi o wyróżnieniu 3 blogów, które w jakiś sposób zawładnęły moim sercem, które mają dla mnie ogromne znaczenie. Ale ograniczać się tylko do trzech? Niemożliwe! Dlatego postanowiłam polecić ich nieco więcej, a w formularzu u Andrzeja zamieszczę przepisowe trzy. 



Gosiarella - różowa popkulturowa pogromczyni zombie, która ma bzika na punkcie bajek, superbohaterów, seriali, różowego koloru i zaklepywania przystojnych aktorów. Wciąż wspomina o Z-apokalipsie i nie wiadomo, czy nie może się jej doczekać, by wypróbować swoje różowe widły, czy może chce przetestować swojego superbohatera w akcji. Jej celem jest niszczenie nam dzieciństwa ukazując prawdziwe oblicze bajek w różnych wersjach, poczynając od Disneya. Jej teksty zawsze poprawiają mi humor, są napisane w zabawny, choć dość specyficzny sposób, ale zawsze rzetelne i poparte wiarygodnymi źródłami.

Jest Rudo - rudowłosa Natalia, która ma pozytywnego fioła na punkcie fotografii. Robi naprawdę dobre zdjęcia, ale swój blog nie traktuje tylko jako promowanie swoich wytworów. Skupia się na pomocy innym dając wiele cennych wskazówek, tworzy wyzwania fotograficzne, które zmuszają do kreatywnego i nieszablonowego myślenia. Zwraca uwagę na jakość, a nie ilość. Uczula na piękno i estetykę w każdej postaci. Jej teksty to nie tylko fotografia, ale także wszelkie ciekawostki, życie w Anglii, biznes, narzędzia przydatne blogerom, interesujące artykuły z dnia codziennego, bank zdjęć. Inspiruje i motywuje do działania.
Myśli i słowa wiatrem niesione - AnnRK i jej bloga cenię za masę wartościowych tekstów, gdzie podczas ich czytania najzwyczajniej w świecie jest mi wstyd za jakość swoich własnych. Poświęca sporo czasu na dokładne przeczytanie książek, rzetelnie podchodzi do pisania recenzji. Robi to ciekawie, z wyczuciem, dokładnie opisując to, co ważne, pozostawiając sporo do własnego odkrycia. Motywuje do polepszania własnego warsztatu pisarskiego, a także do sięgnięcia po literaturę, która początkowo nie leży w naszym guście. A do tego potrafi zaintrygować podróżami jak mało kto! Blogosfera książkowa bez jej tekstów na pewno by ucierpiała.



Ania Maluje - to swoista kopalnia inspirujących tekstów, które powodują uśmiech na mojej twarzy. Podejście Ani do życia jest dość podobne do mojego, więc czytam jej teksty z przyjemnością. Trafne spostrzeżenia, odważne stwierdzenia, ciekawostki, porady, polecane artykuły sprawiają, że aż chce się dyskutować, szukać, działać. Często przedstawia niebanalne zastosowania niektórych rzeczy, wyszukuje ciekawe i przydatne narzędzia. Opisuje pracę pedagoga z przymrużeniem oka, a także wiele pisze o własnym zdrowiu w niebanalny sposób. Od Ani można się uczyć podejścia do pracy, własnego zdrowia, ciała i samopoczucia.  

One Little Smile - umieszczam ją w rankingu za interesujące teksty i wszelkie graficzne bonusy dla wszystkich odwiedzających jej stronę. Jej comiesięczne tapety na pulpit goszczą i u mnie, nierzadko korzystam z tapet na telefon. Za pomocą programów graficznych robi wspaniałe rzeczy, subtelne, stonowane, takie jakie lubię najbardziej. Wszystko do siebie pasuje kolorystycznie i stylistycznie, aż chce się na to patrzeć i z tego korzystać. Dzięki niej moja przestrzeń komputerowa wygląda przyjemniej.

My Pink Plum - za wartościowe teksty, przyjemny dla oka wygląd strony, gdzie czytelnik najzwyczajniej odpoczywa. Motywuje do działania i poprawiania własnej przestrzeni życiowej. To często jej cykliczne plakaty i zdjęcia wędrują po moim pokoju w celu upiększenia i umilenia przestrzeni. Robi cuda i przedstawia je krok po kroku do samodzielnego wykonania. Zaglądam tam często po inspirację, gdy mój pokój przestaje na mnie pozytywnie wpływać.

Life Managerka - motywuje do działania w sferze psychicznej i fizycznej. Przygotowuje wraz ze specjalistami bardzo ciekawe materiały filmowe, w których przedstawia dobre działanie odpowiednich ćwiczeń, diet. Pokazuje interesujące miejsca, sposoby na zdrowe spędzanie wolnego czasu. A wszystko to poparte wiarygodnymi źródłami. Jest osobą pozytywną, od której bije chęć inspirowania i zmuszania do myślenia. 

Blogów, na które kilka razy w tygodniu zaglądam jest mnóstwo, a każdy cenię za coś innego. Jednak nie wystarczyłoby mi dnia czy tygodnia na wymienienie ich wszystkich. I tak wyszłam poza regulaminowe trzy propozycje. A jak to u Was wygląda z polecanymi blogami? Kogo spoza mojej listy jeszcze byście mi polecili i za co? Z chęcią poznam nowe osoby i nowe strony, które być może zagoszczą u mnie w zakładkach na dłużej.
Historia rozgrywa się w XX-wiecznym Iranie, w Kermanshah i opowiada o zamożnej żydowskiej rodzinie. Rachel to młoda, wychowana bez matki dziewczyna, która poślubiła cenionego i zamożnego Ashera. Już od pierwszych chwil próbuje sprostać oczekiwaniom męża i społeczeństwa, a więc bezskutecznie stara się dać dziecko swojemu mężowi, najlepiej syna. Błaga o to Boga, żyje niespokojnie w obawie, że gdy nie urodzi dziecka, jej miejsce w rodzinie zajmie inna kobieta, a ona zostanie wyrzucona na bruk. Czuje się coraz bardziej bezsilna, załamana, a dodatkowych trosk dokłada jej szwagierka, która spodziewa się upragnionego przez nią dziecka. Młoda kobieta popada w obsesję, nieopanowaną zazdrość, żądzę zemsty i jest skłonna do niewyobrażalnych rzeczy tylko po to, aby utrzymać swój status w rodzinie.

Dziewczyna z ogrodu nie jest tylko powieścią o statusie społecznym irańskich kobiet, o niesprawiedliwym traktowaniu ich i braku empatii. Jest to książka, która ukazuje wręcz obsesyjne pragnienie potomstwa, wagę i potrzebę matczynej miłości, relacji, jaka panuje między poszczególnymi członkami rodziny. Książka ta nie należy do najłatwiejszych, które czyta się błyskawicznie i równie szybko wyrzuca się z pamięci. Jest to historia, która porusza do głębi, otwiera oczy, wyciska łzy z oczu, łamie serca. Czytelnik ma ochotę zacząć działać przeciwko takiej niesprawiedliwości, ale z każdą kolejną stroną czuje się coraz bardziej bezradny. Jest to pełna emocji historia, której nie sposób szybko wyrzucić z pamięci. Czytając ją przeżywałam wszystko razem z bohaterami, próbowałam zrozumieć ich postępowanie, postawić się w ich sytuacji, ale nie wszystko okazało się dla mnie takie oczywiste. Trudno jednoznacznie określić tę historię, wrzucić ją do jednego worka z innymi powieściami, zaszufladkować. Jest to złożona i bardzo intrygująca pozycja.

Rachel jest bardzo mocną stroną tej powieści. Kobieta, która wychowywała się bez matki, doskonale zdaje sobie sprawę, jak ważna jest taka relacja, jak silne potrafi być pragnienie posiadania własnego potomstwa. Ta chęć, wręcz obsesja, aby miłością obdarzyć swojego syna sprawia, że kobieta zaczyna wariować. Zaczyna nią targać zazdrość do szwagierki, która spodziewa się dziecka, pragnie zemsty za to, że to nie jej się udało. W zasadzie jest pozostawiona samej sobie. Na Ashera nie może liczyć, gdyż ma on swoje określone obowiązki i dzieli ich ogromna przepaść społeczna. Choć wśród niej są kobiety, które z chęcią rzucają cennymi radami, jak sprawić, by potomstwo się pojawiło, to jednak nie są to osoby, którym można się swobodnie zwierzać. One znają reguły panujące w tym kraju, znają swoje miejsce w rodzinie, tego samego oczekują po młodej Rachel. I między innymi narzucanie takich oczekiwań sprawia, że dziewczyna zaczyna popełniać irracjonalne błędy, dąży za wszelką cenę do osiągnięcia założonego sobie celu. Czy jej się to uda?

Autorka nie ułatwia czytelnikowi poznanie historii. Nie od początku wszystko staje się takie jasne i klarowne, bowiem Parnaz Foroutan przeskakuje z wątku na wątek, wtrąca retrospekcje z punktu widzenia innych bohaterów. Dzięki temu czytelnik ma okazję poznać historię z kilku punktów widzenia, na przestrzeni kilku lat. I choć nie ułatwia to odbioru, nie sprawia, że wszystko od razu staje się zrozumiałe, to jednak było strzałem w dziesiątkę. Często ból i smutek są tak niewyobrażalnie namacalne, że potrzebowałam głębokiego oddechu, chwilowej przerwy od tej historii. Dzięki retrospekcjom mogłam nabrać nieco dystansu, ochłonąć, postarać się ułożyć sobie w głowie to, czego właśnie byłam świadkiem. I zdaję sobie sprawę, że Dziewczyna z ogrodu pod względem budowy nie należy do najprostszych w odbiorze to wiem, że gdyby autorka pokusiła się o proste, szablonowe przedstawienie historii, emocji nie byłoby tak dużo. A to właśnie one sprawiają, że ta historia wydaje się być jeszcze bardziej interesująca.

Dziewczyna z ogrodu sprawia, że czytelnik po ukończonej lekturze czuje się przemaglowany emocjonalnie, pozbawiony sił i pozostawiony samym sobie. Wywołuje wewnętrzny niepokój, niezdefiniowany strach, czy lęk. Sprawia, że ma się ochotę zapłakać nad losem tych kobiet i jednocześnie podsuwa coraz to nowsze scenariusze zakończenia historii. Cieszę się, że miałam okazję poznać tę historię, przekonać się, jak wyglądało życie kobiet w Iranie w XX wieku, jakimi stereotypami i zabobonami się kierowały, a także jak szokujące mogą być zachowania osób, które za wszelką cenę pragną potomstwa.

Dziewczyna z ogrodu [Parnaz Faroutan]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Ostatnio zrobił się szum wokół kreatywności. Pracodawcy, nieważne na jakie stanowiska, wymagają, aby przyszły pracownik był kreatywny, twórczy, pomysłowy. Tylko co to tak naprawdę znaczy i jak stać się taką osobą? Jak sprawić, abyśmy myśleli kreatywnie, w taki sposób rozwiązywali problemy? Nie jest to łatwe, zwłaszcza, gdy nie zna się dokładnie znaczenia tego terminu i nie wie się, jak zdobyć tę umiejętność. Na pomoc przychodzi Agnieszka Biela, która w swoim poradniku Trening kreatywności. Jak pobudzić twórcze myślenie wyjaśnia wszelkie zawiłości związane z tym terminem i pomoże teoretycznie i praktycznie obudzić w sobie kreatywność.

Gdy już myślimy, że wszystko idzie po naszej myśli, że w końcu udało nam się wyjść na prostą, sprostać wszystkim przeciwnościom losu to znów coś lub ktoś staje na naszej drodze. I gdyby tylko na tym się skończyło to nie byłoby większego problemu, ale kulka toczy się i toczy, zbierając i niszcząc wszystko po drodze. 

W podobnej sytuacji znalazła się główna bohaterka, Izabela Wieniawska. Pracuje w nowym magazynie kulturalnym, konkurencyjnym dla jej poprzedniego miejsca pracy. Choć ma stanowisko naczelnika i większość rzeczy powinno od niej zależeć to nie do końca tak jest. Do tego dowiaduje się z podrzędnego czasopisma, że jedna z aktorek jest w ciąży. Niby nic takiego, ale... rzekomo z partnerem Izabeli! Świat staje na głowie dziewczyny. Ta w przypływie złości i niedowierzania daje się namówić matce i przyjaciółce na małą zemstę i odwrócenie kota ogonem. Do tego nadchodzi tragiczna wiadomość, która wstrząsa Izabelą i jej dotychczasowym życiem. Tylko nie wszystko jest takie, jakim się nam początkowo wydawało.

Sięgając po Szczęście pachnie bzem bałam się, że kontynuacja nie utrzyma poziomu. Na szczęście moje obawy były bezpodstawne. Autorka rozpoczęła kontynuowanie historii w mniej więcej tym samym miejscu, a co za tym idzie, nie można się pogubić w toku wydarzeń. Od razu wszystko zaczyna się komplikować, nic nie wydaje się iść po myśli bohaterów. Podobało mi się to, jak autorka poprowadziła całą akcję. Zakończenie Alei Bzów sugerowało, że wszystko jest piękne, kolorowe i wspaniałe. A tu już od początku los wszystko weryfikuje. Tak, jak w prawdziwym życiu. Nie ma bajki, jest rzeczywistość. Demony przeszłości, a także pochopne decyzje zaczynają zaważać na dotychczasowym życiu każdej z postaci. To, czy uda im się wybrnąć z tego zależy od ich determinacji, temperamentu, znajomości i podejścia do życia. 

Styl powieści jest taki sam jak w pierwszym tomie. Prosty język, jasny przekaz, dobrze przedstawione portrety psychologiczne, przemiany bohaterów, barwne i wiarygodne opisy. Tę część czytało mi się przyjemnie. Wciągnęło od pierwszych stron, tak jak to miało miejsce w przypadku Alei Bzów. Mamy tu dużo emocji bohaterów, chociaż opanowanie też ma miejsce. Jednak zdecydowanie w tej części bohaterowie kierują się emocjami, intuicją, pierwszą myślą. Częściej są wyrywni, błądzą po omacku, robią wszystko i wszelkimi sposobami, aby naprawić to, co się zepsuło. Dzielnie stają naprzeciw, pokonują przeciwności losu. Wyraźnie widać, że Izabela, Wiktor i Joanna się zmieniają. Dojrzewają, inaczej patrzą na życie. A czytelnik ma okazję bacznie obserwować tę przemianę, bardzo wiarygodną. 

Pierwszy tom podobał mi się bardzo, ale dopiero Szczęście pachnące bzem Aleksandry Tyl wstrząsnęło mną porządnie. To, co się stało i zmieniło podejście i życie Izabeli, tak samo wpłynęło i na mnie. Do tego walka, przez którą musiała przejść nie była łatwa. Czy zwyciężyła? Musicie przekonać się sami. Jedno jest pewne, z górki nikt z postaci mieć nie będzie. Jestem pewna, że nikt się na tej powieści nie zawiedzie. Z czystym sumieniem mogę polecić ją fanom Aleksandry Tyl, miłośnikom książek obyczajowych, a także tym, którzy lubią czytać o prawdziwym życiu, w nieco łagodniejszej odsłonie. To nie jest typowy romans, prosta i łatwa w odbiorze pozycja, którą szybko można wyrzucić z pamięci.


Szczęście pachnie bzem [Aleksandra Tyl]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Staram się sięgać po autorów, których jeszcze nie znam. Nie zamykam się w środowisku znanych mi pisarzy. Jednak szukam pozycji w określonym kręgu moich zainteresowań. Tak trafiłam na Nieprzewidziane konsekwencje miłości Jill Mansell. Naczytałam się sporo pozytywnych opinii na temat innych jej książek i postanowiłam sprawdzić, o co tyle szumu. Pozostałe książki autorki wydawane w Wydawnictwie Literackim mają ciekawą szatę graficzną. Bardzo do siebie zbliżoną. Jednak powyższa pozycja, choć wydana przez to samo wydawnictwo, znacznie się różni. Moim zdaniem, okładka tylko odpycha od książki, a na pewno nie bardzo pasuje do fabuły. Owszem, uśmiechnięta para przyjaciół lub kochanków to dobry motyw do historii miłosnej. Jednak nie zachęca ona tak bardzo do przeczytania. A szkoda, bo naprawdę warto po nią sięgnąć!

Sophie jest fotografką, która w końcu zaczęła spełniać swoje marzenia i realizować własne pasje. Robi to, co kocha i jest w tym naprawdę dobra! Od dłuższego czasu mieszka w St Carys i dobrze się tam odnajduje. Ma pracę, własne mieszkanie, przyjaciół. Jest szanowaną osobą w miasteczku. Pewnego dnia, podczas jednej z sesji zdjęciowych w hotelu, wpada do pokoju brudny i mokry pies, który w mig niszczy białe ubrania klientów. Zdenerwowana Sophie czym prędzej łapie zwierzaka i idzie skonfrontować to z jego właścicielem. Okazuje się, że jest nim syn właścicielki hotelu, Josh, który po odejściu z zespołu Go Destry postanawia przeprowadzić się do rodzinnej Kornwalii. Niemniej na dziewczynie nie robi on takiego wrażenia, do jakiego przywykł mężczyzna. Z czasem postanowił starać się o względy fotografki, która stale mu odmawia. Co takiego stało się w przeszłości dziewczyny, że nie umawia się na randki? Tego Josh próbuje się dowiedzieć na własną rękę. 

Kolejna historia miłosna okraszona trudną przeszłością bohaterów, niełatwymi początkami ich początkami, nieprzewidzianymi wyborami. Jest dość przewidywalna, to prawda. Już podczas pierwszych rozdziałów można przewidzieć zakończenie. Jednak nie psuje to przyjemności z lektury, bowiem to sposób, w jaki cała historia się rozwija jest bardzo interesujący. Oczywiście wątek Sophie i Josha nie jest jedynym w powieści, ale na pewno głównym. Babcia Josha, właścicielka hotelu, również będzie musiała zmierzyć się z przeszłością, a jednocześnie przemyśleć kilka spraw i stanąć oko w oko z miłością. To samo tyczy się przyjaciółki Sophie - Tuli, a także przyjaciela Josha - Rilley'a. Każdy z bohaterów znajduje się na takim etapie życia, w którym zdają sobie sprawę, że do szczęścia w zasadzie brakuje im tylko obecności drugiej osoby. Nie jest łatwo, ciągle coś się komplikuje, ale radość do życia wnosi właśnie uczucie do drugiej osoby. Jednak nie jest tak kolorowo, jakby się mogło wydawać. Bohaterowie muszą zmierzyć się z wieloma problemami, mniejszymi i większymi. Nierzadko zmierzyć z samym sobą, aby dowiedzieć się, czego tak naprawdę pragną. 

Nieprzewidziane konsekwencje miłości to kolejna historia obyczajowa z wątkiem miłosnym w tle. Dość silnie zarysowanym, tworzącym pewną oś powieści. Książka wciąga już od pierwszych stron, a z każdą sekundą jeszcze bardziej. Nie mogłam się od niej oderwać, byłam bardzo ciekawa, co też dalej spotka bohaterów, czy Josh zdobędzie serce Sophie, co takiego ukrywa dziewczyna i jak zakończy się historia Tuli. Bohaterowie okazali się pełnowymiarowi, plastyczni, jak najbardziej rzeczywiści. Nietuzinkowi, więc nie sposób było ich ze sobą pomylić. Posiadali własne zdanie, sposób bycia, które wyróżniały ich na tle innych postaci. Podobało mi się to, że autorka nie skupiła się tylko na historii głównych bohaterów. Stworzyła ciekawe i szczegółowe portrety psychologiczne również pozostałych osób. Dzięki temu cała historia stała się jeszcze bardziej ciekawa. 

Nie da się ukryć, że Jill Mansell stworzyła powieść głównie dla kobiet. Już sama tematyka jasno daje do zrozumienia, z czym mamy do czynienia. Jednak nie jest to kolejna lekka pozycja, która szybko wyleci nam z pamięci. Tematy podjęte w tej historii, problemy bohaterów, to wszystko sprawia, że fabuła pozostaje na dłużej w naszej pamięci. Tu toczy się prawdziwe życie, nie takie jak w bajkach, więc dzięki temu czytelnik może poczuć się tak, jakby był wśród bohaterów. To ważna cecha. Do tego prosty styl, który nie umniejsza powieści, a tylko ułatwia czytanie. Jestem zadowolona z Nieprzewidzianych konsekwencji miłości, fabuła w pełni mnie usatysfakcjonowała, otrzymałam ciekawą powieść. Na pewno sięgnę po pozostałe książki tej autorki, a tymczasem zachęcam wszystkich miłośników powieści obyczajowych do przeczytania najnowszej historii Jill Mansell.


Nieprzewidziane konsekwencje miłości [Jill Mansell]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
W życiu każdego człowieka, który lubi czytać książki, przychodzi moment, kiedy odczuwamy wstyd za nieprzeczytaną pozycję. Są sytuacje, kiedy podczas rozmowy na temat niezwiązany z czytaniem, np. o konkretnym filmie, pada tekst "Sytuacja podobna do tej zawartej w książce XYZ. Wiesz o czym mówię, prawda? Czytałaś?". I czasem aż wstyd przyznać, że tego się nie zrobiło. I nie chodzi mi o pozycje, które obecnie są na topie, lawinowo zdobywają swoich fanów, a na ich podstawie powstają nowe, udane bądź nie, kopie (tzn. inspiracje). Nie mam na myśli Igrzysk Śmierci, Niezgodnej, Gry o tron, Pięćdziesięciu twarzy Greya, itd. Mam na myśli klasykę, którą powinien przeczytać każdy. A ja do tej pory tego nie zrobiłam.