"Cień wiatru" Carlos Ruiz Zafón

Carlos Ruiz Zafón, hiszpański pisarz, dziennikarz, mieszkaniec Los Angeles. Zdobywca wielu nagród, autor czterech książek dla młodzieży i… kilku innych. Ale czy takie informacje są powodem szału wokół tego autora? Niekoniecznie. Więc może to jego proza? Cieplej, choć są też przeciwnicy jego pisaniny. No cóż, wypadałoby się samej przekonać, dlaczego Zafón ląduje na półkach „ulubione”, a także „znienawidzone”. Co takiego jest w jego tekstach, że wzbudza tyle sprzecznych emocji (choć zdecydowanie częściej te pozytywne)?

„Cień wiatru” to opowieść o Danielu Sempere, miłośniku książek. Gdy był małym chłopcem utracił matkę i został pod opieką ojca. Pewnego dnia, tato zaprowadził go do tajemniczego miejsca – Cmentarza Zapomnianych Książek. Warunek jednak jest jeden – każdy nowy członek musi wybrać książkę, którą zaadoptuje, będzie się nią opiekował przez całe życie. Czym ma się kierować w wyborze? Sercem i przeczuciem. Chłopiec wybrał „Cień wiatru” Juliana Caraxa, tajemniczego pisarza. Pochłonięty wspaniałą lekturą postanowił zdobyć jak najwięcej informacji o pisarzu. I to szukanie trwa przez lata, ale nie jest pozbawione dość ciekawych rozrywek. Na drodze Daniela staje niewidoma Klara, która staje się pierwszą miłością bohatera, tajemniczy mężczyzna o spalonej twarzy, któremu wyjątkowo zależy na powieści Caraxa, inspektor Fumero, który ma wiele wspólnego z przeszłością Juliana. Czy Daniel sprosta oczekiwaniom ojca,  przyjaciela Fermina, tajemniczego mężczyzny? Jak skończy się poszukiwanie informacji o Julianie Caraxie?

Muszę przyznać, że nie do końca wiedziałam, czego spodziewać się po twórczości tego autora. Do tej pory był mi obcy, pod każdym względem. Jego powieści swego czasu przewijały się wśród bloggerów, zdobywając większe i mniejsze zachwyty. Ale jakie są moje wrażenia? Otóż jestem… oczarowana!

Spodobał mi się sposób, w jaki Carlos Ruiz Zafón przeprowadził całą akcję. Pomysł na fabułę był niebanalny, to na pewno. Sama chciałabym się znaleźć na takim Cmentarzu Zapomnianych Książek, wybrać sobie pozycję, którą będę zmuszona wręcz się opiekować, dzięki czemu ocalę ją od zapomnienia. A przygody z nią związane? Daniel miał niemało! Wiele razy otarł się o śmierć, tracił coraz więcej energii, a w pewnym momencie nawet zainteresowania, zapału. Poddał się tylko po to, by pod wpływem pewnego wydarzenia na nowo zapalić się do działania. I to jakiego! Akcja utworu początkowo idzie wolno, niczym piesek na spacerek. Nic specjalnego się nie dzieje, żadnych wielkich tajemnic. Poznajemy dokładnie Daniela Semepere, jego ojca, wspólnego pracownika, sąsiadów. Nie obcy jest nam Barceló, antykwariusz, który po obejrzeniu „Cienia wiatru”, chciał odkupić egzemplarz od chłopaka za niemałe pieniądze. W pewnym momencie jednak wszystko biegnie do przodu. Pies urywa się ze smyczy i biegnie za swoją ofiarą – tak można określić niekiedy akcję powieści.

Styl, jakim posługuje się Zafón jest na pewno charakterystyczny. Prosty, przystępny, ale znaleźć można bogate słownictwo. Barwne opisy Barcelony sprawiły, że poczułam się jakbym mieszkała tam od lat, choć w rzeczywistości nigdy tam nie byłam. Poprowadzenie akcji wywoływało u mnie szybsze bicie serca, strach o bohaterów. Trafne komentarze Fermina wywoływały u mnie ogromny śmiech. Kreacja bohaterów również udała się autorowi. Każdy z nich był ciekawy, nietuzinkowy. Posiadali swoje charakterystyczne cechy charakteru i zachowania, mieli swoje upodobania, poglądy. Dawno nie miałam styczności z tak wspaniałą plejadą postaci. Tu należą się brawa dla autora. Choć małym zgrzytem na tej prezentacji był jednak główny bohater, który wydawał mi się niekiedy dziecinnie naiwny, często nieodpowiedzialny, pozbawiony wyrazu. Ale jego zapał w wielu sytuacjach zasługuje na brawa.

Dzięki zainteresowaniu życiem Caraxa, Daniel prowadzi czytelnika w świat wojen, świat naprawdę wielu tajemnic. Poznajemy życie Juliana, tak bardzo podobne do życia Daniela. Razem z Danielem czułam dreszcz ekscytacji, kiedy otrzymywał coraz to więcej informacji o autorze, który swoją prozą zawładnął jego sercem. Ciekawe to życie było, muszę przyznać. Poza życiem Juliana Caraxa, poznajemy także historię rodu Aldayów, dawnych przyjaciół Juliana, a także wielu innych bohaterów.

Za wielowątkowość, naprawdę dobrze stworzoną i poprowadzoną, należy się Zafónowi kolejny plus. Oczarował mnie swoimi umiejętnościami. Cała zagadka była bardzo ciekawa, choć w wielu momentach przewidywalna. Czytałam wiele opinii, w których czytelnicy zdradzali swoje żale, że od początku powieści wiedzieli, kim jest tajemniczy człowiek o spalonej twarzy. Mi przez myśl w pewnym momencie także przebiegło poprawne rozwiązanie, ale starałam się nie zastanawiać nad nim. Szczerze mówiąc, czytałam i czytałam, by nie mieć chwili na psucie sobie historii rozmyślaniem o zakończeniu. O nie, takie refleksyjne chwile zostawiłam sobie na koniec. Dzięki temu byłam równie zaskoczona, jak główny bohater. Mogę powiedzieć, że naprawdę wczułam się w całą tą opowieść i czułam, jakbym kroczyła ścieżkami z Danielem, razem z nim odkrywała tajemnice.

Jestem przekonana, że jeszcze nie raz sięgnę po książki Carlosa Ruiza Zafóna. W jego prozie jest coś, co przyciąga czytelnika, a niebanalna fabuła to potwierdza. Może nie jest to wybitny pisarz, daleko mu do Dostojewskiego czy Mickiewicza, jednak wiem, że trafi on do jednych z moich ulubionych pisarzy. Przy „Cieniu wiatru” spędziłam wiele miłych chwil, dobrze się bawiłam i takie wrażenia mam zamiar zostawić w sobie jak najdłużej. Czy polecam? Z czystym sercem tym, którzy lubią zagadki, oczywiście książki i… samego autora.


Cień wiatru [Carlos Ruiz Zafon]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Dziennik znaleziony w piekarniku" Marek Susdorf


Zastanawiam się co mnie podkusiło, aby sięgnąć po „Dziennik znaleziony w piekarniku”. Czy to ta okładka biało-zielono-czarna? Może butelka, która dziwnym trafem jakoś przypomina mi ten piekarnik? A może Marek Susdorf i jego tajemnicza proza, której nie miałam jeszcze przyjemności czytać? Na pewno nie były to recenzje, swoją drogą naprawdę różne. Jedno jest pewne – mam mieszane uczucia.

„Dziennik znaleziony w piekarniku” to pierwsza część z cyklu „Trzy śmiertelne historie”, której główną bohaterką i narratorką jest Magdalena D., dość specyficzna matka i żona. Zrzędzi i zrzędzi przez cały utwór. Ale na jaki temat? Magdalena ukazuje nam prawdę widzianą jej oczami. Codzienne sytuacje, których jest świadkiem, często nawet powodem. Jej irytacje spowodowane brakiem dosłownie wszystkiego – dobrego męża, dobrego domu, dobrego dziecka, dobrego swojego ciała i charakteru. Niedobry mąż, który wciąż ogląda swój mundial. Niedobre dziecko, które wciąż wymaga karmienia, przewijania a na dodatek płacze i płacze. Niedobra ja, która nie ma nic z tego, że się tak męczy i męczy. Ale co ma z tego? Chwile, kiedy może bazgrolić w swoim dzienniku i skarżyć się na zło tego świata. Nie wie kto jest jej sprzymierzeńcem, a kto wrogiem. Dziecko? Z powodu niemożności wczucia się w choć jedną rolę dobrze, ucieka w głąb siebie. Ale czy będzie to dobre wyjście? Ile będzie musiała sobie uświadomić, ile przeżyć, by zrozumieć, że jej starania teraz są… bezowocne i do niczego nie zaprowadzą?

Jak wspomniałam na początku, mam mieszane uczucia odnośnie całej tej krótkiej, bo krótkiej powieści-pamiętnika. Narratorką i jednocześnie główną bohaterką jest już wspomniana Magdalena D., matka i żona, rzecz jasna życiowo niespełniona. Aby mieć choć odrobinkę przyjemności z życia, które w żaden sposób jej się nie udało i wcale, ale to wcale jej nie cieszy, postanawia pisać dziennik, w którym wyrzuci wszystkie swoje żale na otaczający ją świat. Forma pamiętnika jest? W pewien sposób tak. Żadnej tam logicznej całości, porządku w pisaniu, a o zachowaniu zasad ortografii i interpunkcji już nie wspomnę. Ale co komu do tego, to zamysł bohaterki i rzecz jasna – autora. Skoro zabieg zamierzony – błędów nie wolno mi wytykać. Teoretycznie.

Autorowi udało się w doskonały sposób ukazać prawdziwe oblicze człowieka, którego nic nie cieszy, który o wszystko obwinia innych, byle nie siebie. W tym wypadku kobiety, która żałowała niedokonanej aborcji, która uważa, że faceci to tylko do uprawiania seksu i oglądania meczy się nadają. Feministyczne podejście? Jak najbardziej. I właśnie ten feministyczny wydźwięk irytował mnie najbardziej. A bo to kobieta samodzielna, ale jednak za wszystkie niedogodności obwinia innych? Autorze, troszkę się minęliśmy z oczekiwaniami. Jednak muszę przyznać, że pamiętnikowe wyznania pasowały jak najbardziej do całego zarysu książki. Dzięki takiej a nie innej narracji, poznajemy z pierwszej ręki myśli bohaterki, często po prostu bezczelne, groteskowe, ale oryginalne i swojskie. Bez żadnego tam ubierania ich w ładne słówka, ozdabianie kwiatkami. Tu prawda w czystej postaci. Nie każdy się z nią zgodzi, ale nie o to tu chodzi. Nie każda matka jest idealna, nie każda kocha swe dziecko i męża. O tym wie każdy, choć nie wszyscy sobie to uświadamiają. Magdalena D. jest właśnie taką kobietą – niekochaną i tą, która nie kocha. Jest bezwzględna w swoim zachowaniu, w swojej postawie i myślach. Świetnie wykreowana postać!

Dużym plusem dla powieści jest jej oprawa. Ładna okładka, która mimo wszystko przyciąga wzrok swoją prostotą, rysunki na kartach powieści. Tak, to wszystko ładnie współgrało z tekstem. Co jak co, ale za to książka ma u mnie duży plus. Nie zawsze uratuje treść, aczkolwiek na pewno podniesie jej status, ocenę, cokolwiek.

Czy polecam? Nie, na pewno nie polecę tej książki czytelnikowi. Wiem, że są osoby, które oczarowała proza Pana Marka. Mnie jednak w tym wypadku tylko wynudziła, zirytowała. Nie potrafiłam odnaleźć w książce siebie, nie potrafiłam wyłuskać z siebie choć odrobiny współczucia dla tej matki. Dla dziecka już tak, bo czym ono winne? Ja po prostu nie rozumiem takiego zachowania i podejścia do niektórych spraw i osób. Może dlatego ta książka bardziej mnie zdenerwowała. Na pewno ma plusy, ale dla mnie więcej minusów. I dlatego nie mam odwagi, aby ją komukolwiek polecać. Choć jestem przekonana, że jednak jeszcze wiele osób po mnie i po mojej opinii po nią sięgnie – tak z przekory. 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: Polacy nie gęsi...
Czytaj dalej »

"Sklepik z Niespodzianką. Adela" Katarzyna Michalak

Opinia zawiera spojlery z części pierwszej!

Wiecie jak to jest, kiedy zamykacie książkę i czujecie się rozczarowani? Ale nie książką, tylko tym, że już zakończyliście z nią przygodę, w TAKI sposób, a na twojej półce nie ma jeszcze kontynuacji? "Sklepik z Niespodzianką. Bogusia" zakończyła się wizytą Anny Potockiej, kobiety, która kilka lat wcześniej zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Takie zakończenie sprawiło, że czym prędzej musiałam mieć kolejną część w swoich rękach. A gdy to się stało, natychmiast ulokowałam swe ciało pod kocem z kubkiem gorącego napoju (który swoją drogą wypiłam dopiero kilka godzin później po skończonej lekturze...) i zatopiłam się w lekturze. 

Pojawienie się Anny Potockiej, żony Wiktora Potockiego, mocno wstrząsnęło mieszkańcami Pogodnej. Wszyscy byli co do jednego pewni - ta wizyta nie wróży niczego dobrego. I w pewnym sensie mieli rację. Zagadkowe zniknięcie i pojawienie się Anny, która po kilku dniach wyjaśnia przyczynę swojego zniknięcia niszczy rodzinę Potockich doszczętnie. Ale to nie wszystko. Na jaw wychodzą grzeszki kobiety, a także jej siostry bliźniaczki, Anity Kwiecień, która nieźle namieszała w życiu uroczej Adeli. Na domiar wszystkiego dochodzi ciąża Konstancji, która nie radzi sobie w nowej sytuacji, choroba matki Igora, tajemnica Adeli i dziwne zachowanie Lidki... Jak skończy się spotkanie Anny i Bogusi? Czy tajemnica Adeli wyjdzie na jaw? Co będzie z Bogusią i Wiktorem?

Muszę przyznać, że "Sklepik z Niespodzianką. Adela" jest zdecydowanie ciekawszą książką, niż jej poprzedniczka. Tu nie miałam problemów w zatopieniu się w życie bohaterów. Przerwa między jednym tomem a drugim okazała się być wystarczająco krótka, skoro dokładnie pamiętałam przebieg wydarzeń z pierwszej części. Zabrałam się za książkę wieczorem - skończyłam ją dnia następnego. Dawno żadna książka mnie tak nie wciągnęła! Te tajemnice, które nadawały nutkę napięcia opowieści, te dziwne zachowania Lidki momentami szokowały, ale też wywoływały ciarki przebiegające po ciele. Zachowanie Konstancji bardzo mnie irytowało, miałam ochotę wejść w książkę i mocno potrząsnąć bohaterką. Przecież jest w ciąży! Jak może tak zaniedbywać siebie, a co za tym idzie - dziecko!? I gdzie jest Igor, skoro jest tak bardzo potrzebny?

Ta część zawierała w sobie zdecydowanie więcej emocji. Było ich naprawdę wiele i były zróżnicowane, co mnie miło zaskoczyło. Momentami śmiałam się, płakałam i złościłam. Jednym współczułam, drugich potępiałam. Na pewno dużą rolę odgrywa w tej części Adela, choć i o Bogusi i pozostałych bohaterkach jest wiele. Niemniej, Katarzyna Michalak drugi tom serii z kokardką poświęciła bezwzględnej radnej, która szokowała wszystkich swoją bezpośredniością, stanowczością, niekiedy chłodem. A jaka jest naprawdę? Okazuje się, że to kobieta samotna, która kiedyś została skrzywdzona tak bardzo, że rana przez tyle lat się nie zabliźniła. To sprawiło, że stała się zimna, oschła. Jednak pewne wydarzenie sprawia, że kobieta otwiera swe serce i zdejmuje klapki, które do tej pory miała na oczach. Dostrzega wyraźnie pewne sprawy. Jakie? Dlaczego? O tym przekonacie się zaglądając do tej powieści. 

Wiecie co najbardziej podoba mi się w prozie Katarzyny Michalak? Choć za mną dopiero dwie jej książki, jestem oczarowana. Lekkością, z jaką przedstawia historie bohaterów, to jak skutecznie operuje emocjami, jak potrafi rozwinąć wiele wątków i je dobrze poprowadzić przez kolejne części. A co najważniejsze, tak kończy książkę, że czytelnika męczy fakt, że kontynuacja nie znajduje się na półce! Zakończenie zapiera dech w piersi, przez to czytelnik wysnuwa domysły, dlaczego tak? A co będzie dalej? Co z tego wyniknie? Nie mogę doczekać się trzeciego tomu, który zostanie wydany już w lutym. A czwarty!? Nie wiem, czy tyle wytrzymam, bez poznania dalszych losów bohaterów. Tak bardzo się z nimi zżyłam, że nie wyobrażam sobie dłuższej rozłąki. 

Czy polecę "Sklepik z Niespodzianką. Adela"? Oczywiście, że tak. Autorka jak zawsze zadbała o wspaniałą historię, odpowiednią dawkę emocji, nastrojów. A przede wszystkim, nie brakuje ciekawych przepisów. W "Bogusi" były to przepisy na wspaniały sernik i czekoladę na gorąco, w "Adeli" natomiast zerwistresy. Mam w planach wykonać wiele z tych kąpieli czy maseczek upiększających. Wiecie co Was powinno skusić poza interesującą fabułą? Piękne wydanie książki! Ładne kolory, które idealnie ze sobą współgrają. Po prostu nie mogę się napatrzeć na okładkę, nie mówiąc już o uroczym kociaku! A papier i czcionka? Jak zawsze trafiają w mój gust. Zachęcam Was do zapoznania się z twórczością Katarzyny Michalak. A tych, którzy znają prozę autorki, ale nie tę serię - polecam jak najszybciej się z nią zapoznać!

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: Polacy nie gęsi...
Czytaj dalej »

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" E. L. James

Autor: E. L. James
Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Greya
Moja ocena: 2/6
Hipnotyczna, uzależniająca, iskrząca seksem i erotyką powieść, której nie sposób odłożyć.

Studentka literatury Anastasia Steele przeprowadza wywiad z młodym przedsiębiorcą Christianem Greyem. Niezwykle przystojny i błyskotliwy mężczyzna budzi w młodej dziewczynie szereg sprzecznych emocji. Fascynuje ją, onieśmiela, a nawet budzi strach. Przekonana, że ich spotkania nie należało do udanych, próbuje o nim zapomnieć – tyle że on zjawia się w sklepie, w którym Ana pracuje, i prosi o drugie spotkanie.

Młoda, niewinna dziewczyna wkrótce ze zdumieniem odkrywa, że pragnie tego mężczyzny. Że po raz pierwszy zaczyna rozumieć, czym jest pożądanie w swej najczystszej, pierwotnej postaci. Instynktownie czuje też, że nie jest w swej fascynacji osamotniona. Nie wie tylko, że Christian to człowiek opętany potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli i że pragnie jej na własnych warunkach…

Czy wiszący w powietrzu, pełen namiętności romans będzie początkiem końca czy obietnicą czegoś niezwykłego? Jaką tajemnicę skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?

- Od wydawcy

Jak wiele osób, zastanawiam się nad fenomenem tej książki. Owszem, jest o seksie, nawet tym ostrym, brutalnym, odważnym, ale czy to powód, by uważać książkę za bestseller? Może gdyby jeszcze została napisana barwnym językiem, gdyby występowało tu bogate słownictwo. Ale nie! Prosty język - prosta sprawa. Dla mnie aż za prosta. Zbyt dużo irytujących powtórzeń: "O święty Barnabo!", "Dojdź dla mnie, mała!" czy to słynne "rozpadanie się na milion kawałków" i wciąż skacząca oraz uśmiechająca się wewnętrzna bogini Anastasi. A ten uwodzicielsko przystojny Christian? Przecież to ideał każdej kobiety - przystojny, silny, niezależny, ale też niedostępny. Odpycha swoją ofiarę od siebie, jednocześnie ją przyciągając.

Ja jakoś nie poczułam tej iskry czytając o Greyu. Nie poczułam tego dreszczyku emocji, podniecenia, który gwarantowała reklama. Bo, że reklama była - wie każdy. Że dobra - oczywiście! W końcu tak rozsławiony bestseller musiał zostać kupiony. Ale zastanawia mnie jedna rzecz - jak książka, która nie została jeszcze wydana, w dniu premiery okazuje się być bestsellerem? Tej logiki chyba nigdy nie rozumiem. Tym bardziej tej ekscytacji wokół owej powieści.

Fabuła nie jest niczym nowym, schemat boskiego mężczyzny, nieśmiałej, ale dość ładnej kobiety jest już nam znany z między innymi sagi zmierzch Meyer, do której zresztą owa książka jest porównywana. Jednak historia o wampirach i wilkołakach została napisana ze smakiem. Powiedzcie mi, ile razy można czytać w kółko o tym samym? To przygryzanie warg, zmuszanie Any do jedzenia. Przecież to przewijało się co dwie, trzy strony. Żadnej rewelacji tu nie widzę. Jedno muszę przyznać - do pewnego momentu czyta się szybko, nawet bardzo!

Dlaczego sięgnęłam po ten "bestseller"? Z powodu reklamy. Przyznaję się. Byłam ciekawa o co tyle szumu, dlaczego ta książka ma tyle samo wielbicieli co przeciwników. Zastanawiałam się skąd się to wzięło. Przekonałam się na własnej skórze - dobrze, wystarczy. Ta fabuła, a raczej jej brak, był dobrym pomysłem na książkę, ale nie na trylogię. Historia miałaby więcej smaku, gdyby została zamknięta w tej jednej książce. Ale nie, autorce było mało.

Boli mnie serce gdy patrzę, jakie książki zostają wydawane na rynku czytelniczym, a jakie świetne perełki zostają wrzucone do kosza na śmieci, bo są oryginalne, nie powielają utartych schematów, motywów. Wcale się nie dziwię, gdy słyszę, że czytelnictwo w Polsce upada. W końcu ile razy można czytać o tym samym? Dodanie erotycznych zabawek nie sprawi, że pomysł nagle okaże się oryginalny. Ale jedno muszę przyznać - autorka sporo pieniędzy zebrała na tej trylogii.

Ale powiem tak - polecać książki nie polecam. Dla mnie to gniot, jakich wiele na naszym rynku czytelniczym. Ale jestem przekonana, że wiele osób po mojej recenzji i innych negatywnych, sięgnie po "Pięćdziesiąt twarzy Greya" i jego kontynuacje, z czystej ciekawości. Może i będziecie tą książką oczarowani. Jeżeli nie szkoda Wam czasu - proszę bardzo. Ale bierzecie na siebie odpowiedzialność, kiedy będziecie mieli odruchy wymiotne i poczucie straty czasu.
Pięćdziesiąt twarzy Greya [E L James]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE
Czytaj dalej »

Garść informacji

Przez kilka dni pojawił się mały zastój na blogu, ponieważ książki "same się czytają" i jeszcze troszkę potrwa, nim napiszę o nich jakiekolwiek recenzje. Obecnie czytam "Cień wiatru" Zafóna i muszę przyznać, że jestem oczarowana pomysłem na fabułę. Zaczęłam "Sklepik z Niespodzianką. Adela" Katarzyny Michalak oraz męczę tego całego Greya... Może na początku tygodnia pojawi się jakaś recenzja. :)

~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~

Chciałabym poinformować zainteresowanych, iż mam do sprzedania kilka pozycji, wszystkie w idealnym stanie, większość nowa, za niską cenę. Wszystkie pozycje znajdują się na:
gdzie aktualizuję listę na bieżąco. Chętnych zapraszam. W razie czego proszę pisać na mejla. 

~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~

Jak Wam idą przygotowania do świąt? Choinki ubrane? Pokoje ozdobione? Czy ten świąteczny szał wciąż przed Wami i wykonujecie te czynności tuż przed wigilią? U mnie w pokoju jeszcze zwyczajnie, może jutro wezmę się za małe ozdabianie pokoju. Jakoś w tym roku nie czuję magii tych świąt, pomimo "cudownego" białego puchu za oknem! Jak to u Was jest? :)

Zdjęcie Pauli, gdzie możecie więcej znaleźć na jej blogu:
http://amnesisphoto.blogspot.com

Czytaj dalej »

"Rozdroża" książka okrzyknięta Najlepszą Książką na Gwiazdkę!

Czy już wszyscy słyszeli o książce Williama Paula Younga pt. "Rozdroża"?
W konkursie organizowanym przez wortal Granice.pl książka ta otrzymała miano Najlepszej Książki na Gwiazdkę! 7 grudnia podczas Salonu Ciekawej Książki w Łodzi zostały ogłoszone wyniki.

Podobnie jak Chata, Rozdroża to wzruszająca historia jednego człowieka. Historia zaczyna się od biznesmena, Anthony Stewarta, który własną praca doszedł do obecnej pozycji. To samotny mężczyzna po czterdziestce znany jako "negocjator  trudnych i dużych transakcji." Uzależnienie od wygranej, o którym świadczy jego "rosnący portfel inwestycyjny", było jego celem bez względu na koszty. Pracownicy drżeli przed nim, a on był zachwycony "wyrywając resztki godności ludzi wokół niego." Jednak jego dusza, ukryta za samolubną ambicją i strachem skutecznie zagłuszała wewnętrzny ból spowodowany przez utraconą miłość i poczucie osamotnienia. Do czasu, gdy lekarze wykrywają u niego nowotwór. Guz mózgu sprawia, że zapada w śpiączkę i trafia do szpitala na OIOM. „Budzi się” w surrealistycznym świecie, w którym przeżywa ponownie swoje wzloty i upadki.
Young w mocny słowach przedstawia zagubienie i niedowierzanie Anthonego, Odmienna od codziennej sytuacja w jakiej się znalazł, wystawia jego wierzenia na próbę i pozostawia mu wybór zmiany samego siebie.
W surrealistycznym świecie Anthony spotyka Irlandczyka Jacka, "obcego", który pociesza i babcię, która gotuje z "sekretnych receptur rodzinnych." Babcia uczy również o śmierci, przebaczeniu, i tym co się znajduje pomiędzy czasem i wyborem. Tak jak w przedstawionym w Chacie opisie chrześcijańskiej Trójcy, tak i tutaj Bóg, Jezus i Duch Święty mają wzbudzać kontrowersje. Jej portret wynika zduchowego aspektu, opisany przez człowieka, który uważa się za "wierzącego, ale nie religijnego."
Young w wywiadzie  dla Publishers Weekly przyznaje  że Rozdroża "... rodzą nowe pytania" i mówi, że prawdopodobnie znajdą się czytelnicy, którym powieść może się nie spodobać. Chociaż dopiero trzeci rozdział książki przykuwa uwagę czytelnika, pierwsze dwa rozdziały są potrzebne, aby zrozumieć resztę opowieści. Potem tempo narasta i stawia Anthony’ego wobec fundamentalnego wyboru, który Jezus miał na myśli kiedy powiedział: "... wybierz jedną osobę aby ją fizycznie uzdrowić ... tylko jedną ... a kiedy zrobisz to, wraz z Twoim wyborem, Twoja podróż się skończy."

Obie książki autora traktują o cierpieniu i samotności, z których bohaterowie starają się wyleczyć.

Według mnie, książka zasługuje na większą uwagę. Czytałam już wiele recenzji, jedne są pozytywne, drugie troszkę mniej. Jednak sprawia to, że moja ciekawość z dnia na dzień rośnie! A Wasza? :)
Czytaj dalej »

"Ostatnia spowiedź tom1" Nina Reichter

Autor: Nina Reichter
Tytuł: Ostatnia spowiedź tom I
Wydawnictwo: NovaeRes
Moja ocena: 5,5/6
Ostatnio o książce Niny Reichter zrobiło się bardzo głośno. Codziennie jakaś pozytywna recenzja przewijała się na blogach i stronach poświęconych książkom. Zastanawiałam się, co też jest w tej książce, że zbiera takie pochwały. Los się do mnie uśmiechnął i książka trafiła w moje ręce. Do lektury nieznanej mi pisarki podchodziłam sceptycznie. Przekonałam się już na własnej skórze jakie to jest rozczarowanie, gdy sięgam po wychwalaną książkę a jest to... No właśnie, niezbyt ciekawa lektura. W wypadku "Ostatniej spowiedzi" było zupełnie inaczej!

Bradin Rothfeld to dziewiętnastoletni rockman. Jego brązowe oczy i kobiece rysy twarzy są powodem zachwytów niejednej dziewczyny w Europie. Pewnego dnia wracając z trasy koncertowej chłopak spóźnia się na przesiadkę i zostaje zmuszony do spędzenia nocy na opuszczonym lotnisku. Los jednak zsyła mu Ally Hanningan, Amerykankę, która podobnie jak Bradin, została zmuszona do przenocowania na lotnisku. Chłopak niepewnie podchodzi do dziewczyny, a gdy okazuje się, że Ally nie wie zupełnie kim jest chłopak o czarnych długich włosach, zaczyna niezobowiązującą rozmowę. Nie zdają sobie sprawy, że ta przygoda nie zakończy się wraz z odlotem samolotu.

Ally została uwikłana przez matkę w związek ze starszym mężczyzną i nie jest z tego powodu zadowolona. Bradin natomiast został zmuszony przez kontrakt wytwórni trzymać się od kobiet z daleka. Jak potoczy się historia tej dwójki, biorąc pod uwagę uczucie, jakie zakiełkowało podczas kilkugodzinnej rozmowy na opuszczonym lotnisku?

Nina Reichter stworzyła powieść wciągającą od pierwszych stron. Odkrywa karty spokojnie, bez zbędnego chaosu. Wszystko ze sobą idealnie współgra tworząc lekkie napięcie. Wyraźnie zarysowane postacie są wielkim atutem tej powieści. Poza tymi wysuwającymi się na pierwszy plan, dobrze wykreowani są bohaterowie drugoplanowi. Nie ma dwóch takich samych postaci. Nie ma dwóch takich samych charakterów. Każdy jest inny, oryginalny, ciekawy. Jeden jest arogancki, drugi tajemniczy, trzeci dowcipny, a czwarty poważny... Można tu zaobserwować plejadę wspaniałych postaci, które nie nużą i nie irytują czytelnika. Wątek miłosny poprowadzony przez całą powieść z dokładnością, precyzją. Wątki poboczne, które tworzą idealną całość również są dobrze dopracowane. Życie zespołu, tajniki dźwiękowców, proces tworzenia utworów. To wszystko dodało smaczku całej powieści i zrobiło z niej realną historię.

Wielkim zaskoczeniem okazało się zakończenie, które sprawia, że nie mogę doczekać się drugiego tomu. Autorka stworzyła zaskakującą fabułę, dobrze poprowadziła wątki, które podczas powieści spokojnie się przewijały. W "Ostatniej spowiedzi" można zauważyć godziny pracy i dokładność, z jaką tworzyła tę książkę  Nina Reichter. Podkład muzyczny, którego informacja znajduje się często w ważnych momentach powieści, jest dobrze dobrany co sprawia, że można jeszcze bardziej wczuć się w sytuację, poczuć mrowienie na skórze, wyczuć charakterystyczne napięcie. Gdy słucham tych utworów podczas pisania tej opinii, przypominam sobie momenty, które towarzyszyły mi w książce podczas słuchania tych piosenek.

Po przeczytaniu "Ostatniej spowiedzi" czuję się zafascynowana twórczością Niny Reichter, mam ochotę na więcej jej prozy, a przede wszystkim, nie mogę doczekać się kontynuacji tej powieści. Tak dobrej książki o miłości, prawdziwym życiu, dawno nie czytałam. Choć wrzucono ją do szuflady z napisem "książki młodzieżowe" to uważam, że nieco starszym czytelnikom również przypadnie do gustu. Dojrzałość bohaterów często po prostu zwalała mnie z nóg. Świetna powieść!

Choć czytałam wiele zachwytów dotyczących okładki, dla mnie jest ona dość przeciętna. Zbyt dużo kolorów, elementów, które mieszają się, wprowadzają chaos. Ale chcąc czy nie chcąc, dokładnie odzwierciedla treść książki. Choć nie przypadła mi do gustu, muszę stwierdzić, że skromniejsza tutaj by nie pasowała.

Czy polecę "Ostatnią spowiedź" Niny Reichter? Oczywiście! Jestem pewna, że gdy już sięgniecie po tę jakże ciekawą powieść, na pewno się nie zawiedziecie. A zakończenie pozostawi Was w pewnym otępieniu.

Ci, którzy już teraz są ciekawi i chcą się dowiedzieć czym jest "Ostatnia spowiedź" Niny Reichter, mogą przeczytać darmowy fragment TUTAJ. Dostępna jest także promocyjna cena książki TUTAJ.
Czytaj dalej »

"Intryga i namiętność" Rosemary Rogers

Autor: Rosemary Rogers
Wydawnictwo: Mira/Harlequin
Moja ocena: 5/6
Nigdy nie sięgałam po romanse historyczne, ponieważ odrzucał mnie kontekst historyczny. Jakoś nie czułam wzajemnej sympatii do tego gatunku. Ale co mnie skłoniło, że jednak sięgnęłam po książkę z tego gatunku? Na pewno przyczyną był opis, swoją drogą dość intrygujący i gwarantujący miłą lekturę. Miałam ochotę przeczytać coś niezobowiązującego, coś, przy czym będę mogła odpocząć, zapomnieć na chwilę o otaczającym mnie świecie. Wybór padł na "Intrygę i namiętność", nieznanej mi jeszcze pisarki - Rosemary Rogers. Nie wiedziałam czego spodziewać się po lekturze pod względem stylistycznym, poprowadzeniem akcji. Czy poczułam rozczarowanie?

Rosemary Rogers to autorka wielu poczytnych romansów historycznych, które zbierają coraz większą popularność. Na jej koncie znajdziemy między innymi: "Damę w purpurze", "Słodycz zemsty", "Tajemniczą cudzoziemkę" czy chociażby "Zakochanego łajdaka". Swoją pierwszą powieść opublikowała w 1974 roku. "Intryga i namiętność" to drugie wydanie, które początkowo znane jest pod tytułem "Bezdroża namiętności". Nie bez przyczyny w obu tytułach występuje słowo namiętność!

"Intryga i namiętność" to powieść nieco złożona, intrygująca. Akcja toczy się w XIX wiecznej Anglii i Rosji. Życie księcia Stefana Summerville jest zagrożone, ktoś próbuje pozbawić go życia. Do kraju przyjeżdża jego brat bliźniak - Edmond, żyjący u boku cara Rosji, aby chronić Stefana. Bracia zamieniają się rolami, aby złapać zamachowca na gorącym uczynku. Wszystko poszłoby zgodnie z planem, gdyby nie pojawienie się Brianny Quinn, dziewczyny do zabaw z dzieciństwa, która jest o krok od zdemaskowania Edmonda na oczach wszystkich ludzi obecnych na balu kurtyzan. Sprawy zaczynają się komplikować w chwili, kiedy między tą dwójką wybucha gorące uczucie namiętności...

Jak na typowy romans przystało, w lekturze znajdziemy przystojnych mężczyzn, często stanowczych i awanturniczych, nieśmiałą kobietę, która nie jest świadoma swojego uroku, a także gorące uczucie, które rodzi się między dwójką głównych bohaterów. Aby można było nazwać książkę romansem historycznym, w utworze musi znaleźć się kontekst historyczny. W "Intrydze i namiętności" fabuła została świetnie zarysowana, akcja dobrze poprowadzona, a wątek historyczny subtelny, lecz dokładny. Autorka zadbała o detale, jakimi były obyczaje panujących w XIX wieku władców, tradycji, zwyczajów i sposobie zachowania dam. Stroje dokładnie odzwierciedlały tamtejszy klimat. 

Rosemary Rogers stworzyła powieść lekką, aczkolwiek fascynującą. Był efekt zaskoczenia, budzące się uczucie namiętności między dwójką głównych bohaterów, wspaniały język. To on sprawił, że lekturę czytało się szybko, z wypiekami na twarzy. Dobrze wykreowani bohaterowie, którzy mają swoje oryginalne charaktery, często niepozbawione temperamentu. Spodobało mi się również stworzenie tła historycznego, jakim były zamachy, tajemnica, spiskowanie przeciwko władcom. Choć właśnie to najczęściej przeszkadzało mi w lekturach, tutaj było dużym atutem.

"Intryga i namiętność" opiera się na grze pozorów, ukrytej namiętności. Nie można zapominać, że jest to typowy romans historyczny, a więc lektura nie jest z wyższej półki. Nie oznacza to jednak, że nie można dobrze bawić się podczas jej czytania. Osobiście nie mogłam oderwać się od tej pozycji, z niecierpliwością przewracałam kartki, byłam zafascynowana fabułą i ciekawa zakończenia. Gdy akcja przeniosła się do Rosji, coraz uważniej śledziłam losy bohaterów, często drżałam z obawy o ich życie.

Nie mogę nie wspomnieć o wydaniu powieści. Książka ma piękną, subtelną okładkę w twardej oprawie. Dobrej jakości papier, w odcieniach beżu, duża i wyraźna czcionka, a także ozdobna ramka przy numerze rozdziału. Wszystko ładnie się ze sobą komponuje. Dodam, iż książka pomimo swojej objętości i twardej oprawy jest bardzo lekka. Nie męczy rąk podczas czytania, co często się zdarza przy obszernych lekturach.

Tak, lektura Rosemary Rogers jest godna polecenia. Osoby chętnie czytające romanse na pewno się nie zawiodą. Autorka napisała świetną książkę, która pozwoli zapomnieć o otaczającym nas świecie. Skutecznie wciąga czytelnika w swój świat. Jak najbardziej polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu

Czytaj dalej »

"Zamknięte ogrody" Kay Langdale

Autor: Kay Langdale
Wydawnictwo: Książnica/Publicat
Moja ocena: 5/6
Podobnie jak w przypadku "Morskiego traktu", po "Zamknięte ogrody" sięgnęłam skuszona tajemniczą okładką stworzoną ze stonowanych, idealnie ze sobą współgrających kolorów. Jestem wzrokowcem i nie ukrywam, że lektura przekona mnie do siebie bardziej tylko wtedy, kiedy ma ładną okładkę i intrygujący opis. A takie cechy wyróżniają tę książkę.

Kay Langdale stworzyła powieść wielowątkową, oryginalną, prawdziwą. Jej fenomen tkwi w stylu, sposobie poprowadzenia akcji i wątków, jakich podjęła się autorka. Stworzenie oryginalnych, ciekawych postaci musiało zająć sporo czasu, ale gwarantuję, że nikt się na nich nie zawiedzie. A ich historie? Vera, Jane, Margaret, Nick, Felix czy Pusia. Każdy z nich skrywa w sobie historię, którą przedstawia w określony sposób. Choroba, miłość, zdrada, rozczarowanie, nieufność... Różne historie, ale łączy ich jedna rzecz. Ale czym wyróżniają się te postacie? Na pewno ogromną dojrzałością emocjonalną, powagą sytuacji, ale często poczuciem humoru czy stanowczością. Każdy z bohaterów jest inny, co sprawia, że czytelnik się nie nudzi. Dobrze wykreowani, prawdziwi, emocjonalni. Tak, tego najczęściej brakuje mi w książkach.

Ale o czym dokładnie jest powieść "Zamknięte ogrody"? Jest to książka, która otworzy oczy niejednemu czytelnikowi. Autorka poruszyła bardzo ważne tematy, jakimi są poświęcenie dla drugiego człowieka, często kosztem własnej rodziny; choroba, która wyniszcza organizm, a także poczucie przynależności; relacje łączące matkę z córką; tworzenie wokół siebie bariery obronnej... Strach, który ma wielkie oczy. Dla każdego człowieka objawia się w innej postaci i chyba to jest najbardziej przerażające w życiu każdego człowieka.

Książkę przeczytałam dawno, ale wciąż tkwi mi w pamięci. W niektórych momentach własnego życia zastanawiam się, czy aby na pewno robię dobry krok? Czy w ten sposób nie stracę bliskich mi osób? "Zamknięte ogrody" otworzyły mi oczy na wiele spraw, z których nie zdawałam sobie sprawy, albo tak naprawdę nie chciałam tego robić. Czym mogą być te ogrody? Na pewno myślami, które błądzą w umyśle nas wszystkich, sumienie, które nie pozwala nam robić pewnych rzeczy. A to wszystko zamknięte w nas samych, nie może ujrzeć światła.

Książka na pewno jest wyjątkowa z racji tego, że porusza trudne tematy. Autorka zwinnie przechodziła z jednego tematu do drugiego, z jednego bohatera na kolejnego. Piękny język, nieco skomplikowany, aczkolwiek zabarwiony nutką subtelności, lekkości. Powieść czyta się trudno z racji nadchodzących refleksji o życiu, relacjach między ludźmi. Nie jest to książka, którą przeczyta się z zastraszająco szybkim tempie i odłoży się na półkę, zapominając o niej na długie lata. Wręcz przeciwnie, autorka sprawiła, że przez długi czas nie będzie można o niej zapomnieć. Będzie wkradała się do naszego umysłu w nieoczekiwanych momentach.

Jak już wspomniałam, nie jest to lektura lekka, jeżeli czytelnik skupi się na jej czytaniu. Męczy psychicznie, bo uświadamia wiele spraw. Po przeczytaniu odłożyłam książkę z lekkim uczuciem ulgi. Z przyjemnością zabrałam się za coś lżejszego, ale nie doznałam spokoju. Wciąż zastanawiałam się nad słowami bohaterów, wciąż wracałam do historii, które przytaczali. Ta książka jest wyzwaniem czytelniczym, które doceni niewiele osób. Ale czy polecam? Oczywiście, jednak wybór zostawiam Wam. Wiem, że nie każdy jest gotowy na tak dużą dawkę prawdziwego, nie zawsze pięknego życia.

Za możliwość przeczytania tej pozycji i uświadomienia sobie kilku rzeczy dziękuję Grupie Wydawniczej

Czytaj dalej »

"Morski trakt" Ursula K. Le Guin

Autor: Ursula K. Le Guin
Wydawnictwo: Książnica/Publicat
Moja ocena: 5/6
Po "Morski trakt" Ursuli K. Le Guin sięgnęłam zaciekawiona okładką, która jest w przepięknych kolorach, a także intrygującym opisem. Potrzebowałam książki, która traktuje o życiu, która pomoże mi oderwać się na chwilę od swoich problemów, zajęć, ale nie chciałam wzbijać się w kosmos. Potrzebowałam czegoś przyziemnego. Nie liczyłam na lekturę wyższych lotów. Czy to otrzymałam?

Autorka opowiada historię życia ludzi z małego miasteczka Klatsand w stanie Oregano. Ich historie wydają się być banalne, ale takie nie są. W powieści znajdziemy między innymi Rosemarie Tucket, która uwielbia zatapiać się w świat książkowej fantazji, jej męża Boba, który rzuca brudne skarpetki gdzie popadnie, Mag i Phila, ich dziecko, babcię z ciekawą przeszłością. Każdy zajęty sobą, swoim życiem. W każdym drzemie inny potencjał, inne plany, inne poglądy. Ale co ich łączy?

"Morski trakt" to opowieść o zwyczajnym życiu niezwyczajnych ludzi. Autorka poprzez wolną, ale nie nużącą akcję, ukazuje rolę kobiety, jej miejsce w społeczeństwie i ile od nich zależy. Nie jest to feministyczna powieść, gdyż głównymi bohaterami są także mężczyźni, którzy różne historie ukazują ze swoich perspektyw. Kobiety walczą o swoją niezależność, potrafią kochać i ranić, potrafią być blisko i zdradzać. Ciężko pracują, czasem ciężej od mężczyzn.

Autorka prowokuje czytelnika do wysnucia refleksji na temat miejsca człowieka, a przede wszystkim kobiety, w społeczeństwie. Kobiety łamią konwenanse co sprawia, że historia nabiera innego tempa. Wszystko zostało napisane ładnym i zrozumiałym językiem. Bogate słownictwo, barwne i trafne opisy, ciekawe dialogi. W powieści występuje wielu narratorów, ale nie sprawia to trudności w czytaniu. Wręcz przeciwnie - jest to ciekawe doświadczenie, kiedy podobne przygody można poznać z innych perspektyw - subiektywnej i obiektywnej.

Dobrze wykreowani bohaterowie, różnorodne cechy osobowości i sposób zachowania sprawiają, że lekturę czytało się szybko i przyjemnie. Trudno tu o znalezienie postaci nudnych, nic nie wnoszących do powieści. Nawet ci drugoplanowi mają  pewne zadanie do wykonania.

Ale jakie wrażenia wywarła na mnie lektura? Oczekiwałam czegoś lekkiego, życiowego. Otrzymałam powieść tak realistyczną, że aż sama się zdziwiłam. Nie spodziewałam się, że Ursula K. Le Guin tak dobrze trafi w mój gust swoją prozą. Trafne opisy, ciekawe porównania, odpowiednie epitety. To wszystko sprawiło, że byłam oczarowana stylem autorki  i pomysłem na fabułę. Choć wszystko wydaje się być banalne, tak naprawdę takie nie jest. Co chwilę przypominam sobie co zabawniejsze momenty, które... przydarzyły się kiedyś i mi.

Czy polecę "Morski trakt"? Oczywiście. Jest to lektura lekka, ale nie pozwala czytelnikowi o sobie zapomnieć. Wywołuje szereg refleksji, zaskakuje swoją prostotą, ale i oryginalnością. Na pewno przypadnie do gustu osobom, które preferują powieści obyczajowe, realistyczne. A ja jestem pewna, że jeszcze nie raz  sięgnę po prozę tej pisarki. Polecam!

Za książkę uprzejmie dziękuję Grupie Wydawniczej

________________________
P.S. - Stworzyłam nową zakładkę "Sprzedam książki!", na którą serdecznie zapraszam. Może komuś z Was zależy na którejś z proponowanych lektur? Wszystkie są zadbane, nie mają zagnieceń. A sprzedaję, bo ja na pewno już do nich nie zajrzę, a Wam mogą się przydać. :)
Czytaj dalej »

"Historia pewnego związku" Danka Braun


Znacie powiedzenie „Kto się czubi ten się lubi”? Albo zdanie „od nienawiści do miłości jeden krok”? Właśnie takimi zdaniami można opisać fabułę książki Danki Braun pod tytułem „Historia pewnego związku”. Ogrom namiętności, pożądania, zachłanności. Gdzie tu miejsce na miłość? Ano, jednak odrobinka się znajdzie. Ale czy ta odrobinka wystarczy, aby na zachmurzonym niebie w końcu pojawiły się promienie słońca?
Mamy przystojnego i idealnego mężczyznę, który ma wszystko, co zapragnie – łącznie z kobietami. Mamy cichą, szarą myszkę, która w kącie marzy o uznaniu przystojniaka, jednocześnie deklarując, że zrobi wszystko, by być w jego centrum zainteresowania. Druga kobieta u boku? Jasne. Arogancja? Dlaczego by nie. Dziwne upodobania? Przecież to żadna przeszkoda…
Głównymi bohaterami są Renata, Robert i Andrzej. Renata, narzeczona Andrzeja, po latach spotyka Roberta, swoją dawną miłość, o której do tej pory nie potrafiła zapomnieć. Co wyniknie z tego spotkania? Czy los ponownie połączy tę parę? Czy wydarzenia, które miały miejsce wiele lat wcześniej, niezabliźnione rany będą przeszkodą w nowym, wspólnym życiu? Jak potoczą się losy tych bohaterów? Tego i wiele, wiele więcej dowiecie się z książki Danki Braun.
Czytając tę powieść zastanawiałam się, czym kierowała się główna bohaterka w nowym życiu. Co jej podpowiadało, że ma się tak a nie inaczej zachować? Czytałam i zastanawiałam się jednocześnie, jakbym to ja sama postąpiła na jej miejscu. Czy szukałabym mężczyzny tylko po to, by obsadzić go w roli ojca mojego dziecka, nie biorąc pod uwagę uczuć, a rozsądek? A może pisałabym listy do dziecka jako… No właśnie, kto? W wielu sytuacjach miałam zamiar prawić morały Renacie, ale stwierdziłam, że przecież każdy uczy się na błędach i tutaj też musi tak być. I się nie myliłam. Ale pomimo charakteru bohaterki, książka mi się podobała.
Powieść napisana została prostym, dosadnym wręcz językiem. Brak jakichkolwiek bogatych opisów, wyszukanego słownictwa. Wszystko prosto, łatwo. Historia mimo wszystko nie jest banalna. Owszem, zaczyna się jak wiele historii miłosnych, ale w trakcie pojawiają się naprawdę ciekawe wątki. Ciekawe, ale przede wszystkim życiowe. Efekt zaskoczenia był spory, gdyż nie spodziewałam się dobrej lektury, raczej liczyłam na typową książkę, która po prostu umili mi czas swoją banalnością. Ta umiliła czas, ale nie była banalna. Jedynie autorce mogę zarzucić beznadziejność w opisaniu zbliżeń bohaterów. Opisy nie były ani podniecające, ani intrygujące. Częściej irytowały, bądź po prostu nudziły. Wnosiły do historii pewien przerywnik, trochę świeżości, napędzały akcję, ale mogły być napisane troszkę lepiej. Zirytował mnie także fakt, iż w książce znalazłam „rozpadanie się na milion kawałków”, które jest tak charakterystyczne dla Anastaci z „Pięćdziesięciu twarzy Grey’a” E.L. James. Teraz zastanawiam się, która Pani wpadła pierwsza na ten jakże oryginalny pomysł. ;)
Mimo tych małych wad, książkę jak najbardziej polecam. Będzie idealnym przerywnikiem w nauce, kiedy to można odpocząć i przeczytać coś, co nie wymaga od nas dużej pracy umysłowej. Spodoba się osobom, które lubią historie miłosne, czasem lekko banalne, lecz z pewną dozą… oryginalności. O czym mówię? Przekonajcie się sami!
______________
Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dla portalu ZACZYTAJSIE.PL
Książka bierze udział w wyzwaniu: Polacy nie gęsi...
Czytaj dalej »

"Niebo usłane grzechami" Karina Wojciechowska

Autor: Karina Wojciechowska
Tytuł: Niebo usłane grzechami

Zmęczona wiecznymi problemami bohaterka postanawia odmienić swój los. W tym celu zabiera swoją przyjaciółkę, aby w nowym miejscu rozpocząć nowe życie. Grecja wydaje się być im idealnym miejscem, pełnym słońca, uroku. Po kilkumiesięcznym pobycie bohaterka postanawia wrócić do rodzinnego kraju, lecz uniemożliwia jej to nieprzyjemny incydent. A mianowicie, Kaja zostaje aresztowana na lotnisku wraz z swoją przyjaciółką. Zdezorientowane kobiety oczekując na wyjaśnienie sprawy, pogrążają się w swoich myślach. A o czym wspomina Kaja?

Kaja to dziewczyna, która od małego musiała na wszystko pracować. Wychowywała się w ubogiej rodzinie, gdzie wciąż czegoś brakowało. Była zwykłą dziewczyną ze wsi, nie wyróżniającą się z tłumu. Pewnego dnia wygrywa konkurs na Miss Polonia, w którym nie miała zamiaru startować. W tym momencie, z szarej i ubogiej kobiety, zamienia się w znaną i bogatką miss. Ale czy tak jest naprawdę? Kaja zostaje wciągnięta w sieć intryg ludzi biznesu, nieobce jej są ponowne braki gotówki, ciągłe rzucane kłody pod nogi, złośliwości konkurencji… Na domiar złego, w miłości także nie może odnaleźć chwili wytchnienia, bezpieczeństwa i szczęścia. Każdy jej związek okazuje się farsą, kończy się gwałtownym rozstaniem, a co za tym idzie – ogromnym bólem. Ale czy tak będzie ciągle?

„Niebo usłane grzechami” Kariny Wojciechowskiej to powieść o kobiecie, która miała całkiem niezwykłe życie. Nie oznacza to, że było ono fascynujące. Bycie Miss zobowiązuje, ale nie zawsze pachnie dobrymi perfumami. Droga do większej sławy nie była usłana różami, jak to niektórzy mają w zwyczaju myśleć. Kobieta była narażona na wiele niebezpieczeństw ze strony konkurencji, jak i współpracowników. Choć początkowo przyszłość pisała się kolorowo, jednak w ostateczności tak nie było.

Zastanawia mnie jeden fakt. Karina Wojciechowska, która została Miss Polonia w 1991 roku, napisała powieść, która zapewne opierała się na własnych dość nieprzyjemnych przeżyciach. Ale czy można „Niebo usłane grzechami” uznać za biografię? Ile w tej powieści jest fikcji, a ile prawdy? Niemniej, historia ciekawa, ukazuje prawdziwe oblicze show biznesu, ludzkiej złośliwości. Przedstawione zostały zachowania ludzi, którzy początkowo wzbudzają zaufanie, by przy najbliższej okazji wbić nóż w plecy. Tak, ta historia na pewno otwiera oczy na pewne sprawy.

Język powieści jest prosty, mogłabym rzec, że aż za prosty. Momentami aż raziły mnie w oczy banalnie skonstruowane zdania, nie wspominając już o wielu literówkach czy przestawionym szyku zdania. To przede wszystkim utrudniało przyjemność czytania lektury. Nie spodziewałam się jednak książki wysokich lotów, ale jednak coś wymagam od autorów. Zwłaszcza polskich, którzy jednak swój ojczysty język powinni dobrze znać. Niemniej, książka jest interesująca, porusza ważny temat, otworzy oczy wielu osobom, które fascynują się takimi zagadnieniami. Jak widać, konkurs na miss nie ma tylko dobrych stron.

Książkę zrecenzowałam dla portalu ZaczytajSie.pl
Książkę przeczytałam w wyzwaniu: Polacy nie gęsi...
_____________________________________________________
UWAGA! Poszukujemy blogerów i blogerki z okolic Szczecina. Wszystkich chętnych na spotkanie w Szczecińskim Empiku odsyłam do wątku na kanapie. ;) TUTAJ.
Czytaj dalej »

"Ślad na piasku" Zoe Ferraris

Tytuł: Ślad na piasku
Autor: Zoe Ferraris
Wydawnictwo: Książnica
Seria: z zakładką
Liczba stron: 392
Moja ocena: 4/6

Pewnego dnia szesnastoletnia Nuf ginie. Cała rodzina wszczyna poszukiwania, wzywając do siebie pustynnego przewodnika Najira asz-Szarki, a także wynajmując prywatnego detektywa. Najir robi wszystko, co w jego mocy, aby odnaleźć dziewczynę. Gdy wszyscy zaczynają wątpić, zjawia się postać, która wskazuje ciało Nuf. Wstępna sekcja zwłok wykazuje, że dziewczyna zginęła przez utonięcie. Ale czy tak jest w rzeczywistości? Sprawę komplikuje fakt, że Nuf miała kilka dni później wyjść za mąż i rzekomo bardzo  się z tego faktu cieszyła. Zagadka zostaje nierozwiązana. Najir na własną rękę postanowił dowiedzieć się całej prawdy i kto stoi za zaginięciem dziewczyny.

Co skłoniło mnie do sięgnięcia po gatunek, za którym nie przepadam? Powyższy kryminał, w wydawnictwie Książnica posiada ładną oprawę graficzną, co oczywiście działa na plus i przyciąga czytelnika. Dodatkowo krótka, lecz zachęcająca nota z tyłu okładki. Powiało tajemnicą, pustynnym wiatrem. Nie mogłam przegapić tej książki. Arabia Saudyjska... Czy nie brzmi tak egzotycznie, a jednocześnie tajemniczo?

Książka ta jest napisana prostym, przystępnym językiem. W zagadce nie brakuje dwóch detektywów, pięknej kobiety, poszlak, a także rąbka tajemnicy, a także wątku miłosnego. Od pierwszych stron wyczuwa się lekkie napięcie, które nie pozwala odłożyć książki na bok, dopóki nie przeczyta się o losach Nuf. Kolejni podejrzani, większość z nich zostaje uniewinniona. Gdy Najir zbliża się do rozwiązania zagadki, coś wymyka mu się z rąk. Znajdziemy tu efekt zaskoczenia.

Poza głównym tematem książki, a mianowicie zagadkowym zniknięciem Nuf, można poznać bliżej życie kobiet i mężczyzn w Arabii Saudyjskiej. Ich tradycje, zwyczaje, obrzędy. Ten egzotyczny kraj różni się zupełnie od naszych Europejskich stron. Tam najważniejsza jest religia, przyzwoitość i... tajemnica.

Bohaterowie są dobrze wykreowani. Mamy tu wiele barwnych postaci, które bardzo się od siebie różnią. To sprawia, że nie czujemy przesytu, znużenia. Każda osobowość jest inna, inaczej się zachowuje. Jednym może wydawać się to podejrzane, drugim za zwyczajne zachowanie. Najwyraźniejszą postacią jest tu Najir asz-Szarki, z którego perspektywy opowiedziana jest cała historia. To głównie jego postać najczęściej przewija się przez utwór. Oczywiście nie trudno dostrzec jednego z braci Nuf, a także jego narzeczonej - Kaji. Kobieta odważna, bezczelna, a jednocześnie ambitna i dokładna. Choć zna swoje miejsce w społeczeństwie, zna swoje obowiązki, stara się stworzyć nową drogę, którą będą kroczyć kobiety.

Zakończenie książki nie jest przewidywalne. Podczas czytania miałam wiele wersji wydarzeń, które w moim mniemaniu wydawały się być trafne. Na moją niekorzyść wypadł instynkt, ale na korzyść autorki fakt, że wciąż byłam zaskoczona, zwłaszcza, gdy zagadka została rozwiązana. Ani przez chwilę nie podejrzewałam, że stało się tak, jak się stało.

Zaciekawieni? Jak najbardziej polecam powieść kryminalną Zoe Ferraris, która sprawnie przeprowadza czytelnika przez kolejne wątki powieści. Buduje napięcie, tworzy efekt zaskoczenia. Umieszczenie akcji książki na pustyni dodatkowo potęgowało silne wrażenia oraz irytację, gdy trudno było przewidzieć plan ucieczki (a może porwania?) dziewczyny. Autorka stworzyła ciekawą opowieść, w której nie brakuje barwnych opisów, ciekawych postaci i intrygującej zagadki!

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości:

Czytaj dalej »

"Na imię mam jestem" Mariusz Maślanka, "Niewiedza" Milan Kundera

Nigdy nie byłam zwolenniczką postów, w których opisałabym kilka książek jednocześnie. Zauważyłam, że ten sposób publikowania krótkich opinii stał się popularny. Stwierdziłam, że raz mogę skorzystać z Waszego pomysłu i krótko opisać dwie książki. Obie są specyficzne, jedną z nich wypada znać. Obie ciekawe, aczkolwiek im dłużej zwlekam, tym trudniej napisać mi o nich coś więcej, niż kilka zdań...

Tytuł: Na imię mam Jestem
Autor: Mariusz Maślanka
Wydawnictwo: Albatros
Moja ocena: 3/6
Przeczytana w wyzwaniu: Polacy nie gęsi...

Historia przedstawiona z punktu Igora, który opowiada o swoim dzieciństwie, dojrzewaniu i późniejszym życiu. Relacje, jakie łączyły go z matką, rodzeństwem. Życie, jakie wiódł wraz z braćmi w bidulu, z którego często uciekali. Historia specyficzna, odważna, momentami kontrowersyjna. Nie jest może to lektura wyższych lotów, aczkolwiek szybko się czytało. Ciekawą informacją jest fakt, iż historia zawarta na kartach tej książki jest w pewnym sensie powieścią biograficzną Mariusza Maślanki. ;)

Tytuł: Niewiedza
Autor: Milan Kundera
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Moja ocena: 4/6
Przeczytana w wyzwaniu: Trójka e-pik

Dwoje ludzi, którzy po latach wracają z emigracji na ojczystą ziemię. Powieść, która wydaje się być prawdziwa, możliwa. Los Ireny i Josepha łączy dopiero na ostatnich stronach książki. Początkowo mężczyzna nie poznaje kobiety, którą spotkał na lotnisku, a która tak entuzjastycznie się z nim witała. Pomimo tego postanawiają jeszcze spotkać się kiedykolwiek. Najgorsze w życiu emigranta jest to, że nikt nie pyta o powody, o skutki, o uczucia. Wszyscy udają, że nigdy nic się nie stało...


Obie książki przeczytałam szybko, aczkolwiek trudno mi o nich cokolwiek napisać sensownego. Bardziej spodobała mi się "Niewiedza" Kundery, bo traktuje o sprawach ważnych dla wielu ludzi. Inaczej odebrałam "Na imię mam Jestem" Maślanki, który sprawił mi wiele przyjemności swoją lekturą, aczkolwiek nie jest to książka wyższych lotów. Ale polecam obie. Ostrzegam, iż ta pierwsza jest dość... specyficzna. Inaczej nie potrafię określić tej historii.
Czytaj dalej »

"Saga księżycowa. Cinder" Marissa Meyer

Historię o kopciuszku zna każdy z nas. Dziewczyna, która jest popychana przez macochę i jej córki, musi wykonywać domowe obowiązki nie tylko swoje, ale także całej tej trójki. Czy jest to w porządku? Każdy wie, że nie. Nawet nie wolno jej iść na bal. Jak wiadomo, zjawia się wspaniała matka chrzestna, która zamiast ulżyć swojej podopiecznej w dotychczasowym cierpieniu, pojawia się w chwili, kiedy rozpoczyna się bal. Piękna suknia, pantofelki, fryzura i kareta. Ale ale, nie jest tak pięknie. Do domu musi wrócić o północy, inaczej czar pryśnie...

Ten czar prysł dla Cinder kilka lat wcześniej. Obudziła się z metalowymi częściami, co świadczy o tym, że została cyborgiem. Nie pamięta nic z dotychczasowego życia, prócz informacji, które zostały jej wgrane do czipa osobowości. Przybrany ojciec, który uratował dziewczynę przed śmiercią, jednocześnie zamieniając ją w cyborga (swoją drogą, ciekawie musiała wyglądać; człowiek z dłonią i nogą mechaniczną, wszelkimi kabelkami w organizmie i danymi statystycznymi pojawiającymi się w oczach). Cinder została podopieczną Adri, a także przyrodnią siostrą Pearl i Peony. Jedynymi osobami, które miło odnoszą się do bohaterki jest właśnie Peony, a także android Cinder - Iko. Trzeba przyznać, że w Nowym Pekinie, mieście znanym z najnowszych technologii, ratowanie ludzi zamieniając ich w cyborgi nie było wydarzeniem wartym sensacji. Wśród zwykłych śmiertelników żyli cyborgi, a także zbiegli Lunarzy, ukrywający się pod postaciami ludzi. Kim są Lunarzy? Tego dowiecie się z książki.

Cała akcja utworu rozpoczyna się w chwili, kiedy do stoiska napraw Cinder podchodzi książę Kai ze swoim androidem oraz w czasie, kiedy miasto zaatakowała zaraza, na którą nie można znaleźć antidotum. Z jej powodu umiera coraz więcej mieszkańców Nowego Pekinu, między innymi cesarz - ojciec Kaia. Jak potoczą się losy mieszkańców Wspólnoty? Co sprawiło, że został zerwany pakt Międzygalaktyczny?

Nawiązanie do słynnej baśni o Kopciuszku jest tu naprawdę widoczne. Zaczynając od imienia głównej bohaterki poprzez sytuacje, w których się znalazła, a kończąc na balu. Ale czy jest to zwyczajna baśń przerobiona przez Marissę Meyer? Autorka chcąc stworzyć oryginalną powieść, swoimi bohaterami uczyniła znane postacie Kopciuszka, ale w nieco innej formie - część z nich jest mechanicznymi stworzeniami. Sama Cinder stara się ukryć ułomność, dzięki której, chcąc czy nie chcąc, żyje. Obsadzenie historii w Nowym Pekinie, kilkadziesiąt lat później, było dobrym pomysłem. Wyraźnie zarysowane postacie sprawiają, że cała historia staje się wiarygodna. Jest tu walka dobra ze złem, kłamstwo, poniewieranie biedną istotą, bohaterowie wcieleni w czarne charaktery. Zabiegi znane z baśni, lecz w nowocześniejszej formie.

Narratorem opowieści jest Cinder. Dzięki temu zabiegowi możemy bardziej wczuć się w sytuację kopciuszka, zrozumieć jej obawy, postępowanie, a także myśli. Bohaterka nie przedstawia Nowego Pekinu tylko z subiektywnej strony, ale także patrzy na świat obiektywnie. Jest osobą stanowczą, pracowitą, odważną. W pewnym sensie jest przeciwieństwem popularnego Kopciuszka, choć przecież łączy ich wiele cech. Choć jest osobą mocno stąpającą po ziemi, współczucie dla niej samo się pojawia.

Wiele razy przeszedł mnie dreszcz, gdy czytałam "Sagę księżycową. Cinder". Wiele razy cieszyłam się, gdy bohaterce udało się spotkać z Peony, a także śmiałam się do łez, gdy skalpelem obezwładniła napastnika - androida. Jej przebiegłość nie znała granic. Jej odwaga sprawiła, że z wielu sytuacji potrafiła wyjść z podniesioną głową, wiele razy potrafiła się sprzeciwić Adri. Moją sympatię zdobył też android Iko, która potrafiła w trudnych momentach skutecznie rozbawić Cinder, a także mnie. Jej trafne uwagi, bezpośredniość i brak zahamowań sprawiły, że z przyjemnością czytałam zdania, które wypowiadała. Posiada cechy dobrego przyjaciela, co można zauważyć już od pierwszych rozdziałów powieści.

Czy polecam "Sagę księżycową. Cinder" Marissy Meyer? Jak najbardziej! Byłam miło zaskoczona, gdy książka wciągnęła mnie od pierwszych zdań. Podchodziłam do niej sceptycznie, ale jak widać - niepotrzebnie. Nie zauważyłam też błędów, które tak często rażą w oczy czytelnika. Żadnych literówek, dziwnie skonstruowanych zdań. Dobrze wykonana praca! Jeżeli jeszcze ktoś z Was nie jest przekonany, czy nowoczesna bajka o Kopciuszku jest dla Was, nie wahajcie się. Całość jest skonstruowana jak dobry kryminał, wciągająca historia science-fiction, a także lekki romans. Polecam!

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania trójka e-pik.
Czytaj dalej »

"Silna i kobieca. Jak wzmocnić swój magnetyzm" Rachael Jayne Groover

Tytuł: Silna i kobieca. Jak wzmocnić swój magnetyzm
Autor: Rachael Jayne Groover
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii
Liczba stron: 260
Moja ocena: 3.5/6
Dostępna również: Talizman.pl

Zapewne każdy z nas zna taką osobę, która choć nie jest istną pięknością (w końcu piękno to pojęcie względne, a i o gustach się nie dyskutuje) to przyciąga spojrzenia wszystkich obecnych. Nie jedna z nas marzy, aby to właśnie na nią były kierowane te spojrzenia. Można to łatwo osiągnąć, wystarczy zadbać o kilka czynników, które w swoim poradniku przedstawia Rachael Jayne Groover pt. "Silna i kobieca. Jak wzmocnić swój magnetyzm".

Rachael Jayne Groover to mówczyni motywacyjna, piosenkarka, a przede wszystkim założycielka Projektu JIN, który skupia rzeszę kobiet zajmujących się rozwojem osobistym i duchowym płci pięknej, a także wzajemnym wsparciem. W poradniku, który postaram się Wam pokrótce przedstawić, pokazuje, jak wzmocnić swoją osobowość i indywidualność, a także jak odkryć w sobie na nowo zmysłowość. Pięknie brzmi?

Poradnik Groover składa się z 16 rozdziałów, które ukazują znaczenie pewnych zachowań. Dodatkowo poradnik wyposażony jest w 35 ćwiczeń, które pomogą kobiecie w osiągnięciu tych magnetycznych spojrzeń, ale poza tym, aby poczuć się pewnie i co najważniejsze, atrakcyjnie. To wszystko jest możliwe, gdy dostosujemy się do ćwiczeń, jakie oferuje nam Rachael. Nie są to trudne zadania, wymagają jedynie skupienia i samozaparcia. W końcu nie jest trudne nauczyć się chodzić bardziej zmysłowo, do czego namawia autorka. Ważnym czynnikiem jest także mowa ciała i tego, jak się wysławiamy. Nasze spojrzenie również gra tu istotą rolę.

Ponadto, cały poradnik jest ładnie wydany, czcionka nie męczy oczu, okładka przyciąga wzrok. Styl autorki jest lekki, prosty, więc nie powinien nikomu sprawiać kłopotów. Wszystko ładne i przejrzyście napisane, więc nie będzie problemów ze zrozumieniem zawartych w poradniku informacji. Muszę przyznać, że kilka z tych ćwiczeń daje naprawdę duże efekty.

Czy polecam? Jak najbardziej. Jeżeli któraś z Was z jakiegoś powodu czuje się gorsza od innych, jest nieśmiała, niepewna swojego wyglądu i kobiecości, powinna zajrzeć do tego poradnika. "Silna i kobieca. Jak wzmocnić swój magnetyzm" pomoże wielu kobietom otworzyć się na ludzi, uczucia. Być kobietą to piękna sprawa, więc wykorzystajmy wszelkie możliwe sposoby, aby podkreślić swoje naturalne piękno. Polecam!


Czytaj dalej »

"Zła miłość" Aleksander Sowa

„Zła miłość” to moje pierwsze spotkanie z Aleksandrem Sową. Nie wiedziałam czego spodziewać się po jego prozie, ponieważ słynie z poradników, a ja od takich stronię. Czego spodziewałam się po książce? Nie wiem, nie czytałam uważnie krótkiej noty, aby nie przeczytać spojlera. Co więc otrzymałam?

Historia miłości ukazana oczami sześcioletniej dziewczynki. Ale czy na pewno? Rozmowa między małą Anią a jej ojcem o miłości pokazanej przez fotografa snów. Fotograf snów? Jest to możliwe? A jednak. Dziewczynce przyśniła się fascynująca znajomość z chłopcem demonem, który z każdą chwilą odkrywa coraz to więcej kart. Czego dowiaduje się Ania? Chłopiec opowiada historię dwojga ludzi, którzy ranią się wzajemnie. Miłość dojrzała, prawdziwa, czy egoistyczna? Wszystkie te odmiany omawia demon, prowadząc małą Anię przez wiele sfer snu.

Nie potrafię określić, kto jest narratorem tej krótkiej, bo 58stronnicowej powieści.  Czy to sześcioletnia Ania, która rozmawia z tatą o swoim śnie? A może to jednak tato, który wciąż zadaje pytania odnośnie historii? Narratorem mógł być także chłopiec, ponieważ opowiada o miłości, prowadzi Anię przez chaszcze niewiedzy, egoizmu. Możliwe, że narratorką jest już dorosła, bo dwudziestopięcioletnia Ania, która w chwilach zwątpienia ratuje siebie swoją dziecinną naiwnością, nadzieją. Trudno było mi określić kto tak naprawdę ukazuje nam całą historię, ponieważ w tekście perspektywy były mieszane.

Choć książkę przeczytałam kilka dni temu, wciąż nie potrafię zebrać myśli i napisać czegoś sensownego. Dlaczego? Książka choć porusza ważną i sporną kwestię, jaką jest miłość dwojga ludzi, to nie wywołała we mnie żadnych większych emocji, żadnych wzruszeń, wstydu, poczucia winy, czy chociażby malutkiej refleksji. Nie wiem też, czy książka wzbudziła we mnie pozytywne czy negatywne odczucia. Nie spodobał mi się sposób dzielenia historii na rozdziały, ponieważ była napisana jednym ciągiem i nie widziałam wyraźnego przejścia z jednej historii do drugiej. Tak, te rzymskie liczby były zbędne, niepotrzebnie wprowadzały chaos.

Podobało mi się w tej książce jedno – czytało się ją w ekspresowym tempie. Nie dostrzegłam zbędnych literówek, choć w niektórych miejscach przecinki były zbędne. Całość dobrze skonstruowana, więc nie przeszkadzało mi w niej nic. Ale jednak ukazanie miłości  było dla mnie… suche. Bez emocji, bez wywoływania refleksji. Po prostu suche fakty.

Czy polecę? Jak można polecić książkę, która nie wywołała żadnych emocji? Nie wiem, komu się spodoba, komu nie. Wybór w przeczytaniu jej pozostawiam Wam.



Zła miłość [Aleksander Sowa]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Kumulacja gniewu" Monika Fudali



Tato… proszę przestań… Tatusiu to boli… Przestań! PROSZĘ! Nie… NIE! TATO! BOLI, BOLI! Dlaczego to robisz?!” [str. 50]

 Sato to Azjata, pracuje jako kolporter w okolicy. Pewnego dnia widzi kobietę, która przewróciła się przed własnym domem o nierówność na chodniku. Zdenerwowana kobieta próbuje zebrać zakupy i tu z pomocą nadchodzi Sato. Mężczyzna pomaga kobiecie dojść do mieszkania, nakłada opatrunek na otarcia powstałe po upadku.
 Nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że Sato obok kobiety zobaczył duszę chłopczyka, który ma buzię i szyję w siniakach, ślady krwi na ciele, niedbale założone ubranie i buzię wykrzywioną w grymasie bólu. Przerażony zauważa, że na stole kobiety leżą ulotki o zaginionym chłopcu, jej dziecku, który okazuje się być tym, kogo zauważył mężczyzna.
 Sarah w akcie wdzięczności zaprasza chłopca, a także jej brata Keisuke w weekend na grilla. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że to spotkanie będzie początkiem rozwiązania zagadki, która nurtuje i smuci wszystkich dookoła.

 Listonosz przyniósł mi małej wielkości list. Zastanawiałam się, co też znajduje się w środku. Spodziewałam się książki, która miała nadejść lada chwila, a póki co otrzymałam list. Zaintrygowana jego zawartością, natychmiast rozerwałam kopertę. Moim oczom ukazała się małej wielkości książeczka, która liczyła sobie 72 strony. Gdybyście widzieli moją minę! Nie spodziewałam się ogromnego tomiszcza, ale też nie tak cieniutkiej książeczki! Pomyślałam „O, lektura w sam raz na dzisiejszy wieczór. Jutro będzie recenzja” i to samo napisałam. Niestety okazało się inaczej…

 Monika Fudali w „Kumulacji gniewu” poruszyła temat dusz, które nie mogą odnaleźć swojego miejsca. Wiszą na granicy dwóch światów, ponieważ jest siła trzymająca ich wciąż na ziemi. Co to jest? Jim, sześcioletni chłopiec, nie potrafi zrozumieć, dlaczego spotkała go krzywda i na dodatek zadana przez najbliższą osobę. Odczuwa żal, smutek, cierpienie, a także gniew kierowany w stronę najbliższych.

 Historia opowiedziana jest z perspektywy narratora wszystkowiedzącego. Obserwatora, który w jednej chwili trzyma się na dystans, by nagle znaleźć się  w głowie bohaterów i czytać ich myśli. Muszę przyznać, że taki sposób narracji tutaj pasował. Ciekawą pozycją byłaby też książka napisana z perspektywy Jima. Nadałoby to inny wyraz historii. Zagadka, która ma miejsce, odkrywana jest powoli. 

 Bohaterowie są  ciekawie wykreowani – Sato, chłopak widzący ludzkie dusze; Keisuke – brat Sato, posiada taką samą umiejętność co brat, lecz dodatkowo potrafi komunikować się z duszami; Sarah – matka Jima i Noah, dwóch chłopców, zdenerwowana i bezradna w zaistniałej sytuacji; tajemniczy mąż i ojciec – Thomas.

 Książek o takiej tematyce jest wiele, ale tę wyróżnia jedna rzecz – trzyma w napięciu nie tylko podczas jej czytania, ale także po skończeniu lektury. Sprawia, że człowiek nie wie co ma myśleć, co zrobić, jak się zachować. Książka nie opuszcza czytelnika ani na krok, nie ucieka z jego myśli przez długi czas. Muszę przyznać, że do tej pory trudno jest mi skleić kilka sensownych zdań. Recenzję  zaczynałam wiele razy, ale wciąż mi nie szło. Dlaczego? „Kumulacja gniewu” wywarła na mnie ogromne wrażenie, obudziła we mnie wiele emocji, wciąż przechodził mnie dreszcz przerażenia.

 Autorka napisała książkę treściwą. Na tym przykładzie widać, że nie liczy się liczba stron, lecz treść! Cierpienie, ból, strach, gniew, miłość, niezrozumienie, szok, przerażenie… To wszystko znajdziecie w niewielkiej objętościowo książce Moniki Fudali. Jak najbardziej polecam!

Książkę zrecenzowałam dla portalu

Książkę przeczytałam w wyzwaniu: Polacy nie gęsi...
Czytaj dalej »

"Przewrotka" Jacek Wangin

Autor: Jacek Wangin
Wydawnictwo: Jirafa Roja

Jacek Wangin urodził się w 1969 roku w Lidzbarku Warmińskim. Studiował filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim. Zadebiutował w 1994 roku w kwartalniku „Metafora”. Na swoim koncie posiada zbiór opowiadań „Gdy wrony zawrócą” i „Przewrotka”, a także powieść „Lucka rzecz”. Obecnie mieszka w Gdańsku i prowadzi blog z felietonami: www.wangin.blog.pl

„Przewrotka” nawiedzała mnie w myślach odkąd pierwszy raz usłyszałam o tym zbiorze opowiadań. Czytałam recenzje, natykałam się na okładkę, bądź na samego autora w Internecie. Co takiego ma w sobie ten zbiór, że tak często mnie rozpraszał? Czy to sprawa okładki, która sprawia, że pojawiają się refleksje? Gdy już po niego sięgnęłam, trudno jest mi ocenić cały zbiór, ponieważ Jacek Wangin napisał opowiadania lepsze i gorsze. Moja ocena będzie typowo subiektywna, ponieważ nawet z perspektywy czasu trudno jest mi ocenić obiektywnie każde z nich. A tematy poruszają naprawdę różne.

„Przewrotka” jest to zbiór dziewięciu opowiadań, których bohaterowie zmierzają się z otaczającą ich rzeczywistością i z samym sobą. Żaden z nich się nie poddaje, wręcz przeciwnie, na swój sposób starają się sprostać wymaganiom, jakie narzuca im społeczeństwo. Sami sobie tworzą „piekiełko codzienności”. W jakim kierunku brną ich myśli, czego tak naprawdę pragną? Tego nikt nie wie, każdy z nich ucieka do stworzonej przez siebie wizji świata, często odwrotną od tej, jaka się przedstawia każdemu z nas.

Autor postanowił ukazać prawdę o kobietach, ale jaką prawdę? Czy ona taka jest, czy została przewrócona, jak sylaba „wrot” w tytule przez wydawnictwo Jirafa Roja? Poznajemy tytułową Lenę, kobietę samotną (z wyboru, czy z ostrożności?), trudniącą się w zawodzie nauczycielki. Wzdycha do niej bohater, który jest przekonany, że dziewczyna nie zwraca na niego uwagi. Zaskoczeniem jest fakt, że Lena to dobra obserwatorka, która od kilku lat widzi prawdę, a za firanką w kuchni ukrywa swoje życie. Życie fascynujące, dopóki nie dostrzega się jego prawdziwych aspektów. Jaki urok ma kobieta, która stara się jawić mężczyźnie jako tajemnicza, niedostępna, a jednocześnie marzy o każdym dotyku męskich dłoni? Czy wystarczy dobrze dobrana sukienka, aby rozbudzić zmysły mężczyzny? Jacek Wangin ukazał w tym opowiadaniu nie tylko prawdziwe oblicze kobiet, lecz także mężczyzn, którzy pod maską obojętności i opanowania, rozbierają dziewczynę w myślach.

Czy strach może mieć wielkie oczy? Do jakich czynów popycha on człowieka? W opowiadaniu „Śmieszna Góra”, bohater panicznie boi się nadchodzącej operacji. Swoje przyzwyczajenia oraz dotychczasowe życie, które zależne jest od przylatujących mew (swoją drogą, ta zależność jest wzajemna) jawi mu się jako coś zagrożonego. Ale przez kogo? Czy człowiek, który nie otrzyma ładnej papeterii z szeleszczącymi, ale jakże ważnymi papierkami w środku, może być ostrożny, cierpliwy względem pacjenta? Czy we współczesnym świecie istnieje człowiek prawy, szczery, który nie bierze łapówek? Bohaterowie drugoplanowi są zdezorientowani, snują własną teorię zachowania lekarza. Strach ma wielkie oczy także dla Ryśka, bohatera tytułowego opowiadania, który marzy o żonie zazdrośnicy. W jego mniemaniu powinna przeszukiwać mu kieszenie i telefon, gdy bierze prysznic, a nie dawać ciche przyzwolenie. Marzenia, ryzyko, a więc strach, otrzymuje od przygodowej znajomości.

Ważnym aspektem tych opowiadań  jest fakt, że bohaterowie szukają swojej tożsamości, przynależności. Trudno jest im pojąć istotę człowieczeństwa. Trudno jest im się przeciwstawić losowi i normom narzucanych przez społeczeństwo. Jak powinni się zachowywać w obliczu zagrożenia? Kim tak naprawdę są? Patrzenie na siebie z innej perspektywy, z obiektywizmem, wcale nie jest takie łatwe i nie zawsze pozwala pojąć prawdę, jaką się staje człowiek posiadający tajemnicę dotyczącą własnego życia.

Jacek Wangin stworzył opowiadania groteskowe, a więc wybiegające poza normę, przyjęte zwyczaje. Bohaterowie są przewrotni, aczkolwiek niezdecydowani, niepewni. Autor stara się pozbyć wielu stereotypów, narzekań na życie i ludzi. Ironia pozwala odwrócić uwagę od bohaterów, którzy w danej chwili zgubili drogę. Ale czy opowiadania Wangina są łatwe? Muszę stwierdzić, że nie. Każde z nich wymaga od czytelnika refleksji o życiu i nim samym. Nie zawsze pojawiają się one po przeczytanym opowiadaniu. Często dopiero kilka godzin później, w nieoczekiwanym momencie czujemy przypływ tajemniczej siły, która nakazuje nam zastanowić się nad prawdą.

W moim odczuciu niektóre fragmenty opowiadań zostały napisanych na siłę. Może i ukazują prawdę o życiu, ludziach, ale w wielu momentach są przedstawione zbyt pospolicie. Autor chciał wyjść poza granicę absurdu, ale czy przypadkiem nie wszedł w rolę, przed którą uciekał? Przeraziła mnie jedna, ale jakże prawdziwa myśl. W każdym z tych opowiadań znajduję cząstkę siebie i nie za każdym razem jest to ten dobry element. I chyba właśnie o to chodziło Panu Jackowi…

Książkę zrecenzowałam dla portalu NaKanapie.pl
Książka przeczytana także w wyzwaniu "Polacy nie gęsi..."
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia