"Gra o tron" George R. R. Martin

Kto nie słyszał o legendarnej już serii George R.R. Martina "Pieśń lodu i ognia"? Zapewne każdy. Moje podejście do "Gry o tron" było typowo sceptyczne. Dlaczego? Nigdy nie lubiłam gatunku, do jakiego należy seria Martina. Po drugie te wszystkie wojny, miecze, szable i te sprawy... To wszystko mnie w pewnym stopniu przerażało. Nie, nie uciekam z krzykiem, gdy widzę zbroję, nie przesadzajmy. W każdym razie czułam, że ta książka niczym mnie nie zaskoczy. No tak, ale jak to się stało, że jednak ją przeczytałam? Przyjaciółka, która zdecydowanie bardziej ciekawa ode mnie, postanowiła sprawdzić, co takiego jest w serii, która zbiera coraz to więcej laurów. I spodobała jej się. Pierwsza część, druga, trzecia... Jak tu przejść obojętnie obok pochwał, zwłaszcza, że liczę się z jej gustem literackim? W końcu mamy bardzo podobny.

Co takiego ma w sobie "Gra o tron", że czytałam ją z zapartym tchem? O samej fabule czytaliście zapewne wiele recenzji, opinii. Ja skupię się na bohaterach, naprawdę barwnie przedstawionych, którzy dla mnie znaczyli więcej niż sama fabuła. Postaci w książce mamy naprawdę wielu. Początkowo trudno było mi zapamiętać imiona każdego z nich, a tym bardziej skojarzyć z rodziną, sytuacją, poglądami czy stroną, po której się wypowiadali. Kilka pierwszych stron i... Antyśka przepadła jak kamień w wodę! Wiele szczegółowych opisów, które zawsze irytowały mnie w powieści, tu były jak na złoto. Tak mnie urzekły, że potrafiłam kilka razy wracać i czytać od nowa dany opis... Tak, tak, lekka paranoja. Martin stworzył plejadę różnorodnych postaci. Wiele z nich początkowo wydaje się nam być dobrym, sympatycznym, dostosowanym do tamtejszych warunków. Po kilkudziesięciu stronach ich dynamika daje o sobie znać. Początkowo bierzemy jednego za wspaniałą postać, dobrego syna/wujka/ojca/..., by po chwili uznać go zdrajcą, oszustem! Pięknie! 

Postacie postaciami, ale kogo polubiłam najbardziej? Największą sympatię zdobyła u mnie Daenerys, żona Droga, a także jej brat, który zdecydowanie nie należał do grupy osób "dobrych, miłych i sympatycznych" to zafascynował mnie jego upór, dążenie do wyznaczonego sobie celu. Jest też idealnym przykładem człowieka, który w realizacji swoich pragnień nie patrzy na to, co złego robi po drodze. Największą zagadką dla mnie jest Tyrion, który budzi we mnie odrazę, sympatię, gniew i radość. Dynamiczna i tajemnicza postać. Jeszcze żadnej postaci nie udało się wzbudzić we mnie tak sprzecznych emocji i oceny! Jestem niezmiernie ciekawa, jak to będzie w kolejnych tomach, czy moje wyobrażenia o wszystkich postaciach zmienią się?

Sposób kreowania postaci i przedstawiania wydarzeń u Martina bardzo mi się spodobał. Spokojnie prowadzi nas przez każdą sytuację, dodaje wiele elementów grozy, by przejść do humoru, często tego czarnego. Wiem, że styl autora nie jest czysty, tzn. przeszedł już przez tłumacza, który jednak interpretuje zdania i układa je w odpowiedni szyk. Mimo wszystko wiem, że jednak tłumacz niewiele tu zdziałał. Martin ma w sobie coś, co ciągnęło mnie do czytania i nie pozwoliło odejść ani na chwilę.

Choć ostatnio czasu miałam naprawdę mało i książkę dosłownie męczyłam przez kilka tygodni, to nie żałuję, że ją przeczytałam. Wilkory, które pojawiły się w tej części, są wielkim ożywieniem dla samej lektury. Wyczytałam wiele w internecie i wiem, że te stworzenia będą miały ogromne znaczenie. Swoje już pokazały w pierwszej, ale wciąż mi czegoś brak...

Teraz wiem, że nie wolno mi oceniać książki ze względu na gatunek, rodzaj. Każdej trzeba dać szansę. Nigdy nie podejrzewałam, że mogą mnie wciągnąć takie książki, a tu poszukuję już kolejnej części! Tylko na nią poświęcę więcej wolnego czasu. Czy polecam? Jak najbardziej! Wiem po sobie, że ludzie posiadający inne gusta, mogą zaryzykować. A nuż książka przypadnie do gustu? Prosty język, piękne opisy, interesujące postacie, to wszystko sprawia, że książkę czyta się w mgnieniu oka!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia