"Dziennik znaleziony w piekarniku" Marek Susdorf


Zastanawiam się co mnie podkusiło, aby sięgnąć po „Dziennik znaleziony w piekarniku”. Czy to ta okładka biało-zielono-czarna? Może butelka, która dziwnym trafem jakoś przypomina mi ten piekarnik? A może Marek Susdorf i jego tajemnicza proza, której nie miałam jeszcze przyjemności czytać? Na pewno nie były to recenzje, swoją drogą naprawdę różne. Jedno jest pewne – mam mieszane uczucia.

„Dziennik znaleziony w piekarniku” to pierwsza część z cyklu „Trzy śmiertelne historie”, której główną bohaterką i narratorką jest Magdalena D., dość specyficzna matka i żona. Zrzędzi i zrzędzi przez cały utwór. Ale na jaki temat? Magdalena ukazuje nam prawdę widzianą jej oczami. Codzienne sytuacje, których jest świadkiem, często nawet powodem. Jej irytacje spowodowane brakiem dosłownie wszystkiego – dobrego męża, dobrego domu, dobrego dziecka, dobrego swojego ciała i charakteru. Niedobry mąż, który wciąż ogląda swój mundial. Niedobre dziecko, które wciąż wymaga karmienia, przewijania a na dodatek płacze i płacze. Niedobra ja, która nie ma nic z tego, że się tak męczy i męczy. Ale co ma z tego? Chwile, kiedy może bazgrolić w swoim dzienniku i skarżyć się na zło tego świata. Nie wie kto jest jej sprzymierzeńcem, a kto wrogiem. Dziecko? Z powodu niemożności wczucia się w choć jedną rolę dobrze, ucieka w głąb siebie. Ale czy będzie to dobre wyjście? Ile będzie musiała sobie uświadomić, ile przeżyć, by zrozumieć, że jej starania teraz są… bezowocne i do niczego nie zaprowadzą?

Jak wspomniałam na początku, mam mieszane uczucia odnośnie całej tej krótkiej, bo krótkiej powieści-pamiętnika. Narratorką i jednocześnie główną bohaterką jest już wspomniana Magdalena D., matka i żona, rzecz jasna życiowo niespełniona. Aby mieć choć odrobinkę przyjemności z życia, które w żaden sposób jej się nie udało i wcale, ale to wcale jej nie cieszy, postanawia pisać dziennik, w którym wyrzuci wszystkie swoje żale na otaczający ją świat. Forma pamiętnika jest? W pewien sposób tak. Żadnej tam logicznej całości, porządku w pisaniu, a o zachowaniu zasad ortografii i interpunkcji już nie wspomnę. Ale co komu do tego, to zamysł bohaterki i rzecz jasna – autora. Skoro zabieg zamierzony – błędów nie wolno mi wytykać. Teoretycznie.

Autorowi udało się w doskonały sposób ukazać prawdziwe oblicze człowieka, którego nic nie cieszy, który o wszystko obwinia innych, byle nie siebie. W tym wypadku kobiety, która żałowała niedokonanej aborcji, która uważa, że faceci to tylko do uprawiania seksu i oglądania meczy się nadają. Feministyczne podejście? Jak najbardziej. I właśnie ten feministyczny wydźwięk irytował mnie najbardziej. A bo to kobieta samodzielna, ale jednak za wszystkie niedogodności obwinia innych? Autorze, troszkę się minęliśmy z oczekiwaniami. Jednak muszę przyznać, że pamiętnikowe wyznania pasowały jak najbardziej do całego zarysu książki. Dzięki takiej a nie innej narracji, poznajemy z pierwszej ręki myśli bohaterki, często po prostu bezczelne, groteskowe, ale oryginalne i swojskie. Bez żadnego tam ubierania ich w ładne słówka, ozdabianie kwiatkami. Tu prawda w czystej postaci. Nie każdy się z nią zgodzi, ale nie o to tu chodzi. Nie każda matka jest idealna, nie każda kocha swe dziecko i męża. O tym wie każdy, choć nie wszyscy sobie to uświadamiają. Magdalena D. jest właśnie taką kobietą – niekochaną i tą, która nie kocha. Jest bezwzględna w swoim zachowaniu, w swojej postawie i myślach. Świetnie wykreowana postać!

Dużym plusem dla powieści jest jej oprawa. Ładna okładka, która mimo wszystko przyciąga wzrok swoją prostotą, rysunki na kartach powieści. Tak, to wszystko ładnie współgrało z tekstem. Co jak co, ale za to książka ma u mnie duży plus. Nie zawsze uratuje treść, aczkolwiek na pewno podniesie jej status, ocenę, cokolwiek.

Czy polecam? Nie, na pewno nie polecę tej książki czytelnikowi. Wiem, że są osoby, które oczarowała proza Pana Marka. Mnie jednak w tym wypadku tylko wynudziła, zirytowała. Nie potrafiłam odnaleźć w książce siebie, nie potrafiłam wyłuskać z siebie choć odrobiny współczucia dla tej matki. Dla dziecka już tak, bo czym ono winne? Ja po prostu nie rozumiem takiego zachowania i podejścia do niektórych spraw i osób. Może dlatego ta książka bardziej mnie zdenerwowała. Na pewno ma plusy, ale dla mnie więcej minusów. I dlatego nie mam odwagi, aby ją komukolwiek polecać. Choć jestem przekonana, że jednak jeszcze wiele osób po mnie i po mojej opinii po nią sięgnie – tak z przekory. 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: Polacy nie gęsi...

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia