"Historia pewnego związku" Danka Braun


Znacie powiedzenie „Kto się czubi ten się lubi”? Albo zdanie „od nienawiści do miłości jeden krok”? Właśnie takimi zdaniami można opisać fabułę książki Danki Braun pod tytułem „Historia pewnego związku”. Ogrom namiętności, pożądania, zachłanności. Gdzie tu miejsce na miłość? Ano, jednak odrobinka się znajdzie. Ale czy ta odrobinka wystarczy, aby na zachmurzonym niebie w końcu pojawiły się promienie słońca?
Mamy przystojnego i idealnego mężczyznę, który ma wszystko, co zapragnie – łącznie z kobietami. Mamy cichą, szarą myszkę, która w kącie marzy o uznaniu przystojniaka, jednocześnie deklarując, że zrobi wszystko, by być w jego centrum zainteresowania. Druga kobieta u boku? Jasne. Arogancja? Dlaczego by nie. Dziwne upodobania? Przecież to żadna przeszkoda…
Głównymi bohaterami są Renata, Robert i Andrzej. Renata, narzeczona Andrzeja, po latach spotyka Roberta, swoją dawną miłość, o której do tej pory nie potrafiła zapomnieć. Co wyniknie z tego spotkania? Czy los ponownie połączy tę parę? Czy wydarzenia, które miały miejsce wiele lat wcześniej, niezabliźnione rany będą przeszkodą w nowym, wspólnym życiu? Jak potoczą się losy tych bohaterów? Tego i wiele, wiele więcej dowiecie się z książki Danki Braun.
Czytając tę powieść zastanawiałam się, czym kierowała się główna bohaterka w nowym życiu. Co jej podpowiadało, że ma się tak a nie inaczej zachować? Czytałam i zastanawiałam się jednocześnie, jakbym to ja sama postąpiła na jej miejscu. Czy szukałabym mężczyzny tylko po to, by obsadzić go w roli ojca mojego dziecka, nie biorąc pod uwagę uczuć, a rozsądek? A może pisałabym listy do dziecka jako… No właśnie, kto? W wielu sytuacjach miałam zamiar prawić morały Renacie, ale stwierdziłam, że przecież każdy uczy się na błędach i tutaj też musi tak być. I się nie myliłam. Ale pomimo charakteru bohaterki, książka mi się podobała.
Powieść napisana została prostym, dosadnym wręcz językiem. Brak jakichkolwiek bogatych opisów, wyszukanego słownictwa. Wszystko prosto, łatwo. Historia mimo wszystko nie jest banalna. Owszem, zaczyna się jak wiele historii miłosnych, ale w trakcie pojawiają się naprawdę ciekawe wątki. Ciekawe, ale przede wszystkim życiowe. Efekt zaskoczenia był spory, gdyż nie spodziewałam się dobrej lektury, raczej liczyłam na typową książkę, która po prostu umili mi czas swoją banalnością. Ta umiliła czas, ale nie była banalna. Jedynie autorce mogę zarzucić beznadziejność w opisaniu zbliżeń bohaterów. Opisy nie były ani podniecające, ani intrygujące. Częściej irytowały, bądź po prostu nudziły. Wnosiły do historii pewien przerywnik, trochę świeżości, napędzały akcję, ale mogły być napisane troszkę lepiej. Zirytował mnie także fakt, iż w książce znalazłam „rozpadanie się na milion kawałków”, które jest tak charakterystyczne dla Anastaci z „Pięćdziesięciu twarzy Grey’a” E.L. James. Teraz zastanawiam się, która Pani wpadła pierwsza na ten jakże oryginalny pomysł. ;)
Mimo tych małych wad, książkę jak najbardziej polecam. Będzie idealnym przerywnikiem w nauce, kiedy to można odpocząć i przeczytać coś, co nie wymaga od nas dużej pracy umysłowej. Spodoba się osobom, które lubią historie miłosne, czasem lekko banalne, lecz z pewną dozą… oryginalności. O czym mówię? Przekonajcie się sami!
______________
Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dla portalu ZACZYTAJSIE.PL
Książka bierze udział w wyzwaniu: Polacy nie gęsi...

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia