"Cień wiatru" Carlos Ruiz Zafón

Carlos Ruiz Zafón, hiszpański pisarz, dziennikarz, mieszkaniec Los Angeles. Zdobywca wielu nagród, autor czterech książek dla młodzieży i… kilku innych. Ale czy takie informacje są powodem szału wokół tego autora? Niekoniecznie. Więc może to jego proza? Cieplej, choć są też przeciwnicy jego pisaniny. No cóż, wypadałoby się samej przekonać, dlaczego Zafón ląduje na półkach „ulubione”, a także „znienawidzone”. Co takiego jest w jego tekstach, że wzbudza tyle sprzecznych emocji (choć zdecydowanie częściej te pozytywne)?

„Cień wiatru” to opowieść o Danielu Sempere, miłośniku książek. Gdy był małym chłopcem utracił matkę i został pod opieką ojca. Pewnego dnia, tato zaprowadził go do tajemniczego miejsca – Cmentarza Zapomnianych Książek. Warunek jednak jest jeden – każdy nowy członek musi wybrać książkę, którą zaadoptuje, będzie się nią opiekował przez całe życie. Czym ma się kierować w wyborze? Sercem i przeczuciem. Chłopiec wybrał „Cień wiatru” Juliana Caraxa, tajemniczego pisarza. Pochłonięty wspaniałą lekturą postanowił zdobyć jak najwięcej informacji o pisarzu. I to szukanie trwa przez lata, ale nie jest pozbawione dość ciekawych rozrywek. Na drodze Daniela staje niewidoma Klara, która staje się pierwszą miłością bohatera, tajemniczy mężczyzna o spalonej twarzy, któremu wyjątkowo zależy na powieści Caraxa, inspektor Fumero, który ma wiele wspólnego z przeszłością Juliana. Czy Daniel sprosta oczekiwaniom ojca,  przyjaciela Fermina, tajemniczego mężczyzny? Jak skończy się poszukiwanie informacji o Julianie Caraxie?

Muszę przyznać, że nie do końca wiedziałam, czego spodziewać się po twórczości tego autora. Do tej pory był mi obcy, pod każdym względem. Jego powieści swego czasu przewijały się wśród bloggerów, zdobywając większe i mniejsze zachwyty. Ale jakie są moje wrażenia? Otóż jestem… oczarowana!

Spodobał mi się sposób, w jaki Carlos Ruiz Zafón przeprowadził całą akcję. Pomysł na fabułę był niebanalny, to na pewno. Sama chciałabym się znaleźć na takim Cmentarzu Zapomnianych Książek, wybrać sobie pozycję, którą będę zmuszona wręcz się opiekować, dzięki czemu ocalę ją od zapomnienia. A przygody z nią związane? Daniel miał niemało! Wiele razy otarł się o śmierć, tracił coraz więcej energii, a w pewnym momencie nawet zainteresowania, zapału. Poddał się tylko po to, by pod wpływem pewnego wydarzenia na nowo zapalić się do działania. I to jakiego! Akcja utworu początkowo idzie wolno, niczym piesek na spacerek. Nic specjalnego się nie dzieje, żadnych wielkich tajemnic. Poznajemy dokładnie Daniela Semepere, jego ojca, wspólnego pracownika, sąsiadów. Nie obcy jest nam Barceló, antykwariusz, który po obejrzeniu „Cienia wiatru”, chciał odkupić egzemplarz od chłopaka za niemałe pieniądze. W pewnym momencie jednak wszystko biegnie do przodu. Pies urywa się ze smyczy i biegnie za swoją ofiarą – tak można określić niekiedy akcję powieści.

Styl, jakim posługuje się Zafón jest na pewno charakterystyczny. Prosty, przystępny, ale znaleźć można bogate słownictwo. Barwne opisy Barcelony sprawiły, że poczułam się jakbym mieszkała tam od lat, choć w rzeczywistości nigdy tam nie byłam. Poprowadzenie akcji wywoływało u mnie szybsze bicie serca, strach o bohaterów. Trafne komentarze Fermina wywoływały u mnie ogromny śmiech. Kreacja bohaterów również udała się autorowi. Każdy z nich był ciekawy, nietuzinkowy. Posiadali swoje charakterystyczne cechy charakteru i zachowania, mieli swoje upodobania, poglądy. Dawno nie miałam styczności z tak wspaniałą plejadą postaci. Tu należą się brawa dla autora. Choć małym zgrzytem na tej prezentacji był jednak główny bohater, który wydawał mi się niekiedy dziecinnie naiwny, często nieodpowiedzialny, pozbawiony wyrazu. Ale jego zapał w wielu sytuacjach zasługuje na brawa.

Dzięki zainteresowaniu życiem Caraxa, Daniel prowadzi czytelnika w świat wojen, świat naprawdę wielu tajemnic. Poznajemy życie Juliana, tak bardzo podobne do życia Daniela. Razem z Danielem czułam dreszcz ekscytacji, kiedy otrzymywał coraz to więcej informacji o autorze, który swoją prozą zawładnął jego sercem. Ciekawe to życie było, muszę przyznać. Poza życiem Juliana Caraxa, poznajemy także historię rodu Aldayów, dawnych przyjaciół Juliana, a także wielu innych bohaterów.

Za wielowątkowość, naprawdę dobrze stworzoną i poprowadzoną, należy się Zafónowi kolejny plus. Oczarował mnie swoimi umiejętnościami. Cała zagadka była bardzo ciekawa, choć w wielu momentach przewidywalna. Czytałam wiele opinii, w których czytelnicy zdradzali swoje żale, że od początku powieści wiedzieli, kim jest tajemniczy człowiek o spalonej twarzy. Mi przez myśl w pewnym momencie także przebiegło poprawne rozwiązanie, ale starałam się nie zastanawiać nad nim. Szczerze mówiąc, czytałam i czytałam, by nie mieć chwili na psucie sobie historii rozmyślaniem o zakończeniu. O nie, takie refleksyjne chwile zostawiłam sobie na koniec. Dzięki temu byłam równie zaskoczona, jak główny bohater. Mogę powiedzieć, że naprawdę wczułam się w całą tą opowieść i czułam, jakbym kroczyła ścieżkami z Danielem, razem z nim odkrywała tajemnice.

Jestem przekonana, że jeszcze nie raz sięgnę po książki Carlosa Ruiza Zafóna. W jego prozie jest coś, co przyciąga czytelnika, a niebanalna fabuła to potwierdza. Może nie jest to wybitny pisarz, daleko mu do Dostojewskiego czy Mickiewicza, jednak wiem, że trafi on do jednych z moich ulubionych pisarzy. Przy „Cieniu wiatru” spędziłam wiele miłych chwil, dobrze się bawiłam i takie wrażenia mam zamiar zostawić w sobie jak najdłużej. Czy polecam? Z czystym sercem tym, którzy lubią zagadki, oczywiście książki i… samego autora.


Cień wiatru [Carlos Ruiz Zafon]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Dziennik znaleziony w piekarniku" Marek Susdorf


Zastanawiam się co mnie podkusiło, aby sięgnąć po „Dziennik znaleziony w piekarniku”. Czy to ta okładka biało-zielono-czarna? Może butelka, która dziwnym trafem jakoś przypomina mi ten piekarnik? A może Marek Susdorf i jego tajemnicza proza, której nie miałam jeszcze przyjemności czytać? Na pewno nie były to recenzje, swoją drogą naprawdę różne. Jedno jest pewne – mam mieszane uczucia.

„Dziennik znaleziony w piekarniku” to pierwsza część z cyklu „Trzy śmiertelne historie”, której główną bohaterką i narratorką jest Magdalena D., dość specyficzna matka i żona. Zrzędzi i zrzędzi przez cały utwór. Ale na jaki temat? Magdalena ukazuje nam prawdę widzianą jej oczami. Codzienne sytuacje, których jest świadkiem, często nawet powodem. Jej irytacje spowodowane brakiem dosłownie wszystkiego – dobrego męża, dobrego domu, dobrego dziecka, dobrego swojego ciała i charakteru. Niedobry mąż, który wciąż ogląda swój mundial. Niedobre dziecko, które wciąż wymaga karmienia, przewijania a na dodatek płacze i płacze. Niedobra ja, która nie ma nic z tego, że się tak męczy i męczy. Ale co ma z tego? Chwile, kiedy może bazgrolić w swoim dzienniku i skarżyć się na zło tego świata. Nie wie kto jest jej sprzymierzeńcem, a kto wrogiem. Dziecko? Z powodu niemożności wczucia się w choć jedną rolę dobrze, ucieka w głąb siebie. Ale czy będzie to dobre wyjście? Ile będzie musiała sobie uświadomić, ile przeżyć, by zrozumieć, że jej starania teraz są… bezowocne i do niczego nie zaprowadzą?

Jak wspomniałam na początku, mam mieszane uczucia odnośnie całej tej krótkiej, bo krótkiej powieści-pamiętnika. Narratorką i jednocześnie główną bohaterką jest już wspomniana Magdalena D., matka i żona, rzecz jasna życiowo niespełniona. Aby mieć choć odrobinkę przyjemności z życia, które w żaden sposób jej się nie udało i wcale, ale to wcale jej nie cieszy, postanawia pisać dziennik, w którym wyrzuci wszystkie swoje żale na otaczający ją świat. Forma pamiętnika jest? W pewien sposób tak. Żadnej tam logicznej całości, porządku w pisaniu, a o zachowaniu zasad ortografii i interpunkcji już nie wspomnę. Ale co komu do tego, to zamysł bohaterki i rzecz jasna – autora. Skoro zabieg zamierzony – błędów nie wolno mi wytykać. Teoretycznie.

Autorowi udało się w doskonały sposób ukazać prawdziwe oblicze człowieka, którego nic nie cieszy, który o wszystko obwinia innych, byle nie siebie. W tym wypadku kobiety, która żałowała niedokonanej aborcji, która uważa, że faceci to tylko do uprawiania seksu i oglądania meczy się nadają. Feministyczne podejście? Jak najbardziej. I właśnie ten feministyczny wydźwięk irytował mnie najbardziej. A bo to kobieta samodzielna, ale jednak za wszystkie niedogodności obwinia innych? Autorze, troszkę się minęliśmy z oczekiwaniami. Jednak muszę przyznać, że pamiętnikowe wyznania pasowały jak najbardziej do całego zarysu książki. Dzięki takiej a nie innej narracji, poznajemy z pierwszej ręki myśli bohaterki, często po prostu bezczelne, groteskowe, ale oryginalne i swojskie. Bez żadnego tam ubierania ich w ładne słówka, ozdabianie kwiatkami. Tu prawda w czystej postaci. Nie każdy się z nią zgodzi, ale nie o to tu chodzi. Nie każda matka jest idealna, nie każda kocha swe dziecko i męża. O tym wie każdy, choć nie wszyscy sobie to uświadamiają. Magdalena D. jest właśnie taką kobietą – niekochaną i tą, która nie kocha. Jest bezwzględna w swoim zachowaniu, w swojej postawie i myślach. Świetnie wykreowana postać!

Dużym plusem dla powieści jest jej oprawa. Ładna okładka, która mimo wszystko przyciąga wzrok swoją prostotą, rysunki na kartach powieści. Tak, to wszystko ładnie współgrało z tekstem. Co jak co, ale za to książka ma u mnie duży plus. Nie zawsze uratuje treść, aczkolwiek na pewno podniesie jej status, ocenę, cokolwiek.

Czy polecam? Nie, na pewno nie polecę tej książki czytelnikowi. Wiem, że są osoby, które oczarowała proza Pana Marka. Mnie jednak w tym wypadku tylko wynudziła, zirytowała. Nie potrafiłam odnaleźć w książce siebie, nie potrafiłam wyłuskać z siebie choć odrobiny współczucia dla tej matki. Dla dziecka już tak, bo czym ono winne? Ja po prostu nie rozumiem takiego zachowania i podejścia do niektórych spraw i osób. Może dlatego ta książka bardziej mnie zdenerwowała. Na pewno ma plusy, ale dla mnie więcej minusów. I dlatego nie mam odwagi, aby ją komukolwiek polecać. Choć jestem przekonana, że jednak jeszcze wiele osób po mnie i po mojej opinii po nią sięgnie – tak z przekory. 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: Polacy nie gęsi...
Czytaj dalej »

"Sklepik z Niespodzianką. Adela" Katarzyna Michalak

Opinia zawiera spojlery z części pierwszej!

Wiecie jak to jest, kiedy zamykacie książkę i czujecie się rozczarowani? Ale nie książką, tylko tym, że już zakończyliście z nią przygodę, w TAKI sposób, a na twojej półce nie ma jeszcze kontynuacji? "Sklepik z Niespodzianką. Bogusia" zakończyła się wizytą Anny Potockiej, kobiety, która kilka lat wcześniej zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Takie zakończenie sprawiło, że czym prędzej musiałam mieć kolejną część w swoich rękach. A gdy to się stało, natychmiast ulokowałam swe ciało pod kocem z kubkiem gorącego napoju (który swoją drogą wypiłam dopiero kilka godzin później po skończonej lekturze...) i zatopiłam się w lekturze. 

Pojawienie się Anny Potockiej, żony Wiktora Potockiego, mocno wstrząsnęło mieszkańcami Pogodnej. Wszyscy byli co do jednego pewni - ta wizyta nie wróży niczego dobrego. I w pewnym sensie mieli rację. Zagadkowe zniknięcie i pojawienie się Anny, która po kilku dniach wyjaśnia przyczynę swojego zniknięcia niszczy rodzinę Potockich doszczętnie. Ale to nie wszystko. Na jaw wychodzą grzeszki kobiety, a także jej siostry bliźniaczki, Anity Kwiecień, która nieźle namieszała w życiu uroczej Adeli. Na domiar wszystkiego dochodzi ciąża Konstancji, która nie radzi sobie w nowej sytuacji, choroba matki Igora, tajemnica Adeli i dziwne zachowanie Lidki... Jak skończy się spotkanie Anny i Bogusi? Czy tajemnica Adeli wyjdzie na jaw? Co będzie z Bogusią i Wiktorem?

Muszę przyznać, że "Sklepik z Niespodzianką. Adela" jest zdecydowanie ciekawszą książką, niż jej poprzedniczka. Tu nie miałam problemów w zatopieniu się w życie bohaterów. Przerwa między jednym tomem a drugim okazała się być wystarczająco krótka, skoro dokładnie pamiętałam przebieg wydarzeń z pierwszej części. Zabrałam się za książkę wieczorem - skończyłam ją dnia następnego. Dawno żadna książka mnie tak nie wciągnęła! Te tajemnice, które nadawały nutkę napięcia opowieści, te dziwne zachowania Lidki momentami szokowały, ale też wywoływały ciarki przebiegające po ciele. Zachowanie Konstancji bardzo mnie irytowało, miałam ochotę wejść w książkę i mocno potrząsnąć bohaterką. Przecież jest w ciąży! Jak może tak zaniedbywać siebie, a co za tym idzie - dziecko!? I gdzie jest Igor, skoro jest tak bardzo potrzebny?

Ta część zawierała w sobie zdecydowanie więcej emocji. Było ich naprawdę wiele i były zróżnicowane, co mnie miło zaskoczyło. Momentami śmiałam się, płakałam i złościłam. Jednym współczułam, drugich potępiałam. Na pewno dużą rolę odgrywa w tej części Adela, choć i o Bogusi i pozostałych bohaterkach jest wiele. Niemniej, Katarzyna Michalak drugi tom serii z kokardką poświęciła bezwzględnej radnej, która szokowała wszystkich swoją bezpośredniością, stanowczością, niekiedy chłodem. A jaka jest naprawdę? Okazuje się, że to kobieta samotna, która kiedyś została skrzywdzona tak bardzo, że rana przez tyle lat się nie zabliźniła. To sprawiło, że stała się zimna, oschła. Jednak pewne wydarzenie sprawia, że kobieta otwiera swe serce i zdejmuje klapki, które do tej pory miała na oczach. Dostrzega wyraźnie pewne sprawy. Jakie? Dlaczego? O tym przekonacie się zaglądając do tej powieści. 

Wiecie co najbardziej podoba mi się w prozie Katarzyny Michalak? Choć za mną dopiero dwie jej książki, jestem oczarowana. Lekkością, z jaką przedstawia historie bohaterów, to jak skutecznie operuje emocjami, jak potrafi rozwinąć wiele wątków i je dobrze poprowadzić przez kolejne części. A co najważniejsze, tak kończy książkę, że czytelnika męczy fakt, że kontynuacja nie znajduje się na półce! Zakończenie zapiera dech w piersi, przez to czytelnik wysnuwa domysły, dlaczego tak? A co będzie dalej? Co z tego wyniknie? Nie mogę doczekać się trzeciego tomu, który zostanie wydany już w lutym. A czwarty!? Nie wiem, czy tyle wytrzymam, bez poznania dalszych losów bohaterów. Tak bardzo się z nimi zżyłam, że nie wyobrażam sobie dłuższej rozłąki. 

Czy polecę "Sklepik z Niespodzianką. Adela"? Oczywiście, że tak. Autorka jak zawsze zadbała o wspaniałą historię, odpowiednią dawkę emocji, nastrojów. A przede wszystkim, nie brakuje ciekawych przepisów. W "Bogusi" były to przepisy na wspaniały sernik i czekoladę na gorąco, w "Adeli" natomiast zerwistresy. Mam w planach wykonać wiele z tych kąpieli czy maseczek upiększających. Wiecie co Was powinno skusić poza interesującą fabułą? Piękne wydanie książki! Ładne kolory, które idealnie ze sobą współgrają. Po prostu nie mogę się napatrzeć na okładkę, nie mówiąc już o uroczym kociaku! A papier i czcionka? Jak zawsze trafiają w mój gust. Zachęcam Was do zapoznania się z twórczością Katarzyny Michalak. A tych, którzy znają prozę autorki, ale nie tę serię - polecam jak najszybciej się z nią zapoznać!

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: Polacy nie gęsi...
Czytaj dalej »

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" E. L. James

Autor: E. L. James
Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Greya
Moja ocena: 2/6
Hipnotyczna, uzależniająca, iskrząca seksem i erotyką powieść, której nie sposób odłożyć.

Studentka literatury Anastasia Steele przeprowadza wywiad z młodym przedsiębiorcą Christianem Greyem. Niezwykle przystojny i błyskotliwy mężczyzna budzi w młodej dziewczynie szereg sprzecznych emocji. Fascynuje ją, onieśmiela, a nawet budzi strach. Przekonana, że ich spotkania nie należało do udanych, próbuje o nim zapomnieć – tyle że on zjawia się w sklepie, w którym Ana pracuje, i prosi o drugie spotkanie.

Młoda, niewinna dziewczyna wkrótce ze zdumieniem odkrywa, że pragnie tego mężczyzny. Że po raz pierwszy zaczyna rozumieć, czym jest pożądanie w swej najczystszej, pierwotnej postaci. Instynktownie czuje też, że nie jest w swej fascynacji osamotniona. Nie wie tylko, że Christian to człowiek opętany potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli i że pragnie jej na własnych warunkach…

Czy wiszący w powietrzu, pełen namiętności romans będzie początkiem końca czy obietnicą czegoś niezwykłego? Jaką tajemnicę skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?

- Od wydawcy

Jak wiele osób, zastanawiam się nad fenomenem tej książki. Owszem, jest o seksie, nawet tym ostrym, brutalnym, odważnym, ale czy to powód, by uważać książkę za bestseller? Może gdyby jeszcze została napisana barwnym językiem, gdyby występowało tu bogate słownictwo. Ale nie! Prosty język - prosta sprawa. Dla mnie aż za prosta. Zbyt dużo irytujących powtórzeń: "O święty Barnabo!", "Dojdź dla mnie, mała!" czy to słynne "rozpadanie się na milion kawałków" i wciąż skacząca oraz uśmiechająca się wewnętrzna bogini Anastasi. A ten uwodzicielsko przystojny Christian? Przecież to ideał każdej kobiety - przystojny, silny, niezależny, ale też niedostępny. Odpycha swoją ofiarę od siebie, jednocześnie ją przyciągając.

Ja jakoś nie poczułam tej iskry czytając o Greyu. Nie poczułam tego dreszczyku emocji, podniecenia, który gwarantowała reklama. Bo, że reklama była - wie każdy. Że dobra - oczywiście! W końcu tak rozsławiony bestseller musiał zostać kupiony. Ale zastanawia mnie jedna rzecz - jak książka, która nie została jeszcze wydana, w dniu premiery okazuje się być bestsellerem? Tej logiki chyba nigdy nie rozumiem. Tym bardziej tej ekscytacji wokół owej powieści.

Fabuła nie jest niczym nowym, schemat boskiego mężczyzny, nieśmiałej, ale dość ładnej kobiety jest już nam znany z między innymi sagi zmierzch Meyer, do której zresztą owa książka jest porównywana. Jednak historia o wampirach i wilkołakach została napisana ze smakiem. Powiedzcie mi, ile razy można czytać w kółko o tym samym? To przygryzanie warg, zmuszanie Any do jedzenia. Przecież to przewijało się co dwie, trzy strony. Żadnej rewelacji tu nie widzę. Jedno muszę przyznać - do pewnego momentu czyta się szybko, nawet bardzo!

Dlaczego sięgnęłam po ten "bestseller"? Z powodu reklamy. Przyznaję się. Byłam ciekawa o co tyle szumu, dlaczego ta książka ma tyle samo wielbicieli co przeciwników. Zastanawiałam się skąd się to wzięło. Przekonałam się na własnej skórze - dobrze, wystarczy. Ta fabuła, a raczej jej brak, był dobrym pomysłem na książkę, ale nie na trylogię. Historia miałaby więcej smaku, gdyby została zamknięta w tej jednej książce. Ale nie, autorce było mało.

Boli mnie serce gdy patrzę, jakie książki zostają wydawane na rynku czytelniczym, a jakie świetne perełki zostają wrzucone do kosza na śmieci, bo są oryginalne, nie powielają utartych schematów, motywów. Wcale się nie dziwię, gdy słyszę, że czytelnictwo w Polsce upada. W końcu ile razy można czytać o tym samym? Dodanie erotycznych zabawek nie sprawi, że pomysł nagle okaże się oryginalny. Ale jedno muszę przyznać - autorka sporo pieniędzy zebrała na tej trylogii.

Ale powiem tak - polecać książki nie polecam. Dla mnie to gniot, jakich wiele na naszym rynku czytelniczym. Ale jestem przekonana, że wiele osób po mojej recenzji i innych negatywnych, sięgnie po "Pięćdziesiąt twarzy Greya" i jego kontynuacje, z czystej ciekawości. Może i będziecie tą książką oczarowani. Jeżeli nie szkoda Wam czasu - proszę bardzo. Ale bierzecie na siebie odpowiedzialność, kiedy będziecie mieli odruchy wymiotne i poczucie straty czasu.
Pięćdziesiąt twarzy Greya [E L James]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE
Czytaj dalej »

Garść informacji

Przez kilka dni pojawił się mały zastój na blogu, ponieważ książki "same się czytają" i jeszcze troszkę potrwa, nim napiszę o nich jakiekolwiek recenzje. Obecnie czytam "Cień wiatru" Zafóna i muszę przyznać, że jestem oczarowana pomysłem na fabułę. Zaczęłam "Sklepik z Niespodzianką. Adela" Katarzyny Michalak oraz męczę tego całego Greya... Może na początku tygodnia pojawi się jakaś recenzja. :)

~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~

Chciałabym poinformować zainteresowanych, iż mam do sprzedania kilka pozycji, wszystkie w idealnym stanie, większość nowa, za niską cenę. Wszystkie pozycje znajdują się na:
gdzie aktualizuję listę na bieżąco. Chętnych zapraszam. W razie czego proszę pisać na mejla. 

~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~

Jak Wam idą przygotowania do świąt? Choinki ubrane? Pokoje ozdobione? Czy ten świąteczny szał wciąż przed Wami i wykonujecie te czynności tuż przed wigilią? U mnie w pokoju jeszcze zwyczajnie, może jutro wezmę się za małe ozdabianie pokoju. Jakoś w tym roku nie czuję magii tych świąt, pomimo "cudownego" białego puchu za oknem! Jak to u Was jest? :)

Zdjęcie Pauli, gdzie możecie więcej znaleźć na jej blogu:
http://amnesisphoto.blogspot.com

Czytaj dalej »

"Rozdroża" książka okrzyknięta Najlepszą Książką na Gwiazdkę!

Czy już wszyscy słyszeli o książce Williama Paula Younga pt. "Rozdroża"?
W konkursie organizowanym przez wortal Granice.pl książka ta otrzymała miano Najlepszej Książki na Gwiazdkę! 7 grudnia podczas Salonu Ciekawej Książki w Łodzi zostały ogłoszone wyniki.

Podobnie jak Chata, Rozdroża to wzruszająca historia jednego człowieka. Historia zaczyna się od biznesmena, Anthony Stewarta, który własną praca doszedł do obecnej pozycji. To samotny mężczyzna po czterdziestce znany jako "negocjator  trudnych i dużych transakcji." Uzależnienie od wygranej, o którym świadczy jego "rosnący portfel inwestycyjny", było jego celem bez względu na koszty. Pracownicy drżeli przed nim, a on był zachwycony "wyrywając resztki godności ludzi wokół niego." Jednak jego dusza, ukryta za samolubną ambicją i strachem skutecznie zagłuszała wewnętrzny ból spowodowany przez utraconą miłość i poczucie osamotnienia. Do czasu, gdy lekarze wykrywają u niego nowotwór. Guz mózgu sprawia, że zapada w śpiączkę i trafia do szpitala na OIOM. „Budzi się” w surrealistycznym świecie, w którym przeżywa ponownie swoje wzloty i upadki.
Young w mocny słowach przedstawia zagubienie i niedowierzanie Anthonego, Odmienna od codziennej sytuacja w jakiej się znalazł, wystawia jego wierzenia na próbę i pozostawia mu wybór zmiany samego siebie.
W surrealistycznym świecie Anthony spotyka Irlandczyka Jacka, "obcego", który pociesza i babcię, która gotuje z "sekretnych receptur rodzinnych." Babcia uczy również o śmierci, przebaczeniu, i tym co się znajduje pomiędzy czasem i wyborem. Tak jak w przedstawionym w Chacie opisie chrześcijańskiej Trójcy, tak i tutaj Bóg, Jezus i Duch Święty mają wzbudzać kontrowersje. Jej portret wynika zduchowego aspektu, opisany przez człowieka, który uważa się za "wierzącego, ale nie religijnego."
Young w wywiadzie  dla Publishers Weekly przyznaje  że Rozdroża "... rodzą nowe pytania" i mówi, że prawdopodobnie znajdą się czytelnicy, którym powieść może się nie spodobać. Chociaż dopiero trzeci rozdział książki przykuwa uwagę czytelnika, pierwsze dwa rozdziały są potrzebne, aby zrozumieć resztę opowieści. Potem tempo narasta i stawia Anthony’ego wobec fundamentalnego wyboru, który Jezus miał na myśli kiedy powiedział: "... wybierz jedną osobę aby ją fizycznie uzdrowić ... tylko jedną ... a kiedy zrobisz to, wraz z Twoim wyborem, Twoja podróż się skończy."

Obie książki autora traktują o cierpieniu i samotności, z których bohaterowie starają się wyleczyć.

Według mnie, książka zasługuje na większą uwagę. Czytałam już wiele recenzji, jedne są pozytywne, drugie troszkę mniej. Jednak sprawia to, że moja ciekawość z dnia na dzień rośnie! A Wasza? :)
Czytaj dalej »

"Ostatnia spowiedź tom1" Nina Reichter

Autor: Nina Reichter
Tytuł: Ostatnia spowiedź tom I
Wydawnictwo: NovaeRes
Moja ocena: 5,5/6
Ostatnio o książce Niny Reichter zrobiło się bardzo głośno. Codziennie jakaś pozytywna recenzja przewijała się na blogach i stronach poświęconych książkom. Zastanawiałam się, co też jest w tej książce, że zbiera takie pochwały. Los się do mnie uśmiechnął i książka trafiła w moje ręce. Do lektury nieznanej mi pisarki podchodziłam sceptycznie. Przekonałam się już na własnej skórze jakie to jest rozczarowanie, gdy sięgam po wychwalaną książkę a jest to... No właśnie, niezbyt ciekawa lektura. W wypadku "Ostatniej spowiedzi" było zupełnie inaczej!

Bradin Rothfeld to dziewiętnastoletni rockman. Jego brązowe oczy i kobiece rysy twarzy są powodem zachwytów niejednej dziewczyny w Europie. Pewnego dnia wracając z trasy koncertowej chłopak spóźnia się na przesiadkę i zostaje zmuszony do spędzenia nocy na opuszczonym lotnisku. Los jednak zsyła mu Ally Hanningan, Amerykankę, która podobnie jak Bradin, została zmuszona do przenocowania na lotnisku. Chłopak niepewnie podchodzi do dziewczyny, a gdy okazuje się, że Ally nie wie zupełnie kim jest chłopak o czarnych długich włosach, zaczyna niezobowiązującą rozmowę. Nie zdają sobie sprawy, że ta przygoda nie zakończy się wraz z odlotem samolotu.

Ally została uwikłana przez matkę w związek ze starszym mężczyzną i nie jest z tego powodu zadowolona. Bradin natomiast został zmuszony przez kontrakt wytwórni trzymać się od kobiet z daleka. Jak potoczy się historia tej dwójki, biorąc pod uwagę uczucie, jakie zakiełkowało podczas kilkugodzinnej rozmowy na opuszczonym lotnisku?

Nina Reichter stworzyła powieść wciągającą od pierwszych stron. Odkrywa karty spokojnie, bez zbędnego chaosu. Wszystko ze sobą idealnie współgra tworząc lekkie napięcie. Wyraźnie zarysowane postacie są wielkim atutem tej powieści. Poza tymi wysuwającymi się na pierwszy plan, dobrze wykreowani są bohaterowie drugoplanowi. Nie ma dwóch takich samych postaci. Nie ma dwóch takich samych charakterów. Każdy jest inny, oryginalny, ciekawy. Jeden jest arogancki, drugi tajemniczy, trzeci dowcipny, a czwarty poważny... Można tu zaobserwować plejadę wspaniałych postaci, które nie nużą i nie irytują czytelnika. Wątek miłosny poprowadzony przez całą powieść z dokładnością, precyzją. Wątki poboczne, które tworzą idealną całość również są dobrze dopracowane. Życie zespołu, tajniki dźwiękowców, proces tworzenia utworów. To wszystko dodało smaczku całej powieści i zrobiło z niej realną historię.

Wielkim zaskoczeniem okazało się zakończenie, które sprawia, że nie mogę doczekać się drugiego tomu. Autorka stworzyła zaskakującą fabułę, dobrze poprowadziła wątki, które podczas powieści spokojnie się przewijały. W "Ostatniej spowiedzi" można zauważyć godziny pracy i dokładność, z jaką tworzyła tę książkę  Nina Reichter. Podkład muzyczny, którego informacja znajduje się często w ważnych momentach powieści, jest dobrze dobrany co sprawia, że można jeszcze bardziej wczuć się w sytuację, poczuć mrowienie na skórze, wyczuć charakterystyczne napięcie. Gdy słucham tych utworów podczas pisania tej opinii, przypominam sobie momenty, które towarzyszyły mi w książce podczas słuchania tych piosenek.

Po przeczytaniu "Ostatniej spowiedzi" czuję się zafascynowana twórczością Niny Reichter, mam ochotę na więcej jej prozy, a przede wszystkim, nie mogę doczekać się kontynuacji tej powieści. Tak dobrej książki o miłości, prawdziwym życiu, dawno nie czytałam. Choć wrzucono ją do szuflady z napisem "książki młodzieżowe" to uważam, że nieco starszym czytelnikom również przypadnie do gustu. Dojrzałość bohaterów często po prostu zwalała mnie z nóg. Świetna powieść!

Choć czytałam wiele zachwytów dotyczących okładki, dla mnie jest ona dość przeciętna. Zbyt dużo kolorów, elementów, które mieszają się, wprowadzają chaos. Ale chcąc czy nie chcąc, dokładnie odzwierciedla treść książki. Choć nie przypadła mi do gustu, muszę stwierdzić, że skromniejsza tutaj by nie pasowała.

Czy polecę "Ostatnią spowiedź" Niny Reichter? Oczywiście! Jestem pewna, że gdy już sięgniecie po tę jakże ciekawą powieść, na pewno się nie zawiedziecie. A zakończenie pozostawi Was w pewnym otępieniu.

Ci, którzy już teraz są ciekawi i chcą się dowiedzieć czym jest "Ostatnia spowiedź" Niny Reichter, mogą przeczytać darmowy fragment TUTAJ. Dostępna jest także promocyjna cena książki TUTAJ.
Czytaj dalej »

"Intryga i namiętność" Rosemary Rogers

Autor: Rosemary Rogers
Wydawnictwo: Mira/Harlequin
Moja ocena: 5/6
Nigdy nie sięgałam po romanse historyczne, ponieważ odrzucał mnie kontekst historyczny. Jakoś nie czułam wzajemnej sympatii do tego gatunku. Ale co mnie skłoniło, że jednak sięgnęłam po książkę z tego gatunku? Na pewno przyczyną był opis, swoją drogą dość intrygujący i gwarantujący miłą lekturę. Miałam ochotę przeczytać coś niezobowiązującego, coś, przy czym będę mogła odpocząć, zapomnieć na chwilę o otaczającym mnie świecie. Wybór padł na "Intrygę i namiętność", nieznanej mi jeszcze pisarki - Rosemary Rogers. Nie wiedziałam czego spodziewać się po lekturze pod względem stylistycznym, poprowadzeniem akcji. Czy poczułam rozczarowanie?

Rosemary Rogers to autorka wielu poczytnych romansów historycznych, które zbierają coraz większą popularność. Na jej koncie znajdziemy między innymi: "Damę w purpurze", "Słodycz zemsty", "Tajemniczą cudzoziemkę" czy chociażby "Zakochanego łajdaka". Swoją pierwszą powieść opublikowała w 1974 roku. "Intryga i namiętność" to drugie wydanie, które początkowo znane jest pod tytułem "Bezdroża namiętności". Nie bez przyczyny w obu tytułach występuje słowo namiętność!

"Intryga i namiętność" to powieść nieco złożona, intrygująca. Akcja toczy się w XIX wiecznej Anglii i Rosji. Życie księcia Stefana Summerville jest zagrożone, ktoś próbuje pozbawić go życia. Do kraju przyjeżdża jego brat bliźniak - Edmond, żyjący u boku cara Rosji, aby chronić Stefana. Bracia zamieniają się rolami, aby złapać zamachowca na gorącym uczynku. Wszystko poszłoby zgodnie z planem, gdyby nie pojawienie się Brianny Quinn, dziewczyny do zabaw z dzieciństwa, która jest o krok od zdemaskowania Edmonda na oczach wszystkich ludzi obecnych na balu kurtyzan. Sprawy zaczynają się komplikować w chwili, kiedy między tą dwójką wybucha gorące uczucie namiętności...

Jak na typowy romans przystało, w lekturze znajdziemy przystojnych mężczyzn, często stanowczych i awanturniczych, nieśmiałą kobietę, która nie jest świadoma swojego uroku, a także gorące uczucie, które rodzi się między dwójką głównych bohaterów. Aby można było nazwać książkę romansem historycznym, w utworze musi znaleźć się kontekst historyczny. W "Intrydze i namiętności" fabuła została świetnie zarysowana, akcja dobrze poprowadzona, a wątek historyczny subtelny, lecz dokładny. Autorka zadbała o detale, jakimi były obyczaje panujących w XIX wieku władców, tradycji, zwyczajów i sposobie zachowania dam. Stroje dokładnie odzwierciedlały tamtejszy klimat. 

Rosemary Rogers stworzyła powieść lekką, aczkolwiek fascynującą. Był efekt zaskoczenia, budzące się uczucie namiętności między dwójką głównych bohaterów, wspaniały język. To on sprawił, że lekturę czytało się szybko, z wypiekami na twarzy. Dobrze wykreowani bohaterowie, którzy mają swoje oryginalne charaktery, często niepozbawione temperamentu. Spodobało mi się również stworzenie tła historycznego, jakim były zamachy, tajemnica, spiskowanie przeciwko władcom. Choć właśnie to najczęściej przeszkadzało mi w lekturach, tutaj było dużym atutem.

"Intryga i namiętność" opiera się na grze pozorów, ukrytej namiętności. Nie można zapominać, że jest to typowy romans historyczny, a więc lektura nie jest z wyższej półki. Nie oznacza to jednak, że nie można dobrze bawić się podczas jej czytania. Osobiście nie mogłam oderwać się od tej pozycji, z niecierpliwością przewracałam kartki, byłam zafascynowana fabułą i ciekawa zakończenia. Gdy akcja przeniosła się do Rosji, coraz uważniej śledziłam losy bohaterów, często drżałam z obawy o ich życie.

Nie mogę nie wspomnieć o wydaniu powieści. Książka ma piękną, subtelną okładkę w twardej oprawie. Dobrej jakości papier, w odcieniach beżu, duża i wyraźna czcionka, a także ozdobna ramka przy numerze rozdziału. Wszystko ładnie się ze sobą komponuje. Dodam, iż książka pomimo swojej objętości i twardej oprawy jest bardzo lekka. Nie męczy rąk podczas czytania, co często się zdarza przy obszernych lekturach.

Tak, lektura Rosemary Rogers jest godna polecenia. Osoby chętnie czytające romanse na pewno się nie zawiodą. Autorka napisała świetną książkę, która pozwoli zapomnieć o otaczającym nas świecie. Skutecznie wciąga czytelnika w swój świat. Jak najbardziej polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu

Czytaj dalej »

"Zamknięte ogrody" Kay Langdale

Autor: Kay Langdale
Wydawnictwo: Książnica/Publicat
Moja ocena: 5/6
Podobnie jak w przypadku "Morskiego traktu", po "Zamknięte ogrody" sięgnęłam skuszona tajemniczą okładką stworzoną ze stonowanych, idealnie ze sobą współgrających kolorów. Jestem wzrokowcem i nie ukrywam, że lektura przekona mnie do siebie bardziej tylko wtedy, kiedy ma ładną okładkę i intrygujący opis. A takie cechy wyróżniają tę książkę.

Kay Langdale stworzyła powieść wielowątkową, oryginalną, prawdziwą. Jej fenomen tkwi w stylu, sposobie poprowadzenia akcji i wątków, jakich podjęła się autorka. Stworzenie oryginalnych, ciekawych postaci musiało zająć sporo czasu, ale gwarantuję, że nikt się na nich nie zawiedzie. A ich historie? Vera, Jane, Margaret, Nick, Felix czy Pusia. Każdy z nich skrywa w sobie historię, którą przedstawia w określony sposób. Choroba, miłość, zdrada, rozczarowanie, nieufność... Różne historie, ale łączy ich jedna rzecz. Ale czym wyróżniają się te postacie? Na pewno ogromną dojrzałością emocjonalną, powagą sytuacji, ale często poczuciem humoru czy stanowczością. Każdy z bohaterów jest inny, co sprawia, że czytelnik się nie nudzi. Dobrze wykreowani, prawdziwi, emocjonalni. Tak, tego najczęściej brakuje mi w książkach.

Ale o czym dokładnie jest powieść "Zamknięte ogrody"? Jest to książka, która otworzy oczy niejednemu czytelnikowi. Autorka poruszyła bardzo ważne tematy, jakimi są poświęcenie dla drugiego człowieka, często kosztem własnej rodziny; choroba, która wyniszcza organizm, a także poczucie przynależności; relacje łączące matkę z córką; tworzenie wokół siebie bariery obronnej... Strach, który ma wielkie oczy. Dla każdego człowieka objawia się w innej postaci i chyba to jest najbardziej przerażające w życiu każdego człowieka.

Książkę przeczytałam dawno, ale wciąż tkwi mi w pamięci. W niektórych momentach własnego życia zastanawiam się, czy aby na pewno robię dobry krok? Czy w ten sposób nie stracę bliskich mi osób? "Zamknięte ogrody" otworzyły mi oczy na wiele spraw, z których nie zdawałam sobie sprawy, albo tak naprawdę nie chciałam tego robić. Czym mogą być te ogrody? Na pewno myślami, które błądzą w umyśle nas wszystkich, sumienie, które nie pozwala nam robić pewnych rzeczy. A to wszystko zamknięte w nas samych, nie może ujrzeć światła.

Książka na pewno jest wyjątkowa z racji tego, że porusza trudne tematy. Autorka zwinnie przechodziła z jednego tematu do drugiego, z jednego bohatera na kolejnego. Piękny język, nieco skomplikowany, aczkolwiek zabarwiony nutką subtelności, lekkości. Powieść czyta się trudno z racji nadchodzących refleksji o życiu, relacjach między ludźmi. Nie jest to książka, którą przeczyta się z zastraszająco szybkim tempie i odłoży się na półkę, zapominając o niej na długie lata. Wręcz przeciwnie, autorka sprawiła, że przez długi czas nie będzie można o niej zapomnieć. Będzie wkradała się do naszego umysłu w nieoczekiwanych momentach.

Jak już wspomniałam, nie jest to lektura lekka, jeżeli czytelnik skupi się na jej czytaniu. Męczy psychicznie, bo uświadamia wiele spraw. Po przeczytaniu odłożyłam książkę z lekkim uczuciem ulgi. Z przyjemnością zabrałam się za coś lżejszego, ale nie doznałam spokoju. Wciąż zastanawiałam się nad słowami bohaterów, wciąż wracałam do historii, które przytaczali. Ta książka jest wyzwaniem czytelniczym, które doceni niewiele osób. Ale czy polecam? Oczywiście, jednak wybór zostawiam Wam. Wiem, że nie każdy jest gotowy na tak dużą dawkę prawdziwego, nie zawsze pięknego życia.

Za możliwość przeczytania tej pozycji i uświadomienia sobie kilku rzeczy dziękuję Grupie Wydawniczej

Czytaj dalej »

"Morski trakt" Ursula K. Le Guin

Autor: Ursula K. Le Guin
Wydawnictwo: Książnica/Publicat
Moja ocena: 5/6
Po "Morski trakt" Ursuli K. Le Guin sięgnęłam zaciekawiona okładką, która jest w przepięknych kolorach, a także intrygującym opisem. Potrzebowałam książki, która traktuje o życiu, która pomoże mi oderwać się na chwilę od swoich problemów, zajęć, ale nie chciałam wzbijać się w kosmos. Potrzebowałam czegoś przyziemnego. Nie liczyłam na lekturę wyższych lotów. Czy to otrzymałam?

Autorka opowiada historię życia ludzi z małego miasteczka Klatsand w stanie Oregano. Ich historie wydają się być banalne, ale takie nie są. W powieści znajdziemy między innymi Rosemarie Tucket, która uwielbia zatapiać się w świat książkowej fantazji, jej męża Boba, który rzuca brudne skarpetki gdzie popadnie, Mag i Phila, ich dziecko, babcię z ciekawą przeszłością. Każdy zajęty sobą, swoim życiem. W każdym drzemie inny potencjał, inne plany, inne poglądy. Ale co ich łączy?

"Morski trakt" to opowieść o zwyczajnym życiu niezwyczajnych ludzi. Autorka poprzez wolną, ale nie nużącą akcję, ukazuje rolę kobiety, jej miejsce w społeczeństwie i ile od nich zależy. Nie jest to feministyczna powieść, gdyż głównymi bohaterami są także mężczyźni, którzy różne historie ukazują ze swoich perspektyw. Kobiety walczą o swoją niezależność, potrafią kochać i ranić, potrafią być blisko i zdradzać. Ciężko pracują, czasem ciężej od mężczyzn.

Autorka prowokuje czytelnika do wysnucia refleksji na temat miejsca człowieka, a przede wszystkim kobiety, w społeczeństwie. Kobiety łamią konwenanse co sprawia, że historia nabiera innego tempa. Wszystko zostało napisane ładnym i zrozumiałym językiem. Bogate słownictwo, barwne i trafne opisy, ciekawe dialogi. W powieści występuje wielu narratorów, ale nie sprawia to trudności w czytaniu. Wręcz przeciwnie - jest to ciekawe doświadczenie, kiedy podobne przygody można poznać z innych perspektyw - subiektywnej i obiektywnej.

Dobrze wykreowani bohaterowie, różnorodne cechy osobowości i sposób zachowania sprawiają, że lekturę czytało się szybko i przyjemnie. Trudno tu o znalezienie postaci nudnych, nic nie wnoszących do powieści. Nawet ci drugoplanowi mają  pewne zadanie do wykonania.

Ale jakie wrażenia wywarła na mnie lektura? Oczekiwałam czegoś lekkiego, życiowego. Otrzymałam powieść tak realistyczną, że aż sama się zdziwiłam. Nie spodziewałam się, że Ursula K. Le Guin tak dobrze trafi w mój gust swoją prozą. Trafne opisy, ciekawe porównania, odpowiednie epitety. To wszystko sprawiło, że byłam oczarowana stylem autorki  i pomysłem na fabułę. Choć wszystko wydaje się być banalne, tak naprawdę takie nie jest. Co chwilę przypominam sobie co zabawniejsze momenty, które... przydarzyły się kiedyś i mi.

Czy polecę "Morski trakt"? Oczywiście. Jest to lektura lekka, ale nie pozwala czytelnikowi o sobie zapomnieć. Wywołuje szereg refleksji, zaskakuje swoją prostotą, ale i oryginalnością. Na pewno przypadnie do gustu osobom, które preferują powieści obyczajowe, realistyczne. A ja jestem pewna, że jeszcze nie raz  sięgnę po prozę tej pisarki. Polecam!

Za książkę uprzejmie dziękuję Grupie Wydawniczej

________________________
P.S. - Stworzyłam nową zakładkę "Sprzedam książki!", na którą serdecznie zapraszam. Może komuś z Was zależy na którejś z proponowanych lektur? Wszystkie są zadbane, nie mają zagnieceń. A sprzedaję, bo ja na pewno już do nich nie zajrzę, a Wam mogą się przydać. :)
Czytaj dalej »

"Historia pewnego związku" Danka Braun


Znacie powiedzenie „Kto się czubi ten się lubi”? Albo zdanie „od nienawiści do miłości jeden krok”? Właśnie takimi zdaniami można opisać fabułę książki Danki Braun pod tytułem „Historia pewnego związku”. Ogrom namiętności, pożądania, zachłanności. Gdzie tu miejsce na miłość? Ano, jednak odrobinka się znajdzie. Ale czy ta odrobinka wystarczy, aby na zachmurzonym niebie w końcu pojawiły się promienie słońca?
Mamy przystojnego i idealnego mężczyznę, który ma wszystko, co zapragnie – łącznie z kobietami. Mamy cichą, szarą myszkę, która w kącie marzy o uznaniu przystojniaka, jednocześnie deklarując, że zrobi wszystko, by być w jego centrum zainteresowania. Druga kobieta u boku? Jasne. Arogancja? Dlaczego by nie. Dziwne upodobania? Przecież to żadna przeszkoda…
Głównymi bohaterami są Renata, Robert i Andrzej. Renata, narzeczona Andrzeja, po latach spotyka Roberta, swoją dawną miłość, o której do tej pory nie potrafiła zapomnieć. Co wyniknie z tego spotkania? Czy los ponownie połączy tę parę? Czy wydarzenia, które miały miejsce wiele lat wcześniej, niezabliźnione rany będą przeszkodą w nowym, wspólnym życiu? Jak potoczą się losy tych bohaterów? Tego i wiele, wiele więcej dowiecie się z książki Danki Braun.
Czytając tę powieść zastanawiałam się, czym kierowała się główna bohaterka w nowym życiu. Co jej podpowiadało, że ma się tak a nie inaczej zachować? Czytałam i zastanawiałam się jednocześnie, jakbym to ja sama postąpiła na jej miejscu. Czy szukałabym mężczyzny tylko po to, by obsadzić go w roli ojca mojego dziecka, nie biorąc pod uwagę uczuć, a rozsądek? A może pisałabym listy do dziecka jako… No właśnie, kto? W wielu sytuacjach miałam zamiar prawić morały Renacie, ale stwierdziłam, że przecież każdy uczy się na błędach i tutaj też musi tak być. I się nie myliłam. Ale pomimo charakteru bohaterki, książka mi się podobała.
Powieść napisana została prostym, dosadnym wręcz językiem. Brak jakichkolwiek bogatych opisów, wyszukanego słownictwa. Wszystko prosto, łatwo. Historia mimo wszystko nie jest banalna. Owszem, zaczyna się jak wiele historii miłosnych, ale w trakcie pojawiają się naprawdę ciekawe wątki. Ciekawe, ale przede wszystkim życiowe. Efekt zaskoczenia był spory, gdyż nie spodziewałam się dobrej lektury, raczej liczyłam na typową książkę, która po prostu umili mi czas swoją banalnością. Ta umiliła czas, ale nie była banalna. Jedynie autorce mogę zarzucić beznadziejność w opisaniu zbliżeń bohaterów. Opisy nie były ani podniecające, ani intrygujące. Częściej irytowały, bądź po prostu nudziły. Wnosiły do historii pewien przerywnik, trochę świeżości, napędzały akcję, ale mogły być napisane troszkę lepiej. Zirytował mnie także fakt, iż w książce znalazłam „rozpadanie się na milion kawałków”, które jest tak charakterystyczne dla Anastaci z „Pięćdziesięciu twarzy Grey’a” E.L. James. Teraz zastanawiam się, która Pani wpadła pierwsza na ten jakże oryginalny pomysł. ;)
Mimo tych małych wad, książkę jak najbardziej polecam. Będzie idealnym przerywnikiem w nauce, kiedy to można odpocząć i przeczytać coś, co nie wymaga od nas dużej pracy umysłowej. Spodoba się osobom, które lubią historie miłosne, czasem lekko banalne, lecz z pewną dozą… oryginalności. O czym mówię? Przekonajcie się sami!
______________
Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dla portalu ZACZYTAJSIE.PL
Książka bierze udział w wyzwaniu: Polacy nie gęsi...
Czytaj dalej »

"Niebo usłane grzechami" Karina Wojciechowska

Autor: Karina Wojciechowska
Tytuł: Niebo usłane grzechami

Zmęczona wiecznymi problemami bohaterka postanawia odmienić swój los. W tym celu zabiera swoją przyjaciółkę, aby w nowym miejscu rozpocząć nowe życie. Grecja wydaje się być im idealnym miejscem, pełnym słońca, uroku. Po kilkumiesięcznym pobycie bohaterka postanawia wrócić do rodzinnego kraju, lecz uniemożliwia jej to nieprzyjemny incydent. A mianowicie, Kaja zostaje aresztowana na lotnisku wraz z swoją przyjaciółką. Zdezorientowane kobiety oczekując na wyjaśnienie sprawy, pogrążają się w swoich myślach. A o czym wspomina Kaja?

Kaja to dziewczyna, która od małego musiała na wszystko pracować. Wychowywała się w ubogiej rodzinie, gdzie wciąż czegoś brakowało. Była zwykłą dziewczyną ze wsi, nie wyróżniającą się z tłumu. Pewnego dnia wygrywa konkurs na Miss Polonia, w którym nie miała zamiaru startować. W tym momencie, z szarej i ubogiej kobiety, zamienia się w znaną i bogatką miss. Ale czy tak jest naprawdę? Kaja zostaje wciągnięta w sieć intryg ludzi biznesu, nieobce jej są ponowne braki gotówki, ciągłe rzucane kłody pod nogi, złośliwości konkurencji… Na domiar złego, w miłości także nie może odnaleźć chwili wytchnienia, bezpieczeństwa i szczęścia. Każdy jej związek okazuje się farsą, kończy się gwałtownym rozstaniem, a co za tym idzie – ogromnym bólem. Ale czy tak będzie ciągle?

„Niebo usłane grzechami” Kariny Wojciechowskiej to powieść o kobiecie, która miała całkiem niezwykłe życie. Nie oznacza to, że było ono fascynujące. Bycie Miss zobowiązuje, ale nie zawsze pachnie dobrymi perfumami. Droga do większej sławy nie była usłana różami, jak to niektórzy mają w zwyczaju myśleć. Kobieta była narażona na wiele niebezpieczeństw ze strony konkurencji, jak i współpracowników. Choć początkowo przyszłość pisała się kolorowo, jednak w ostateczności tak nie było.

Zastanawia mnie jeden fakt. Karina Wojciechowska, która została Miss Polonia w 1991 roku, napisała powieść, która zapewne opierała się na własnych dość nieprzyjemnych przeżyciach. Ale czy można „Niebo usłane grzechami” uznać za biografię? Ile w tej powieści jest fikcji, a ile prawdy? Niemniej, historia ciekawa, ukazuje prawdziwe oblicze show biznesu, ludzkiej złośliwości. Przedstawione zostały zachowania ludzi, którzy początkowo wzbudzają zaufanie, by przy najbliższej okazji wbić nóż w plecy. Tak, ta historia na pewno otwiera oczy na pewne sprawy.

Język powieści jest prosty, mogłabym rzec, że aż za prosty. Momentami aż raziły mnie w oczy banalnie skonstruowane zdania, nie wspominając już o wielu literówkach czy przestawionym szyku zdania. To przede wszystkim utrudniało przyjemność czytania lektury. Nie spodziewałam się jednak książki wysokich lotów, ale jednak coś wymagam od autorów. Zwłaszcza polskich, którzy jednak swój ojczysty język powinni dobrze znać. Niemniej, książka jest interesująca, porusza ważny temat, otworzy oczy wielu osobom, które fascynują się takimi zagadnieniami. Jak widać, konkurs na miss nie ma tylko dobrych stron.

Książkę zrecenzowałam dla portalu ZaczytajSie.pl
Książkę przeczytałam w wyzwaniu: Polacy nie gęsi...
_____________________________________________________
UWAGA! Poszukujemy blogerów i blogerki z okolic Szczecina. Wszystkich chętnych na spotkanie w Szczecińskim Empiku odsyłam do wątku na kanapie. ;) TUTAJ.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia