"Rozdroża" William Paul Young

William Paul Young, autor bestsellerowej powieści "Chata", która sprzedała się w 18 milionach egzemplarzy, napisał nową i zarazem ciekawą historię w podobnym stylu. Głównym bohaterem jest Anthony Spencer, człowiek bezwzględny i bezduszny w swojej postawie. Jest osobą dążącą do wyznaczonych sobie celów, niekiedy "po trupach do celu". Często wykorzystuje swoje zdolności manipulacji aby zdobyć to, czego pragnie. Jego nieoficjalnym hobby jest niszczenie życia ludzi i robienie sobie wrogów. W pewnym momencie popada w paranoję - zaczyna kupować wiele nieruchomości, w których prawie wcale nie przebywa. Montuje w nich kamery i alarmy. Uważa, że ktoś go śledzi i chce zrobić mu krzywdę. Pewnego dnia, mężczyzna budzi się z potwornym bólem głowy. Nie wie gdzie jest, co się dzieje. Mdleje. Trafia do szpitala, gdzie zapada w śpiączkę.

I tu rozpoczyna się właściwa akcja. Tony'emu wydaje się, że spaceruje po lesie we własnym śnie i może robić i krzyczeć to, na co ma ochotę. Okazuje się, że nie jest tak do końca. W tym magicznym świecie poznaje Jacka, który ucina sobie z bohaterem ciekawą pogawędkę. Na jego drodze staje także Jezus i Babka! Postacie intrygujące, początkowo wzbudzające nieufność w bohaterze. Z czasem się do nich przekonuje. Ale w jaki sposób? Dlaczego pojawiają się na drodze głównego bohatera? Co mają do przekazania? I najważniejsze - czy pod wpływem tych spotkań Anthony zmieni swoje postępowanie?

Muszę przyznać, że książka jest naprawdę ciekawa. Początkowo zapowiadała się dość... skomplikowanie. Rozdział pełen informacji, zagmatwanych, niezrozumiałych. Owszem, później pojawiają się wyjaśnienia i wszystko staje się zupełnie jasne. Jedno, co zwróciło moją uwagę na tyle, że przerwałam czytanie, było powtórzenie jednego akapitu. Aż cofnęłam stronę czy dwie aby upewnić się, czy powtórzenie było słowo w słowo. Taki zabieg tylko irytuje czytelnika, wybija go z rytmu książki i budzi niesmak... Jednak fabuła i bohaterowie naprawiają ten błąd i zacierają niemiłe pierwsze wspomnienia. 

Autor po raz kolejny wykreował bardzo interesujące postacie. Tym razem głównym bohaterem uczynił człowieka, który popada w paranoję, który ma na swoim koncie sporo czynów, które zamiast pomagać innym, tylko niszczyły ich życie. A manipulowanie? Trudna sztuka do opanowania, aczkolwiek bardzo przydatna, o czym przekonał się sam bohater. Jednak ta postać nie posiada tylko negatywnych cech. Przy spotkaniu z Jezusem ukazuje swoje ukryte ja, swoje szczątki dawnego, dobrego charakteru. Nie zawsze był zatwardziałym egoistą. I te dawne cechy próbują z niego wyciągnąć Jacek, Babka i Jezus. Czy bohater otrzyma drugą szansę? Postacie ze "snu" Tony'ego były w pewien sposób różne, lecz tworzyły całość. Ich słowa wzajemnie się uzupełniały. Ciekawe dyskusje, poglądy. Jednak to wszystko było już mi znane.

Właśnie! William Paul Young nie popisał się nowatorstwem w tej powieści. Wyraźnie wyczuwałam pewne podobieństwa do poprzedniej powieści, jaką była "Chata". To ona była dla mnie czymś nowym, wspaniałym, magicznym. W "Rozdrożach" nie odczułam do końca tej magii. Takie schematyczne pisanie nie jest do końca w moim guście, toteż trudno było mi przymknąć oko na te powtórzenia, podobieństwa, aż za bardzo widoczne. Niekiedy rozmowy były jakby lustrzanym odbiciem tych z "Chaty". A czy Anthony wiele różni się od Mackenziego? Niekoniecznie. Może w innych sytuacjach spotkali na drodze Boga, jednak wszystko idzie w tym samym kierunku. Nic nowego. Nie czułam się zaskoczona, a rozczarowana. 

Książka podobała mi się, owszem. Żałuję trochę, że "Rozdroża" przeczytałam zaraz po "Chacie". Może gdyby nie ten brak odstępu między jedną powieścią a drugą, moje odczucia byłyby inne? Może dostrzegłabym mniej podobieństw? Chyba nie. Byłam oczarowana "Chatą" i do tej pory jestem. Byłam naprawdę miło zaskoczona, gdy książkę zaczęłam czytać. Wciągnęła mnie. Z "Rozdrożami" było nieco inaczej. Na pewno trudniej było mi przebrnąć przez początek. Powieść okazała się też mniej ciekawa niż poprzednia. Nie oznacza to, że była nudna. Nie, wręcz przeciwnie! Działo się wiele. I osobom, które nie czytały "Chaty", a mają ochotę na "Rozdroża", książka powinna przypaść do gustu. Więcej tutaj realizmu niż magii. Staram się twardo stąpać po ziemi, ale w powieściach lubię odnajdować cząstkę tej magicznej sytuacji. I tutaj odnalazłam, dlatego książka mi się spodobała.

Autor ma wyjątkową lekkość pióra. I choć niekiedy bardzo komplikuje sytuacje, wszystko jest podane w ładny i prosty sposób. Przecież nie potrzeba pięknych i wzniosłych słów czy wydarzeń, aby dowiedzieć się o sobie prawdy. Można to wszystko przekazać inaczej. Prościej. I tutaj tak właśnie było. Stąd moje oczarowanie autorem i jego prozą. Swoją drogą bardzo interesującą. 

W takim razie, czy polecę? Oczywiście. Może nie jest to książka wybitnie dobra, ale na pewno jest warta uwagi. Fani autora zapewne sięgną po "Rozdroża" i wydadzą się im interesujące. Odważnych, wierzących czy też nie, jak najbardziej zachęcam do przeczytania. I choć nie jestem osobą głęboko wierzącą i nie po drodze mi z powieściami religijnymi, tutaj ten wątek, chcąc czy nie chcąc jeden z głównych, bardzo mi się podobał. I jestem przekonana, że każdy z Was znajdzie w tej książce coś dla siebie. Polecam!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia