"Przystań Posłuszeństwa" Marina Anderson

Przystan_posluszenstwa_wys5

Literatura erotyczna jest ostatnio bardzo modna, a właściwie zrobiło się tak po szale z Greyem i jego nieśmiałą Aną. Powstają teraz książki o takiej tematyce jak grzyby po deszczu i właściwie nie ma powodu do radości. Niemniej jednak, istnieją książki lepsze i gorsze, autorzy prześcigają się w zmysłowych, odważnych lub wulgarnych opisach, lecz fabuła w gruncie rzeczy jest jedna, ale jej ukazanie różni się w pewnym stopniu. Miałam okazję przeczytać już kilka powieści z tego gatunku i nie zawsze trafiałam na te z ciekawymi opisami, fabułą czy interesująco nakreślonymi bohaterami. Gdy do rąk wpadła mi "Przystań Posłuszeństwa", kolejna książka z Czerwonej Serii Wydawnictwa Czarna Owca, byłam bardzo ciekawa, jak temat seksu został tutaj ukazany.


Natalie to kobieta sukcesu, która poza satysfakcjonującą pracą, ma nieudane życie towarzyskie. Pojawiają się różni mężczyźni, jednak po pewnym czasie każdy z nich odchodzi. Co z bohaterką jest nie tak? Przecież jest atrakcyjna i pożądana przez mężczyzn. Problem tkwi w innym miejscu i z pomocą przychodzi jej przyjaciółka Jane, która pod osłoną tajemnicy opowiada o Przystani Posłuszeństwa, gdzie kobieta na nowo odkryje siebie i swoje możliwości. Brzmi ciekawie? Kto by się nie skusił? Natalie kilka tygodni później wybiera się na dwu-weekendowy kurs. Poznaje tam wiele ciekawych osób, lecz napotyka na wiele przeszkód własnej psychiki. Rozpoczyna się przygoda jej życia - odważna i bezpruderyjna.


Zainteresowana nową i zupełnie inną fabułą (tak początkowo mi się wydawało) z ogromną ciekawością sięgnęłam z książką w ręku i odwiedziłam świat seksu, zmysłowości i bezpruderyjności. Moja początkowa fascynacja z czasem bledła, gdy okazało się, że fabuła w zasadzie niczym się nie różni od pozostałych książek tego typu. Bohaterowie są bezuczuciowi i nie chodzi tu o zachowanie obojętności, bo tak nakazuje regulamin Przystani. Każdy z nich jest bez wyrazu, nie posiadają cech charakterystycznych, wyróżniających ich na tle pozostałych. A moim zdaniem, powinni takowe cechy posiadać, skoro każdy z nich trafił do Przystani z innym problemem, z innymi upodobaniami seksualnymi i oczekiwaniami wobec efektów kursu. Na tle bohaterów Marina Anderson się nie popisała.


Jeżeli chodzi o śmiałe sceny erotyczne, które gwarantuje wydawnictwo informacją na okładce, to muszę przyznać, że skromne i nieśmiałe to one nie były. Niekiedy czytelnik jest świadkiem każdego kroku bohaterów, a to niestety odbiera często przyjemność czytania i wyobrażania sobie tych sytuacji. Jednak nie wszystko stracone! Anderson potrafiła tak przedstawić zbliżenie dwóch kursantów lub kursantki i instruktora, że atmosferę seksu czuło się dookoła. Śmiałe sceny rzeczywiście miały miejsce, były dość ciekawie napisane, ale tak jak wspomniałam, trudno jest czytać każdy krok bohaterów w łóżku z wypiekami na twarzy, skoro nie ma tu pola dla własnej wyobraźni. Biorąc pod uwagę książki, które do tej pory przeczytałam z tego gatunku, tutaj opis seksu jest zdecydowanie ciekawszy i na wyższym poziomie. Pojawiły się wulgaryzmy, aczkolwiek nie było ich zbyt dużo.


Jak to w książkach erotycznych bywa, bez miłości obejść się nie może! Moim zdaniem, książka byłaby zdecydowanie ciekawsza, gdyby autorka na siłę nie wplotła wątku miłosnego. Nie mam nic przeciwko romansom, jednak na rynku wydawniczym jest tak wiele książek napisanych według tego schematu, że aż pragnie się przeczytać coś zupełnie innego. I autorka miała szansę wybić się poza przeciętniaki, lecz potencjał, który ukazała, zaprzepaściła bezpowrotnie.


Muszę przyznać, że prosty język, jaki w "Przystani Posłuszeństwa" ma okazję widzieć czytelnik, pasował tutaj. Oczywiście książka nabrałaby lepszego wymiaru, gdyby pojawiły się bardziej wyszukane metafory, a było mniej dosadnych sformułowań, lecz nie jest jeszcze tak źle. Sam pomysł na stworzenie Przystani, gdzie kursanci mają możliwość odkrycia swoich niezbadanych terenów wydaje mi się ciekawy, a na pewno nieco oryginalniejszy niż trójkącik (który swoją drogą, tutaj także ma miejsce), bądź niebiańsko przystojny mężczyzna oraz nieśmiała, aczkolwiek ładna dziewczyna.


Książkę przeczytałam w szybkim tempie co jest jej dużym atutem. Nie zirytowałam się podczas czytania ani razu, lecz poczułam się kilka razy zniesmaczona. Oczywiście zależy to też od tolerancji i nastawienia czytelnika. W każdym razie, książka jest dobra, z dość ciekawą fabułą. Ale czy polecam? Zdaję sobie sprawę, że istnieje wiele dużo ciekawszych książek, które pochłoną czytelnika na wiele niesamowitych godzin, których nie muszą tracić z tą pozycją. Jeżeli jednak ktoś ma ochotę na lekką lekturę, która wywoła niekiedy rumieniec wstydu bądź podniecenia i nie oczekuje od niej zbyt wiele to może śmiało po nią sięgnąć. Będzie w sam raz na wieczór, kiedy człowiek jest zmęczony wydarzeniami dnia codziennego i chce chwilę odetchnąć.


Przystań Posłuszeństwa [Marina Anderson]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia