"Zatruty tron" Celine Kiernan


Nie wszystko jest takie, jakie się początkowo wydaje, a kilkuletnia rozłąka z bliskimi może zmienić wszystko. Wynter Moorehawke wraca wraz z ojcem z Krain Północy. Córka Obrońcy Tronu odkrywa, że pod ich nieobecność w królestwie zaszły ogromne zmiany. Już nie można ufać tym, którzy byli blisko i nigdy nie zawiedli. Na dworze chlebem powszednim są intrygi, tajemnice, tortury, a także walka z władzą. Jednak to dopiero początek problemów. Co tak naprawdę stało się z Alberonem, prawowitym następcą tronu? Dlaczego miał nim zostać Razi? Dlaczego nagle zaczęły pod nią uciekać koty, na pojawienie się duchów nikt już nie reaguje entuzjazmem tylko obojętnością? Wynter znalazła się w potrzasku. Nie wie, co się dzieje i postanawia to odkryć. A jako córka Obrońcy Tronu powinna bez żadnych protestów ufać królowi i wykonywać jego rozkazy. Tylko jak to zrobić, skoro król Jonathon już nie jest tym, kim był przed ich podróżą?


Celine Kiernan to to ilustratorka i animatorka filmów rysunkowych, przez znaczną część swojego życia była ściśle związana z branżą filmową. Przez siedemnaście lat pracowała przy produkcji filmów animowanych. Urodziła się w Dublinie. Trylogia Moorehawke to jej literacki debiut.


Autorka stworzyła wciągającą historię, pełną sprzeczności, pozorów, niedomówień. "Zatruty tron" to historia losów królestwa ukazane oczami piętnastoletniej Wynter Moorehawke. Dziewczyna, która darzy sentymentem to miejsce i ludzi nie potrafi pogodzić się z tym, co się stało z królestwem po jej podróży do Krain Północy. Narracja pierwszoosobowa mogła być dobrym pomysłem na przedstawienie całej historii, gdyby nie niedojrzałe myślenie głównej bohaterki. Język powieści jest prosty, bez zbędnych zawiłości, co pozwala na szybkie czytanie i nie wymaga zbyt dużego skupienia od czytelnika.


Bohaterów było wielu, jednak tak często zmieniali swoje zachowanie, że trudno było mi się do nich przywiązać. Razi, który od zawsze dbał o Wynter i traktował ją jak własną siostrę, nagle odsunął ją od siebie i częstował spojrzeniem pełnym chłodu. Dość specyficznym bohaterem był Christopher, który chyba sam nie wiedział czego chce, kim jest, co tutaj robi. Miotał się, nic z nim nie było pewne. Jednak najbardziej zirytowała mnie Wynter swoim brakiem dojrzałości nawet jak na te piętnaście lat. Jej naiwny sposób myślenia i brak rozsądnego postępowania potrafił zdenerwować, ale to irytujące myślenie, że wszystko jej wolno przekraczało wszelkie granice. Na moją sympatię zasłużył Lorcan Moorehawke, Obrońca Tronu i ojciec Wynter. Był mistrzem w swoim fachu, wiedział gdzie jest jego miejsce i co powinien robić. Ponadto dbał o własną córkę i nie chciał pokazywać swojej słabości. Bywały chwile, kiedy był zbyt uparty i mi udzielała się irytacja jego córki, ale właśnie była to najwyraźniejsza postać.


Cała historia była dość ciekawa, interesująco przedstawiona. Widać, że autorka miała pomysł na trylogię i w pierwszym tomie udało jej się zaciekawić czytelnika. Brakowało mi tylko wyraźniejszych zwrotów akcji. Jednak mimo tej małej wady, "Zatruty tron" jest dość wciągającą powieścią, którą polecam. Choć bardzo rzadko sięgam po tego typu literaturę, powyższa książka mnie zainteresowała na tyle, abym sięgnęła po następne części.


Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia