Przegląd filmowy (#3)

Gdy nie mam sił na czytanie książek, czas umilają mi filmy. A przez ostatnie tygodnie obejrzałam ich naprawdę sporo. Dziś opowiem krótko o kilku, tych lepszych, ciekawszych, które w jakiś sposób zawładnęły moim sercem.
"Nazywam się Khan" to historia muzułmanina, któremu doskwiera życie w czasach, kiedy rasizm i błędne rozumowanie jest na porządku dziennym. Głównego bohatera poznajemy na lotnisku, gdzie został zatrzymany i przeszukany. Powód? Modlił się w swoim własnym, a znienawidzonym przez innych języku. Khan postanawia udać się do prezydenta USA i wyjaśnić nieporozumienie - nie jest terrorystą. Zaczyna się walka z systemem, nietolerancją, brakiem zrozumienia. Bohater zakochuje się, postanawia ułożyć sobie życie, ale wszystko staje mu na drodze. Najpierw choroba, z którą nie jest łatwo mu funkcjonować. Następnie niefortunny wypadek, śmierć dziecka ukochanej. A później nienawiść ludzi.

Według mnie jest to bardzo ciekawy i wzruszający film. Jestem świadoma, w jakich czasach przyszło mi żyć. Jak powszechny jest rasizm, brak tolerancji, nienawiść do drugiego człowieka. Nie przypuszczałam jednak, że można być tak okrutnym, tak zaślepionym w swoich poglądach. Na szczęście ten film pokazuje prawdę, reżyser nie podkoloryzował niczego, nie ukrył prawdy, pozwolił jej wypłynąć na powierzchnię. Przez niemal 3 godziny łzy ciekły mi po policzkach, zużyłam kilka paczek chusteczek. Bardzo dobra gra aktorska, życiowa historia, pełna emocji, od radości po bezgraniczną rozpacz. Uważam, że "Nazywam się Khan" powinni obejrzeć wszyscy, bez wyjątku! 10/10

"Przyjęty" to historia przyszłych studentów, którzy nie dostali się na wymarzone studia. Do porażki trudno się przyznać, zwłaszcza w sytuacji, kiedy rodzina jest wręcz przekonana o twoim "geniuszu" i naprawdę im zależy na twojej edukacji. Zrozpaczona grupka znajomych postanawia stworzyć własne studia. Rozpoczynają od stworzenia strony internetowej fikcyjnej uczelni, a następnie wysłanie do siebie listów, jakoby z tego miejsca. Rodzice wierzą, cieszą się. Wszystko wymyka się spod kontroli, kiedy rodzice chcą odwiedzić miejsce, w którym będą się uczyć ich dzieci, a ponadto, gdy funkcjonowanie strony nieco się rozrosło.

To naprawdę zabawna komedia, która pokazuje życie studentów w pełnej krasie. Nie zawsze mamy to, co chcemy. Niejedna osoba zna ten stres przed wynikami. Niektórzy nawet znają smak porażki, odrzucenia. Osobiście jestem przyszłą studentką, której mimo wszystko udało się dostać na studia, na które się starałam. Jednak wiem, jak ciężko byłoby mi się pogodzić z porażką i przyznać do niej innym. Podczas oglądania tego filmu wiele razy się śmiałam, dziwiłam. Dawno nie obejrzałam tak dobrej komedii, z dobrą grą aktorską, ciekawą fabułą i dobrymi efektami. Polecam, nie tylko studentom! 8/10

"500 dni miłości" to komedia romantyczna, przedstawiająca poglądy i życie dwojga ludzi. Spotykają się: kobieta, która ceni sobie niezależność, brak stabilizacji uczuciowej, której nie w głowie stałe związki oraz mężczyzna, który postanawia dla swojej ukochanej zrobić wszystko. Wspomnieniami do związku wraca Tom, który został porzucony przez Summer. Poprzez retrospekcje stara się zorientować, co poszło nie tak. Fabuła jest dość ciekawa, lecz brak tu chronologii. Reżyser zastosował ją celowo, aby przedstawić te chwile w różnej kolejności, dzięki przywołaniu konkretnych scen.

Muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem. Nie spodziewałam się tak ciekawej komedii romantycznej, a na pewno nie stworzonej w tak oryginalny sposób. Nie raz zdarza się, że bohaterowie wracają do swoich wspomnień, a widz wszystko dokładnie to widzi. Tutaj cała fabuła została stworzona w taki sposób, niczym porozrzucane wspomnienia, bez chronologii. Taki zabieg przypadł mi do gustu i pozwolił się skupić na tych ważniejszych momentach. Sama historia związku była banalna, jak to banalna może być miłość. Jednak tak różne poglądy ludzi mogą skomplikować nawet najprostsze sprawy. Dodatkowym atutem jest to, że w filmie wzięły udział osoby, które nie wyróżniają się za bardzo z tłumu. Nie były to jakieś miss piękności. Po prostu zwyczajni ludzie. Polecam, film nie wymaga od widza nadmiernego skupienia. Jest to lekka ekranizacja, która umili czas wieczorami. 7/10

Czy mieliście okazję obejrzeć któryś z tych filmów? Reprezentują zupełnie odmienne od siebie gatunki, co nie znaczy, że nie przekazują ciekawej historii. Ja się przy nich naprawdę dobrze bawiłam, śmiałam, płakałam, wzruszałam, złościłam. Jestem ciekawa, czy i na Was któryś z nich wywarł takie wrażenie?

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia