"Papierowe miasta" John Green


O książce i o samym autorze ostatnimi czasy było naprawdę głośno. Wysyp pozytywnych recenzji, niekiedy wręcz peanów na jej cześć. Zastanawiałam się, co jest takiego, że ludzie tak chętnie czytają tego autora i piszą pozytywne recenzje. Długo biłam się z myślami, czy chcę popłynąć wraz z tym prądem. I gdyby nie wygrana w konkursie, nadal bym się wahała, czy po nią sięgnąć.

Quentin Jacobsen, dla przyjaciół Q, czasy dzieciństwa spędził z swoją sąsiadką, piękną Margo. Z czasem się od siebie oddalili i chłopak podziwiał dziewczynę na odległość. Nie tajemnicą jest, że od kilku lat się w niej podkochiwał. Pewnego wieczoru dziewczyna wkracza do pokoju chłopaka przez uchylone okno w stroju ninja i twarzy pomalowanej na czarno. Prosi chłopaka o przysługę, aby pojechał z nią samochodem i pozwolił załatwić kilka spraw. Z lekkim oporem, ale Q się zgadza. Po nocy pełnej niespodzianek, śmiechu i strachu, Margo nie pojawia się w szkole. Q jeszcze się nie spodziewa, że ma to związek z ponownym jej zniknięciem. Dziewczyna za każdym razem zostawiała wskazówki, dokąd się wybiera. Tym razem zostawiła takie, jak gdyby były skierowane tylko do Quentina. Chłopak postanawia wraz z swoimi przyjaciółmi odnaleźć Margo i poznać jej tajemnice.

Teraz zaczynam wierzyć, że recenzje "Papierowych miast" były w większości szczere, a peany na cześć tej książki prawdziwe. Autor ma talent do pisania powieści. Ciekawa historia, która wciąga już od pierwszych stron i nie pozwala odłożyć książki aż do chwili, kiedy nie przewróci się ostatniej strony to najważniejsza zaleta. Ponadto dobrze wykreowani bohaterowie, dość interesujący, posiadający swoje indywidualne cechy charakteru, sposobu bycia. Niekiedy ich myśli czy zachowania wywoływały u mnie gromki śmiech! Dobry warsztat pisarki Greena rzuca się w oczy już po kilku stronach. Dobrze skonstruowane zdania, ciekawe opisy, budowanie akcji i ta lekkość pióra, która przyczynia się do szybkiego czytania. I choć brzmi to tak, jakby autor i jego twórczość była bez zarzutu, kilka spraw nie dawało mi spokoju. Denerwowała mnie Margo, głównie jej wizerunek, sposób bycia i ta niedojrzałość. I choć dziewczyna posiada wiele twarzy, każdemu pokazała się zupełnie z innej strony, a w swoim pokoju jest jeszcze inną osobą, mimo to, trudno mi było ją polubić. W niektórych przypadkach jej zachowanie zostało skutecznie usprawiedliwione, ale to wciąż za mało.

Całość wywarła na mnie dość spore wrażenie. Zaczęłam czytać książkę od tak, bez większego entuzjazmu, bez oczekiwań, bez większych informacji, o czym ona tak dokładnie jest. I to mnie zaskoczyło. Nim się obejrzałam, a połowa książki była już za mną i nie minęła "chwila", a przeczytałam ostatnie zdanie. Nie ukrywam, że przez dzień miałam książkowego kaca. Książka w pewien sposób mnie poruszyła, zaskoczyła i sprawiła, że zaniemówiłam. Przez kilka dni nie byłam w stanie stworzyć nawet kilku zdań, aby opisać tę książkę i oddać cały jej klimat i "genialność". I szczerze mówiąc, nadal mam z tym problem. "Papierowe miasta" to taki typ literatury, gdzie historia wydaje się być błaha, zwyczajna i mało poruszająca, w rzeczywistości sprawia, że człowiek nie jest w stanie nic powiedzieć, tak dobra była. Takie niespodzianki lubię!

Osobiście polecam tę powieść, nawet tym, którzy nie są przekonani do książek typowo młodzieżowych. Jestem przekonana, że każdy w historii Quentina i Margo odnajdzie coś z siebie albo swoich znajomych. A ja z ogromną przyjemnością wezmę się za poszukiwania "Gwiazd naszych wina" i poczekam na premierę najnowszej, "Szukając Alaski". Nie zwlekajcie!


Papierowe miasta [John Green]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia