"Mrówki w płonącym ognisku" Teresa Oleś-Owczarkowa


Wiele się słyszy o przeprowadzkach na wieś. Ludzie coraz częściej emigrują z miast w poszukiwaniu ciszy, spokoju, bezpieczeństwa. Spora ich część wyjeżdża, aby zjednoczyć się z naturą. Osobiście urodziłam się w mieście i jeżeli się przeprowadzałam to nigdy nie na wieś. Nie, żebym nie lubiła takich miejsc. Wręcz przeciwnie, lubię tamtejszą ciszę, spokój, wiejskie życie. Ale za bardzo wsiąknęłam w mieszczański tryb życia. Nie oznacza to jednak, że nie tęsknię do czasów, kiedy ludzie bardziej skupiali się na życiu i byciu ze sobą, niż na tym, aby jak najwięcej mieć. Kiedyś czasy były inne, ludzie cenili to, co mieli, przynajmniej tak mi się wydaje. Teraz mamy wszystko - prąd, ciepłą wodę w kranie, telewizory i to na dodatek kolorowe!, komputery, telefony... Dawniej tego wszystkiego brakowało, a i tak ludzie dobrze funkcjonowali, sporo lat przeżyli, rodziny mieli. Jednak nie tylko czasy się zmieniają, nie tylko technologia idzie do przodu, ale także zmienia się obraz wsi.

Teresa Oleś-Owczarkowa w swojej książce podjęła się próby ukazania zmian zachodzących na wsi. Dokonała tego za pomocą magii wspomnień, które są dowodem na to, jak było dawniej a jak jest dziś. Autorka krąży po mapie wspomnień, odwiedza miejsca w Blanowicach, gdzie przyszło jej spędzać znaczą część czasu. Dziś tej wsi już nie ma, zniknęła tak, jak zniknął tamtejszy klimat, a na jej miejsce pojawiło się miasto. Czytając "Mrówki w płonącym ognisku" jesteśmy świadkami zmierzenia się Teresy z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Powracając do przeszłości autorka ubolewa nad zmianami, jakie zaszły, ale też wyraża nadzieję, na "lepsze jutro". Czytelnik jest również świadkiem tego, w jaki sposób przyszło żyć autorce. Tego, że nie zawsze było łatwo, nie zawsze było co do garnka włożyć. Czasy bywały różne, raz się w miarę dobrze powodziło, innym razem klepało się biedę. Jednak ludzie byli dla siebie uprzejmi, znali swoje silne i słabe strony. Teraz tego nie ma, rzadkością jest, aby sąsiedzi znali choćby imię i nazwisko osoby mieszkającej dwa piętra wyżej. Najnowsza książka Oleś-Owczarkowej jest konfrontacją przeszłości i teraźniejszości. Dzięki językowi, który jest stylizowany na tamtejszą gwarę, można bardziej wczuć się w całą historię i uwierzyć w to, że to wszystko miało miejsce. Brak tutaj jakiejkolwiek chronologii, wydaje się, że jest to zlepek przypadkowych fragmentów z pamiętnika. Mimo to, wyraźnie czuć, jak dużym sentymentem pisarka darzy czasy, kiedy żyła na wsi. Czasy, kiedy każdy kolejny dzień był jedną wielką niewiadomą, ale ludzie byli szczęśliwi. Dobrym urozmaiceniem całej historii było dodanie tekstu pieśni, przyśpiewek czy opisy zabaw. 

"Mrówki w płonącym ognisku" to przyjemne zdarzenie z historią wsi i jej mieszkańców. To dobrze ukazany kontrast między przeszłością a teraźniejszością. Powyższa książka jest także ciekawym przeżyciem duchowym, powrotem do dzieciństwa, przybliżeniem wiejskiego życia. Cieszę się, że miałam okazję ją przeczytać. Obudziła we mnie uśpione wspomnienia, przypomniała mi moje dzieciństwo, marzenia, czasy, w których przyszło mi żyć, a także uświadomiła mi, jak szybko ten świat się zmienia i jak łatwo po drodze coś ważnego zgubić. 



Mrówki w płonącym ognisku [Teresa Oleś-Owczarkowa]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia