"Urodzona bogini tom 2" P.C. Cast


"W kręgu mocy Partholonu" wydaje się być kolejnym tasiemcem, który pochłania wszystko na swojej drodze (w tym pieniądze i czas czytelnika) nie dając od siebie nic specjalnego. Ale czy tak jest na pewno? Autorka rozpoczęła serię świetną historią, która wciągnęła czytelnika w swój świat i nie pozwoliła odejść. Dwie pierwsze części były naprawdę intrygujące i trzecia, a mianowicie "Urodzona bogini" zapowiadała się tak samo. Niestety, tom pierwszy tej części okazał się być lekkim nieporozumieniem. Mało ciekawa historia, wiele niedomówień, brak rozwiniętych wątków, które mogłyby uratować tę książkę. Wielkie nadzieje pokładałam w tomie drugim...

Morrigan traci przytomność i budzi się w nowym wcieleniu oraz innym świecie, Sidecie. Okazuje się, że znalazła się w kraju, gdzie mieszkańcy buntują się, przestają wierzyć w możliwości wybranki Epony, a więc Nosicielki Światła. Początkowo w ukryciu zaczynają czcić boga ciemności, Pryderiego. Jednak ma on ogromną moc i poza zjednaniem sobie mieszkańców, wziął sobie za cel zbliżenie się do Morrigan, a co za tym idzie - władanie jej duszą. Nic dziwnego, że do akcji wkracza Myrna, dziewczyna podobna do głównej bohaterki jak dwie krople wody. Czy Morrigan ulegnie pokusom boga ciemności? Czy plan, jaki postanowiła jej bliźniaczo-podobna dziewczyna wprowadzić w życie powiedzie się?

Muszę przyznać, że spodziewałam się więcej po tej części. Jednak nie okazała ona się taka zła, jak jej przeciwniczka. Akcja została przeniesiona do mitycznego świata, co oczywiście jest jej dużym atutem. Autorce zdecydowanie lepiej wychodzi kreacja tej krainy, niż czasów współczesnych. Niestety, do opisów nie zostało zbyt wiele nowości wprowadzonych, także wędrujemy z bohaterami już po znanym miejscu. Zdecydowanie więcej dowiadujemy się o głównej bohaterce. Między innymi o tym, jakimi magicznymi mocami włada, czego w zasadzie brakowało mi w poprzedniej części. Pojawia się też sporo nowych bohaterów, a ich kreacja jest zaskakująco dobra. Każdy jest inny, nietuzinkowy i wprowadza coś do fabuły. Samego Pryderiego jest więcej, a jak na czarny charakter przystało, sporo namiesza w całej historii. 

Może się wydawać, że "Urodzona bogini. Część 2" jest lepszą kontynuacją, ale nie do końca. Może i dzieje się więcej, ale autorka nie pokusiła się o ciekawsze opisy, trzymające w napięciu wydarzenia. Wszystko zostało stworzone na wzór pierwszych części serii, a co za tym idzie, czytelnik odnosi wrażenie, że czyta już dobrze znaną historię w trochę zmienionej wersji, z innymi bohaterami. Zależności, które występują między Morrigan i Myrną są bardzo podobne, jak nie takie same, co miało już miejsce między Shannon a Rhiannon. Nie jest to zły zabieg, ale nie wnosi nic nowego do powieści. A właśnie powiewu świeżości brakuje tej książce. 

Uważam, że tasiemiec, jaki tworzy autorka, przestaje wpisywać się w oczekiwania czytelników. P.C. Cast rozpoczęła cykl intrygująco, ale po wielkiej fali entuzjazmu z naszej strony, postanowiła wrócić do tego, co wychodzi jej najlepiej - pisania taśmowo, bezpłciowo, powielając schematy coraz częściej spotykane i co najgorsze, kopiowania samej siebie! Bo jak inaczej można nazwać to, że w kolejnych częściach pojawiają się pomysły z poprzednich? Motywy, zależności, moce... Niewiele nowego tutaj spotkałam, a szkoda. Dodatkowo prosty język, jakim nas uraczyła nie ratuje sytuacji. Jeżeli autorka pokusi się o napisanie ciągu dalszego i zostanie on wydany w naszym kraju to rzecz jasna, z ciekawości przeczytam. Liczę tylko, że będzie to czas spędzony na interesującej lekturze, bo o "Urodzonej bogini" nie mogę tego powiedzieć. A szkoda. Ale jedno muszę przyznać - okładki to ta seria ma naprawdę magiczne i przyciągające wzrok!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia