Konkurs z fantastyką!

Na forum księgarni Selkar.pl organizujemy konkurs dla fanów fantastyki. Do wygrania są trzy znakomite książki. Aby otrzymać którąś z nich, należy odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego coraz więcej osób sięga po książki z gatunku fantastyki? Pytanie banalne, a nagrody wspaniałe. Zainteresowani? Zapraszam do zarejestrowania się na forum i wzięcia udziału w konkursie. Swoje prace proszę umieszczać do 11 marca!

Czytaj dalej »

"Głębia" Tricia Rayburn


"Głębia" jest to drugi tom trylogii o syrenach. Podczas czytania części pierwszej, w mojej głowie skłębiło się mnóstwo pytań, na które nie odnalazłam wówczas pełnej odpowiedzi. A czy autorka w tomie drugim wyjaśnia pewne sprawy i daje mi odpowiedzi na zadane przeze mnie pytania? Przekonajcie się sami.

Vanessa Sands wraz z Simonem wszczęli poszukiwania mordercy jej siostry, Justine. Udało im się dociec, kto tak naprawdę stoi na tragiczną śmiercią jej starszej, ukochanej siostry. Sprawy komplikuje fakt, że przez całe życie była okłamywana, a odkrycie prawdy mocno wstrząsnęło nią i jej życiem. Osobą, która wciąż przy niej jest i próbuje jak może ją wspierać jest Simon, który za wszelką cenę stara się zrozumieć zaistniałe sytuacje. Rozwiązanie zagadki miało być początkiem końca, miało być początkiem spokoju, jaki zapanował w Winter Harbor i życiu bohaterów. Jednak nie wszystko jest takie łatwe i jasne, jakie mogłoby się wydawać. Vanessie wydaje się, że co jakiś czas dostrzega Zarę i jej matkę, które powróciły. Początkowo bierze je za urojenia, tak jak głosy Justine rok wcześniej. Okazuje się, że sprawa nie została zakończona. Teraz musi zmierzyć się z przeszłością i teraźniejszością, a także zadbać o przyszłość, która niezbyt pozytywnie jej się ukazuje.

Sięgając po "Głębię" miałam obawy, czy autorka sprosta narzuconym sobie oczekiwaniom. Pierwszy tom bardzo przypadł mi do gustu, choć brakowało mi szczegółowych opisów życia syren. W drugim tomie, poza oczywiście intrygą, kłamstwami i przeznaczeniem, autorka ukryła odpowiedzi na moje pytania. Zagłębiając się coraz bardziej w fabułę, odkrywałam fascynujący i jednocześnie przerażający świat syren. Można pomyśleć, że te stworzenia z natury są łagodne, jednak ich społeczeństwo zostało znacznie podzielone. Zaobserwować można wyraźną walkę między dobrem i złem na wielu płaszczyznach. Fabuła w tej części znacznie mknie do przodu, sunie gładko niczym łódź na spokojnych wodach. Miałam możliwość odkrywania wraz z bohaterami kolejnych tajemnic i próbowałam sobie razem z nimi poradzić. Muszę przyznać, że nie było łatwo. 

Powyższa część okazała się być bardziej bliska życiu realnemu, niż temu fantastycznemu. Problemy, z jakimi borykają się tutaj bohaterowie, są nam tak doskonale znane. Oczywiście my nie mamy za zadanie picia kilkanaście razy dziennie wody słonej, czy kąpania się w oceanie. Jednak, gdy bliżej przyjrzymy się życiu tych osób, odnajdziemy w nich wiele z naszego życia. Tricia Rayburn i tutaj zachowała klasę. Prosty język, który nie sprawia problemów ze zrozumieniem fabuły, wciąż jest tu obecny. Skomplikowane sytuacje z czasem się wyjaśniają, co jest charakterystyczne także dla pierwszej części. Bohaterowie podobnie jak w tomie pierwszym, wyraźnie się zmieniają. Ulegają przemianie ich cechy charakteru, sposób bycia, zachowanie. Każdy z nich coś ukrywa, zmaga się z pewnymi sprawami i to sprawia, że zostają zmuszeni przez życie do ciągłych zmian.

"Głębia" okazała się być dobrą kontynuacją, napisaną na tym samym poziomie co "Syrena". Choć w pierwszej części więcej było dochodzeń co, kto i jak, a w "Głębi" sprawy te ulegają odkryciu, fabuła i tu i tu jest bardzo ciekawa. Śmiem nawet zaryzykować w stwierdzeniu, że drugi tom okazał się nawet lepszy, niż jego poprzednik. Oczywiście autorka nie pozostawia czytelnika bez wysnuwających się pytać. Jestem jednak przekonana, że w ostatniej części wszystko się wyjaśni. Czy spokój w miasteczku Winter Harbor będzie gościł na stałe? Zobaczymy. Tylko okłada przypadła mi mniej do gustu, niż "Syrena". Jednak i tutaj wydawnictwo przyłożyło się do solidnego i efektywnego wydania powieści. 

Polecam "Głębię", choć nie jest to literatura wysokiej półki. Nie wymaga od czytelnika wielkich refleksji, jednak sprawia, że można spokojnie odetchnąć i zrelaksować się po trudach dnia codziennego. Oderwanie się od rzeczywistości z tą książką jest bardzo łatwe. Polecam, bo autorka wykonała kawał naprawdę dobrej roboty!


Czytaj dalej »

"Fantazje w trójkącie" Opal Carew


Jenna jest na granicy wytrzymałości. Ryan poświęca jej za mało czasu, uwagi. Przez niego czuje się samotna, nieważna i chce z nim zerwać. Dziewczyna postanawia to zrobić, gdy Ryan w ostatniej chwili odwołał wspólne pójście na wesele znajomych, bo dla niego praca jest najważniejsza. I gdy zdała sobie sprawę, że dłużej już tak nie wytrzyma, na weselu pojawia się jej chłopak. I gdyby tego było mało, przedstawia się jako Jake, nieznajomy mężczyzna, tym samym spełniając jej jedną z najskrytszych fantazji erotycznych. Tego wieczoru trafiają do pokoju hotelowego, gdzie pozwalają emocjom wziąć górę nad rozumem. W wyniku tej szalonej zabawy, kobieta zachodzi w ciążę. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że ojcem dziecka nie jest Ryan...

Ostatnio literatura erotyczna zrobiła się bardzo popularna. Mam wrażenie, że to na fali Greya, kobiety postanowiły nie wstydzić się i pozwoliły wyjść myślom w świat w postaci literek na kartkach. Jeżeli wejdziemy do jakiejkolwiek księgarni, dostrzec można książkę z tego gatunku. Namnożyło się ich bardzo wiele, więc tym trudniej znaleźć coś ciekawego, oryginalnego, napisanego z dobrym smakiem. Najłatwiej jest spotkać powielony schemat - zabójczo przystojny mężczyzna, nieśmiała, aczkolwiek ładna kobieta, która wpada w oko temu przystojniakowi. Proste? I to jak bardzo. Jednak Opal Carew (Elizabeth Batten-Carew) postanowiła napisać książkę z wyraźnym wątkiem erotycznym, odważnym, ale bez powielania tego już i tak bardzo utartego schematu.

Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście pożądanie głównej bohaterki. To ona napędza całą akcję, trzyma "w sieci" braci bliźniaków. Jenna rozdaje karty i nie wyobraża sobie, by mogło być inaczej. Jakże różni się takie przedstawienie sytuacji od standardowego "Greya", prawda? Bohaterowie są wyraźnie zarysowani, posiadają indywidualne, wyróżniające ich na tle pozostałych, cechy. Mają charakterystyczne zachowania, słowa, sposób bycia. Jednak nie od razu można poznać różnicę między Jake'm a Ryan'em. Jenna początkowo także miała z tym problem, jednak im dłużej spędzała czas z Jake'm, tym więcej różnic zauważała u braci. 

Fabuła okazuje się być mniej ważna niż same wątki erotyczne, jednak jest dość ciekawa. Perypetie bohaterów opisane są subtelnie, aczkolwiek dodają smaczku całej powieści. Trzymają opowieść w całości, zachowują spójność między kolejnymi scenami zbliżeń. I choć tych jest naprawdę sporo, autorka nie zawsze stroniła od pięknego języka wtrącając od czasu do czasu kilka wulgarnych słów, to książka nie jest kontrowersyjna, nie bulwersuje, nie zniesmacza. Oczywiście osoby, które preferują seks tradycyjny, które rumienią się z zażenowania podczas rozmów o zbliżeniach, będą miały pewne obiekcje przed tą książką. Książka zawiera w sobie odważne sceny erotyczne, niekiedy wulgarne słownictwo, więc tradycjonalistom może nie przypaść do gustu. Nie oznacza to, że tej książki im nie polecam. Powieść ma szansę przypaść do gustu bardziej osobom tolerancyjnym, odważnym, niekoniecznie kontrowersyjnym. 

Jako takie doświadczenie z literaturą erotyczną już mam, więc łatwiej jest mi porównywać niektóre fabuły, sposób przedstawienia akcji. Tutaj był on bardzo ciekawy, odważny. Autorka nie bała się stworzyć bohaterów otwartych, jasno mówiących o swoich potrzebach emocjonalnych, jak i tych fizycznych. Pomimo bezpośredniości, jaką możemy odnaleźć na kartach tej książki, jest miejsce na subtelność, spokój, tajemnice. Nie wszystkie karty zostają od razu odkryte. Akcja trzyma w napięciu, mknie do przodu. I choć wydaje się nam, że zwalnia, że to już koniec, autorka na nowo wzbudza niepohamowane żądze wśród bohaterów. I wszystko mknie dalej.

Muszę przyznać, że choć taki typ książek nie należy do literatury wybitnej, wiele miłych chwil przy niej spędziłam. Prosty język sprawił, że czytało mi się ją szybko, a wciągająca akcja potęgowała moją ciekawość. Żałowałam tylko, że powieść nie jest ciut większa objętościowo, jednak po chwili stwierdziłam, że na ten temat zostało już powiedziane wszystko. Jedynym minusem okazuje się zakończenie, które nie do końca przypadło mi do gustu. Myśląc racjonalnie, przeciętnego człowieka takie zachowanie bardzo by oburzało, jednak bohaterów taka sytuacja nie dziwiła. Wydawało im się to normalne. Natomiast ja dziwię się dzieciom... Mimo wszystko książkę polecam. Będzie idealna na te chłodne wieczory, kiedy można usiąść pod kocem z kubkiem ciepłego napoju i zatopić się w historii bohaterów. 


Fantazje w trójkącie [Opal Carew]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Syrena" Tricia Rayburn


Znacie mity o syrenach? A może oglądaliście słynną syrenkę Ariel? Na pewno na wyraz "syrena" w głowie pojawiają się Wam obrazy nieziemskich istot mieszkających w dnach oceanów z rybim ogonem. Ale czy te istoty tak naprawdę wyglądają? Czy istnieją? A co powiecie na to, że syreny mogą żyć i na lądzie i w wodzie? I najważniejsze - jak byście zareagowali, gdybyście spotkali się oko w oko z syreną? Ale nie taką ze słynnych opowieści z dzieciństwa...

Vanessa Sands co roku podczas wakacji odwiedza z siostrą Justine i rodzicami Winter Harbor, gdzie mają swój własny domek letniskowy. Siostry od wielu lat spędzają wspólnie czas z Simonem i Calebem. Najczęstszym miejscem spotkań było urwisko Chione. Nie podejrzewali, że tegoroczne wakacje nie będą już dla nich takie same. Po burzliwej rodzinnej kłótni, Justine wychodzi z domu. Następnego dnia, jej ciało zostaje odnalezione na brzegu, niedaleko urwiska. Ktoś zamordował dziewczynę, czy popełniła samobójstwo? Vanessa wraz z Simonem próbuje rozwikłać zagadkę. Tylko co z tym wszystkim ma wspólnego Zara i jej rodzina? To, czego się dowie, na zawsze zmieni jej całe życie...

Tricia Rayburn napisała trylogię o losach Vanessy, jej rodziny i przyjaciół. Jest to literatura typowo młodzieżowa, gdzie wyraźnie można to odczuć, jednak jest na tyle ciekawa, że trudno się od niej na dobre oderwać. Dodatkowo wątek kryminalny jest dobrze rozwinięty, zwłaszcza, jak na książkę z takiego gatunku. Autorka bardzo dobrze sobie poradziła podczas opisywania miejsc wydarzeń, sposobu myślenia bohaterów, sposobu poszukiwań, odnajdywania prawdy. Bohaterowie są ciekawi, dobrze wykreowani. Główną bohaterkę, Vanessę, poznajemy w chwili, kiedy jest dziewczyną bardzo nieśmiałą, bojaźliwą. Boi się ciemności, boi się skakać z urwiska, jest przestraszona, gdy coś porusza się niedaleko niej - tak zwana cicha, lękliwa myszka. Justine jest ukazana jako jej przeciwieństwo - dziewczyna przebojowa, popularna, odważna. 

W powieści brakowało mi opisów życia syren. Nie będę ukrywać, że głównie ze względu na ten aspekt sięgnęłam zaciekawiona po tę książkę. Ale mimo wszystko, zainteresowała mnie na tyle, że na mojej półce znajduje się cała trylogia. I choć w książce można znaleźć kilka niedociągnięć to wątek kryminalny, opis bohaterów, ich charakterów i upodobań, bogate opisy otoczenia skutecznie odwracają od tego uwagę czytelnika. Pomimo braku opisów z życia syren, całość prezentuje się naprawdę dobrze. Przejrzysty, jasny język, brak skrótów myślowych. Tylko jedna sytuacja nie daje mi spokoju, tak samo jak głównej bohaterce. Czy Vanessa naprawdę słyszy głos Justine, czy to tylko jej chora wyobraźnia?

Muszę przyznać wielki plus dla wydawnictwa, które postarało się na naprawdę magiczną okładkę. Niby zwykłe zdjęcie dziewczyny z zamkniętymi oczami, ale ma w sobie coś, co przyciąga. Dodatkowo te odcienie zieleni i błękitu są ze sobą wspaniale dobrane. Zwracam dużą uwagę na papier, jego strukturę i kolor, więc i tym razem jestem pod wrażeniem. Mój ulubiony kremowy odcień, wyraźna czcionka bez udziwnień. Smaczku dodają listki pod numeracją strony. Książka została solidnie wydana. Gdyby się tak przyjrzeć, cała trylogia została zachowana w takim stylu.

Pomimo kilku mankamentów, jakie posiada "Syrena", książka jest warta przeczytania. Wiem, że nie każdy jest przekonany do literatury młodzieżowej, jednak wiem, że osoby nieco starsze także odnajdą w niej coś dla siebie. Powyższa książka opowiada o relacji między siostrami, rodzącym się uczuciu między przyjaciółmi, potrzebie akceptacji. A wątek kryminalny tylko dodaje mrocznego klimatu, aby powieść nie była cukierkowata. Na mnie wywarła dobre wrażenie, z przyjemnością przeczytam całą trylogię, bo jestem ciekawa, jak też zakończą się poszukiwania prawdy o śmierci Justine, a także prawdy na temat pochodzenia Vanessy. Polecam!


Czytaj dalej »

"Houston, mamy problem" Katarzyna Grochola


Głównym bohaterem jest trzydziestodwuletni Jeremiasz, mężczyzna błyskotliwy, pełen poczucia humoru. W chwili, gdy go poznajemy, znajduje się w niedogodnej dla siebie sytuacji, a mianowicie poszukuje pracy. Z zawodu jest operatorem filmowym, jednak jest zbyt szczery i prawy, aby zrobić karierę filmową. I życie na wolności bardzo by mu odpowiadało, jednak za mieszkanie i własne potrzeby trzeba płacić. Choć z zawodu jest operatorem filmowym, mógłby też pracować jako znawca kobiet, bo, że zna je doskonale - to nie podlega wątpliwości. Gdzie się nie rozejrzy to widzi kobiety - wredna sąsiadka, która tylko czyha na niego z wazonem pełnym wody po zgniłych kwiatkach; mamusia, która ma tendencję do wtrącania się w życie ukochanego synka; przyjaciółka, która jest najlepszym kumplem i była dziewczyna, która nie chce o nim pamiętać. A co najważniejsze, one wszystkie czegoś od niego oczekują i każda sprawi mu ogromną niespodziankę. A czy będzie z nich zadowolony?

Katarzyna Grochola to współczesna polska pisarka i dziennikarką, która na swoim koncie ma wiele bestselerowych powieści. Kilka z nich nawet zekranizowano. Do najchętniej czytanych należą: "Nigdy w życiu!", "Ja Wam pokażę!", "Kryształowy Anioł" oraz biograficzna powieść "Zielone drzwi". W jej książkach można było odnaleźć wydarzenia przedstawione z perspektywy kobiet. W "Houston, mamy problem" zastosowała perspektywę męskiego punktu widzenia.

Gdy zobaczyłam książkę w zapowiedziach to wiedziałam, że prędzej czy później trafi ona w moje ręce. Do tej pory przeczytałam kilka jej powieści, które zrobiły na mnie duże wrażenie. Niektóre z nich znam z ekranizacji. Autorka pisze lekkim, ale pięknym językiem i tworzy naprawdę humorystyczne fabuły, więc sięgnięcie po jej najnowszą pozycję było kwestią czasu.

Jeremiasz jest bohaterem dobrze wykreowanym, pełnym humoru, dystansu do siebie i wydarzeń, które mają miejsce w jego życiu. Jego błyskotliwość, żarty, a także szczerość sprawiają, że bohatera nie da się polubić. Jest specyficzną postacią, która ukazuje prawdy o kobietach w dość zabawny sposób, a także utożsamia się z wieloma mężczyznami naśladując ich zachowania. Fabuła, choć z pozoru wydaje się być banalna, oklepana, jest napisana bardzo ciekawie. Zabawne momenty działają na czytelnika jak magnez. Podczas lektury można się śmiać, niekiedy płakać! Te sześćset stron zostało napisane z pasją, której brakuje mi w wielu książkach. Ewidentnie widać zaangażowanie pisarki w tę powieść, jej przygotowanie do tematu, obserwacje. Lekturę dopracowała w każdym szczególe. Może i bohater jest lekko fajtłapowaty, ale czy nie widzimy wielu mężczyzn z takim zachowaniem?

Gdy czytałam tę książkę, śmiałam się w głos. Byłam pewna, że będę się dobrze bawiła podczas lektury, ale nie spodziewałam się, że aż tak! Autorka po raz kolejny zaskoczyła mnie swoją spostrzegawczością i perspektywą ukazania fabuły. Dawno nie przeczytałam tak dopracowanej i zabawnej lektury. Przedstawienie wydarzeń z perspektywy płci męskiej było dobrym zabiegiem. Czytelnik otrzymał coś zupełnie innego, niż został przyzwyczajony. I choć początkowo miałam obawy, że autorce nie uda się precyzyjnie przejść z kobiecej narracji na męską, muszę stwierdzić, oczywiście z radością, że bardzo się myliłam. Autorka widać, że czuje się dobrze pisząc z obu perspektyw. 

Jeżeli jesteście gotowi na dawkę dobrego humoru, jeżeli macie ochotę przeczytać o życiu przeciętnego polaka z dystansu to jak najbardziej zapraszam do lektury. A jeżeli macie ochotę przeczytać coś naprawdę dobrego, napisanego z precyzją, pasją i na dodatek pięknym stylem... To na co czekacie? Książka przypadnie do gustu nie tylko kobietom, odnajdą w niej wiele także mężczyźni. Przecież ta lektura jest głównie o nich. Polecam!


Czytaj dalej »

Bożonarodzeniowa niespodzianka - Listy do M. (#2)

Przychodzę z kolejnym filmem, również komedią, choć w nieco innej odsłonie niż poprzedniego. Tym razem nastawcie się na gromki śmiech, łzy wzruszenia. Film, który pokrótce zaprezentuję, wyciśnie łzy z niejednej dziewczyny, a może i mężczyznę poruszy? Film idealny na wieczory, kiedy to potrzebujemy się odstresować, a nie mamy sił na ukochane książki.


Na "Listy do M." czas jest zawsze. Nieważne, że fabuła opiera się na Świętach Bożego Narodzenia. Klimat tego święta można poczuć nawet latem, gdyż nie pora świąt jest tu ważna. Główni bohaterowie filmu są nieco zagubieni. Wydaje im się, że nic im się nie układa, nic nie idzie po ich myśli. Możliwe, w końcu każdy ma jakieś problemy. Okazuje się, że ich przeznaczeniem jest miłość. W dniu Wigilii, pięć kobiet i pięciu mężczyzn odkryje swoje przeznaczenie. Okaże się, że przed świętami i miłością nie ma skutecznej ucieczki. 

"Listy do M." to polska komedia romantyczna, która przypadnie do gustu nie tylko płci żeńskiej. Mężczyźni także będą się dobrze bawić podczas seansu. Zabawne momenty, śmieszne dialogi, specyficzne zachowania - to gwarantuje niezły ubaw! Może i film nie jest z najwyższej półki, gra aktorska niekiedy była na kiepskim poziomie, ale gwarantuję, że nie raz i nie dwa uśmiechniecie się pod nosem.

Podobała mi się Doris (Roma Gąsiorowska), która była specyficzną dziewczyną. Owszem, miała gorsze dni, dziwne nastroje. Ale jej śmieszny sposób bycia, głos, były powodem gromkiego śmiechu. Uważam, że Tomasz Karolak w roli Mikołaja (a właściwie Melchiora - "Mel Gibson") spisał się idealnie. Zburzył stereotyp miłego, kochanego świętego czerwonego, który rozdaje prezenty. W tym filmie to on biegnie po swój, w pełni zasłużony (patrząc oczywiście z punktu widzenia mężczyzn). Wspaniała okazała się Tosia, dziewczynka bezpośrednia, specyficzna, wzbudzająca radość, szczerość, współczucie i... wywołująca łzyt wzruszenia. Tą rolę odegrała idealnie Julia Wróblewska. Nie mogłam jednak patrzeć na Agnieszkę Dygant, która według mnie, jest aktorką kiepską. Jej mimika twarzy jest dość dziwna, a na pewno nieadekwatna do sytuacji. Nie wiem, czy otrzymuje zawsze role głupiutkiej kobiety, ale tutaj miałam wrażenie, że gra siebie, a nie Karinę Lisiecką. Cóż, przecież nie ma aktorów idealnych.

Sama fabuła jest banalna, ale jej przedstawienie naprawdę ciekawe. Oczywiście nastawienie do filmu, a także jego odbiór zależy od poczucia humoru, a to jak wiadomo, często bardzo różni ludzi. W każdym razie, "Listy do M." to lekka ekranizacja, idealna na jeden wieczór przy kubku gorącego napoju. Skutecznie poprawi humor i odbierze stres dnia codziennego. Osobiście polecam!

Czytaj dalej »

"Wróżbiarze" Libba Bray


"Są prawdy na tym świecie, których ludzie tak naprawdę nie chcą znać."

Eve O'Neill to młoda dziewczyna, która marzy o występowaniu na scenie. Swój wiek oraz urodę wykorzystuje jako kartę przetargową do świata tancerek rewirowych i jazzu. Kiedy po raz kolejny wywołuje skandal, rodzice postanawiają wysłać ją do Nowego Jorku, gdzie będzie wiodła życie u boku wujka prowadzącego muzeum. Nowy Jork to dla dziewczyny nie tylko nowe miejsce, nowe życie. Dla niej to kolejne imprezy, z nowymi ludźmi i w nowym otoczeniu. Życie beztroskiej, czasem lekko kontrowersyjnej dziewczyny zmienia się, kiedy w mieście dochodzi do serii okrutnych morderstw. Policja czuje się bezradna. Eve staje na drodze oprawcy dzięki swojej mocy, którą skrywa. Możliwe jest, że dopadnie go szybciej, niż on dopadnie ją.

Fabuła wydaje się być banalna, taka jak już wiele zaistniałych na rynku wydawniczym. Kolejne utarte schematy, powielane motywy, nawet sposób przedstawienia całej akcji jest podobny. Jednak w tej książce jest coś, co sprawia, że wyróżnia się ją na tle innych. Książkę trudno jest sprecyzować do jednego gatunku literackiego, gdyż łączy w sobie elementy fantastyki, kryminału, a także wątki obyczajowe. Połączenie wątków fantastycznych ze światem realnym może nie było oryginalne, ale na pewno dość ciekawe. Uwagę czytelnika przykuwa poprawny język, niekiedy poetycki. Nie wiem, czy jest to sprawa samej autorki Libby Bray, czy może Anny Studniarek, która miała za zadanie przetłumaczyć tę powieść. 

Brak wyszukanych metafor, bogatych opisów otoczenia czy chociażby bardziej precyzyjne przedstawienie bohaterów, choćby tych głównych, nie sprawiło mi tak wielkiej przyjemności z czytania tej książki, jak się spodziewałam. Naczytałam się recenzji, że autorka nie powiela schematów. Weźmy pod uwagę zbuntowaną nastolatkę, która ma - za przeproszeniem - gdzieś zdanie innych oraz szacunek do rodziny. Dla niej liczą się imprezy, nowe znajomości. Zastanawiam się, czy jest to spowodowane doświadczeniem autorki (bądź jej znajomych), obserwacją młodzieży czy zapożyczenie od innych autor. Bo o tym, że taka bohaterka przewija się często w książkach młodzieżowych wspominać nie trzeba? Nadprzyrodzone moce? Nie ma sprawy, spójrzmy chociaż na książki z "paranormal romance". Znane motywy? Znane. Autorka w tym wypadku nie wysiliła się za bardzo. Ale jedno jest pewne - skupiła uwagę na formie przekazu, poprawności stylistycznej. Pod tym kątem książka jest dopracowana i nie można się przyczepić.

Jeżeli chodzi o walory estetyczne, mogę przyczepić się tylko do okładki, która moim zdaniem, nie oddaje klimatu powieści. Jest nieco przytłaczająca ze względów kolorystycznych. Czcionka jest dobrze dobrana, nie za duża, nie za mała, na pewno nie męczy tak bardzo oczu. Kartka nie jest czysto biała, a to duża zaleta, gdyż nie istnieje zbyt duży kontrast między papierem a tekstem. Przy czytelniku dbającym o wygląd książki, podczas czytania lektura jest wytrzymała - kartki się nie wyrywają, okładka nie wygina, grzbiet nie jest zagięty. A muszę przyznać, że przy takiej objętości, miękka okładka nie zawsze jest dobrym pomysłem.

Biorąc pod uwagę fabułę, książka jest przeciętna. Owszem, autorka troszkę nowości wprowadziła do tego typu literatury, np. połączenie dwóch różnych światów, retrospekcje. Jednak wykonanie, precyzja i szczegółowość sprawia, że książka wciąga czytelnika od pierwszych stron i nie pozwala na jej odłożenie. Dzięki temu, książka ma szansę stanąć na podium na liście książek młodzieżowych z gatunku fantasy. 


Czytaj dalej »

"Portret pani Charbuque. Asystentka Pisarza Fantasy" Jeffrey Ford


Do gatunku, jakim jest fantastyka, zawsze podchodziłam dość sceptycznie. Właściwie to unikałam go jak ognia, bo twierdziłam, że nie odnajdę tam siebie i nie dla mnie są wszelkie dziwy wyobraźni. Ale przyszedł czas, kiedy znudziły mi się książki obyczajowe czy kryminalne. Zapragnęłam czegoś więcej, mocniejszych wrażeń (lecz bez rozlewu krwi). Na ratunek przyszedł gatunek, tak przeze mnie znienawidzony - bezpodstawnie. Przeglądając zapowiedzi MAG-a stwierdziłam, że książka o świetnej okładce i intrygującym opisie będzie dobra na rozpoczęcie dłuższej podróży. 

Jeffrey Ford to amerykański pisarz fantasy, zdobywca Nagród World Fantasy Award. Ukończył Binghamton University. Zadebiutował w roku 1981. Na swoim koncie ma kilka popularnych powieści, a także opowiadań.

"Portret Pani Charbuque. Asystentka Pisarza Fantasy" to książka, która zawiera w sobie zbiór różnorodnych opowiadań i powieść. Zaczynając od opowiadań, są one napisane na naprawdę wysokim poziomie, różnią się jedynie tematyką i sposobem ich przedstawienia. Najbardziej do gustu przypadło mi tytułowe opowiadanie "Asystentka Pisarza Fantasy", przy czym naprawdę przekonałam się do fantastyki. Bardzo dobrym opowiadaniem, według mnie, okazało się pierwsze zatytułowane "Stworzenie". Autor przedstawił historię oczami dziecka, który chciał być jak Bóg - mieć siłę stworzenia, więc stworzył... Tego dowiecie się sami. "Portret Pani Charbuque" to powieść, która rozgrywa się w XIX-wiecznym Nowym Jorku. Pewien portrecista Piero Piambo otrzymuje zlecenie wykonania portretu, lecz warunkiem jest tworzenie wizerunku klientki poprzez ich wspólną rozmowę. Zadanie wydaje się być nieco trudne, a na pewno odmienne od wszystkich zleceń, jakie do tej pory otrzymywał portrecista. Jeszcze nie zdawał sobie sprawy, że ta bogata, ale zagadkowa kobieta na zawsze odmieni jego życie. 

Szczerze mówiąc, czytając powyższą książkę byłam pełna podziwu dla Jeffrey'a Forda. Posiada naprawdę ogromną wyobraźnię i talent pisarski. Stworzenie tych kreatywnych światów to jedno, ale przelanie ich na papier w tak piękny sposób to już zupełnie inna bajka. Temu autorowi to się udało. Połączył tajemnicę, strach, humor i emocje w naprawdę dobry sposób. Wszystko dobrze się łączy, zachowana jest spójność. Pisarzowi udało się zainteresować swoją prozą takiego laika w fantastyce jak ja, a to już naprawdę duży wyczyn.

Książkę polecam wszystkim zwolennikom fantastyki oraz tym, którzy dopiero zaczynają z nią przygodę, jak ja. Książka sprawi, że dzięki niej zapałacie większą sympatią do tego gatunku. Napisana na naprawdę wysokim poziomie, pięknym językiem. Polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu

Czytaj dalej »

"Wiśniowy Dworek" Katarzyna Michalak


Katarzyna Michalak to pisarka, która dużą popularność zdobyła dzięki powieściom typowo kobiecym. Ostatnio na jej koncie pojawiły się powieści nieco kontrowersyjne, a na pewno zaskakujące. Między innymi "Nadzieja" oraz "Mistrz". Twórczość autorki poznałam dzięki serii z kokardką i zapałałam do jej prozy wielką sympatią. Kilka dni temu miałam okazję przeczytać "Wiśniowy Dworek", pozycję należącą do serii owocowej i wiecie co? Pochłonęłam ją za jednym zamachem!

Danusia Wrzesień to urocza "uczycielka", która zamieszkuje Wiśniowy Dworek w spokojnym Milewie, pod litewską granicą. Dziewczyna w Dworku uczyniła pomieszczenia szkolne, a także swoje mieszkanie. Uczy dzieci z Milewa, organizuje dla nich ciekawe zajęcia pozalekcyjne. Nie wyobraża sobie życie w wielkim mieście pełnym hałasu i wielkich korków. Danka Lucińska to kobieta pewna siebie, pracująca w firmie, która zajmuje się zarządzaniem słynnego apartamentowca. Mieszka w Warszawie na Mokotowie i nie wyobraża sobie życia na wsi, czego pragną dla niej rodzice. Całe dnie wypełnia ją praca papierkowa i dziwi się ludziom, którzy z czystej przyjemności zajmują się taką robotą. Choć czuje się ogromnie zmęczona i potrzebuje odpoczynku, nie daje się namówić na mieszkanie na prowincji.
Te kobiety właściwie dzieli wszystko - status finansowy, miejsce zamieszkania, praca. Ale jednak nie wszystkim one są obojętne. Ktoś bardzo chciał, aby obie kobiety coś połączyło. Tylko co...?

Gdy otrzymałam przesyłkę, natychmiast rozerwałam kopertę i dumna usiadłam na łóżku. Kilka minut oglądałam okładkę, trzy razy przeczytałam opis. Nareszcie wyczekiwana książka trafiła w moje ręce! Po tylu pozytywnych opiniach musiałam w końcu ją przeczytać. Otworzyłam więc książkę i... Przepadłam. Świat Danusi, Danki i Daniela skutecznie mnie wciągnął. Nie mogłam się oderwać. Każde zdanie, każdą stronę łykałam zachłannie. Byłam coraz bardziej ciekawa dalszego ciągu, zakończenia. Powieść jest napisana w stylu charakterystycznym dla autorki - dokładnie słowami oddaje otoczenie, w jakim przyszło żyć bohaterkom, szczegółowo opisuje charakter każdego z bohaterów, którzy swoją drogą, tak bardzo się od siebie różnią. Każdy jest inny, wyjątkowy, ale w książce tworzą jedną całość. 

Barwne opisy sprawiły, że książkę czytało się z ogromną przyjemnością. Piękny język, wręcz poetycki był wspaniały dla oka. Podobał mi się dystans i humor, z jakim Katarzyna Michalak opisała perypetie bohaterów. Najbardziej rozbawiły mnie rozmowy z dzieciakami, są tak błyskotliwe i zabawne jednocześnie. Śmiałam się w głos, co u mnie rzadko kiedy się zdarza! Sama fabuła wciąga czytelnika na dobre. Jest tu nutka tajemniczości, miłości, smutku, łez, ale i radości. Odnaleźć można tu także subtelny wątek kryminalny, miłosny. Tak, w tej książce odnaleźć można naprawdę wiele, a wszystko to napisane z starannością, precyzją. Trudno jest połączyć wiele wątków, aby wyszła z tego całkiem przyzwoita książka. Autorce się to udało i to po mistrzowsku! Dawno nie czytałam tak rewelacyjnej powieści.

Poza ciekawą fabułą, pięknym językiem, oko cieszy także okładka. Jest w żywych odcieniach zieleni, prezentuje się wspaniale! Na półce wygląda znakomicie, a w dłoniach... Dzięki tej książce przypomniałam sobie radosne chwile własnego życia, odnalazłam promienie słońca, których tak bardzo mi brakuje. Okładka jest wiosenna, w kolorach nadziei. Brawa dla Wydawnictwa Literackiego, które dołożyło wielkich starań, aby to wszystko ładnie się prezentowało.

Czy polecam? Oczywiście, że tak! Jeżeli jeszcze nie znacie twórczości Katarzyny Michalak to żałujcie, bo macie czego. Mam za sobą kilka jej powieści i z każdą lubię ją coraz bardziej. Jestem pewna, że sięgnę po kolejne pozycje z serii owocowej, bo zapowiada się wspaniała lektura. Czyta się w tempie ekspresowym i odkładając książkę czytelnik żałuje, że nie powstała jeszcze kontynuacja. Jak najbardziej polecam!


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego!


Książkę przeczytałam również w ramach wyzwania: Trójka e-pik oraz Polacy nie gęsi...
Czytaj dalej »

"Złamane wersety" Kamila Shamsie


"Nietuzinkowa powieść o rozpaczy i stracie, o bohaterstwie i cichym trwaniu."

Kamila Shamsie to pakistańska pisarka, która urodziła się i wychowała w Pakistanie. Studia rozpoczęła w Stanach Zjednoczonych. Można rzec, że pisanie ma we krwi, gdyż jej matka i babka również parały się pisaniem. W wieku 25 lat debiutowała powieścią "In the City by the Sea", która została nominowana do Nagrody John Llewelyn Rhys/Mail on Sunday. Na swoim koncie ma Nagrodę Literacką Premiera Pakistanu oraz wiele powieści, w tym trzy przetłumaczone na język polski. Ciekawą informacją jest fakt, że autorka pisze tylko w języku angielskim. Mieszka w Londynie i Karaczi.

Akcja powieści "Złamane wersety" rozpoczyna się w Pakistanie, a dokładniej w Karaczi, gdzie Aasmaani Inqalab ubiega się o pracę w studiu telewizyjnym. Poznaje tam Eda, syna słynnej aktorki Szinaz Said, która w pewnym stopniu powiązana jest z matką Aasmaani. Samina, matka głównej bohaterki, czternaście lat temu wyszła z domu i od tamtej pory ślad o niej zaginął. Córka bezskutecznie próbowała odnaleźć matkę i nie pogodziła się z tym, że może ona nie żyć. Sprawę komplikuje fakt, że szesnaście lat temu znaleziono ciało Poety, ukochanego matki, a po tylu latach Aasmaani otrzymuje dowód, że on wciąż żyje. Czy sprawa zaginięcia Saminy, a także morderstwa Poety zostanie rozwiązana? Co z tym wspólnego ma Ed oraz Szinaz Said?

Sięgając po książkę spodziewałam się nieco innej fabuły, lecz i ta mnie zaskoczyła. Autorka postawiła na wielowątkowość co sprawia, że książka w mig staje się ciekawsza. Na pierwszy plan wysuwa się historia romantycznej miłości Saminy i Poety, którzy żyjąc w ciężkich czasach musieli uważać na to, co czynią. Ta dwójka była w pewien sposób powiązana z życiem politycznym kraju, a więc byli na liście osób zagrażających władzy. Samina jako osoba odważna, kreatywna, a przede wszystkim aktywna działaczka, była przykładem dla córki. Poeta, wywrotny i błyskotliwy, parający się pisaniem wierszy, powieści czy chociażby scenariuszy teatralnych, darzył swoją miłością Saminę. Pewnego dnia znika, ale jego specyficzny styl bycia, charakter i sposób wyrażania swoich myśli będzie dowodem, że on wciąż żyje. Te dwie postacie wciąż przewijają się przez utwór, lecz nie stanowią głównego tematu. Wyraźnie dostrzegamy także uczucie, jakie rodzi się między Aasmaani a Edem, synem słynnej aktorki, która zeszła z desek teatru, a po piętnastu latach wraca na ekrany. Ed to mężczyzna ironiczny, odważny, czasem bezczelny. Jednak ma w sobie coś, przez co kobiety szaleją na jego punkcie. Kolejnym wątkiem jest przyjaźń matek tych dwóch bohaterów. Jest ona tajemnicza, jednocześnie piękna i subtelna. To dzięki Szinaz Said Aamaani dowiaduje się wielu istotnych spraw dotyczących matki.

Bohaterowie są dobrze wykreowani, opisy sytuacji trafne. W gruncie rzeczy powieść jako całość wypada dobrze. Wciąga, interesuje czytelnika. Ale brakowało mi w niej ogniwa, które by łączyło wszystkie wątki w jedną całość. Momentami brakowało mi spójności między przejściami z jednej historii do drugiej. Niekiedy rozdziały były jakby wyrwane z kontekstu, więc czytelnik musiał sam domyślać się wydarzeń, które miały miejsce. Nie oznacza to, że książkę czytało się źle. Wręcz przeciwnie, byłam ciekawa dalszego ciągu. Smaczku dodaje przedstawienie cieni i blasków życia w Pakistanie, ich zwyczaje, tradycje, prawa. Życie wśród obowiązujących tam norm jest niekiedy bardzo trudne i wymaga wielu wyrzeczeń, poświęceń.

Jak ocenię "Złamane wersety"? Choć spodziewałam się nieco więcej opisów życia Pakistańczyków, otrzymałam dobrą powieść z wątkiem romantycznym i kryminalnym. Mimo wszystko na książce się nie zawiodłam, a lekki, niekiedy wręcz poetycki styl Kamili Shamsie sprawił, że nabrałam ochoty na resztę jej pozycji wydanych w naszym kraju. Czy polecam? Jak najbardziej. 

Opinia napisana dla portalu ZaczytajSie.pl

Czytaj dalej »

"Lucyfer. Moja historia" Victoria Gische

Jak reagujecie na słowo Lucyfer? Jak go sobie wyobrażacie? Jako zło wcielone? Jako ciemną postać plującą smołą? Może jako kogoś z rogami i czerwonym ogonem? A co z legendami, ile ich znacie? W jakim świetle przedstawiają Lucyfera?

Victoria Gische dotarła do kilku legend, gdzie jedna stała się dla niej inspiracją do napisania książki. Lucyfer pewnego dnia spotyka kobietę, w której się zakochuje. Kobieta z czasem odwzajemnia jego uczucia, a jego owocem jest dziecko w jej łonie. Wszystko byłoby wspaniałe gdyby nie fakt, iż jest żoną innego mężczyzny. Nie to jednak sprawiło, że Lucyfer został skazany na wiele lat samotności. Złagodzeniem kary miało być zesłanie diabła co sto lat na ziemię, aby szukał swej ukochanej. Jednak z każdym razem przeżywał jej brak z coraz większą mocą...

Pewnego dnia do szpitala, gdzie pracuje Robert Kozlowski przywożą człowieka imieniem Gabriel, któremu zostało dosłownie kilka godzin życia. Lekarze pozbawieni nadziei walczą o jego życie. Po operacji nie mają złudzeń - pacjent lada chwila odejdzie z tego świata. Jednak tak się nie dzieje. Pacjent przeżył wypadek a co najważniejsze, ma się coraz lepiej. I wszystko byłoby dobrze, ale coś nurtuje Roberta. Organy przyjętego Gabriela na pozór są nowe, młode, jednak badania wykazują, że mają one... tysiące lat. Coś tu wyraźnie jest nie tak. Zaniepokojony prosi swojego przyjaciela ze szkoły, dziennikarza Marka, aby ten porozmawiał z pacjentem. Marek zaintrygowany niezwykłym pacjentem postanawia wypytać go o jego życie. Gabriel zaczyna opowiadać swoją historię...

Gabriel to tak naprawdę Lucyfer. Dziwne, imię diabła zastąpione imieniem anioła? Nie inaczej. Tylko kto powiedział, że Lucyfer nie może być aniołem? Kto powiedział, że jest prekursorem zła? Od małego jesteśmy karmieni takimi nowinkami, prawdami. A czy tak w rzeczywistości jest? Nie mi to oceniać. Jednak to spotkało Marka, który początkowo podchodził z dużą rezerwą do niezwykłego pacjenta. Z czasem zaczął zadawać coraz śmielsze pytania. Przesiaduje u niego codziennie po kilka godzin. Wracając do domu wciąż myśli o Lucyferze i jego historii. Jest... niesamowita. Piękna ale jednocześnie przykra, bolesna. Nie pomyślałabym, że można aż tak bardzo cierpieć.

Narrator wszechwiedzący? Tutaj był wręcz idealny. Dzięki temu poznać można myśli każdego bohatera, to co robią, jak postępują. Dodatkowo narracja była naprawdę ciekawie przeprowadzona. Niekiedy miałam wrażenie, że autorka zmieniała narrację z trzecioosobowej na pierwszoosobową. Mimo to ten zabieg mi się bardzo spodobał i był tak subtelny, że czasem nawet tego nie zauważyłam. Poza tym Lucyfer jest świetnie wykreowaną postacią, podobnie jak jego przebiegły brat Michał. Marek jednak według mnie okazał się postacią... małostkową. Może gdyby autorka pokusiła się o lepsze dopracowanie tej postaci, byłoby znacznie ciekawiej. 

Fabuła jest naprawdę interesująca. Gdy zaczęłam czytać to nie mogłam przestać, aż przeczytałam ostatnie zdanie. Pomysł świetny, w końcu jak często mamy do czynienia z diabłem w roli anioła? Diabłem, który tak naprawdę ma w sobie więcej pokładów dobra niż zła? Czytając i patrząc na zwątpienie dziennikarza zastanawiałam się, jakbym to ja postąpiła w obliczu takiej sytuacji? Czy uwierzyłabym? Na pewno przeraziłabym się Michała. Musiałam się zgodzić z bohaterami tej książki, ta postać jest naprawdę przerażająca. Przystojna, ale przerażająca...

Muszę stwierdzić, że Victoria Gische odwaliła kawał dobrej roboty. Pierwsza część mi się podobała i nie mogę się doczekać, kiedy będę miała okazję przeczytać drugą. Oczywiście nie odbyło się bez wad. W powieści znajduje się sporo błędów, głównie literówek, przestawionych szyków zdań. Ale rozumiem. E-booki mają to do siebie, że choćby były dopracowane w najdrobniejszym szczególe, zawsze wkradnie się błąd. A to przy zmianie formatu, a to przy przepuszczaniu go przez różne programy. I to też zależy od sprzętu, na którym się czyta. Niemniej jednak błędy okazały się być znośne na tyle, że nie trzeba było przerywać czytania, nie rozpraszały.

Czy polecę? Oczywiście. Na naszym rynku czytelniczym jest mało tak oryginalnych pozycji. Trudno jest sklasyfikować "Lucyfera". Jest to powieść nieszablonowa, wychodząca poza marginesy jakiegokolwiek szufladkowania. Łączy w sobie wiele gatunków literackich i to jest plus, bo ta mieszanka wyszła naprawdę dobrze! Polecam! 

Za możliwość zapoznania się z tą intrygującą pozycją dziękuję samej autorce - Victorii Gische

Książka przeczytana także w wyzwaniu: Polacy nie gęsi...
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia