"Zatruty tron" Celine Kiernan


Nie wszystko jest takie, jakie się początkowo wydaje, a kilkuletnia rozłąka z bliskimi może zmienić wszystko. Wynter Moorehawke wraca wraz z ojcem z Krain Północy. Córka Obrońcy Tronu odkrywa, że pod ich nieobecność w królestwie zaszły ogromne zmiany. Już nie można ufać tym, którzy byli blisko i nigdy nie zawiedli. Na dworze chlebem powszednim są intrygi, tajemnice, tortury, a także walka z władzą. Jednak to dopiero początek problemów. Co tak naprawdę stało się z Alberonem, prawowitym następcą tronu? Dlaczego miał nim zostać Razi? Dlaczego nagle zaczęły pod nią uciekać koty, na pojawienie się duchów nikt już nie reaguje entuzjazmem tylko obojętnością? Wynter znalazła się w potrzasku. Nie wie, co się dzieje i postanawia to odkryć. A jako córka Obrońcy Tronu powinna bez żadnych protestów ufać królowi i wykonywać jego rozkazy. Tylko jak to zrobić, skoro król Jonathon już nie jest tym, kim był przed ich podróżą?


Celine Kiernan to to ilustratorka i animatorka filmów rysunkowych, przez znaczną część swojego życia była ściśle związana z branżą filmową. Przez siedemnaście lat pracowała przy produkcji filmów animowanych. Urodziła się w Dublinie. Trylogia Moorehawke to jej literacki debiut.


Autorka stworzyła wciągającą historię, pełną sprzeczności, pozorów, niedomówień. "Zatruty tron" to historia losów królestwa ukazane oczami piętnastoletniej Wynter Moorehawke. Dziewczyna, która darzy sentymentem to miejsce i ludzi nie potrafi pogodzić się z tym, co się stało z królestwem po jej podróży do Krain Północy. Narracja pierwszoosobowa mogła być dobrym pomysłem na przedstawienie całej historii, gdyby nie niedojrzałe myślenie głównej bohaterki. Język powieści jest prosty, bez zbędnych zawiłości, co pozwala na szybkie czytanie i nie wymaga zbyt dużego skupienia od czytelnika.


Bohaterów było wielu, jednak tak często zmieniali swoje zachowanie, że trudno było mi się do nich przywiązać. Razi, który od zawsze dbał o Wynter i traktował ją jak własną siostrę, nagle odsunął ją od siebie i częstował spojrzeniem pełnym chłodu. Dość specyficznym bohaterem był Christopher, który chyba sam nie wiedział czego chce, kim jest, co tutaj robi. Miotał się, nic z nim nie było pewne. Jednak najbardziej zirytowała mnie Wynter swoim brakiem dojrzałości nawet jak na te piętnaście lat. Jej naiwny sposób myślenia i brak rozsądnego postępowania potrafił zdenerwować, ale to irytujące myślenie, że wszystko jej wolno przekraczało wszelkie granice. Na moją sympatię zasłużył Lorcan Moorehawke, Obrońca Tronu i ojciec Wynter. Był mistrzem w swoim fachu, wiedział gdzie jest jego miejsce i co powinien robić. Ponadto dbał o własną córkę i nie chciał pokazywać swojej słabości. Bywały chwile, kiedy był zbyt uparty i mi udzielała się irytacja jego córki, ale właśnie była to najwyraźniejsza postać.


Cała historia była dość ciekawa, interesująco przedstawiona. Widać, że autorka miała pomysł na trylogię i w pierwszym tomie udało jej się zaciekawić czytelnika. Brakowało mi tylko wyraźniejszych zwrotów akcji. Jednak mimo tej małej wady, "Zatruty tron" jest dość wciągającą powieścią, którą polecam. Choć bardzo rzadko sięgam po tego typu literaturę, powyższa książka mnie zainteresowała na tyle, abym sięgnęła po następne części.


Czytaj dalej »

"Krąg" Mats Strandberg, Sara Bergmark Elfgren


Wzięłam sobie za cel, zapoznawanie się z wszystkimi gatunkami, które do tej pory omijałam i uważałam, że na pewno nie są dla mnie. Dzięki temu przeczytałam wiele świetnych i wciągających historii, a do takich należy także "Krąg" wydany przez Czarną Owcę.

Nie na wszystko mamy wpływ, nie wszystko możemy przewidzieć. A na pewno tego, że dziwnym trafem szóstka osób stanie się dla siebie wzajemnym oparciem i będą musieli sprostać złu. W takiej sytuacji znalazła się grupka sześciu dziewczyn, które po śmierci szkolnego kolegi odkrywają, że mają nadprzyrodzone moce. Jednak nie na marne otrzymały takie zdolności. Los, czy jakaś tajemnicza siła, pcha ich w pewne miejsce, o którym do tej pory nigdy nie słyszały. Wszystko zaczyna się komplikować, gdy okazuje się, że w śmierci Eliasa ktoś dopomógł, a miasteczko Engelsfors zostało opanowane przez złe moce. Czy dziewczyny sprostają narzuconym im zadaniom?

Muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrego thrilleru! Pełno tu zagadek, niewyjaśnionych spraw, dziwnych sytuacji i intrygujących postaci oraz ich nieodgadnionych zamiarów. Bohaterowie są bardzo realni, mimo paranormalnych zdolności. Pełni są sprzeczności, emocji, towarzyszą im problemy, radości i smutki. Zakochują się, rozczarowują, bywają samotni i odnajdują przyjaciół. Uczniowie tamtejszego liceum również wagarują, wykłócają się z nauczycielami, a także przygotowują do sprawdzianów, narzekają na prace domowe. Ponadto, każdy z bohaterów jest inny, posiada swoje charakterystyczne cechy, mają inne upodobania, poglądy. Choćby szóstka dziewcząt bardzo się od siebie różni.  W książce została ukazana codzienność w małym miasteczku, ale okraszona dziwnymi wydarzeniami i dodatkowymi mocami.

Nie mogę powiedzieć, czy któraś z głównych bohaterek wzbudziła we mnie sympatię. Każda z nich miała swoje grzeszki, które mi przeszkadzały. Jednak nie sprawiło mi to problemu z czytaniem o ich losach. Może i nie odpowiadał mi ich sposób bycia - znęcanie się nad innym, zamykanie się w sobie, nadużywanie alkoholu, ale przejęłam się ich problemami: zaburzeniami jedzenia, które nękają Rebeckę; czy chociażby kompleksami Anny-Karin, które przez zbyt niską samoocenę chowa się we własnym cieniu. Dzięki temu wszystkiemu bohaterki są bardzo realne, a ich problemy bliskie niejednemu czytelnikowi.

Dodatkowym atutem powieści jest budowanie napięcia, prowadzenie akcji przez autorów. Już na wstępie jesteśmy świadkami, w jaki sposób ginie Elias. Już od pierwszych stron powieści coś się dzieje. Nie oznacza to, że akcja zwalnia. Owszem, zaraz po tym jest spokojnie, ale gdzieś w podświadomości tli się niepokój. I tak w rzeczywistości jest, ponieważ Mats i Sara zwrotami akcji i niedopowiedzeniami sprawiają, że serce zaczyna szybciej bić, bo ma się przeczucie, że w rogu czai się zło. Przez całą książkę towarzyszył mi niepokój, lekki strach. Oczywiście działa to na korzyść książki!

"Kręgu" nie czyta się łatwo. Potrzebne jest pełne skupienie, zaangażowanie. Napisanie historii przez dwóch autorów bywa niekiedy trudne i można to także tutaj zauważyć. Niekiedy zdarzył się "konflikt interesów" i zauważamy pewne niedopowiedzenia odnośnie opisu sił bohaterów. Nie jest to zbyt duży minus, aczkolwiek może to chwilami przeszkadzać.

Powyższa powieść może okazać się nie tyle dobrze spędzonym czasem, a całkiem niezłym źródłem informacji. Autorzy w fabułę wpletli kilka ważnych tematów, niekiedy oznaczonych przez społeczeństwo jako tabu. Bohaterowie zmierzają się z mobbingiem, alkoholizmem, zaburzeniami żywienia. Są to nadal tematy, o którym rzadko się mówi, więc tym bardziej doceniam starania autorów. Ponadto, w zrozumieniu całego tego mechanizmu pomaga dobrze skonstruowany portret psychologiczny każdej osoby. Dzięki temu łatwo możemy poznać przyczyny, przebieg i skutki danej sytuacji.

Z czystym sumieniem mogę polecić "Krąg" Matsa Strandberga i Sary Bergmark Elfgren. Jest to naprawdę ciekawa książka, z dobrze napisanymi wątkami głównymi, a także pobocznymi. Interesująca fabuła, nietuzinkowe postacie, a także prosty język sprawiają, że po taką książkę aż chce się sięgnąć. Jeżeli jeszcze się zastanawiacie, czy powyższa historia przemówi do Waszego serca już teraz powiem, że jeżeli nie sięgniecie, będziecie żałować. A ja z ciekawością sięgnę po kontynuację!


Krąg [Sara B. Elfgren, Mats Strandberg]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Wakacyjne przyjaciółki" Luanne Rice


Przyjaźń jest dość ważnym elementem naszego życia. Nic dziwnego, że jest stale obecny w literaturze i przedstawiany na wiele sposobów. Luanne Rice również postanowiła napisać powieść opartą na przyjaźni. Choć wykorzystała już dość powielany temat, przedstawiła go bardzo ciekawie, aż chciało się czytać!


Historia rozpoczęła się pewnego lata, gdy trójka dziewczyn - Stevie, Madeline oraz Emma, znalazła nić porozumienia i to niejedną! Nazwały się wakacyjnymi przyjaciółkami, ponieważ ich spotkania miały miejsce właśnie o tej porze roku. Między nimi wytworzyła się silna więź i choć każda borykała się ze swoimi problemami, miała tajemnice, przyjaźń trwała. Do czasu... Kilkanaście lat później do miasteczka wrócił mąż zmarłej Emmy wraz ze swoją córeczką. Dziewczynka postanawia odnaleźć jedną z przyjaciółek mamy, mieszkającej w niebieskim domu, tak dobrze znaną z opowieści. Czy powrót do przeszłości pomoże uporać się dziecku ze śmiercią i wspomnieniami mamy? Jak to się odbije na Stevie, która po wielu latach postanowiła żyć w samotności, tylko z kotem u swego boku?


Luanne Rice stworzyła ciepłą i wzruszającą powieść o sile przyjaźni, rozstaniach, osobistych problemach. Historię wakacyjnych przyjaciółek poznajemy z perspektywy różnych bohaterów, a także z retrospekcji. Początkowo trudno było mi czytać tę powieść, ponieważ już na wstępie ukazuje nam się obraz idealnych kobiet, które nie mają żadnej skazy. To potrafi zniechęcić czytelnika. Jednak z czasem dowiadujemy się, że ta idealność to tylko pozory. Każda z bohaterek ma swoje tajemnice, rozterki i problemy, z którymi przyszło im żyć. Przeszłość niewiele ma się do przyszłości, wszystko się zmienia, tak jak charaktery i postępowanie przyjaciółek. Jedną z najciekawszych bohaterek jest Stevie. Kobieta tajemnicza, która trudni się malarstwem i pisarstwem. Każdą wolną chwilę poświęca książkom dla dzieci, a także ilustracjom do nich. Jej życie, choć smutne i pełne niezbyt miłych niespodzianek, wydawało mi się najciekawsze i najbardziej realne. Emma z kolei potrafiła zirytować swoim postępowaniem i wyborami, których dokonywała już w dorosłym życiu. Madeline z kolei była mi dość obojętną bohaterką. Również ciekawa, ale nie mogłam mimo wszystko darzyć jej sympatią.


Książka, bądź co bądź, nie jest zbyt obszerna, jednak na jej kartach napisano naprawdę wiele. "Wakacyjne przyjaciółki" to zapis życia trzech kobiet i ich rodzin, które pod wpływem wielu czynników zmieniają się, a przyjaźń choć wielka, bywa nietrwała. Powieść ta traktuje również o sile wspomnień, opowieści. I choć kilka razy zazgrzytało, mimo wszystko książka wywarła na mnie spore wrażenie i miło spędziłam z nią czas. Czytając wracałam wspomnieniami do moich przyjaźni z dzieciństwa, nie tak odległe, jakby można było przypuszczać. Przeprowadzka na drugi koniec Polski wiele zmieniła, sporo relacji zostało zachwianych, inne zerwane. Dlatego tak łatwo wczułam się w prezentowaną przez autorkę historię. I polecam ją każdemu, w końcu mamy czas na wakacyjne przyjaźnie.


Czytaj dalej »

"Ciotki" Anna Drzewiecka


Powroty do dzieciństwa bywają różne - jedni się wzruszają, gdy przypominają sobie dawne czasy, innym łza kręci się w oku, bo wówczas nie było najlepiej. Jako dziecko ma się najmniej problemów, można się beztrosko bawić, biegać po dworze... przeważnie. Czy myśleliście kiedyś o Waszych przodkach? Kto dał początek Waszej rodzinie, jaka była ku temu historia? Autorka zastanawiała się nad tym i doszła do wniosku, że wszystko zaczęło się od drzewa...


Sięgając po "Ciotki" Anny Drzewieckiej nie byłam pewna, co dostanę. Spodziewałam się opowieści o dawnych czasach,o dzieciństwie i życiowych doświadczeniach rodziny autorki. Otrzymałam za to zbiór wspomnień o ciotkach, które choć są rodziną, bardzo się od siebie różnią. Każda z nich żyje innym trybem życia, wyznaje inne poglądy, inny ma charakter. Jest to osiem różnych temperamentów, które wzajemnie się uzupełniają. I choć książka jest poświęcona głównie ciotkom, odnajdziemy także wiele wspomnień odnośnie babci, przygarnianych zwierząt, służącej Róży i innych bliskich w tamtym czasie osób.


Autorka posługuje się zgrabnym językiem. Plastycznie i swobodnie przechodzi z jednego wątku do drugiego pokazując, jak wzajemnie się zespalają. Historie z jej życia aż chce się czytać. Książka opowiada o różnych losach rodziny, tych dobrych, niekiedy tych złych. Ale brak tu typowego sentymentalizmu, który wychodzi na dobre. Można wyczuć nostalgię, która towarzyszy tym wspomnieniom. Nie brak tu także emocji, które wstrząsają czytelnikiem. Można zauważyć w tych wspomnieniach pewne braki, bowiem o niektórych czasach Anna Drzewiecka mówi wiele, o innych znacznie mniej i brak tu pewnej łączności, spójności, którą niekiedy się wyczuwa.


Gdy czytałam "Ciotki" odruchowo wracałam do swojego dzieciństwa, właściwie nie tak odległego, jakby się mogło wydawać. Ja także spędziłam czas wśród jabłoni, również dzieciństwo kojarzyło mi się z z zabawą kolejką. Jestem jeszcze tym pokoleniem, dla którego nie liczył się komputer i inne nowinki techniczne, których zresztą było zdecydowanie mniej niż teraz, ale za to było ciekawiej. Bo ileż radości sprawiała gra w klasy, skakanie na skakance, zabawy w chowanego... Piękne czasy, naprawdę!


Trudno jest mi ocenić czyjeś wspomnienia i chyba od tego odstąpię. "Ciotki" to naprawdę wzruszająca biografia, zapis wspomnień z dzieciństwa małej dziewczynki. Warto przeczytać i choć na chwilkę zapomnieć o dniu dzisiejszym, wrócić do dawnych lat. Może takie powroty uświadomią czytelnikowi kilka ważnych spraw? Może wzruszą? Może... Tego nie wiem. Jedno jest pewne - powyższą książkę warto przeczytać.


Logo Wyd.M 100 proc CMYK

Czytaj dalej »

"Single" Meredith Goldstein


Sięgając po "Single" spodziewałam się zabawnej i lekkiej obyczajówki, która umili mi czas po maturze i pozwoli się odstresować. Moje oczekiwania względem tej książki nie były wcale takie wielkie, a i tak przeżyłam nieco rozczarowania.


Single, niby nic takiego, a ile problemów sprawia, zwłaszcza w obliczu zbliżającego się wesela. I choć singlom w większej mierze nie przeszkadza to, że na uroczystość wybierają się w pojedynkę to panna młoda ma nie lada zadanie, jak ich posadzić. Sprawy się komplikują, kiedy na weselu pojawia się były chłopak jednej z singielki z nową partnerką i pod żadnym warunkiem nie mogą siedzieć obok siebie. Z takimi i innymi problemami przyszło się zmierzyć Bee (Beth Eleanor), która w najbliższym czasie planuje wyjść za miłość swojego życia - Matta. I gdy w końcu udało się rozsadzić singli według "idealnego" wzoru, można spokojnie rozpocząć całą ceremonię. Ale single mają własne plany i na nowo układają sobie życie, przy czym towarzyszy im wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji i niespodzianek.


Fabuła zapowiadała się naprawdę interesująca. Szkoda tylko, że autorce nie do końca udało się ją dobrze przedstawić. Żeby dojść do tych ciekawszych momentów na samym weselu, przez prawie pół książki czytelnik zmuszony jest czytać o wszystkich szczegółach z życia każdego bohatera i to przeważnie tych najmniej ważnych w całej historii. Dodatkowo styl, jakim posługuje się Goldstein nie bardzo mi pasował. Niby prosty, ale nagromadzenie informacji, imion i wydarzeń sprawia, że czytelnik irytuje się, bo się gubi w tym wszystkim. Od połowy robi się znacznie ciekawiej, bo rozpoczyna się wesele i multum zwrotów akcji, które nadają nieco klimatu całej historii i aż chce się czytać. Dodatkowo dobrym rozwiązaniem było poprowadzenie narracji z perspektywy każdego bohaterka, któremu został poświęcony osobny rozdział. To nieco ułatwiło czytanie.


Całość jest rzeczywiście bardzo lekka, bezstresowa i... niekiedy nudna. Oczekiwałam, że będzie nieco więcej zabawnych sytuacji, w końcu tak głosi nota wydawnicza. Oczekiwałam dobrego humoru, nawet ten czarny bym zniosła. Niestety nie otrzymałam tego w takiej dawce, jaka była obiecana. Męczyłam się z tą książką długi czas. I pewnie nic bym nie straciła, gdybym jej nie przeczytała. Ale jednak na taką pogodę, jaką mamy za oknem była dobra. Mogłam się troszkę odstresować i pomęczyć z problemami Bee i jej przyjaciół, a nie swoimi. Czy polecam? Wiem, że różne są gusta i oczekiwania. Dla mnie książka była lekkim rozczarowaniem, więc żeby nie mieć wyrzutów sumienia nie polecam. Ale wiem, że są osoby, którym taka historia przypadłaby do gustu i nie irytują ich szczegółowe informacje o bohaterach.


Logo Wyd.M 100 proc CMYK

Czytaj dalej »

"Kronika ślubnych wypadków" Jessica Hart


Czasem lubię przeczytać typowy lekki i przewidywalny romans. W końcu są dni, kiedy potrzebuję chwili spokoju, relaksu i najlepiej wówczas sprawdza się w tej roli książka. Wydawnictwo Harlequin wyszło mi naprzeciw i stworzyło nową serię KISS. Zapewne już wiele osób o niej słyszało, bowiem w blogosferze pojawia się coraz więcej recenzji tomu pierwszego, a także zapowiedzi odnośnie tej nowości. Jako, że jest to typowy romans, nie oczekiwałam zbyt wiele, na pewno nie więcej niż odprężenia. Czy fabuła okazała się być mimo to ciekawa?


Frith to kobieta niezależna, wiedząca czego chce i dążąca do wyznaczonych sobie celów. Stworzyła swój pięcioletni plan na przyszłość – jako inżynier musi zdobyć doświadczenie na budowie, następnie zdobyć upragnioną pracę. Podsumowując – piąć się po szczeblach kariery. Na uczucia nie ma miejsc, ponieważ są nieprzewidywalne, a Frith lubi mieć wszystko pod kontrolą. Jednak los jak zawsze potrafi płatać figle i na jej głowę sprowadza przystojnego George’a, irytującą bogatą siostrzyczkę Saffron i jej sprawy związane ze ślubem. I choć kobieta ma nadzieję, że uda jej się wyjść z tych spotkań bez szwanku nie przewidziała, że los zgotował dla niej inny życiowy plan.


Romans ten jest przewidywalny, tego nie da się uniknąć. Jednak nie to jest w tym wszystkim najważniejsze. Autorka stworzyła naprawdę ciekawą historię. Nie brakuje tutaj ciekawych charakterów, specyficznego humoru, niespodzianek. Miło było obserwować, jaką metamorfozę przechodzi główna bohaterka – z niezależnej i pewnej siebie (choć nie swojego wdzięku) kobiety do osoby pełnej poczucia humoru i skłonnej do modyfikacji swojego życiowego planu. Tak, bo jak łatwo przewidzieć, George nie pozostaje w miejscu i próbuje na różne sposoby przekonać Frith do siebie.


„Kroniki ślubnych wypadków” to naprawdę ciekawy romans. Można odnaleźć w nim każdemu z nas znane charaktery – pewnego siebie mężczyznę o nieziemskim wyglądzie, irytującą młodszą siostrę, dla której liczy się tylko to, co ona chce, a także niezależną kobietę, która twardo stawia na swoim. W tej książce powstał istny miszmasz, ale oczywiście kontrolowany. Nic nie wymyka się spod kontroli, przynajmniej czytelnika, bo nie można tego powiedzieć o pani inżynier. Niekiedy zachowania bohaterów są bardzo zaskakujące. Dużą uwagę poświęciła autorka także rodzinie każdego z tych głównych bohaterów. W końcu to oni mieli wpływ na to, jacy się stali.


Z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę. Idealnie sprawdzi się wieczorem przy ciepłej herbatce, a także w ogródku na leżaku w pełnym słońcu. Relaks przy tej historii gwarantowany! Lekki styl tylko zachęca do przeczytania. Polecam!


Czytaj dalej »

"Nieczysta" Megan Hart


Literatura erotyczna wciąż przeżywa swoje pięć minut. Powstaje coraz to więcej powieści z tego gatunku. Niekiedy można spotkać książki o podobnej fabule do "Pięćdziesięciu twarzy Greya", ale są też takie pozycje, która wyróżniają się na tle innych. Nie mogę powiedzieć, by Megan Hart pisała rewelacyjne erotyki. Każdy z nich zupełnie różni się fabułą, bohaterami, budowaniem akcji. Jedne są ciekawsze, drugie mniej. Do jakich więc zaliczę "Nieczystą"?


Wyobraźcie sobie, że po ciężkim dniu idziecie do ulubionego sklepu ze słodyczami, aby wybrać coś pysznego i tym samym zrelaksować się oraz poprawić sobie humor. Nie podejrzewacie, że ta chwila, to miejsce, ten dzień - zmieni wasze życie bezpowrotnie. Elle także się tego nie spodziewała. Weszła do sklepu, aby znaleźć najlepszy smakołyk na tę chwilę. Wybrała, kupiła, ale skosztowała także czegoś więcej. Magnetyzujące spojrzenie, gardłowy głos, nieziemski uśmiech i pewność siebie. Pierwsze wrażenie ponoć jest bardzo ważne. Dan w odważny sposób zaskarbił sobie sympatię kobiety. Od tego momentu ich życie się zmieniło. Przypadkowe spotkanie w cukierni i późniejsze na dyskotece przy barze odmienia ich świat. Ale czy na lepsze, czy są gotowi?


Elle to kobieta, która zawsze wiedziała, czego chce. Umawiała się z facetami na przygodny seks, przedstawiając się zmyślonym imieniem. Chociaż raz mogła wejść w inną rolę, odetchnąć, zapomnieć o rzeczywistości. Imion było mnóstwo, zasada jedna - Elle nie daje się całować w usta, Elle się nie angażuje emocjonalnie. Czy mężczyzna próbujący zdobyć jej względy ma szansę w obliczu takich mocnych postanowień?


Megan Hart napisała naprawdę świetną powieść. Interesującą, pobudzającą, intrygującą. Jak na literaturę erotyczną przystało, seks jest tu dość często obecny. I choć są to zestawienia dość odważne, nie gorszą, lecz wzbudzają podziw. Bowiem Dan to naprawdę pomysłowy mężczyzna, jeśli chodzi o doświadczenia Elli. Jednak nie na samym seksie skupiła się autorka, choć nie da się ukryć, że opisy były dobrze dopracowane. Hart pokazała także oblicze głównych bohaterów - prawdziwe, a także to na pokaz. Wniknęła do ich umysłu i serc, wyciągnęła na światło dzienne niejedną przykrą sprawę z przeszłości, która przecież ich ukształtowała.


Każdy z bohaterów skrywa w sobie pewną tajemnicę, ukrywa coś przed światem i odgrywa narzucone sobie role. Pozory często mylą, niekiedy warto przebić skorupę, którą się otaczają. W "Nieczystej" mamy kilka przełomowych momentów w życiu każdych bohaterów, nie tylko Elli i Dana, ale także ich rodzin, przyjaciół i sąsiadów. Nie wszystko musi kręcić się wokół seksu i bliskości. Potrzeba akceptacji - niby nic, ale dla niektórych wiele. Elle ma styczność z Gave, nastolatkiem o dość specyficznym usposobieniu, który na co dzień pomaga jej w remoncie domu. Ma też okazję poznać jego matkę, która od kieliszka pełnego wódki nie stroni, zbyt często towarzyszy jej, nawet w rozmowach z sąsiadami.


Jak widać, można stworzyć dobrą powieść okraszoną scenami bliskości, z przekazem, z zwróceniem uwagi na ważne sytuacje. Książka ta miała być dobrą rozrywką, pomocą w oderwaniu się od dotychczasowych spraw, może także pomysłem na spędzenie miłego wieczoru we dwójkę. Ale okazała się także być dobrym przewodnikiem, dobrym terapeutą. Zwrócenie uwagi na problemy nastolatków, a także na ukrywanie w sobie uczuć, emocji i przeszłości dało mi wiele do myślenia. Książka nie okazała się być zwykłym erotykiem, jest czymś więcej.


Wyraźnie widać różnicę jeśli chodzi o styl autorki. W książkach spod jej pióra, które dotychczas czytałam, charakterystyczny był lekki, niekiedy zbyt prosty styl, ale z dosadnym przekazem. W "Nieczystej" można zauważyć, że autorka ulepszyła swój warsztat pisarski. Nie spieszyła się z budowaniem akcji, wyraźnie widać, że miała pomysł na całą historię i skupiła się także na wątkach pobocznych. Ma się wrażenie, że wszystko zostało dopracowane. Owszem, można odnaleźć tutaj kilka wad, w końcu nie każdemu może spodobać się taki i inny wątek w książce, nie każdy przepada za stylem autorki. Przeciwności może być wiele. Jednak warto poświęcić czas na tę książkę, bo nie jest to typowa literatura erotyczna.


Z czystym sumieniem polecam zwolenników odważniejszych lektur, ale także tym, którzy lubią od czasu do czasu przeczytać coś lżejszego, obyczajowego, może nawet tradycyjny romans. W tej książce odnajdą się także mężczyźni, bo nie jest ona skierowana tylko i wyłącznie do kobiet. Polecam, dawno nie przeczytałam tak dobrej książki z tego gatunku, a muszę przyznać, że za mną jest ich już naprawdę sporo!


logo

Czytaj dalej »

"Erato: podziemna rozkosz" Rakso Hardik, Ewa Borderline


Z niektórymi książkami mam duży problem. Intrygują od początku swoim tytułem, notą wydawniczą, a gdy już zaczynamy czytać to nie wiadomo co myśleć. I podobną sytuację miałam z książką "Erato: podziemna rozkosz". A oto kilka słów, które zaintrygowały mnie na tyle, że sięgnęłam po tę historię:


"Niektóre rzeczy muszą pozostać w sferze wyobraźni, nie dobrze gdy się demony na świat wydostają. W świecie wyobraźni rzeczy i ludzie, fantazje to wszystko, są bezpieczne. Tam są bezpieczne. Społeczeństwo jest bezpieczne. Ogólnie jest bezpiecznie i nudno. Przewidywalnie jak w amerykańskiej produkcji. Powtarzanie schematów jest dozwolone. Chodzenie utartymi szlakami. Można się puszczać, ale tylko monogamicznie. Zwłaszcza, gdy się jest kobietą. Dlatego dewiacje są tak pociągające, dzikie, pierwotne, ale dla dobra twojego i mojego muszą pozostać tam, gdzie ich miejsce, w mrocznych głębiach psychiki.”


Autorzy prezentują oniryczny psychopornograficzny trip, gdzie zacierają się granicę między światami, gdzie urojenia łączą się z rzeczywistości, w pełnym bólu i rozkoszy splocie.


Cała akcja rozpoczyna się w chwili, kiedy główny bohater poszukuje Erato i nagle słyszy jej głos w okolicach bunkrów. Jest przekonany, że to tam skryła się jego partnerka. Jedynym problemem jest fakt, że aby dostać się do tego miejsca, należy wykupić przewodnika do zwiedzania i zapłacić za grupę 15-osobową. Bohaterowi udaje się dostać do tego tajemniczego miejsca i... zaczyna się zabawa.


Nie chciałabym zbyt wiele z fabuły zdradzać, bo każda kolejna rzecz jest na swój sposób fascynująca i zaskakująca. Nie powiem, aby to była powieść łatwa i bardzo przyjemna. Owszem, należy do gatunku powieści erotycznych, jest napisana w dość przystępny sposób, ale mam zastrzeżenia do narracji. Prowadzona jest z różnych perspektyw, przeplata się wzajemnie i niekiedy miałam problemy z domyśleniem się, czyje spostrzeżenia i myśli właśnie poznaję. Historia ogólnie prezentuje się bardzo ciekawie. Istnieje tak wiele zwrotów akcji, że mimowolnie czułam się zainteresowana ciągiem dalszym. Trudno mi opisać o samej fabule, jakie wrażenia na mnie wywarła. Momentami czułam się zniesmaczona, innym razem byłam zaintrygowana. Niekiedy trudność sprawiło mi zrozumienie postępowania i myśli głównego bohatera oraz Erato, słynnej kusicielki. Choć książka jest bardzo niepozorna pod względem objętości to zamieszczono na jej kartach naprawdę wiele treści. Istnieje tu sporo niedomówień, które pozwalają na refleksje czytelnika i wprowadzenie własnych fantazji.


Całość oceniam dobrze, bowiem historia była na tyle interesująca, że przeczytałam ją za jednym zamachem. Gdy już zaczęłam, nie mogłam przestać. Było kilka sytuacji, które mi się nie podobały. Były momenty, kiedy chciałam odłożyć tę książkę i jej nie czytać dalej. Ale jest w tej historii coś, co sprawia, że naprawdę trudno ją odłożyć i zapomnieć. Musiałam przeczytać i dowiedzieć się, jak to wszystko się skończyło. I przyznam, że nie żałuję. Narracja troszkę mi utrudniła czytanie, ale nie była to taka wada, aby zaniechać czytania. Polecam odważnym osobom, które nie rumienią się ze wstydu na samą myśl o seksie, bowiem autorzy posunęli się do przeróżnych fantazji erotycznych i zastosowania pewnych sprzętów.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi!
Czytaj dalej »

"Słodka wolność" Susan Mallery


"Słodka wolność" jest to druga część historii o trzech siostrach, które początkowo nie darzyły się sympatią. W pierwszym tomie czytelnicy mieli okazję poznać choć pokrótce każdą z nich, a także przeszłość, która na długie lata ich skutecznie rozdzieliła. Z czasem wszystko zaczęło się układać, ale nie tak, jakby każda sobie życzyła. W "Słodkiej wolności" Susan poświęciła większą uwagę Nicole, która to prowadzi rodzinny interes. Została oszukana i zdradzona przez dwie najbliższe jej osoby - najmłodszą siostrę i własnego męża. Teraz stara się poukładać sobie życie na nowo. Pomoże jej w tym przystojniak, którego poznaje, gdy dochodzi do kradzieży w jej piekarni. Ponadto, Nicole weźmie do siebie chłopaka, który nie ma rodziny i domu. I można by pomyśleć, że w końcu wszystko dobrze się układa, gdyby nie... No właśnie, problemy!

Susan Mallery ma dość wybujałą wyobraźnię. W pierwszej części jej pomysły były dobrze ze sobą zgrane a historia wydawała się być bardzo prawdopodobna to w drugiej części nieco się popsuło. Styl jest wciąż ten sam, autorka bowiem w prosty i lekki sposób tworzy całą historię, którą czyta się bardzo szybko. Jednak, moim zdaniem, jest ona nieco mniej ciekawa. Zbyt dużo wątków zostało wrzuconych i zmiksowanych ze sobą, co nie zawsze wychodzi na dobre. Można rzec, że z tej części zrobiła się lekka telenowela... Wszystko zmieniało się jak w mgnieniu oka.

Bohaterowie są dość realni, ich charaktery dość różnorodne. Mamy tutaj Nicole, zachwianą emocjonalnie bizneswoman, Hawka - umięśnionego trenera i dawnego piłkarza, który ma nad wyraz wybujałe ego, córkę Hawka, bardzo rozpieszczoną siedemnastolatkę, która uważa, że wszystko jej wolno i wszystko jej się należy, a także Raula, chłopaka pozbawionego rodziny i domu, ale pełnego odpowiedzialności i szacunku do starszych. Dość niezła mieszanka. Najbardziej irytowała mnie córka Hawka, która samym swoim zachowaniem potrafiła wytrącić mnie z równowagi. Podobnie działał na mnie jej ojciec, który to myślał, że skoro jest taki przystojny i umięśniony to wolno mu wszystko. W końcu niedaleko pada jabłko od jabłoni. Ale momentami ci bohaterowie byli znośni i lektura była bardzo ciekawa.

Rzadko się zdarza, aby kontynuacja była lepsza lub chociaż napisana na podobnym poziomie. I tym razem nie miałam do czynienia z takim przypadkiem. Pierwszy tom przeczytałam za jednym zamachem, historia była bardzo interesująca, tak "Słodką wolność" męczyłam dobre kilka dni. Język był prosty, akcja biegła do przodu, jednak było zbyt dużo momentów, które albo mnie irytowały albo nudziły. W gruncie rzeczy nie jest to zła powieść. Na pewno warto przeczytać, aby dowiedzieć się, jak potoczyły się losy bohaterów.

Nie jestem pewna, czy będę chciała sięgnąć po tom trzeci. Obawiam się, że będzie on nudny, równie irytujący. Choć jednak mam małą nadzieję, że mogę się mylić, bowiem prawdopodobnie będzie poświęcony Jessie, najmłodszej z sióstr, która jest dość ciekawym charakterkiem. Jednak jeżeli ktoś potrzebuje lekkiej historii to śmiało może sięgnąć po tę historię.


Słodka wolność [Susan Mallery]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Czterdzieści zasad miłości" Elif Shafak


Swoją przygodę z twórczością Elif Shafak rozpoczęłam od "Bękarta ze Stambułu", który początkowo zaintrygował mnie swoją okładką i ciekawym opisem, a zatrzymał niesamowitą historią. To samo miało miejsce przy "Sufim", a teraz przy "Czterdziestu zasadach miłości". Wiem, że po książki tej autorki mogę sięgać w ciemno, bo na pewno przypadną mi do gustu.


Autorka opowiada historię czterdziestoletniej Amerykanki, Elli Rubinstein. Kobieta podjęła pracę w wydawnictwie jako wewnętrzna recenzentka. Otrzymuje do przeczytania i zrecenzowania pierwszą książkę: "Słodkie bluźnierstwa" Aziza Zahary. Jest to historia o Szamsie z Tebrizu i tajemniczym poecie Rumim. Powieść tak ją fascynuje, że postanawia napisać list do autora, aby podzielić się krótką refleksją odnośnie książki i własnego życia. Między nimi wywiązuje się specyficzna relacja, która na zawsze odmieni ich życie.


"Czterdzieści zasad miłości" to powieść wielowątkowa i wielokulturowa. Mamy okazję poznać nie tylko relacje między Ellą a Azizem, ale jesteśmy świadkami poczynań Szamsa z Tebrizu i Rumiego, dwójki niezwykłych osób. Właśnie im Elif Shafak poświęciła znaczną część książki, skupiła się na ich relacjach, na historii ich życia i na zasadach, które głosili. Nie ukrywam, że książki się troszkę obawiałam. Nie byłam przekonana, czy i ta przypadnie mi do gustu, ponieważ mniej tu Orientu, a więcej wiary, spraw poświęconych Bogu i drugiemu człowiekowi. Moje obawy były bezpodstawne, bowiem już od pierwszych stron wciągnęłam się w historię i starałam się ją dawkować, aby jak najdłużej z nią obcować.


Choć część poświęcona współczesności była bardzo ciekawa to większą sympatię u mnie zdobyła historia o derwiszu i jego towarzyszu. To dzięki nim, nauczyłam się inaczej postrzegać pewne sprawy, dzięki nim otworzyłam swe serce tak, jak to zrobiła Ella. Dzięki tej historii można wiele wynieść i zastosować w osobistym życiu. Szams to dość kontrowersyjna postać, ale za to o wielkiej mądrości, odwadze i dobrym sercu. Właśnie dzięki swojej oryginalności miał szansę przekonać choć jednego człowieka do prawd, które głosi i choć jedną duszę uratować.


„Spróbuj nie opierać się zmianom, które napotykasz na swojej drodze. Zamiast tego daj się ponieść życiu. I nie martw się, że wywraca się ono czasem do góry nogami. Skąd wiesz, że ta strona, do której się przyzwyczaiłeś, jest lepsza od tej, która cię czeka?”


Książka jest zbiorem wielu życiowych myśli, które uświadamiają człowieka, że nie należy podporządkowywać się społeczeństwu i ulegać przyzwyczajeniom, stereotypom i obawom przed złym osądzeniem. Przy każdej wygłaszanej myśli musiałam się chwilkę zatrzymać, aby przemyśleć sens w niej zawarty i zastanowić się nad własnym życiem. Niektóre zasady sobie zapisałam, bo są warte, aby o nich codziennie pamiętać.


"Czterdzieści zasad miłości" to książka niekiedy trudna w odbiorze poprzez myśli filozoficzne i nietypowe moralizatorstwo. Nie każdemu może spodobać się taki sposób budowania akcji. Jednak gwarantuję, że jest to powieść warta poświęcenia czasu, książka, która może odmienić choć w pewnym stopniu dotychczasowe życie. Język, jakim posługuje się Elif Shafak nie jest wcale taki trudny, jednak jest piękny. Metafory, którymi się posługuje są niezwykle wyszukane, ale nie są niezrozumiałe. Sposób, w jaki buduje całą historię bardzo mi się spodobał. Ciekawym i charakterystycznym dla Shafak zabiegiem jest prowadzenie narracji z perspektywy każdego bohatera. Każdy kolejny rozdział jest poświęcony innej osobie i dzięki temu możemy spojrzeć na jedną sytuację z dwóch czy nawet trzech perspektyw. Wówczas mamy dobry ogląd o całym zajściu.


Książka trafia na półkę z ulubionymi utworami i wiem, że jeszcze nie raz i nie dwa do niej zajrzę. Polecam, książki Shafak to naprawdę dobra uczta literacka w świetnym wydaniu!


"Recepta na miłość" Barbara O'Neal

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia