Przegląd filmowy (#3)

Gdy nie mam sił na czytanie książek, czas umilają mi filmy. A przez ostatnie tygodnie obejrzałam ich naprawdę sporo. Dziś opowiem krótko o kilku, tych lepszych, ciekawszych, które w jakiś sposób zawładnęły moim sercem.
"Nazywam się Khan" to historia muzułmanina, któremu doskwiera życie w czasach, kiedy rasizm i błędne rozumowanie jest na porządku dziennym. Głównego bohatera poznajemy na lotnisku, gdzie został zatrzymany i przeszukany. Powód? Modlił się w swoim własnym, a znienawidzonym przez innych języku. Khan postanawia udać się do prezydenta USA i wyjaśnić nieporozumienie - nie jest terrorystą. Zaczyna się walka z systemem, nietolerancją, brakiem zrozumienia. Bohater zakochuje się, postanawia ułożyć sobie życie, ale wszystko staje mu na drodze. Najpierw choroba, z którą nie jest łatwo mu funkcjonować. Następnie niefortunny wypadek, śmierć dziecka ukochanej. A później nienawiść ludzi.

Według mnie jest to bardzo ciekawy i wzruszający film. Jestem świadoma, w jakich czasach przyszło mi żyć. Jak powszechny jest rasizm, brak tolerancji, nienawiść do drugiego człowieka. Nie przypuszczałam jednak, że można być tak okrutnym, tak zaślepionym w swoich poglądach. Na szczęście ten film pokazuje prawdę, reżyser nie podkoloryzował niczego, nie ukrył prawdy, pozwolił jej wypłynąć na powierzchnię. Przez niemal 3 godziny łzy ciekły mi po policzkach, zużyłam kilka paczek chusteczek. Bardzo dobra gra aktorska, życiowa historia, pełna emocji, od radości po bezgraniczną rozpacz. Uważam, że "Nazywam się Khan" powinni obejrzeć wszyscy, bez wyjątku! 10/10

"Przyjęty" to historia przyszłych studentów, którzy nie dostali się na wymarzone studia. Do porażki trudno się przyznać, zwłaszcza w sytuacji, kiedy rodzina jest wręcz przekonana o twoim "geniuszu" i naprawdę im zależy na twojej edukacji. Zrozpaczona grupka znajomych postanawia stworzyć własne studia. Rozpoczynają od stworzenia strony internetowej fikcyjnej uczelni, a następnie wysłanie do siebie listów, jakoby z tego miejsca. Rodzice wierzą, cieszą się. Wszystko wymyka się spod kontroli, kiedy rodzice chcą odwiedzić miejsce, w którym będą się uczyć ich dzieci, a ponadto, gdy funkcjonowanie strony nieco się rozrosło.

To naprawdę zabawna komedia, która pokazuje życie studentów w pełnej krasie. Nie zawsze mamy to, co chcemy. Niejedna osoba zna ten stres przed wynikami. Niektórzy nawet znają smak porażki, odrzucenia. Osobiście jestem przyszłą studentką, której mimo wszystko udało się dostać na studia, na które się starałam. Jednak wiem, jak ciężko byłoby mi się pogodzić z porażką i przyznać do niej innym. Podczas oglądania tego filmu wiele razy się śmiałam, dziwiłam. Dawno nie obejrzałam tak dobrej komedii, z dobrą grą aktorską, ciekawą fabułą i dobrymi efektami. Polecam, nie tylko studentom! 8/10

"500 dni miłości" to komedia romantyczna, przedstawiająca poglądy i życie dwojga ludzi. Spotykają się: kobieta, która ceni sobie niezależność, brak stabilizacji uczuciowej, której nie w głowie stałe związki oraz mężczyzna, który postanawia dla swojej ukochanej zrobić wszystko. Wspomnieniami do związku wraca Tom, który został porzucony przez Summer. Poprzez retrospekcje stara się zorientować, co poszło nie tak. Fabuła jest dość ciekawa, lecz brak tu chronologii. Reżyser zastosował ją celowo, aby przedstawić te chwile w różnej kolejności, dzięki przywołaniu konkretnych scen.

Muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem. Nie spodziewałam się tak ciekawej komedii romantycznej, a na pewno nie stworzonej w tak oryginalny sposób. Nie raz zdarza się, że bohaterowie wracają do swoich wspomnień, a widz wszystko dokładnie to widzi. Tutaj cała fabuła została stworzona w taki sposób, niczym porozrzucane wspomnienia, bez chronologii. Taki zabieg przypadł mi do gustu i pozwolił się skupić na tych ważniejszych momentach. Sama historia związku była banalna, jak to banalna może być miłość. Jednak tak różne poglądy ludzi mogą skomplikować nawet najprostsze sprawy. Dodatkowym atutem jest to, że w filmie wzięły udział osoby, które nie wyróżniają się za bardzo z tłumu. Nie były to jakieś miss piękności. Po prostu zwyczajni ludzie. Polecam, film nie wymaga od widza nadmiernego skupienia. Jest to lekka ekranizacja, która umili czas wieczorami. 7/10

Czy mieliście okazję obejrzeć któryś z tych filmów? Reprezentują zupełnie odmienne od siebie gatunki, co nie znaczy, że nie przekazują ciekawej historii. Ja się przy nich naprawdę dobrze bawiłam, śmiałam, płakałam, wzruszałam, złościłam. Jestem ciekawa, czy i na Was któryś z nich wywarł takie wrażenie?
Czytaj dalej »

"Trudna miłość" Gabriela Gargaś


Historia została opowiedziana z perspektywy Natalii, trzydziestodziewięcioletniej kobiety, żony Wiktora i jednocześnie mamy nastoletniej Julki. Natalia nie czuje się spełnioną kobietą. Od wielu lat zajmuje się tylko domem i rodziną, zaczyna jej to doskwierać. Przy mężu nie czuje się szczęśliwa, uważa, iż popadli w rutynę. Pewnego dnia, w jej życiu pojawia się tajemniczy Nieznajomy, który zmienia jej sposób myślenia, postrzegania pewnych spraw, otwiera na nowe możliwości. Jednak nie wszystko jest takie, jakie nam się wydaje. Natalia postanawia zmienić swoje życie. Tylko, że to wszystko nie będzie takie łatwe. Ale czy jej się to uda? Jaką rolę odegra w jej życiu własny mąż?


To było moje pierwsze spotkanie z twórczością i nie powiem, by było ono rewelacyjne. Spodziewałam się czegoś więcej niż dostałam, ale nie było źle! Spodobał mi się sposób, w jaki autorka zbudowała całą fabułę. W wielu momentach byłam zaskoczona, jak szybko akcja się zmienia, jak wiele rzeczy okazało się nieprawdą. Prosty język mógłby być zaletą, dla mnie okazał się wadą. Język polski jest tak piękny, mamy w nim naprawdę sporo interesujących zwrotów, ciekawych słów, wiele synonimów. Nie trzeba uciekać do słów potocznych, zwyczajnych. O miłości, braku akceptacji i samorealizacji napisano już wiele, na różne sposoby wałkowano te tematy, więc oczekiwałam chociaż lepszego języka.


Bohaterów było sporo, aczkolwiek nie każdy był wyraźny, oryginalny. Autorka wykreowała Natalię jako kobietę zwyczajną, niezadowoloną, znudzoną. Muszę przyznać, że jej się to udało. Dopiero pod wpływem pewnych faktów główna bohaterka zmienia się. Szuka pracy, dowiaduje się o rzeczach, które na pozór rujnują jej życie. Właśnie w tych momentach odnajduje siebie, sprawdza swoje możliwości, zmienia się. Ta metamorfoza zaskakuje nie tylko córkę i przyjaciółkę, ale samą Natalię. Mąż kobiety, Wiktor, jest chyba najmniej wyraźną postacią. Choć jest przedstawiony z perspektywy swojej żony, a później córki i przyjaciółki Natalii, jest to wciąż słabo wykreowany bohater. Nie posiada żadnej wyraźnej cechy, która mogłaby jakoś go wyróżnić. Jest po prostu zwyczajny tak, jak zwyczajny może być człowiek. W jednej sytuacji pokazał swoje jedno z wielu oblicz, choć do tej pory nie znamy motywów jego postępowania.


Spodobało mi się, że autorka w treść wplotła także problemy wieku nastoletniego, gdzie trudno o zrozumienie, wybór odpowiednich dróg, a łatwo o popełniania błędów. Gdzie miłość i przyjaźń potrafi być trwała, jak i krucha. Nie każdy przechodzi przez ten etap życia bez szwanku, o czym nie zapomniała Gabriela Gargaś kreując Julkę. Jest to osoba taka, jakich wiele na świecie, ale za to wyraźna, z krwi i kości, z wadami i zaletami, nie wyidealizowana.


Mimo to, że fabuła była banalna, bo temat zbyt oklepany, język zbyt prosty, a bohaterom można sporo zarzucić, książka mi się spodobała. Przeczytałam ją w dość szybkim tempie, przez co nie gubiłam się w fabule. Było sporo momentów, które mnie zaskoczyły, bo nie spodziewałam się takich obrotów sprawy. Na szczęście autorka nie wpakowała w książkę zbyt wiele tematów, problemów, dzięki czemu nie było efektu przesadzonego. Na uwagę zasługują także "zapiski z pamiętnika", krótkie, ale urozmaicają treść. W stylu Gabrieli Gargaś jest coś, co sprawia, że mam ochotę na pozostałe jej książki. A "Trudną miłość" polecam, bo choć posiada sporo wad, ma też zalety, a i czyta się szybko i przyjemnie. Jest to taka typowo wakacyjna lektura, która nie wymaga od czytelnika za wiele skupienia, otwartego umysłu.


Czytaj dalej »

"W imię miłości" Katarzyna Michalak

wimiemilosci0203
Za mną już kilka książek Katarzyny Michalak, więc jako takie zdanie o jej twórczości mam. I choć przy ostatniej książce zarzekałam się, że następnej nie przeczytam, bardzo szybko złamałam swoje postanowienie. A dlaczego? Bo do księgarń niedługo wejdzie powieść, która wyróżnia się na tle książek do tej pory napisanych przez Michalak. O jakiej mowa? Oczywiście o "W imię miłości", która początkowo nosiła tytuł "Jabłoniowe Wzgórze". To samo się tyczy zmiany okładki, w sieci istnieją dwie wersje. Która będzie ostateczna? Czy ten na pozór banalny tytuł niesie ze sobą interesującą opowieść? Jak najbardziej!

Poznajemy dziesięcioletnią Anię Kraskę, która opiekuje się swoją chorą na raka mózgu mamą. Codziennie chodzi do szkoły, dba o czyste ubranie, odrabia lekcje, aby nikt się nie dowiedział, że mała jest bez odpowiedniej opieki. Dom dziecka, sierociniec, bidul... Te słowa wywołują w Ani strach. Każdego dnia kupuje chińskie zupki, którymi karmi mamę i siebie. Gdy kończą się pieniądze, dziewczynka sprzedaje książki i ukochane zabawki na Allegro. Ania i Małgorzata zostały same. Gdzieś tam, w Koniecdrodze stoi sobie dwór na Jabłoniowym Wzgórzu. Mieszka w nim Edward, dziadek Ani i ojciec chorej Małgorzaty, który kilka lat temu odmówił pomocy. Po raz drugi Małgorzata będzie musiała poprosić go o pomoc, tym razem w zajęciu się na pewien czas jej córeczką. Czy Edward zajmie się dziesięcioletnią dziewczynką?

Spodziewałam się wzruszającej historii i taką otrzymałam. Katarzyna Michalak, choć ostatnio pisze naprawdę sporo i tyleż samo wydaje, tym razem bardzo się postarała. Napisała wiarygodną, smutno-wesołą historię. Czy jest to możliwe? A jakże! Historia sama w sobie jest smutna, bowiem losy kobiety chorej na raka mózgu i jej małej, bezbronnej córeczki zawsze jest straszne, smutne, tragiczne. Jednak wśród tego cierpienia, mała Ania znalazła choć namiastkę miłości, zrozumienia i współczucia od osób zupełnie jej obcych, nienależących do jej rodziny.

Spodobało mi się, w jaki sposób przebiegła cała opowieść. Postacie były wiarygodne, żadna nie była idealna. Owszem, niektóre już na wstępie można było polubić, inne znienawidzić. Jednak każda z nich miała wady i zalety. Czytelnik ma okazję poznać Anię, dzielną dziewczynkę, która zrobiłaby wszystko, by jej mama wyzdrowiała i by nie ona sama nie trafiła do sierocińca. Neda, mężczyznę przystojnego, który ma wyrok w zawieszeniu, ale w szczytnym celu, bowiem nie każdy potrafiłby stanąć w obronie dziecka. Marię, kobietę dojrzałą, odważną, która ma w sobie pokłady miłości i zrozumienia, taka typowa gospodyni, która dobrze gotuje i zajmuje się domem. Ponadto spotkać można Marlenę, bratanicę właściciela dworu, rozpieszczoną i rozwydrzoną nastolatkę, która potrafi zdenerwować każdego, ponadto zmanipulować wszystkich dookoła na swoją korzyść. Oczywiście nie może zabraknąć Edwarda, właściciela dworu, który ma na swoim sumieniu wiele grzeszków, poza tym jest bezwzględnym człowiekiem, który w gruncie rzeczy jest bardzo uczuciowy, choć na swój własny sposób. Oczywiście w książce jest wielu bohaterów, ale nie sposób o nich wszystkich napisać. Najbardziej do gustu przypadła mi Ania, która wykazała się ogromną odwagą i dojrzałością, a także pani Maria, kobieta wrażliwa i skromna.

Losy rodziny Jabłonowskich pochłonęły mnie i wiele razy miałam łzy w oczach ze smutku czy z radości. Dawno nie zżyłam się tak z bohaterami jak w tym wypadku. Dawno nie żałowałam, że książka tak szybko się skończyła, pomimo szczęśliwego zakończenia. Rzecz jasna, nie tak do końca, bo okraszonego bólem i utratą bliskiej osoby. Muszę przyznać, że jestem zaskoczona, jak ciekawą, realną i wzruszającą historię stworzyła autorka. Nie sądziłam, że wśród natłoku książek przez nią pisanych, znajdzie się taka perełka. Na tę książkę trzeba zwrócić uwagę. Opowiada ona nie tyle o losach kobiety chorej na raka, ale także o wyborach i zachowaniu w młodości, nieodpowiedzialności, strachu i sensu miłości. Ponownie znajdziemy tutaj wiele tematów, wiele zbiegów okoliczności, czy pozornych przypadków, jednak to wszystko zostało dobrze ze sobą skomponowane i tworzy spójną całość. Opisy nie są przesadzone, nie ma tu zbyt wiele cukierkowości. Autorka nie dopuściła się skrajności, co niekiedy jej się zdarzało.

Jeżeli Katarzyna Michalak będzie przykładała większą uwagę do swoich powieści, skupi się na konkretnych sprawach, jak w przypadku "W imię miłości" to będzie miała na swoim koncie wiele naprawdę świetnych książek. Mam jednak małe obiekcje, czy "W imię miłości" powinna znajdować się w serii owocowej, bowiem jest napisana jakby na pograniczu jej i serii z czarnym kotem. Choć stylem i sposobem budowania akcji pasuje do tej pierwszej to swoją tematyką i poruszanymi zagadnieniami troszkę bardziej do tej drugiej. Osobiście bardzo polecam najnowszą powieść Michalak, zdecydowanie różni się na tle innych "owocowych", jest na wyższym poziomie. Fani twórczości autorki nie powinni być zawiedzeni, a i nowi nie powinni być rozczarowani. Polecam!


W imię miłości [Katarzyna Michalak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Płomienie śmierci" Alex Kava


Pewnego dnia w Waszyngtonie płonie budynek, przy którym odnaleziono ciało młodej kobiety. Śledztwo w tej sprawie poprowadzi Maggie O'Dell. Choć sprawa wydaje się być z pozoru prosta, w kobiecie budzi się traumatyczne przeżycie z przeszłości, a mianowicie śmierć ojca Maggie w płomieniach. Dodatkowo strach agentki budzi przyrodni brat, który z ogniem jest na co dzień. W mieście jednak wybucha coraz więcej pożarów, odnajduje się coraz więcej zwłok. Pada wiele pytań, na które trudno znaleźć odpowiedzi. Czy podpalacz jest także mordercą? Czy obie sprawy są ze sobą powiązane? Kobieta jednak nie czuje się bezpieczna, budzi się w niej lęk i wydaje jej się, że jest obserwowana. Nie zdaje sobie sprawy, że jest kolejną ofiarą...

Było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i muszę przyznać, że nie do końca udane. Alex Kava stworzyła historię, która miała potencjał. Jednak moim zdaniem nie został wykorzystany. Początkowo historia wciągała od pierwszych stron, by w połowie znużyć czytelnika i pozostawić z dezorientacją. I bynajmniej nie tą oczekiwaną. Pomijając to, że autorka zrobiła dobre wrażenie, ale nie utrzymała go do końca, można na to przymknąć oko dzięki głównej bohaterce. Maggie O'Dell to dzielna kobieta, która twardo stawia na swoim. Wie, że to od niej zależy to, jak przeżyje, czy jak skończy się dana sprawa. Nie tak łatwo pokazuje swój ból, słabość. Mimo to, że wcześniej miała poważny wypadek, prawie otarła się o śmierć (o czym jest tylko wspomniane, widocznie cała akcja miała miejsce w poprzednim tomie), nadal ryzykuje, nadal śledzi i rozwiązuje zagadki. Spodobało mi się, jak Alex wykreowała tę postać. Jest taka realna. Postacie drugoplanowe również ciekawe, aczkolwiek mniej wyraziste, mniej plastycznie nakreślone.

Wadą według mnie jest także otwarte zakończenie, które może sugerować kontynuację. Nie jestem przekonana, czy to aby na pewno dobry pomysł, skoro ta książka była na dość niskim poziomie. Zbyt przewidywalna fabuła, mało napięcia, akcje nakreślone bez polotu. Być może trafiłam na jedną z gorszych książek Kavy, ale póki co nie zamierzam czytać kolejnych. Styl autorki nie bardzo przypadł mi do gustu, może gdyby był nieco lepszy, gdyby autorka nieco bardziej się przyłożyła to niedociągnięcia w fabule nie byłyby tak rażące.

Jeżeli ktoś jest zwolennikiem książek Alex Kavy to zapewne książka "Płomienie śmierci" ma szansę przypaść Wam do gustu. Ale nie polecam jej na pierwsze spotkanie z tą autorką, ponieważ możecie się zawieść na niezbyt dobrze napisanej historii. Być może inne z cyklu o agentce Maggie O'Dell są ciekawsze? Być może, ja się raczej nie przekonam...


Płomienie śmierci [Alex Kava]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Kostka" Iza Korsaj

Ile razy zastanawialiście się, jakby było cudownie, gdybyście mogli zmienić tok myślenia jakiejś osoby? Może myśleliście nad zmianami w psychice innych osób? Psychopatyczne myśli, ale jakże realne, prawda? Podobny tok myślenia ma doktor Marvin Cross.

Czytelnik rozpoczyna przygodę z Jerrym i Marvinem w chwili, kiedy ten pierwszy biegnie prosto przed siebie w grudniowy wieczór. Po dotarciu do "celu", Jerry nie do końca zdaje sobie sprawę, co się dzieje i z jakiego powodu. Ale czytelnik ma okazję poznać przyczyny tej sytuacji. Doktor Marvin Cross jest chirurgiem Naprawy. Na początku tylko tej odnoszącej się do ciała. Z czasem nie sprawia mu to takiej satysfakcji, jakiej pragnie. Wpada na pomysł, że znajdzie odpowiedniego pacjenta i spróbuje na nim dokonać Naprawy umysłu. Pada na Jerry'ego, syna Dzikusa, który wręcz wepchnął syna doktorowi w ramiona. Czy Marvinowi uda się przeprowadzić Naprawę? A przede wszystkim, czy pacjent pomyślnie ją przejdzie?

Sięgając po najnowszą książkę Izy Korsaj miałam już "jako takie" pojęcie o jej stylu i sposobie budowania akcji, ponieważ miałam okazję przeczytać "Maski normalności". Jednak mimo tej wiedzy, nie wiedziałam czego spodziewać się odnośnie fabuły. Czy wniknięcie w umysł psychopaty będzie dla mnie ciężkim przeżyciem? A może czy przypadkiem odnajdę choć kilka elementów mojego toku myślenia? Zastanawiałam się także, czy będzie to brutalna powieść, a może subtelna, aczkolwiek z mocniejszymi elementami? Już po przeczytaniu "Kostki" nadal nie jestem pewna, do jakiej kategorii tych domysłów ją zaliczyć.

Jerry Savage to postać, którą trudno polubić. Sądzę, że to jednak celowy zabieg autorki, ponieważ wykreowała go na ciotę, pedała, tchórza czy jasnowłosego aniołka, jakim określa go jego własny ojciec, Johnny Savage. To właśnie te cechy sprawiają, że Jerry pada ofiarą chirurga, który planuje przeprowadzić swój eksperyment. Nie zdobył mojej sympatii już na wstępie, kiedy przy złapaniu próbował się tłumaczyć, że nie jest winny, zamiast jakoś po męsku zareagować. Tak samo pod koniec utworu, ale to zostawię waszej ciekawości. Z kolei doktor Marvin to typowy doktor-psychopata. Jego specyficzne myślenie i postępowanie niekiedy przyprawiało o dreszcze. Ale najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że jego działanie było przemyślane i bezpośrednio oddziałuje na czytelnika. W jaki sposób? Ano w taki, że czytelnik zdaje sobie sprawę, że to choć metody niekonwencjonalne to na pewno skuteczne i zmiana zachodzi nie tylko w Jerrym, ale także w nas samych.

"Kostka" była dla mnie ciekawym doświadczeniem. Miałam okazję przekonać się choć w małym stopniu, jak funkcjonuje mózg mordercy, czy jak się nazywa doktor - inżyniera Naprawy. Iza Korsaj stworzyła powieść, która trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Gdy myślimy, że dotarliśmy do końca i spodziewaliśmy się takiego rozwiązania, autorka pokazuje, jak bardzo się myliliśmy. Dawno nie czytałam książki, w której zostałby tak dobrze przedstawiony portret psychologiczny bohaterów. Gdyby nie dobre jego przedstawienie, powieść nie wywarłaby tak dużego wrażenia. Z każdą kolejną stroną byłam pod coraz większym wrażeniem i niekiedy odczuwałam tę niepewność i strach Jerry'ego. Autorka napisała naprawdę rewelacyjny thriller. Jestem przekonana, że znajdzie zwolenników gustujących w odmiennych od tego gatunkach literackich i wpłynie w choć małym stopniu na postrzeganie pewnych spraw i docenianie własnego życia. W końcu nie wiemy, czy następnym razem nie staniemy się ofiarą doktora Marvina...

Kostka [Iza Korsaj]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Odmieniec" Philippa Gregory


Luca Vero posiada umysł i wiedzę, której pozazdrościłoby wiele osób. Niestety logiczne myślenie i odwaga w szukaniu odpowiedzi wpędziła go w tarapaty. Nie przypuszczał, że swoimi badaniami dopuści się herezji, a w świecie i czasach, w których przyszło mu żyć, taki występek nagradzany jest karą śmierci. Gdy już pogodził się z faktem, że czeka go pewna śmierć, otrzymuje propozycję nie do odrzucenia – jego zadaniem będzie odnalezienie odpowiedzi, odkrywanie tajemnic i wydawanie wyroków.

Siedemnastoletnia Izolda Lucretili do tej pory żyła jak wielka pani ze świadomością, że po śmierci ojca zostanie przekazana jej część terytoriów i bogactwa. Jednak niespodziewanie ojciec zmienia zdanie. Kobieta zostaje zamknięta w klasztorze, ponieważ taka była wola jej ojca. Gdy przybywa do klasztoru, zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Zakonnice mają wizje, stygmaty, a także oznaki obłędu. Wszystko zaczyna się komplikować, a podejrzenia padają na nową ksenię i jej towarzyszkę. Sprawy te zainteresowały Zakon Ciemności, a także wzbudzają wiele kontrowersji wśród mieszkańców.

Luca ma za zadanie odkryć, co jest przyczyną tych sytuacji. Ale zadanie nie będzie łatwe, ponieważ klasztor i ich zakonnice skrywają wiele tajemnic, które nie dadzą się tak łatwo odkryć. Na drodze Luki i Izoldy stanie wiele przeszkód, będą musieli dowieść sprawiedliwości. Czy im się to uda?

„Odmieniec” to moje pierwsze spotkanie z Philippą Gregory i muszę przyznać, że udane. Powieść może nie jest rewelacyjna, nie zaskakuje, jednak miło się czyta i można choć na chwilę oderwać się od codzienności. Autorka słynie z zbeletryzowanych książek historycznych, w których fikcja przeplata się z rzeczywistością. Jak jest w tym przypadku? Może i cień prawdy jest, zwłaszcza w tradycjach, poglądach, jednak postacie i ich przygody to typowa fikcja literacka. Nie oznacza to, że lektura traci na wartości.

Sięgając po „Odmieńca” nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. Na blogach pojawiało się wiele pozytywnych i negatywnych opinii. Styl autorki był mi nieznany. Z wielkim dystansem podeszłam do tej książki i zaczęłam czytać. Pierwsze zdanie, drugie, trzecie… Przepadłam. Książka wciąga już od pierwszych stron, co działa na korzyść. Może fabuła nie jest zbyt oryginalna, wielu autorów podejmowało się tematyki herezji, lęków, intryg w czasach Średniowiecza. Jednak w tej fabule jest coś, co przyciąga. Każdy z bohaterów jest tytułowym odmieńcem. Są to osoby, które wykraczają poza ramy wyznaczone przez społeczeństwo, przez co są zagrożeniem, niebezpieczeństwem. Ich niezbadane rejony budzą strach, nieufność, dezorientują. Główni bohaterowie, którymi są Luca i Izolda, niezbyt przypadli mi do gustu. Choć Gregory poświęciła im wiele uwagi, wydawali mi się tacy mało wiarygodni, nieciekawi. Zupełnie inaczej wygląda kwestia bohaterów drugoplanowych, zwłaszcza towarzyszki Iszrak i Freiza. Są to postacie nietuzinkowe, oryginalne, które nie boją się wyrazić własnego zdania. Ich niespodziewane reakcje, odzywki sprawiały, że lektura nabierała rozmachu, a na mojej twarzy pojawiał się uśmiech.

Może i pierwszy tom Zakonu Ciemności nie jest zbyt wygórowaną lekturą to twierdzę, że warto przeczytać, choćby ze względu na postacie drugoplanowe i misje, z jakimi przyszło zmierzyć się naszym bohaterom. Może to i typowa książka kierowana do młodzieży, która nie wymaga od czytelnika zbyt wiele, której język jest prosty i pozbawiony wszelkich zawiłości. Może to jedna z gorszych książek w dorobku autorki. Może… Mnie pochłonęła na kilka godzin i sprawiła, że całkiem dobrze spędziłam z nią czas. A to już dobry argument, aby sięgnąć po kontynuacje, gdy nadarzy się taka okazja. Polecam, będzie dobrą lekką książką na wakacje.


Odmieniec [Philippa Gregory]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Pośród złudzeń" Julia Deja

W szkole pojawia się nowy nauczyciel matematyki. Pech chciał, że jest nim trzydziestoletni mężczyzna, pewny siebie i swojej urody. Żeńska część szkolnej społeczności wodzi za nim wzrokiem i ukrycie wzdycha. Mia nie jest obojętna na takie rewelacje. Początkowo dziewczyna ukrywa swoją sympatię do nauczyciela, co nie jest łatwym zadaniem, ponieważ uczęszcza do niego na dodatkowe lekcje. Jednak jak to w życiu bywa, niejeden nauczyciel nie jest obojętny na wdzięki dorastającej kobiety. Relacje między tą dwójką zacieśniają się. I choć każde z nich zdaje sobie sprawę, że te relacje są zakazane, brną w tym dalej. Wiadomo, zakazany owoc kusi najbardziej.

Wiele razy były sytuacje, kiedy uczennica zakochała się w swoim nauczycielu. Jedne swoją sympatię ukrywają, inne przechodzą do działania. Sprawy zaczynają się komplikować, kiedy nauczyciel zamiast odpierać zaloty, sam im ulega, bądź robi pierwszy krok. Młoda dziewczyna jest podatna na zainteresowanie u płci męskiej, zwłaszcza u osób starszych i co tu ukrywać, przystojnych. Są przypadki, kiedy te relacje samoistnie się kruszą, a są też takie, kiedy dochodzi do rzeczy niedopuszczalnych, a o takich często słyszy się w wiadomościach. Co więc spotkało Mię? Czy była szczęśliwa w związku, w który się wpakowała, czy wręcz przeciwnie?

Cliverwood to małe miasteczko, w którym wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą. Trudno cokolwiek ukrywać. Zwłaszcza, że ma się u boku spostrzegawcze przyjaciółki, a w gronie pedagogicznym zazdrosną nauczycielkę, wyjątkowo czujną. Jednak Mii i Robertowi udaje się przez pewien czas ukrywać łączącą ich relację. Aż do czasu…

„Pośród złudzeń” to książka mało znana, a szkoda. Julia Deja stworzyła powieść, która na długo zapadnie mi w pamięci. Początkowo zaczęłam czytać bez przekonania. Ot, zwykła historia zakochanej nastolatki, która zbyt wiele sobie wyobrażała. Ale im dalej, tym ciemniej. Autorka doskonale pokazała, jak wielką rolę w życiu odgrywają pozory. Jak łatwo można się sparzyć, kiedy kierujemy się pierwszym wrażeniem lub kiedy nie patrzymy obiektywnie na daną sprawę. Mia wykazała się naiwnością wierząc, że będzie to szczęśliwy związek. Ale skąd mogła wiedzieć, że mężczyzna, którego darzyła uczuciem, okaże się… tym, kim się okazał?

Powyższa książka nie jest tak naprawdę historią lekką, jak można początkowo przypuszczać. I tutaj doskonale widać, jak oceniamy po pozorach. Julia Deja poruszyła wiele ważnych tematów jakimi jest narkomania, śmierć bliskiej osoby, niedozwolony związek z nieletnią dziewczyną i jednocześnie relacja uczeń-nauczyciel oraz przemoc i gwałt. Tak wiele spraw zawartych na kartach powieści. Zdziwiłam się, że autorce udało się zgrabnie połączyć te wszystkie aspekty, przez co wyszła naprawdę wiarygodna opowieść. Może i były chwile, kiedy nie do końca wierzyłam, że tak mogło być to jednak zostałam zaskoczona.

Trudno jest napisać o powieści, która wywarła na czytelniku duży wpływ. Chwilami czytałam niemalże mechanicznie, gdy nagle otwierałam buzię ze zdumienia, a w głowie pojawiało się tysiąc pytań. Tak, książka zaskakuje. Tak, porusza ważne tematy. Tak, wciąga i nie pozwala odłożyć na bok. Tak, zapada głęboko w pamięć. Narracja pierwszoosobowa była strzałem w dziesiątkę, ponieważ dzięki temu czytelnik ma możliwość dokładnie prześledzić tok myślenia Mii, która mami siebie złudzeniami, a następnie gwałtownie budzi się z pięknego snu.

Mimo to, że język jest prosty to uważam, że nie jest wadą tego utworu. O trudnych sprawach można pisać na wiele sposobów, ale prosty język i jasny przekaz zdecydowanie bardziej trafią do odbiorcy. Główną rolę grają tu emocje i złudzenia, którymi się karmimy. Książka udowadnia, że nie można wierzyć we wszystko, co się widzi. Uważam również, że o takich historiach powinno się pisać więcej, a także zwracać na nie większą uwagę. A nuż uratują kogoś przed złudzeniami? Zdecydowanie polecam!


Czytaj dalej »

"Kto się śmieje ostatni" Trish Wylie



Pierwszy tom serii KISS wywarł na mnie duże wrażenie. Nie spodziewałam się, że romans może być tak ciekawy, bohaterowie interesujący. I choć zakończenie jest przewidywalne to doprowadzenie do niego zasługuje na dużą uwagę. Zachęcona dobrymi wrażeniami po „Kronikach ślubnych wypadków” sięgnęłam po drugi tom serii jakim jest „Kto się śmieje ostatni” autorstwa Trish Wylie.

Trish Wylie od wielu lat zaczytywała się w romansach i twierdziła, że będzie takowe pisała. Po ukończeniu szkoły próbowała swoich sił w tej dziedzinie, aczkolwiek doszła do wniosku, że potrzebuje więcej doświadczenia życiowego, by jej powieści były wiarygodne. Autorka została dwukrotnie nominowana do nagrody Recenzent Times Choice Award, wygrywając w 2005 roku. Na swoim koncie ma już kilka romansów, wydanych przez wydawnictwo Harlequin.

Historia dotyczy córki burmistrza Nowego Jorku – Mirandy Kravitz. Dziewczyna znajduje się przez cały dzień pod ścisłą ochroną, wykonuje powierzone jej zadania, działa według napiętego grafiku. Choć życie wydaje się bajką, w końcu ma dużo pieniędzy, sławę i własnego ochroniarza to w gruncie rzeczy nie jest łatwo. Niekiedy tęskni się za spokojnym, sielankowym życiem, albo o samotnym spacerze po parku. Pewnego dnia pojawia się nowy ochroniarz, Tyler Brannigan, zupełnie inny od pozostałych. Córka burmistrza zaczyna coraz częściej myśleć o wolności, a jej osobista ochrona może się przyczynić do spełnienia jej małego marzenia. Jednak jak to w życiu bywa, nie każdy jest tak przewidywalny, jak się wydaje. Droga do wolności będzie długa i oczywiście pełna niespodzianek. Jakich? Sami się przekonajcie!

Autorka stworzyła dwójkę wyjątkowych bohaterów – każdy z nich ma własny wybuchowy charakter, są uparci, pewni siebie i zdecydowani. To sprawia, że lektura powyższej książki robi się coraz ciekawsza! Czytając „Kto się śmieje ostatni” na chwilkę zapomniałam, że jest to typowy romans. Jest to historia nakreślona lekkim i zręcznym piórem z subtelnie zarysowanym wątkiem miłosnym. Owszem, od początku wiadomo, że między tą dwójką zaiskrzy, ale czy ktoś przeczuwał, że stanie się to w taki a nie inny sposób? Można przewidzieć sporą część fabuły, ale nie całą. Autorce udało się napisać powieść wychodzącą poza sztywne ramy romansu. Wszystko tutaj aż kipi od emocji, niekoniecznie tych związanych z pożądaniem. Pisarka pokusiła się także o stworzenie dość wiarygodnego portretu psychologicznego i wplątanie kilku ważnych tematów do powieści. Bardzo dobrze odzwierciedliła sposób funkcjonowania w społeczeństwie ludzi sławnych, obowiązujące ich zasady. Zwrócono tu także uwagę, jak duża odpowiedzialność spoczywa na prywatnym ochroniarzu, jak wiele ma do zrobienia, jak czujnym i spostrzegawczym musi być.

Drugi tom serii KISS zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu. Historia była zdecydowanie ciekawsza i mniej przewidywalna. Stworzenie bohaterów o wybuchowym charakterze zaowocowało zabawnymi sytuacjami i dialogami, co nadało nieco świeżości i wiarygodności. „Kto się śmieje ostatni” to książka na jeden wieczór, która pozwoli odprężyć się i zapomnieć o trudach dnia codziennego. Idealnie sprawdzi się jako lekkie i zabawne czytadło na plaży. Mogę powiedzieć, że zaczynam być zwolenniczką tej serii i na pewno sięgnę po kolejne tytuły.


Kto się śmieje ostatni  [Trish Wylie]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Pchli pałac" Elif Shafak

Elif Shafak słynie z opisywania nadzwyczajnych miejsc i nietuzinkowych historii. Tym razem zaprosiła nas do Pałacu Cukiereczek, gdzie nic nie jest zwyczajne, ludzie są oryginalni, tajemniczy, dość specyficzni. To tutaj wszystko się dzieje, to tutaj miejsce ma wiele dziwnych wydarzeń. Już sama historia powstania tego pałacu jest interesująca, a miejsce, na którym się znajduje, na pewno nie jest zwyczajne. Może dlatego tyle się tu dzieje? W Pałacu mieszka dziesięć rodzin, bardzo się od siebie różniących. Znajdziemy bogatych i biednych, mądrych i mniej inteligentnych, ludzi pełnych miłości i nienawiści, osoby z wyznaczonymi celami, spełniający marzenia, posiadający przeróżne pasje, a także tych mniej zrównoważonych i coś ukrywających. Są to kobiety i mężczyźni, dzieci i starcy. Każde mieszkanie i każdy ich lokator coś ukrywa. A wśród nich pojawia się odór pozostawionych przy pałacu góry śmieci.

Autorka nie ograniczyła się do przedstawienia tylko jednej kultury. W powieści odnajdziemy osobistości reprezentujące różne religie, zwyczaje, tradycje, wyznający różne poglądy. Bohaterowie są nietuzinkowi, wyjątkowi, reprezentujący sobą różne postawy, ale są też postaciami uniwersalnymi, ludźmi, których można spotkać w każdym innym miejscu na świecie. Dzięki autorce mamy możliwość wejrzenia do świata i umysłów każdego z nich, bowiem Elif Shafak każdy kolejny rozdział poświęciła innym mieszkaniom, lokatorom. Jesteśmy świadkami cudów, dziwów, zwyczajnego życia. Każdy bohater niesie ze sobą bagaż doświadczeń, tych dobrych i złych, które go ukształtowały. Turczynka podjęła się trudnego zadania, ponieważ trudno przedstawić ludzi obiektywnie, bez narzucania własnego zdania o danej osobie i jego zachowaniu. Mamy okazję zobaczyć naprawdę dobry portret psychologiczny, który jest podstawą do zrozumienia mieszkańców Pałacu Cukiereczek. Żadna z historii nie ma początku ani końca. Nie jesteśmy w stanie dowiedzieć się, od czego to wszystko się zaczęło, bowiem poznajemy w różnym czasie inne fragmenty historii.

W „Pchlim pałacu” trudno o odnalezienie tak charakterystycznych elementów Orientu, które często autorka umieszczała w swoich powieściach. Tutaj zostało ukazane codzienne życie lokatorów, nie zawsze zwyczajne, nie zawsze nadzwyczajne. Ale mimo wszystko czuć, że nie jest to opowieść jakich wiele na rynku wydawniczym. Interesujące opisy, wydarzenia potrzebne do poznania każdego z bohaterów, słowa idealnie skomponowane ze sobą. Czytając tę książkę ma się wrażenie, że pisarka przemyślała każde słowo. Widać determinację, z którą spisywała wydarzenia. Chciała przedstawić je w taki, a nie inny sposób i czytelnikowi może się wydawać, że tak ma być, nie pasowałoby inaczej.

Kolejny raz jestem miło zaskoczona, jak dobrą pisarką okazała się Elif Shafak. Po jej książki mogę sięgać w ciemno, ponieważ wiem, że mnie nie zawiedzie. Choć każda powieść jest o czymś zupełnie innym, przekazuje inne wzorce, ma inne przesłanie to łatwo jest mi odnaleźć cząstkę własnego życia. Trudno w tym przypadku o obiektywizm w ocenie, skoro po raz kolejny książka silnie oddziałuje na moją psychikę. Jedno jest pewne, „Pchli pałac” okazał się wyśmienitą ucztą literacką, którą polecam każdemu. Jestem niemalże przekonana, że sięgając po tę pozycję nie spodziewacie się tego, co otrzymacie. Pałac Cukiereczek zaskakuje czytelnika i to pod każdym względem!
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia