"Kumulacja cierpień" Monika Fudali


Cierpienie ma wiele wcieleń, w zależności od tego, jakiej sfery człowieka dotyczy. Może mieć też różny przebieg, jednak jedno jest pewne - cierpieć nikt świadomie nie chce. Ale jak to jest, że nieświadomie je na siebie sprowadzamy? Potrafisz sobie wyobrazić, drogi czytelniku, że cierpienie kumuluje się w jednym przedmiocie, w jednym miejscu? Pomyśl, że wchodzisz do pomieszczenia, może to być mieszkanie kogoś Ci znanego, być może bliskiego i czujesz chłód. Ale nie jest on spowodowany przeciągiem czy uchylonym oknem. Masz dziwne przeczucie, że coś czai się za ścianą, patrzy na Ciebie z góry, albo... że coś złego działu się w tym domu wcześniej. Nieprzyjemne uczucie? Owszem, a podobne odczuwa Keisuke.

Jesteśmy świadkami, jak ludzie burzą dom, na którego miejscu ma powstać coś nowego. Poprzedni właściciele umarli, jak to się często zdarza. Naturalna kolej rzeczy. Ale ten dom nie był zwyczajny. Jeden z mężczyzn usłyszał chrobotanie. Podszedł do źródła dźwięku i zauważył popielicę, która zaczęła panicznie drapać pazurkami po chodniku, a jej ciałem wstrząsnął ogromny dreszcz. To, co działo się ze stworzeniem było straszne, wręcz obrzydliwe. Po popielicy została tylko pięknie wykonana szpilka, która przedstawiała postacie w odmiennych pozach. Co oznaczały, czego były symbolem? Mężczyzna schował szpilkę do kieszeni i w tamtej chwili całe jego życie zmieniło się diametralnie.

Cierpienie może ukazać się w postaci człowieka, ale również jako przedmiot, z pozoru bardzo ładny. Autorka pokazała, że w życiu nie wszystko jest tak oczywiste, jak nam się wydaje, a na pewno nie znamy wszystkich znaczeń pewnych spraw czy przedmiotów. Niekiedy znajdując na drodze ładny przedmiot zastanawiamy się, dlaczego się tu znalazł i kto mógł być jego właścicielem. Ale na tym kończymy nasze rozważania. Jeżeli nam się podoba - chowamy do kieszeni czy plecaka i idziemy dalej. Monika Fudali pokazała, że z pozoru piękne przedmioty mogą nieść ze sobą wiele zła, cierpienia. Złota spinka, którą znalazł jeden z mężczyzn już od początku go przerażała, jednak fascynacja przedmiotem wygrała. I to była jego zguba, która w szybkim czasie doprowadziła do wielkich zmian w jego życiu, a także jego bliskich. W jaki sposób? Tego nie zdradzę, bo to właśnie ta kwestia jest bardzo intrygująca i jednocześnie przerażająca w tej historii. 

Bohaterów nie jest wielu, w zasadzie mało o nich samych wiemy, kim są, czym się zajmują, czy choćby gdzie mieszkają i ile mają lat. Autorka skupiła się na istocie cierpienia, a nie na tym, w jakich kryteriach wybiera swoje ofiary. Także istnienie bohaterów jest ważny, ale sposób ich życia już zdecydowanie mniej. Przynajmniej dla nas, czytelnika nie powinno to stanowić najważniejszej kwestii rozmyślań w trakcie lektury i zaraz po niej. Przyznam, że z dużym zainteresowaniem śledziłam wędrówkę złotej spinki i z duszą na ramieniu czytałam o jej znaczeniu. Przeraziłam się, gdy dotarło do mnie, że to nie musi być fikcja literacka...

"Kumulacja cierpień" to moje drugie spotkanie z tekstem Moniki Fudali i muszę stwierdzić, że autorka potrafi naprawdę ciekawie i zwięźle przedstawić temat na dosłownie kilkunastu stronach. Jestem pod wrażeniem historii, którą przeczytałam. Nie znajdziemy tu zbędnych epitetów, wyszukanych opisów przyrody czy postaci. Dostajemy naprawdę dobrą historię na trzydziestu dwóch stronach. Można pomyśleć, że to mało. U niektórych z was zrodzi się pytanie, czy możliwe jest napisanie czegoś ciekawego na tylu stronach. A ja gwarantuję, że tak, jest to możliwe, a na pewno w wykonaniu tej autorki. Kilka miesięcy temu miałam doczynienia z innym tekstem, który wyszedł spod jej pióra, a mianowicie z "Kumulacją gniewu". Część bohaterów, a więc Keisuke i Sato, byli mi już znani, a więc wiedziałam, czym się zajmują, jacy są i czego mogę się spodziewać, gdy wspomniano o nich w książce. Nie oznacza to, że dla osób, które nie znają innej powieści autorki ta historia przeze mnie przytoczona nie będzie intrygująca.

Gdy dotarła do mnie przesyłka z "Kumulacją cierpień" odłożyłam ją na biurko i czekałam, aż przyjdzie wieczór. Wiedziałam, że mocniej odczuję treść, gdy zapoznam się z nią w odpowiednich warunkach. Nastał wieczór, a ja z kubkiem gorącej herbaty usiadłam pod kocem i... przepadłam. Nawet herbata nie zdążyła mi wystygnąć, a lektura była już za mną. I nie sprawiło to, że ma zaledwie trzydzieści dwie strony. Historia wciąga, wręcz pożera czytelnika wraz z ofiarami cierpienia. Po przeczytaniu ostatniego zdania nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Kolejny raz. Przeraziłam się, bo zdałam sobie sprawę, że każdy przedmiot, jaki znajduje się w moim pobliżu, może być powodem mojego cierpienia. Taka mała zdezorientacja. Książkę polecam, bo wciąga, fascynuje, intryguje i przeraża!

Za możliwość przeczytania "Kumulacji cierpień" dziękuję autorce, Monice Fudali. Fakt ten nie wpłynął na moją ocenę!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia