"Przywróceni" Jason Mott


Wyobraź sobie, że masz dziecko, szczęśliwą rodzinę, marzenia. Nadchodzą ósme urodziny Twojego dziecka i postanawiasz urządzić mu przyjęcie urodzinowe. Zapraszasz znajomych, pieczesz tort, wymyślasz przeróżne zabawy. Nadchodzi dzień zabawy, wszystko idzie po Twojej myśli. Goście się bawią, dzieci są zadowolone, widzisz uśmiech na buzi swojego dziecka. Myślisz, że nic nie może mu się stać. Na chwilę odwracasz wzrok, dosłownie na kilka, no może kilkanaście minut. A po chwili dostrzegasz, że Twoja pociecha zniknęła. Tak po prostu. I nikt nie wie, gdzie poszła. Wszczynasz alarm, rozpoczynają się poszukiwania. Trwają kilka godzin, aż zostaje odnaleziona. W pierwszej chwili cieszysz się, w drugiej dociera do Ciebie, że dziecko, które niosą na rękach, jest martwe... Uczysz się na nowo żyć. Próbujesz pogodzić się z tym, co się stało. Jest Ci bardzo ciężko, ale z czasem można wytrzymać. Mijają lata, starzejesz się i już dawno straciłaś/eś nadzieję, że Twoja pociecha wróci, bo przecież nie żyje. Aż tu pewnego dnia słyszysz dzwonek do drzwi. Podchodzisz, otwierasz i widzisz w drzwiach własne dziecko, dokładnie takie, jak je zapamiętałaś/eś. Ma tyle samo lat, co w dniu śmierci, ma te iskry w oczach i niepewny uśmiech na twarzy. Nie wiesz co się dzieje, ale cieszysz się, że powrócił.

W takiej sytuacji znalazła się rodzina Hargrave. I nie wiadomo, czy jest to cud, plan Boży, czy może początek końca. Wiele ludzi doszukuje się w tym zjawisku ręki szatana, bowiem do miasta zaczyna napływać coraz więcej Przywróconych. Matki, dzieci, bracia, sąsiedzi. Każdego dnia pojawia się ich coraz więcej. Rodzina Przywróconych cieszy się zesłaną im prosto z nieba chwilą na spędzenie czasu z dawnymi bliskimi, jednak nie wszyscy są tak przychylnie nastawieni. Sytuacja zaczyna się komplikować, pojawiają się wojskowi, zaczęto zamykać Przywróconych, a wśród ludności powoli rodzi się bunt i agresja. 

Sięgając po debiutancką powieść Jasona Motta nie wiedziałam, czego tak naprawdę się spodziewać. Opis z okładki brzmiał dość intrygująco, nieprawdopodobnie. Z zaciekawieniem otworzyłam pierwszą stronę i przepadłam. Historia jest tak nieprawdopodobna, jak to możliwe. Jednak w głowie pojawiają się myśli "a co by było, gdyby takie wydarzenia naprawdę miały miejsce? jakbym zareagował/a, gdy to mnie i moich bliskich spotkało?".

Lekki styl, prosty język, ale zdolność do budowania napięcia charakteryzują prozę Jasona Motta. Subtelność w wyrażaniu uczuć, wielowątkowość, przedstawienie sytuacji z wielu perspektyw - to wszystko sprawiło, że "Przywróconych" czytało mi się w zastraszająco szybkim tempie. Bohaterów jest sporo, jednak wyraźnie można podzielić ich na tych "za" i "przeciw" fali napływających do miasteczka Przywróconych. Spotkamy tutaj pastora i jego malutką żonę, którzy choć próbują dać wsparcie wiernym, sami nie wiedzą, co tak naprawdę się dzieje i próbują doszukiwać się tu planu Najwyższego; buntowniczego Freda, który po śmierci żony stał się zgorzkniałym mężczyzną, a w chwili pojawienia się Przywróconych stał się głównym prowodyrem zamieszek; Lucille Hargrave, matkę przywróconego ośmioletniego Jacoba oraz jej męża Harolda, którego stanowisko od początku nie jest dość sprecyzowane, a także wielu wielu innych. Każdemu bohaterowi autor dał przysłowiowe pięć minut, krótko ich przedstawił, choć nieszablonowo i przydzielił im określoną rolę. Ich postępowania i myśli zmieniały się z każdym dniem, co sprawiło, że do końca nie byłam pewna jak historia się zakończy, a także kto jest tym dobrym, a kto złym charakterem w powieści. Jason napisał powieść pełną ciepła, miłości, ale także niepewności i agresji. Książkę tę można odczytywać na wiele sposób, bowiem przesłanie jej nie jest jedno, słuszne. Każdy zinterpretuje ją na swój sposób, w zależności od tego, które emocje i uczucia wysuną się dla niego na pierwszy plan.

"Przywróconych" jest mi trudno sklasyfikować, trudno także ocenić tą samą miarą co pozostałe przeze mnie przeczytane książki. W tej historii odnalazłam cząstkę siebie, nieco większą, niżbym sobie życzyła. Odruchowo zadawałam sobie pytania, jakbym postąpiła w sytuacji, kiedy do moich drzwi zapukałaby moja przyjaciółka. Czy przyjęłabym ją z otwartymi ramionami? A może odsunęłabym się i zamknęła jej drzwi przed nosem? Czy moje serce i umysł byłyby gotowe przyjąć ją ponownie w dawnej postaci? Wiele razy się wzruszyłam, po moim ciele przechodziły dreszcze. Do tej pory nie wiem, jakbym się zachowała. Ale wiem jedno - debiutancką powieść Jasona Motta naprawdę warto przeczytać. I choć w gruncie rzeczy nie byłam zadowolona z tego, jak potoczyła się akcja to otrzymałam naprawdę interesującą pozycję i dobrze spędziłam z nią czas. Na pewno uświadomiła mi, jak ulotne są chwile i powinniśmy cieszyć się nimi codziennie. A Ty, Czytelniku, co wyniesiesz z tej lektury dla siebie?


Przywróceni [Jason Mott]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia