"Sztuka uprawiania róż z kolcami" Margaret Dilloway


Róże to piękne kwiaty. Jedni narzekają, że mają kolce i przez to są oszpecone, za to inna grupa uważa to za jej zaletę. Ja znajduję się w tej drugiej grupie. Kolce są integralną częścią róży i nie należy naruszać jej piękna usuwając to, co nam w niej przeszkadza. Każdy medal ma dwie strony, każdy człowiek ma w sobie trochę dobra i zła, a także potrafi się bronić w obliczu niebezpieczeństwa, dlaczego więc różę, okaz piękna mamy pozbawiać jedynej obrony jaką są jej kolce? Jednak to tylko moje zdanie, na hodowli róż nie znam się wcale, ale z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po pozycję, która nieco przybliżyła mi ten temat.

Gal jest nauczycielką biologii w prywatnej szkole, która krzyżuje nowe odmiany róż. Pewnie wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie fakt, że kobieta od wielu lat choruje na nerki i co dwa dni musi jeździć na dializy. Pewnego dnia wszystko wali się jej na głowę, gdyż zostaje wezwana do gabinetu dyrektora, a tam siedzi... jej siostrzenica, której nie widziała kilka lat. Kobieta musi stawić czoła nie tylko swojej chorobie, irytującej sąsiadce, pielęgniarce i wiecznie niezadowolonemu dyrektorowi, ale także musi wejść w rolę matki, do jakiej po części zmusiła ją siostra. Czy Gal zniesie to wszystko? Jaki wpływ będzie miała na nią dojrzewająca siostrzenica Riley? 

Muszę przyznać, że treść fabuły brzmi dość oklepanie, ale ta hodowla róż dodaje jej nieco świeżości. Właśnie z tego powodu postanowiłam sprawdzić, czy fabuła przedstawiona przez Margaret Dilloway mi odpowiada. Język jakim ta powieść została napisana nie jest przytłaczający, nie pojawiają się błędy składniowe, ortograficzne (tak, to wciąż się zdarza w niektórych książkach) czy nagminny brak interpunkcji. Pojawiają się sformułowania charakterystyczne dla hodowli róż, wszelkie odmiany, a także specyfika dbania o nich, jednak autorka starała się w możliwie jak najprostszym językiem przekazać nam te informacje. Udało się, dzięki czemu lektura nie sprawiła mi żadnego kłopotu.

Cała historia została przedstawiona z punktu widzenia Galilee, dzięki czemu poznajemy jej myśli, punkt widzenia i sporo dowiadujemy się o jej pasji. Nie powiem, żeby to była właściwa perspektywa ukazania historii, aczkolwiek nie jest zła. O różnych punktach widzenia dowiadujemy się z rozmów między pozostałymi bohaterami, których świadkiem niekiedy zupełnie przypadkowo jest Gal. Postać ta poprzez swój sposób myślenia, odrzucanie pomocy bliskich, narzucanie własnego zdania i upieranie się, że to ona zawsze ma rację, choć niekoniecznie tak jest, niekiedy bywa nieco irytująca. Jednak koniec końców polubiłam ją i nie potrafię zbyt długo pisać o niej źle. 

Bohaterów w tej powieści jest sporo, aczkolwiek kilku z nich wyróżnia się na pierwszy plan. Dara to nauczycielka sztuki w prywatnej szkole, w której też pracuje Gal i jest jednocześnie jej przyjaciółką. Kobieta ma swój sposób bycia dla niej charakterystyczny, ale mimo różnic, które występują między przyjaciółkami one wciąż się dogadują. Riley, córka Becky, siostry głównej bohaterki. Dziewczyna całe życie była sama, ponieważ jej matka miała swoje sprawy, uzależnienia i nie do końca poczuwała się do odpowiedzialności i macierzyństwa. Robi na swojej ciotce wrażenie zbuntowanej nastolatki, ponieważ była od stóp do głów ubrana na czarno z czaszkami jako motywem przewodnim. Matka Gal i Becky, nadopiekuńcza kobieta, która dla swojej chorej córki zrobi wszystko, nawet zrezygnuje z zasłużonego urlopu. Gdy tylko orientuje się, że Gal ma gorszy dzień wsiada w samochód i po kilku godzinach jest u córki. Pięknie, prawda? Ale tylko z jednej perspektywy. Można wyróżnić też wielu innych bohaterów, między innymi Byron, pan Morton, czy chociażby Brad, jeden z uczniów nauczycielki, który często przychodzi pomagać jej w hodowli kwiatów. Jednak nie sposób ich wszystkich opisywać, ponieważ autorka już na początku, nie wiem czy świadomie czy nie, pokazuje nam ich w pozytywnym świetle z góry narzucając, że są idealni i musimy ich polubić. Taki zabieg początkowo mnie zdezorientował i próbowałam się przed tym nieco bronić. Jednak autorka wraz z moim uporem zmienia strategię, ot co.

Każdy wątek wydaje mi się być dobrze przemyślnym. Nic nie pojawia się przypadkowo, a nawiązania do poszczególnych sytuacji mają miejsce w całej powieści. Było wydarzenie, był skutek to wkrótce poznajemy przyczyny tych zdarzeń. Podobało mi się to, że Dilloway nie potraktowała czytelnika powierzchownie i jednak zostawiła pole do popisu dla naszej wyobraźni, osądów i refleksji. Zaskoczyła mnie ta powieść, gdyż spodziewałam się, że "Sztuka uprawiania róż z kolcami" będzie książką typowo o hodowli róż z zabarwieniem obyczajowym, a otrzymałam mieszankę o odwrotnych proporcjach. Dobry styl, odpowiedni język, ciekawe postacie, różnorodność wątków. Tak, ta pozycja jest warta uwagi, choćby dla samych opisów tych pięknych kwiatów, jakie powstają z krzyżówek poszczególnych odmian. Sama nabrałam ochoty do takiego hobby. Jak najbardziej polecam.


Sztuka uprawiania róż z kolcami [Margaret Dilloway]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia