Katarzyna Michalak "Powrót do Ferrinu. Kroniki Ferrinu tom 2"

Okładka: Wydawnictwo Literackie
Anaela kolejny raz z woli bogów trafia do Gry, tym razem w innym wymiarze i z innym celem do zrealizowania. Jej los jest z góry przesądzony, a życie jej i innych mieszkańców wymiaru zależy od tego, czy dobrze wykona rzucone jej wyzwanie. Tym razem ma do wykonania jeszcze trudniejsze zadanie, które wbrew jej woli dali jej bogowie Świata Światów. Trafia do Gry 200 lat wcześniej niż ma miejsce wielka wojna, w której brała udział poprzednio. Jej zadaniem jest poprowadzenie Cieni do wolnego Edenu, a także zapobiegnięcie wojny. Sprawy nie ułatwia to, że jest ulubioną zabawką w rękach Saetina i Primei, którzy odbierają jej tych, których kocha. Czy Anaeli uda się to zadanie? Czy po jego wykonaniu zazna szczęście u boku Sellinarisa, którego pokochała miłością bezgraniczną w poprzedniej grze?

Tak naprawdę nie wiedziałam czego mam się spodziewać po tomie drugim. "Gra o Ferrin" była wciągająca i intrygująca, choć nie oszukujmy się, pełna dziwnych zbiegów okoliczności, błędów merytorycznych, naiwna i przewidywalna. Jednak nie przeszkodziło mi to w przyjemnym czytaniu i z chęcią, lecz z lekkimi obawami sięgnęłam po "Powrót do Ferrinu". W tej części mamy przedstawione wydarzenia na 200 lat przed wybuchem wojny. Anaeli wciąż służy Saris, oddany Cień, który początkowo nie potrafił odgadnąć, co to za dziwna dziewczyna z srebrną gwiazdką na głowie rządzi się niczym Wielka Władczyni. 

W powieści pojawiają się już dobrze nam znani bohaterowie, którzy nie są tacy sami jak poprzednio. W tej grze mają miejsce inne wydarzenia, Anaela spogląda na wszystko z innej perspektywy, przez co nie do końca potrafi odgadnąć, jakie zamiary mają wobec niej i innych. Wiele razy zaufała swoim wspomnieniom, jednak szybko przekonała się, że to co miało miejsce we wcześniejszej grze, nie zawsze ma odzwierciedlenie w tej. Poza znanymi nam postaciami pojawiają się nowe, między innymi Ostatni, który jest katem i przybocznym przydzielonym Anaeli. Choć część bohaterów dobrze pamiętałam z poprzedniej części to teraz trudno było mi się odnaleźć. W "Powrocie do Ferrinu" część z nich pełni nieco inne role, po zupełnie innych stronach barykady stoją. Patrzyłam na nich przez pryzmat poprzedniej powieści, a to był błąd. Choć "Powrót do Ferrinu" jest kontynuacją "Gry o Ferrin" to śmiało można przeczytać te dwie pozycje oddzielnie, bez znajomości odpowiedniej kolejności, gdyż wydarzenia z "Gry..." są często przypominane, a "Powrót..." opowiada zupełnie inną historię i inne losy bohaterów.

Jedno w powieści się nie zmieniło - główna bohaterka. Wciąż jest irytująca w swojej naiwności, wybuchach, obrażaniu się o tak naprawdę nic nie znaczące sprawy. Jako władczyni jest nieodpowiedzialna i zbyt często kieruje się swoimi emocjami, których tak naprawdę sama nie potrafiła sprecyzować i pojąć. Szkoda, że autorka nie pokusiła się o poprawienie charakteru Anaeli. Gdyby nabrała więcej charyzmy, temperamentu, byłaby z niej naprawdę świetna bohaterka. Mam jednak nadzieję, że w kolejnych częściach charakter tej nierozgarniętej kobiety się poprawi, albo chociaż będzie mniej irytujący. Przeraziło mnie też to, jak traktowała swoich bliskich. Może i chciała ich chronić, ale nie są to przecież istoty pozbawione rozumu, potrafiliby zrozumieć kilka szczerych słów, czego nie można powiedzieć o niej samej. Ludzi i ich emocji nie traktuje się jak zabawki, wypadałoby się do tego dostosować, jeżeli chce się osiągnąć upragniony cel. 

Trochę denerwowało mnie również to, że Michalak próbowała w tej powieści wtrącić zbyt wiele wątków romansowych, przez co z książki fantastycznej zrobił się typowy romans z elementami fantastycznymi (gdyby nie jednorożce i magia, która pojawia się co kilka stron to można byłoby śmiało stwierdzić, że jest to kolejny romans w wykonaniu autorki). Miałam wrażenie, że miłość i chęć seksu są ważniejsze niż dobro i życie stworzeń, które miała poprowadzić do Edenu. I choć nie mam nic przeciwko pozycjom typowo poświęconym romansom czy stosunkom, to wtrącanie ich do każdego gatunku jest co najmniej nie na miejscu. A na pewno nie zawsze wychodzi to na dobre książce.

Choć książka okazała się być o wiele słabsza językowo i fabularnie od swojej poprzedniczki to i tak uważam, że jest warta przeczytania. Warto sięgnąć po kontynuację choćby po to, by poznać dalsze (albo wcześniejsze?) losy bohaterów, których da się lubić. Nie wszyscy są bez wyrazu, niektórzy mają charakterek i to dla nich warto sięgnąć po "Powrót do Ferrinu". A ja z zaciekawieniem i dalszymi obawami czekam na trzecią część Kronik Ferrinu.


Powrót do Ferrinu [Katarzyna Michalak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia