"Madeleine" Consilia Maria Lakotta


Consilia Maria Lakotta pisze dość charakterystycznie. Miałam już okazję poznać jedną z książek autorki, a mianowicie "Nocną rozmowę" i szczerze mówiąc, nie przypadła mi do gustu tak, jak się spodziewałam. Tematyka była ciekawa, aczkolwiek język, jakim posługuje się autora w wielu miejscach wydawał mi się sztuczny, wymuszony. Sięgając po "Madeleine" liczyłam na to, że udało jej się nieco poprawić styl, a na pewno pozbyć się wydźwięku sztuczności. Niekoniecznie...

Tytułowa bohaterka wraca do rodzinnego miasteczka w okresie wakacyjnym, po ukończeniu roku akademickiego. Towarzyszy jej ukochany, Hélier, który także postanowił znaleźć pracę, aby zarobić na kolejny rok studiów i zapewnić przyszłość swojej wybrance. Para planowała narzeczeństwo, lecz do czasu oficjalnego poznania przez członków ich rodzin, utrzymywali to w tajemnicy. Bowiem ojciec dziewczyny, Pierre Fremont, nie pała sympatią do mieszkańców Jersey, skąd pochodzi ukochany jego córki. W dzisiejszych czasach młodym osobom by to nie przeszkadzało, lecz nie w okresie, w jakim przyszło żyć bohaterom i nie po wydarzeniach, jakie miały miejsce w rodzinie Fremontów. Okazuje się, że obecna w rodzinnym miasteczku Madeleine jest także jej kuzynka Yvonne, lekkomyślna i zbyt pewna siebie. Dziewczyny są dla siebie przeciwieństwem - główna bohaterka jest nieśmiała, skryta i pełna profesjonalizmu, jej kuzynka wesoła, niekiedy wręcz roztrzepana, pozbawiona jakichkolwiek zasad i obycia, a także bez wyrzutów sumienia flirtująca z wieloma mężczyznami nieumiejącymi oprzeć się jej urokowi. Pojawienie się kuzynki było dla ukochanej Héliera niezbyt miłą wiadomością, gdyż obawiała się o swój związek. Nie były to wydumane brednie, wyssane z palca oskarżające myśli, gdyż Yvonne sobie znanymi sposobami zaczęła zagrażać związkowi kuzynki. 

Na początek muszę Was ostrzec - choć spodziewacie się jak potoczą się losy głównych bohaterów to nie czytajcie opisu z okładki książki. Wydawnictwo pokusiło się o ujawnienie zakończenia, wyraźnego spoilera, który bez wcześniejszej znajomości byłby ciekawym efektem końcowym, punktem zwrotnym, zaskoczeniem. Wydawnictwo jednak pozostawiło Czytelnikowi tylko przyjemność z poznawania intryg Yvonne i tego, jak zachowywali się jej bliscy. Dlatego jeżeli jesteście ciekawi, jak zakończy się cała historia to za nic w świecie nie sięgajcie po opis z książki. Ja zrobiłam ten błąd. Teraz żałuję, gdyż odebrało mi to większą przyjemność z czytania tej lektury. Uczucie podobne do tego, jak gdybyście przeczytali ostatnią stronę książki tuż przed jej rozpoczęciem.

Wracając do powieści, Consilia pokusiła się o napisanie zgrabnego romansu, a w zasadzie trójkąta miłosnego upiększając go swym poetyckim stylem. Na pierwszy rzut oka widać, że historia sama w sobie nie wyróżnia się niczym specjalnym, toteż pisarka postanowiła ubarwić nie tyle intrygami (które swoją drogą były bardzo ciekawe, dobrze przemyślane i bez większego zastanowienia nie przedstawiały Yvonne w złym świetle, gdyż nie dowodziły jej winy), co właśnie zawiłym słownictwem, wtrąceniami poprzez fragmenty ballad czy pieśni miłosnych, a także fragmentów sztuk teatralnych. Niekiedy bardzo mi to przeszkadzało, bo dało się wyczuć sztuczność, brak swobody, lekkiego pióra, aczkolwiek w większej mierze odebrałam tę książkę pozytywnie.

Pierwsze kilkadziesiąt stron "Madeleine" czytało mi się dość opornie. Dwa razy odkładałam ją i sięgałam po inną powieść, gdyż nie mogłam wdrążyć się w fabułę. Już od pierwszych stron wiele się dzieje, aczkolwiek język C.M. Lakotty nie każdemu przypadnie do gustu, nie ułatwia zapoznawania się z lekturą. Gdy tylko przyzwyczaiłam się do jego charakterystycznych cech, wdrążyłam się w fabułę i z dużym zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów. Muszę przyznać, że choć historia wydaje się banalna, to z wypiekami na twarzy śledziłam zwroty akcji i intrygujące wydarzenia. I choć początkowo uważałam, że powieść ta nie zawładnie moim umysłem to czytałam i nie mogłam przestać. Zapomniałam o wielu elementach przewidywalnych, zdradzonym przez wydawnictwo zakończeniu, a także to jak dokładnie będą wyglądać relacje między trójkątem miłosnym i po prostu dałam się porwać lekturze. 

"Madeleine" okazała się być historią przeciętną, ale jednak trzymającą w napięciu do ostatniej strony. Autorka stworzyła swoisty klimat, do którego po kilku próbach można śmiało się przyzwyczaić i poczuć się tak, jakby się żyło wśród bohaterów. Nie żałuję, że dałam jej kolejną szansę po podwójnym odłożeniu na półkę. Spędziłam z nią miło dwa dni i choć wiem, że dość szybko wyleci mi z głowy to była miłym przerywnikiem. Jeżeli jesteście ciekawi tej historii, bądź język autorki nie przeszkadzał Wam w poprzednich książkach to śmiało sięgnijcie po "Madeleine".


Madeleine [Consilia Maria Lakotta]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia