"Wiosna w Różanej Przystani" Debbie Macomber


Debbie Macomber jest dość płodną i poczytną autorką romansów i książek skierowanych typowo do kobiet. Jednak nie byłam przekonana do jej powieści dopóki w moje ręce nie wpadł "Pensjonat wśród róż". Pochłonęła mnie, przeczytałam w ekspresowym tempie, zżyłam się z bohaterami i nie mogłam się doczekać kontynuacji. Kilka dni temu zawitała w moim domku, a ja nie czekając już ani chwili dłużej wzięłam się za czytanie. Otworzyłam książkę i poczułam się jak w domu. U Jo Marie jest tak swojsko!

Jo Marie Rose po śmierci swojego męża postanowiła zmienić coś w swoim życiu. Wyprowadziła się, kupiła pensjonat, zajęła się gotowaniem. Choć nie była przekonana, czy to dobry pomysł, szybko zorientowała się, że prowadzenie pensjonatu sprawia jej przyjemność. Pierwsi goście przekonali kobietę, że dobrze postąpiła podejmując się tego zadania, jednocześnie wpływając na życie innych - bowiem w Różanej Przystani ludzie odnajdują spokój, układają swoje życie na nowo przewartościowując je. Tym razem było podobnie. Jo Marie szykuje pensjonat do oficjalnego otwarcia, jednocześnie przyjmując nowych gości. Wśród nich znajduje się Annie, która po zerwanych zaręczynach wpadła w wir organizowania przyjęcia z okazji jubileuszu swoich dziadków Shiversów; Mary - kobietę sukcesu, która wiele poświęciła w imię "lepszego życia", a teraz zmaga się z rakiem; wcześniej wspomnianych dziadków Annie - Julie i Kenta, których przerasta zamieszanie wokół nich; Olivera - przyjaciela rodziny oraz wielu innych przesympatycznych gości. Obecny jest tu także Włóczęga - niezastąpiony pies, którego kobieta przyjęła pod swój dach i pokochała. W Cedar Cove, małej mieścinie ciągle coś się dzieje, więc wydarzeń będzie tu co nie miara! I jak zawsze - mimo wszystko - ciepło, miło i przytulnie, jak u babci.

Sięgając po "Wiosnę w Różanej Przystani" tak naprawdę nie wiedziałam co w środku zastanę. Można powiedzieć, że wzięłam ją w ciemno. Znając pierwszy tom, byłam wręcz przekonana, że czeka mnie kolejny raz wspaniała lektura, miło spędzony czas. I tak też było w rzeczywistości. Debbie Macomber stworzyła wiele nietuzinkowych postaci, każdy ma swój własny charakter i bagaż problemów, z którym przyszedł do Przystani, toteż trudno o pomyłkę. Jo Marie jak zwykle będzie miała pełne ręce roboty, kilka informacji zaburzy jej codzienny rytm dnia, aczkolwiek znajdzie czas dla każdego ze swoich gości. U właścicieli Przystani jest tak swojsko - można usiąść na werandzie z filiżanką dobrze zaparzonej herbaty, talerzykiem pyszności własnej roboty, pięknym widokiem przed sobą. Jest cicho, spokojnie, ale tylko na pozór, bowiem w sercach każdego z nich szaleje istna burza. Autorka zręcznie połączyła wszystkie wątki tworząc kilka odrębnych historii. Początkowo niektóre fakty wydawały mi się wyrwane z kontekstu, pozbawione znaczenia i sensu, odbiegające znacznie od fabuły, by w końcu przekonać się, że nie były one przypadkowe. Z czasem wszystko się wyjaśnia, a moje oczy robiły się coraz większe. Losy bohaterów tak bardzo mnie wciągnęły, że nie mogłam oderwać się od powieści! Kilka godzin i przeczytane.

Debbie Macomber stworzyła godną kontynuację, równie wciągającą i ciekawą co jej poprzedniczka. Prosty język, bogate, obrazowe opisy, intrygujące postacie, ciekawe sploty wydarzeń, odpowiednie budowanie napięcia i prowadzenie akcji - to jedne z wielu zalet, jakie można znaleźć w powyższej książce. "Wiosna w Różanej Przystani" jest pozycją idealną na lato, ale także na chłodne jesienne wieczory, niezbyt udany dzień, czy po prostu na gorszy nastrój. Porusza wiele trudnych tematów, jednak odnaleźć można tu sporą dawkę dobrego humoru, zabawnych dialogów, więc dobry humor gwarantowany. Autorka nie stworzyła przytłaczającej powieści, ani zbyt przerysowanej. Wszystko jest wiarygodne, możliwe do spotkania w naszym codziennym życiu. Polecam, bo Różana Przystań aż prosi się o odwiedziny i zastanawiam się, dlaczego jeszcze Ciebie tam nie ma?


Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia