"Zamknięte drzwi" Zofia Wójcik

Zastanawiam się, dlaczego wciąż sięgam po książki, które sprawiają mi emocjonalny problem. Pozycje, które poruszają tematy, o których lepiej nie czytać. Powieści, które traktują o krzywdzie człowieka, wzbudzają w nas niepokój, pokazują naszą bezradność. Książki, których nie da się źle ocenić ze względu na poruszaną tematykę. Takie, które nie dodają nam otuchy, lecz przygniatają niczym głaz. W literaturze szukam pocieszenia, dobrego humoru, przeważnie. A mimo to dalej sięgam po takie pozycje jak "Zamknięte drzwi" Zofii Wójcik.

Natalia Kaszub od lat mieszka w Anglii. Ma własną rodzinę, mieszkanie, pracę, względnie poukładane życie. Na pierwszy rzut oka nic jej nie trapi, nie męczy. Jednak przypadkowe spotkanie z dawną znajomą i szczera rozmowa budzą w niej demony przeszłości. To, co przez lata starała się ukryć wychodzi na jaw i zaczyna męczyć. Koleżanka podsuwa jej myśl o terapii oczyszczającej - miałaby pogodzić się z przeszłością pisząc książkę, w której wyrzuciłaby z siebie wszystkie żale, krzywdy, jakie jej zadano.

Moja matka mówiła do mnie "ty kurwo", a ja miałam zaledwie siedem lat i nie rozumiałam, dlaczego tak strasznie mnie nienawidzi. Gdyby przyznawano nagrody za znęcanie się, matka dostałaby Nobla. Była mistrzynią w tej dziedzinie. [s.11]

Natalia była niechcianym dzieckiem. Wpadką. Niemiłą niespodzianką. Zbędnym balastem. Problemem. To nie od matki otrzymała pierwszy czuły gest, nie od niej poczuła tę matczyną miłość. To ojciec zawsze przy niej był. Otoczył miłością, opieką. Starał się zrekompensować straty psychiczne i moralne, chciał kochać za dwoje. Swoją miłością próbował przyćmić nienawiść żony do własnego dziecka. Dziewczynka od najmłodszych lat była bita, poniewierana, poniżana. Znęcała się nad nią matka i starsze rodzeństwo, głównie siostra Wandzia, która w oczach matki urastała do bóstwa. Wandzi nikt nie mógł tknąć, ona nie mogła sprzątać, prać, gotować, robić w polu, nie wypadało jej brudzić rąk, ubrań. Musiała się uczyć, nie trudzić ciężką pracą, ale czekać na mężczyznę, rzecz jasna bogatego, który zechce ją poślubić. To Natalia była od ciężkiej pracy i najgorszych czynności. Jednak najgorsze zaczęło się w chwili śmierci ojca dziewczynki. Została sama.

Powieść ta jest przepełniona bólem i tęsknotą. Już od pierwszych stron można wyczuć, jak ciężko było żyć Natalii. Była samotna, niekochana, nienawidzona przez bliskich. A to dlatego, że urodziła się wbrew woli matki. Póki żył ojciec życie było znośne. Ale ile może znieść kilkuletnia dziewczynka? Ile batów musi przyjąć, ile obelg, pogardliwych spojrzeń, nim zbierze się w sobie, podniesie i udowodni, że nie zasługuje na takie traktowanie? Ile czasu potrzeba, by zdobyć się na odwagę lub złamać całkowicie? Nikt nie zasługuje na taki los. A najgorszym faktem do zniesienia jest ten, że te ciosy otrzymywała od najbliższej rodziny. Nieważne jak bardzo się starała, życie i tak dało jej po tyłku. 

"Zamknięte drzwi" pisane są jakby dwutorowo. Mamy okazję poznać Natalię obecnie i tę z dzieciństwa. Poznajemy jej myśli, zapiski tworzone w ramach terapii. To, co nam serwuje bohaterka nie jest łatwe. Wiele razy musiałam odkładać tę historię na bok by ochłonąć, zebrać myśli i siły, aby czytać dalej. Nie jest to łatwa lektura, zmusza do refleksji, obdziera społeczeństwo, zrzuca maski, za którymi kryją się oprawcy. Powieść Zofii Wójcik udowadnia, że pod maską olśniewającego uśmiechu może kryć się bolesna przeszłość, niekiedy tragiczna w skutkach. Życie nie zawsze jest tak kolorowe, jak się nam wydaje. Jest wiele rodzin, które w ten sposób funkcjonuje. I chyba właśnie to jest najstraszniejsze. To, że ta historia mogła wydarzyć się naprawdę. To, że nie raz i nie dwa słyszy się o tym w wiadomościach.

Zofia Wójcik postawiła na prosty, dosadny przekaz. Nie szczędziła od wulgarnych zwrotów, jakimi raczyła Natalię matka. Nie ma tu poetyckich słów, uniesień, pięknych metafor. Autorka posługuje się językiem prostym, ale nie prostackim. Zna umiar, jednak zachowując realizm. "Zamknięte drzwi" nie są lekturą obszerną. Liczy sobie zaledwie 166 stron, jednak przepełnionych bólem, tęsknotą, niedowierzaniem. Czytając pojawia się myśl, iskierka nadziei, że taka historia nie wydarzyła się naprawdę. Ale życie nie spełnia naszych zachcianek...



Zamknięte drzwi [Zofia  Wójcik]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"W słusznej sprawie" Diane Chamberlain

Diane Chamberlain została okrzyknięta drugą Jodi Picoult. Po części się z tym zgadzam, po części nie. Owszem, również pisze świetne powieści obyczajowe, z trudnym tematem w tle, dobrymi portretami psychologicznymi, ale ich style się od siebie różnią i tylko jedna z nich umieszcza każdą sprawę w sądzie. Jednak jedna i druga potrafi mnie tak zainteresować, że trudno między nimi wybrać.



Czasem postępowanie zgodnie z własnym sumieniem może przynieść więcej pożytku niż ścisłe trzymanie się zasad, norm, kodeksów. Jane postanowiła podjąć pracę jako opiekunka społeczna. Nikt nie wierzył w nią, jej możliwości, zapał do pracy, chęć niesienia pomocy. Do tego jej własny mąż nie jest przekonany, czy aby słusznie robi w ogóle podejmując jakąkolwiek pracę. Jest lekarzem, a co za tym idzie, według niego nie powinna pracować, bo sam dobrze zadba o dom i rachunki. Mimo przeciwności, Jane postanawia zawalczyć o swoje marzenia i podjęła swoją pierwszą pracę. Pod opieką ma kilka rodzin, jednak to jedna z nich wzbudza w niej najwięcej emocji. Ivy, jedna z jej podopiecznych żyje w skrajnej biedzie z starszą siostrą, jej dzidziusiem i babką. W kraju, w jakim przyszło im żyć panuje przekonanie, że takie rodziny nie są w stanie utrzymać siebie, a do tego nowych członków rodziny, a rząd nie będzie wykładał na nich pieniędzy. W Karolinie Północnej powstał program, który ma doprowadzać do sterylizacji młode, płodne kobiety, w celu zapobiegnięciu ciąży. Jane, na czele opieki społecznej, musi zapobiec ciąży Ivy dzięki sterylizacji. Jednak sytuacja wymyka się spod kontroli, gdy na jaw wychodzi, że dziewczyna jest w stanie błogosławionym. Co w tym wypadku zrobi kobieta? Czy postąpi zgodnie z przepisami i obowiązkami pracownicy socjalnej, czy może postąpi zgodnie z własnym sumieniem i tym samym zagrozi swojej pozycji, pracy, rodzinie?

Muszę przyznać, że już sam opis fabuły W słusznej sprawie wzbudził we mnie wiele emocji. Jak to, sterylizacja? Wbrew woli tych kobiet? Jak tak można? Czym prędzej musiałam się przekonać, jak ten temat przedstawiła Chamberlain. I powiem Wam, że zrobiła to rewelacyjnie. Zagrała na emocjach czytelnika jak mało kto. Od pierwszych stron wzbudza ciekawość, nutę napięcia, która towarzyszy nam do ostatnich stron. A na kartach tej powieści dzieje się wiele, dużo jest zwrotów akcji, niespodziewanych wypadków, bohaterów, którzy chcą przeszkodzić Jane w pracy i wiele przeciwności losu. Nie zawsze przepisy, zakazy, nakazy i zbiór obowiązków są w stanie wygrać z własnym sumieniem. Nie zawsze to, co społeczeństwo uważa za dobre, takie jest w rzeczywistości. Bo czy można ingerować w czyjeś życie, tak bardzo je zmieniając, bez zdania samej zainteresowanej? Jakbyście się czuli, gdybyście po wyjściu ze szpitala byli przekonani, że możecie mieć dzieci, a tak naprawdę zrobiono Wam operację mającą tego uniknąć? W wielu przypadkach kobiety nawet nie wiedziały, że zostały wysterylizowane. Ukrywano prawdę dla ich dobra. Niektóre z nich świadomie godziły się na tę operację, jednak były to jednostki starsze, w pełni świadome, które już wielu swoich potomków miały na świecie. 

W słusznej sprawie to bardzo emocjonująca powieść. Autorka zagrała na moich emocjach, wzbudziła we mnie wiele sprzecznych uczuć, odkryła to, co siedziało głęboko. Pokazała, jak różne zdanie można mieć w jednej sprawie i jak wiele rodzai "dobra" istnieje, w zależności od tego, kto trzyma nad nim pieczę. Wykreowała nietuzinkowych bohaterów, różniących się od siebie, mających własne cele, marzenia, charakter. Każda jednostka została dobrze przedstawiona, powiedziałabym, że rzetelnie, z dużą dokładnością. Ponadto nie ma w książce postaci, które by można było ze sobą pomylić. Każdy jest inny, przez co wyjątkowy. Do tego dobrze przedstawione portrety psychologiczne. Narracja prowadzona z perspektyw wielu bohaterów pozwala nam zapoznać się z daną sprawą z różnych stron. Poznajemy myśli bohaterów, przez co możemy poczuć do nich sympatię (lub antypatię), zobaczyć, jakie mają poglądy na dane kwestie, czego oczekują od bliskich, życia, losu. 

Polecam Wam tę lekturę, nie zawiedziecie się. Temat jest o tyle trudny, że w rzeczywistości taki program istniał. Diane Chamberlain bazowała na faktach tworząc własną historię. W posłowie wyjaśnia nam, skąd czerpała informacje, jak to było naprawdę, gdzie występował ten program. Intencje może i były dobre przy jego tworzeniu, aczkolwiek ingerując w życie człowieka, w jego organizm, przyszłość, niszczymy go od środka, o czym można się przekonać czytając W słusznej sprawie.


W słusznej sprawie [Diane Chamberlain]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

English Matters i Deutsch Aktuell - nauka języka obcego (#4)

Nieważne, że wakacje, że jeszcze ładna pogoda i człowiek powinien odpoczywać. Uczyć się trzeba. Może nie aż tak, ale... Języków obcych chociażby. Może i nawet dzięki czasopismom, ciekawym, kolorowym, pomocnym? Ja stawiam na taką naukę. Z tego względu sięgnęłam po najnowsze numery English Matters, English Matters Fashion (wydanie specjalne) i Deutsch Aktuell. Zapraszam do zapoznania się z nimi.



English Matters (48/2014)

- This & That
- Out of This World - Bruno Mars
- The Gift of Thrift
- More than Shoes
- The Secret of Immortality
- A Battle of Words
- Season of Appplications
- Engineering: Bridging the Gap
- Bath
- Looking for a Flat
- Zumba Fitness Craze

Lista artykułów, jakie można przeczytać w tym numerze może nie jest zadziwiająco długa, niemniej ciekawa. Choć nie wszystkie przypadły mi do gustu ze względu na poruszaną tematykę to część z nich sprawiła, że czytałam je z dużą przyjemnością. Do takich należą przede wszystkim:

- Out of This World - Bruno Mars Czyli artykuł poświęcony wokaliście, który ma niesamowity głos, ciekawe teksty i... No nie ukrywajmy, całkiem niezły z niego facet ;) Jednak jest to tekst poświęcony głównie spełnianiu marzeń, dążeniu do ich realizacji. Miłym dodatkiem jest tekst Grenade i analiza zwyczajów angielskich, powiedzonek na jego przykładzie.

- More than Shoes Tekst poświęcony... butom. A głównie szpilkom, które to każda kobieta powinna mieć chociaż jedną parę, tak w razie czego, na jakieś większe uroczyste wyjście. Nie są to buty idealne do biegania, to fakt, ale dobrze dobrane mogą być szalenie wygodne i przechodzenie w nich cały dzień nie sprawi nam problemów. Wiem to, bo co do butów to jestem bardzo wybredna i zanim kupię muszę być pewna, że są mega wygodne. Mam kilka takich par, nieźle już znoszonych, więc same rozumiecie.

- Season of Appplications Czasopismo udowadnia nam, jak jesteśmy uzależnieni od aplikacji pomocnych nam w życiu codziennych. To mnie przeraża. Dawniej mogłam obyć się bez nich i jakoś dawałam radę, a teraz... Na telefonie mam ich coraz więcej. Niektóre otwierane są codzienne, inne przy jakiejś okazji, w zależności od ich przeznaczenia. Telefony i aplikacje nas uzależniły, nie jest dobrze... Najczęściej korzystam jednak z komunikatorów, tłumacza, przeglądarek internetowych, wszelkiego rodzaju gierek, aplikacji do nauki języków obcych, tych do robienia list i notatek, wszelkie kalendarzyki, programy do obróbki zdjęć. Zaczyna mnie to przerażać. ;)


English Matters Fashion (wydanie specjalne)

- Milan - the Navel of Fashion
- Louis Vuitton - Travel to Luxury
- British Fashion: Iconic Figures
- Victorian Fashion Victims
- Top Fashion Blogs
- Fashion Mistress
- Circle of Fashion
- Dressing Green
- Green Bag Lady
- Clothing Sweatshops - Can We Finally Sew it Up?
- Justin Timberlake: Suit and Tie
- Wacky, Tacky or Hot? - Fashion Redefined

Tyle artykułów poświęconych modzie i to w jednym miejscu! Dla kogoś, kto się modą interesuje na poziomie zaawansowanym (lub chociaż średnio zaawansowanym) będzie to przyjemność sama w sobie, bo są to teksty na naprawdę wysokim poziomie. Dobrze napisane, ciekawe, wnoszące nieco świeżości, ukazujące coś nowego lub z innej perspektywy. Także i w tym numerze jest kilka tekstów, które zdobyły moją większą sympatię, bardziej mnie pochłonęły niż pozostałe:

- Louis Vuitton - Travel to Luxury Trochę o wzorze, który jest pożądanych wśród licznej grupy osób interesujących się modą. We mnie wywołuje dość sprzeczne uczucia. Przy jakimś drobiazgu całkiem ładnie się prezentuje, jednak w przypadku torebek to zakrawa o kicz. A jakie Wy macie zdanie na ten temat? Podoba się Wam? Macie coś w swojej szafie z tym wzorem?

- Top Fashion Blogs Blogów modowych mamy w Polsce dość sporo. Jest jednak część takich, na które aż chce się wchodzić, oglądać zdjęcia, inspirować. Modą nie interesuję się aż tak bardzo, jednak coraz częściej zaglądam na te blogi i chętniej czerpię z nich inspiracje. Można się wiele dowiedzieć o modzie. W tym artykule jest trochę słów o naszych polskich blogerkach, zajrzyjcie koniecznie!

- Wacky, Tacky or Hot? - Fashion Redefined Artykuł przedstawiający różne oblicza mody, a także różne zdania, jakie na ich temat panują. A jakie Wy macie? Tekst bardzo ciekawy, traktujący niekiedy z przymrużeniem oka. W końcu ilu ludzi tyle gustów i stylów. 


Deutsch Aktuell (66/2014)

- Europa begeistert von Conchita Wurst
- Aneta Sablik: in Deutschland ist sie "The One"
- Aberglaube auf Schritt und Tritt
- Deutschland: umgeben von Nachbarn
- Zeit ist Gold, oder?
- Was Frauen und Männer im Kopf haben
- Der Mann, der Nestlé seinen Namen gab
- Spektakuläre Marathonläufe der Welt
- Zwischen Wasser, Wein und Weltkultur

Mniej artykułów, niż w powyższych numerach, ale również ciekawe. Nie wszystkie mnie zaskoczyły, aczkolwiek wiele z nich można przeczytać, aby wyrobić sobie własne zdanie i poznać nowe słownictwo.

Europa begeistert von Conchita Wurst Artykuł poświęcony tegorocznej zwyciężczyni (czy zwycięzcy?) Eurowizji. Myślałam, że po tylu miesiącach temat ucichnie, ale widocznie ludzie mają jeszcze sporo do powiedzenia. To fakt, głos ma świetny. Według artykuły i samych zainteresowanych występ był próbą sprawdzenia, jak tolerancyjna jest Europa. Czy test zdaliśmy? Tego nie wiem, niemniej komentarze w Internecie mówią same za siebie. Ciekawi artykułu?  Dowiecie się także kim wcześniej była.

- Aneta Sablik: in Deutschland ist sie "The One" Tekst poświęcony Anecie Sablik, mojej imienniczce, która ponoć podbiła serca niemieckich widzów. Trochę o niej, jej karierze, jej marzeniach i celach. Jeżeli chcecie poznać ją bliżej to zapraszam do artykułu, a także polecam zapoznanie się z tytułową piosenką:

- Aberglaube auf Schritt und Tritt Trochę o przesądach, które zakorzeniły się w naszej świadomości. Kilka z nich sama praktykuję, niestety. Wierzę w czterolistną koniczynę, chociaż w zasadzie nie wiem jak miałaby działać. Pęknięte lustro, czarny kot (choć śliczny to dziwnym trafem pechowy), a i piątek trzynastego wywołuje małe dreszcze na ciele. A jakie zdanie macie na ten temat?


Dodam, że część artykułów, które zawarte są w powyższych numerach można odsłuchać na stronie redakcji, aby przekonać się, jak brzmi ten język, jak poprawnie wymawiać poszczególne słowa. Do tego można wydrukować listę słówek, które wystąpiły w tych czasopismach. Taka lista ułatwia naukę, zdecydowanie. Sama z niej niekiedy korzystam. Polecam!

Czytaj dalej »

"Ślady" Janusz Leon Wiśniewski

Bardzo często zarzekałam się, że nie będę czytać opowiadań, bo nie są w stanie mnie zainteresować. Ślady Janusza Leona Wiśniewskiego, którego znam z powieści i sobie cenię. Nim się akcja rozkręci to opowiadanie się kończy. Miałam takie zdanie od zawsze, rzadko więc sięgałam po tę formę. Ale ostatnio eksperymentuję i sięgam po to, co do tej pory mi się nie podobało, a nie posiada mocnego, rzetelnego argumentu przeciwko. Dzięki temu częściej sięgam po zbiory opowiadań. Tym razem trafiło na "Ślady" Janusza Leona Wiśniewskiego, którego znam z powieści i sobie cenię.

Wiśniewskiego cechuje wrażliwość, wnikliwość, zmysł obserwacji. Sięgając po jego twórczość można zauważyć, że jest naprawdę dobrym obserwatorem, wrażliwym człowiekiem, otwartym na piękno, czujny na subtelne znaki, uczucia, emocje. Swój warsztat pisarski i umiejętność łączenia tych wszystkich istotnych elementów oraz subtelności pokazał właśnie w Śladach. To właśnie w tych opowiadaniach skupił się na przemijaniu, trosce, zapomnieniu, uczuciu tak głębokim, że aż zapiera dech w piersiach. Nie są to łatwe treści. Przejmują, chwytają za serce, wzruszają. 

O niektórych sprawach nie można zapomnieć. Trudno się o nich mówi, samo wspomnienie boli. I choć człowiek stara się z całych sił o tym zapomnieć to przychodzi w życiu moment, kiedy wszystko wraca, niekiedy ze zdwojoną siłą. Ale jest jedna rzecz, nieuchwytna niekiedy, dająca nadzieję, wzbudzająca ogromne pragnienia - miłość, do matki, siostry, ukochanego... Po prostu uczucie do drugiego człowieka. I nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Nieważne, jak bardzo byśmy się starali - człowiek jest jednostką autonomiczną, sama stanowi o sobie i swoich uczuciach.

Ślady są zbiorem opowiadań, historii ludzi, których przypadkowo, bądź celowo wybrał autor. Są to historie autentyczne, pełne emocji, bólu, niepewności, ukrytych żali. Wszystko jest tak realistyczne, wręcz namacalne dla czytelnika. Nie sposób oderwać się od nich, z każdym kolejnym wzrasta poczucie, chęć dowiedzenia się, jak to było z pozostałymi osobami, co kryją w zakamarkach swoich myśli, serc, dusz. Jestem przekonana, że niejedno opowiadanie pozbawi Was złudzeń, zerwie maskę, pod którą ukrywacie uczucia. Choć jedno z nich będzie odzwierciedlało ważny moment w Waszym życiu. Tego nie da się uniknąć, zakopać w ziemi, utopić w oceanie. To wszystko jest żywe i żywe zostanie. Pozostawi po sobie ślad, niekiedy głęboki i choć na pozór zabliźni się całkowicie to ukryje w sobie drzazgę, która będzie drażnić od środka, w najmniej oczekiwanym momencie.

Zbiór opowiadań autorstwa Janusza Leona Wiśniewskiego wzbudzi w Was emocje - zaskoczenie, niedowierzanie, zdziwienie, bo to, co dzieje się na kartach tej książki, dzieje się w nas samych.


Ślady [Janusz Wiśniewski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

Obudź się, Karolino - Alina Białowąs

Są książki, które pochłania się jednym tchem, ale trudno o nich napisać. A są też takie, które ciężko się czyta, ale łatwo o nich pisze. Najnowsza powieść Aliny Białowąs pt. Obudź się, Karolino* należy do pierwszego typu. Choć przeczytałam ją w jedną noc, właśnie dla niej zarwałam nockę, odstawiłam na bok wszystkie obowiązki, tak bardzo mnie wciągnęła, to ciężko mi cokolwiek sensownego o niej napisać. Rzecz jasna nie dlatego, że nie ma o czym. Bo jest! Jest i to dużo do opowiedzenia, ale jak to zrobić, by nie zdradzić zbyt wiele z fabuły i przekazu?

Karolina to 25-letnia zakompleksiona dziewczyna z powodu swojej urody, która zrezygnowała ze studiowania psychologii, a podjęła pracę jako bibliotekarka. Przed zawodem miłosnym wierzyła, że pewnego dnia przybędzie książę na białym koniu, który zaprowadzi ją do ołtarza. Może trochę przesadziłam, aczkolwiek jest to osoba o nader wybujałej wyobraźni, wysokich oczekiwaniach, wyidealizowanym i bajkowym spojrzeniu na świat. Nic dziwnego, że taki pogląd zakorzenił się w niej na dobre - wokół siebie ma rodziców, którzy darzą się prawdziwym uczuciem, odnoszą do siebie z szacunkiem, czułością, dbają o siebie nawzajem. Karolina została wychowana w taki a nie inny sposób, co przerzuciło się na jej życie osobiste. Gdyby tylko nie te rude włosy i piegi, które tak bardzo przeszkadzają jej w zaakceptowaniu samej siebie, być może zmieniłoby się jej myślenie. Któregoś dnia, pod koniec pracy, do biblioteki przychodzi Filip w poszukiwaniu inspiracji do dekorowania wnętrz. Tak zaczyna się historia, która nie kończy tak, jak wymarzyła sobie dwudziestopięcioletnia dziewczyna.

Podobał mi się sposób, w jaki autorka przedstawiła całą fabułę. Pokazała nam jakby urywki z życia Karoliny, początkowo bardzo od siebie odbiegające, by po chwili ułożyć się w całość. A ten efekt końcowy przeszedł moje oczekiwania, moje domysły - zostałam zaskoczona. Pozytywnie i negatywnie jednocześnie. Pozytywnie, bo autorka szokuje fabułą i przekazem, a negatywnie, bo nikomu nie życzę takiego życia, jakie miała główna bohaterka. Sama kreacja bohaterki zasługuje na uwagę. Karolina żyje w świecie wyidealizowanym, ma wysokie wymagania, duże oczekiwania - niczym księżniczki w bajkach. Dlatego czuje się nieco samotna, a także zakompleksiona z powodu piegów i rudych włosów, które wcześniej (według bohaterki) były przyczyną rozpadu jej związku. Gdy tylko nadarza się okazja, "łapie Pana Boga za nogi" i wykorzystuje sytuację - zakochuje się i daje ponieść swojemu szczęściu. Wielka szkoda, że w tym miłosnym szale nie zwraca uwagi na sygnały, dość wyraźne zresztą, które pozwoliłyby jej skończyć to wszystko, nim wymknęłoby się spod kontroli. Filip również został dobrze przedstawiony. Osoba bezwzględna, pewna siebie, odważna. A do tego zabójczo przystojny. Nic dziwnego, że nasza Karolinka zwróciła na niego uwagę. Jednak pozory potrafią mylić i bardzo szybko jesteśmy świadkami, jakim człowiekiem w rzeczywistości jest Filip. Mnie to zszokowało. Nie dlatego, że był jakoś przerysowany - wręcz przeciwnie. Takich osób w rzeczywistości jest sporo i to budzi we mnie lęk. Strach przed tym, jak często mylimy się w naszych osądach, jak łatwo szydło wychodzi z worka.

Jednak Obudź się, Karolino jest nie tyle ciekawa ze względu na główny wątek, ale Alina Białowąs porusza w niej wiele zagadnień, pokazuje różne punkty widzenia - począwszy od "usługiwania" w związkach. Autorka pokazała nam trzy różne wizje domów, relacji jakie panują między członkami rodziny, pełnienia ról. Każda z nich jest inna, każda szokuje. Tutaj nie ma złotego środka. Na przykładzie tej powieści można wyraźnie zobaczyć, że doświadczenia wyniesione z domu odbijają się na naszym życiu osobistym. Rzecz jasna, jest to powielanie schematów, życie według jednego, "słusznego" klucza. Pojawia się myślenie "skoro ja tak zostałem wychowany i wyszedłem na ludzi to jest to dobry sposób". Często jest to też kwestia tego, że nie zna się innego wyjścia, innych środków dotarcia do celu. Kolejną kwestią, jaka została poruszona w tej pozycji jest wizja miłości - jej różne oblicza, sposób okazywania, oczekiwania. W zależności od tego, co kto wyniósł z domu, jak został wychowany i czego mu w życiu brakuje tak spogląda na tę kwestię, tak a nie inaczej okazuje swoje uczucia. Książka Aliny Białowąs to też dowód na to, że naszym życiem często rządzi przypadek.

Więcej odnośnie fabuły nie zdradzę, zbyt duża przyjemność w samodzielnym poznawaniu jej. Po prostu musicie sami zabrać się za Obudź się, Karolino i przekonać się, czy i Was zaszokuje. Kontrowersyjna, ale z dobrze wyważoną fabułą, akcją trzymającą w napięciu, zaskakującymi momentami... O tej powieści nie da się pisać i myśleć w innych kategoriach. Według mnie, jest to lektura obowiązkowa dla każdego! Przeczytałam ją już spory czas temu, ale wciąż żyje we mnie, do tej pory pamiętam, co spotkało bohaterów.
Czytaj dalej »

"Słodka bomba Silly" Marcin Brzostowski

Ile przeczytaliście książek, w których główną rolę odegrałaby bomba lotnicza? Rzecz jasna, jako jedna z głównych postaci występujących w danej pozycji, a nie jako ładunek wybuchowy, którym zrównuje się z ziemią poszczególne obiekty. Pewnie kilka takich utworów by się znalazło, ale czy mieliście okazję sięgnąć po taką, w której jedną z głównych ról odegrałaby bomba lotnicza, szalenie inteligentna i... gadająca? Ha!

Silly to bomba lotnicza, która została wyposażona w namiastkę procesu myślowego, rzecz jasna indywidualnego, niesterowanego przez wyższe siły. Można powiedzieć, że jest to pewien rodzaj inteligencji. W niezbyt sprzyjających jej okolicznościach zostaje skreślona z listy arsenału, a także oddelegowana do składowiska bomb, które nie znajdują się na liście. Los jednak miał dla niej inne zadanie i zamiast znaleźć się w "szpitalu", gdzie początkowo miała trafić, znalazła się w zupełnie innym miejscu. I w ten sposób zostaje wplątana w konflikt, w którym ma odegrać znaczącą rolę. 

Muszę przyznać, że opis Słodkiej bomby Silly brzmiał dość zachęcająco. Fakt, nie czytuję tego typu pozycji, niemniej postanowiłam zmienić ten stan rzeczy. Otworzyłam na czytniku plik z książką i... przepadłam. W jeden dzień zapoznałam się z historią Silly i jestem oczarowana. Stylem, fabułą, przebiegiem akcji i... zakończeniem. To właśnie ono zaskoczy czytelnika najbardziej, bowiem pozostawia pole do popisu dla naszych myśli. Pozwala nam zastanowić się nieco bardziej nad tematyką, wydarzeniami zawartymi w książce. Sama bomba okazała się być taka, jak głosi tytuł. Słodka. Jednak nie w takim znaczeniu, jakie od razu nasuwają nam myśli. Bomba ta jest bardzo odważna, dość specyficzna, a na pewno przebiegła i zdeterminowana. Zna swoje miejsce w szeregu, wie dla jakiego celu została stworzona, co jest jej przeznaczone i dąży do zrealizowania tego zadania. I choć przez dziwne wydarzenia bieg jej historii zostaje zmieniony to szybko odnajduje się w nowej sytuacji i z całych sił próbuje wykonać zadanie wzorowo. W międzyczasie uczy się wielu rzeczy, zmienia swój sposób myślenia, postrzegania wojny jako takiej, a także zaczyna rozumieć zachowanie osób, wokół których przyszło jej istnieć i wykonywać rozkazy.

Sam pomysł na wykreowanie bomby lotniczej jako bohaterki był dobry, a jeszcze lepszym okazało się nadanie jej inteligencji, zdolności do samodzielnego myślenia. Poza tymi umiejętnościami, ma swój charakter, specyficzny temperament. Już od pierwszych stron polubiłam tę słodką bombę, Spodobało mi się jej późniejsze podejście do całej sprawy, akcji i próby rozwiązania jej najkorzystniej. Marcin Brzostowski stworzył naprawdę dobry thriller, który wciąga już od pierwszych stron, trzyma w napięciu do końca i na dodatek zaskakuje zwieńczeniem historii. Powieść ta nie dłużyła mi się, wręcz przeciwnie. Miałam wrażenie, że coraz bardziej ta historia wymyka mi się spod kontroli czytnika i żyje własnym życiem. Czytałam i przestać nie mogłam, dopóki nie przeczytałam ostatniego zdania. Jak najbardziej polecam. Jest to niebanalna powieść, gdzie Słodka bomba Silly dostarczy czytelnikowi rozrywki, ciekawych poglądów na wojnę i dobrego humoru na dobre kilka godzin.


Słodka bomba Silly [Marcin Brzostowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Naga" Megan Hart

Ostatnio u mnie sporo o erotykach, a tym bardziej w wykonaniu tej autorki. Nic nie poradzę, że jest rewelacyjną pisarką, która potrafi stworzyć niebanalną powieść z seksem w tle. Choć muszę przyznać, że jej proza jest przewidywalna to jednak dostarcza czytelnikom wiele rozrywki na długie godziny. 

Olivia po poprzednim zawodzie miłosnym potrzebuje spokoju od mężczyzn, chłodnego spojrzenia na otoczenie i zatracenie się w swojej pasji - fotografii. Jednak mieszkanie samej w dużym domu nie jest takie przyjemne. Na jednym z przyjęć u swojego przyjaciela i byłego faceta poznaje Alexa Kennedy'ego - zabójczo przystojnego mężczyznę, przed którym ostrzega ją jej były. Jednak pewne sploty wydarzeń sprawiają, że dziewczyna proponuje mężczyźnie wynajem dołu domu, w którym mieszka. Czysty układ - mieszkają niby oddzielnie, on płaci za czynsz, ona jest z tego powodu zadowolona, nikt nie wchodzi sobie w drogę. Ale pewna sesja fotograficzna zmienia życie Olivii i nieco komplikuje pewne sprawy.

Muszę przyznać, że choć fabuła brzmi banalnie, taka w rzeczywistości nie jest. Nic nie idzie tak łatwo, jakby się mogło wydawać. Może i koniec jest oczywisty to jej przebieg już niekoniecznie. Na samym początku czytelnicy będą lekko zszokowani. Dla jednych będzie to zniesmaczenie, dla innych zdziwienie, ale wszystko moim zdaniem, w granicach dobrego smaku. Opisy barwne, trafnie oddające wydarzenia, te odnoszące się do stosunków bohaterów tej powieści również dobre i przekonujące. Podoba mi się także tło fabularne. Tajemnice, jakie mają bohaterowie, ich przeszłość, wydarzenia, które mają później miejsce. Kreacja bohaterów także zasługuje na uwagę - każdy jest inny, nietuzinkowy, nieprzewidywalny. Potrafią zaskoczyć czytelnika w najmniej oczekiwanym momencie i to sobie cenię! A najważniejsze - nie stoją w miejscu. Część z nich uczy się na własnych błędach, dojrzewa do pewnych decyzji, robi krok naprzód. Są barwni, ale co ważne, realni. Nie mamy poczucia, że Megan Hart stworzyła postacie, które by nie mogły żyć w rzeczywistości. Nie mamy też wrażenia, że im wszystkim idzie jak po maśle. I może zawód niektórych z nich może być owiany tajemnicą to nie jest to nierealne.

Ogólnie rzecz ujmując, "Naga" jest dobrym erotykiem, pełnym zwrotów akcji, działających na wyobraźnię czytelnika opisów, intrygujących bohaterów i ciekawych wydarzeń. Jednak nie do końca spełnił wszystkie moje oczekiwania. Muszę ostrzec osoby, które nie do końca zdają sobie sprawę z tego, co niesie opis na okładce - tak, w tej powieści występują pary homoseksualne i tak, zdarzają się też opisy ich zbliżeń. Jednak zapewniam, że autorka wszystko dobrze wymierzyła i nie popadła w skrajność, wszystko przedstawiła z dobrym smakiem, bez gorszenia czytelników. Za to jak najbardziej zasługuje na plus. Widać, że potrafi się odnaleźć w każdym temacie, jaki porusza w swoich pozycjach.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia