"Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety" Mark Helprin

Prozę Marka Helprina znam już z Zimowej opowieści, która to zauroczyła mnie swoją magią, wielowątkowością, wnikliwością i intrygującymi opowieściami. Tym razem przyszedł czas na Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety, po której spodziewałam się naprawdę wiele, choć nie wiedziałam co zastanę. Czy tym razem autor również mnie zauroczył? Zaczarował? A może zniechęcił do czytania kolejnych jego pozycji? Jak ma się promocja do rzeczywistości? 



Pierwsze co mam do zarzucenia Markowi to to, że uważa kawę za napój wstrętny i niezdrowy. Nie mogę się z nim zgodzić. Może rzeczywiście w dużych ilościach może być szkodliwy, ale w końcu jak wszystko, co spożywamy. Według mnie ten czarny trunek jest niesamowitym przeżyciem rano, a także ostatnią deską ratunku przed egzaminami, gdzie oczy same mi się zamykają, a tyle jeszcze wiedzy do przyswojenia. Wtedy pomaga mi nie napój energetyzujący (choć to też), ale kawa - czarna magia, która pobudza nasz umysł i kubki smakowe. Tak, uwielbiam jej smak, chociaż jestem bardzo wybredna. Co dziwniejsze, wydawnictwo sobie z nas trochę zakpiło umieszczając na okładce filiżankę (najprawdopodobniej) z kawą. O! Dobrze, teraz mogę zacząć od przybliżenia Wam o czym tak naprawdę jest ta książka.

Historia, którą uraczył mnie, a być może wkrótce niektórych z Was, jest dość intrygująca. Oscar Progresso, główny bohater powieści jest Amerykaninem mieszkającym w Brazylii, który ma do opowiedzenia wiele i robi to. Codziennie, na szczycie góry, spisuje swoje wspomnienia i chowa je do mrówkoszczelnej kasety. Przybliża nam swoje życie krok po kroku, wracając pamięcią do bombardowania niemieckich samolotów, głębokiego uczucia do miliarderki, pobytu w szpitalu psychiatrycznym czy zabójstwa, które zostało popełnione w obronie własnej. To tylko niektóre urywki z życia tego intrygującego, ale też odważnego człowieka. Swoją kartę życia ma wypełnioną po brzegi, ale z miejscem na kolejne wydarzenia zmieniające jego wnętrze. Jest jednak jedna rzecz, która ogrywa ważną rolę w tym wszystkim. Kawa

Odnoszę wrażenie, że Mark Helprin tworząc postać Oscara potrzebował powodu, dla którego mógłby napisać o kawie. Naprawdę. Może nie ma jej w tej powieści bardzo dużo, ale odgrywa znaczącą rolę. Tym razem nie mamy do czynienia z magią, którą w Zimowej opowieści zaserwował nam autor. W Pamiętniku z mrówkoszczelnej kasety uraczył nas realizmem, w nieco satyrycznym i ironicznym wydaniu, niemniej bardzo ciekawym. Choć wiadomości ze świata z XX wieku jest tu sporo to wszystko podane w przystępny i interesujący sposób. Do tego wspomnienia głównego bohatera nie są przedstawiane chronologicznie, co dopiero na koniec powieści daje nam konkretny pogląd na wszystkie wydarzenia. Nie brakuje tu krytyki dziejów z tamtego okresu, wyszydzania, poniżania i obnażania niektórych poglądów, panujących stereotypów, przeświadczeń. Czas pełen niedomówień, niedających się sklasyfikować zdarzeń.

Taki też jest Oscar Progresso. Postać tajemnicza, niekiedy kontrowersyjna, którą można polubić lub znienawidzić już na starcie. Dobrze wykreowany, stanowi podstawę książki, utrzymuje historię w ryzach, jest swoistą klamrą kompozycyjną. Jest elementem stałym, choć zmiennym. Paradoks? Być może, ale trzeba sięgnąć po Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety aby się przekonać, o co tak naprawdę chodzi. Całej historii nie da się streścić w kilku zdaniach. Nie da się opisać, o czym dokładnie jest, jakie kwestie porusza, jakie ważne elementy zawiera, bowiem powieść ta oddziałuje na czytelnika z całą mocą. Na każdego z nas zadziała zupełnie inne wspomnienie bohatera. Najciekawsze jest to, że choć po raz pierwszy wydana została w 1995 roku to tematy w niej poruszane są aktualne także dziś, w XXI wieku i nie straciły na swej mocy.

Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, czy moja przygoda z Markiem Helprinem i teraz należy do udanych. Wciągnęłam się w tę historię znacznie bardziej niż można było przypuszczać, ale jednak coś nie zaiskrzyło. Może to kwestia kawy, do której autor próbował mnie zniechęcić? Wiem, że był to zamierzony i określony zabieg, niemniej sprawił, że nie mogłam w stu procentach utożsamić się z bohaterem, razem z nim przeżywać tego wszystkiego. Owszem, książka była pretekstem do przemyślenia pewnych kwestii, była powodem do chwili zadumy nad dawnymi i obecnymi czasami. Potrzebowałam takiej lektury, właśnie na taką czekałam, toteż odbieram ją dość pozytywnie. Polecam Wam, bo to przygoda niesamowita, pod wieloma względami.


Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety [Mark Helprin]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia