"Miniaturzystka" Jessie Burton

Słyszeliście może o miniaturzystce? Osobie, która tworzy małe domki i miniaturowe mebelki. Nie zawsze są to rzeczy dla lalek. Coraz częściej można usłyszeć o ludziach, którzy spędzają każdą wolną chwilę na wykonywaniu tych małych mebelków, o nietuzinkowych kształtach, kolorach, dopasowują je do wnętrza małych domków czy mieszkań. Dla większości z nich nie jest to tylko sposób na łatwy zarobek, lecz pasja, którą wysoko sobie cenią. Jeżeli do tej pory nie spotkaliście się z tym zjawiskiem to zachęcam do przejrzenia przykładowych stron: La Scala oraz Small Dreams.



Osiemnastoletnia Nella Oortman wychodzi za mąż za Johannesa Brandta, zamożnego kupca. Ma nadzieję na lepsze, dogodniejsze i ciekawsze życie. W pewne październikowe popołudnie 1686 roku pojawia się w domu swojego męża w Amsterdamie, trochę niepewnie, ale z nutką ciekawości. Pierwsza przywitała ją siostra Johannesa - Marin, która już od pierwszych chwil była dla dziewczyny niezbyt miła, wręcz nieprzyjemna. Odnosiła się do niej z dystansem, dawała odczuć, że nie dorównuje jej poziomem i pochodzeniem. Mąż nie zaszczycił małżonki swoją osobą i gdyby nie upór osiemnastoletniej Nelli, nie wiadomo, kiedy by przyszedł się przywitać. Swój brak zainteresowania świeżo poślubioną kobietą próbuje zrekompensować wręczając prezent - replikę kamienicy, w której mieszkają. Od Marin Nella otrzymuje spis wszystkich rzemieślników w okolicy, a także czeki i pokaźną sumę, którą może wykorzystać do uzupełnienia prezentu ślubnego. Zadaniem dziewczyny jest wynajęcie osób odpowiedzialnych za umeblowanie domku. Przez dłuższy czas życie w nowym domu płynie spokojnie, niezaburzone niczym z zewnątrz. Aż do czasu, gdy wnętrze domku okazuje się być bardzo podobne do rzeczywistości... Kim jest miniaturzystka? Co za tajemnica spowija ten dom i mieszkańców?

Muszę przyznać, że sam opis brzmiał intrygująco. Do tego interesująca okładka przedstawiająca przykładowy dom, miniaturowe mebelki i ludzi. Okazało się, że historia przedstawiona przez Jessie Burton ma dużo wspólnego z prawdą! Pertronella Oortman żyła na przełomie XVII i XVIII wieku, a pierwowzór miniaturowego domu można znaleźć w Muzeum Państwowym w Amsterdamie. Wszystko to w pewien sposób przedstawiało coś tajemniczego, nieuchwytnego. Musiałam przeczytać Miniaturzystkę! Dlatego jak tylko powieść trafiła w moje ręce, usiadłam wygodnie na łóżku z kubkiem gorącego napoju i zaczęłam czytać.

Początek był dla mnie dość chaotyczny, mało zachęcający, niewzbudzający żadnych pozytywnych odczuć. Ciężko było mi go czytać, wdrążyć się w historię przedstawioną przez autorkę. Jednak nagle coś zaskoczyło, wszystkie elementy trafiły na swoje miejsce, a ja zaczęłam z coraz większym zainteresowaniem pochłaniać tę opowieść. Nie potrafię już nawet wskazać momentu, w którym przestałam irytować się, że tak opornie idzie mi czytanie, a zaczęłam coraz szybciej przewracać strony, by czym prędzej dowiedzieć się, co było dalej. Autorka stworzyła fascynującą opowieść, wciągającą, tajemniczą. Do tego posługuje się naprawdę pięknym językiem, który pomaga poczuć nam się jak bohaterowie XVII-wiecznego Amsterdamu. Bohaterowie okazali się być bardzo dobrze wykreowani, nietuzinkowi, tajemniczy, dość specyficzni. Nie potrafię wskazać dwóch podobnych postaci, bo takich tutaj nie ma. Wszystko jest wyjątkowe, piękne, fascynujące. Każdy z nich posiada swoją historię, która potrafi zaintrygować czytelnika.

W Miniaturzystce przewija się wiele wątków, jedne mniej, inne bardziej interesujące. Jednak najciekawszym z nich wszystkich jest ten główny, poświęcony replice kamienicy. Tworzenie miniaturowych mebelków, mieszkańców domku fascynowało mnie już od początku powieści. Podejście twórcy, a także samej Nelli do tego zjawiska było również ciekawe. Główny wątek był przeplatany z innymi, pobocznymi, dotyczącymi m.in. pracy Johannesa, spraw ważnych dla mieszkańców Amsterdamu. Jednak nie interesowały mnie tematy ekonomiczne czy przemysłowe. Były dobrze przedstawione, nie nudziłam się, aczkolwiek moje serce skradł temat powieści. To właśnie dla niego sięgnęłam po tę książkę i uważam, że autorce udało się bardzo dobrze go przedstawić. Jest tajemnica, trochę niepokoju, zdziwienia. Jest wszystko, co cenię sobie w książkach.

Może nie przedstawiam tego dość precyzyjnie, konkretnie, aczkolwiek nie chcę zdradzić zbyt wiele z fabuły powieści. Pomijając początkowe trudności z moim wczuciu się w historię, uważam, że Miniaturzystka jest wartościową pozycją. Fascynującą, nietuzinkową, dość specyficzną, ale wciągającą. Szkoda by było, gdyby przeszła bez echa, nie znalazła zwolenników. Jessie Burton potrafi pisać, to widać! Piękny język, barwne opisy, które przenoszą czytelnika do zupełnie innego świata. Wszystko tu jest na swoim miejscu. I pomyśleć, że jest to debiut autorki... Coś nie chce mi się wierzyć. A Was wszystkich zachęcam do przeczytania, bo Miniaturzystka nie jest lekturą łatwą, niezapadającą w pamięć. Ją trzeba przeczytać, przetworzyć, przemyśleć. To Wasze zadanie na najbliższy czas.

Zachęcam do sięgnięcia po trailer książki i bliższe przyjrzenie się domkowi dla lalek:



Miniaturzystka [Jessie Burton]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia