"Moja ukochana zmora" Anna Sokalska

Łatwiej sięgać po autorów już nam znanych, cenionych, o których jest głośno, bo opinii o danej książce jest mnóstwo. Jednak sięganie po autorów niekoniecznie znanych, dopiero zaczynających, albo tych zbyt mało promowanych ma swój urok niepewności. Sięgając po pozycję Anny Sokalskiej nie byłam pewna, czego mogę się spodziewać. Nigdy wcześniej o autorce nie słyszałam, nie miałam pojęcia, jak pisze, o czym pisze i czy mi się spodoba jej twórczość. Przygodę zaczęłam od Mojej ukochanej zmory i wiem, że sięgnę po następne, bo warto!

Rafał Strzelecki jest ambitnym prokuratorem, który pragnie wyzwolić się spod skrzydeł własnego ojca. Chce zapracować na swoje utrzymanie, dojść do czegoś w życiu dzięki sobie, a nie polegając na znajomościach i wpływach ojca. Wszystko musiało być pod niego ustalane, razem ze ślubem z Elizą, który jego rodzice planują i narzucają swoją wizję narzeczeństwu. Jednak wszystko zaczyna się zmieniać, gdy pewnego dnia Rafał trafia na Natalię - w przybrudzonej sukience, bez butów, z długimi i trochę potarganymi włosami. Skąd go zna i czego od niego oczekuje? Od tej chwili będzie stale krążyć wokół niego.

Muszę przyznać, że choć powieść ma zaledwie 100 stron to wszystko zostało dobrze dopracowane. Postacie są nietuzinkowe, dobrze wykreowane, z intrygującymi temperamentami. Każdy inny, z odmiennym podejściem do życia. Znajdziemy tu ludzi z krwi i kości, ale także... zmory i chochliki. Jednak nie zrażajcie się. Choć autorka zaciera granice między fikcją a rzeczywistością to robi to delikatnie, niekiedy nawet niezauważalnie. Cała historia wydaje się być jak najbardziej prawdopodobna, co tylko pokazuje, jak dobrze została skonstruowana. Już samo wplecenie w nią zmory i chochlika było świetnym pomysłem. Od dawna fascynowały mnie rusałki, legendy o nich. Także po części czuję się usatysfakcjonowana tym zabiegiem.

Chciałabym Wam zdradzić nieco więcej o fabule, ale moje serce mi nie pozwala. Gdybym Wam zdradziła coś jeszcze, zepsułabym wspaniałą lekturę. Wprawdzie nie jest długa, bo ma zaledwie 100 stron i można śmiało przeczytać w jeden wieczór, nie oznacza to, że czegoś w niej brakuje. Owszem, chętnie przeczytałabym o dalszych losach Natalii, Rafała, Elizy i Mikołaja, ale... Co za dużo to niezdrowo. Autorka zdawała sobie sprawę, że lepiej powiedzieć za mało, niż za dużo. Zostawia czytelnika z lekką dezorientacją, ale to dobrze. Można się domyślić, co postanowiła jedna z postaci. Zresztą nie tylko czytelnik będzie się nad tym zastanawiał.

Jeżeli macie ochotę na niezobowiązującą i niezbyt absorbującą lekturę to jak najbardziej zachęcam do przeczytania Mojej ukochanej zmory Anny Sokalskiej. Nie będziecie zawiedzeni, a i miło spędzicie czas. Książka ta da Wam również trochę do myślenia, bo delikatnie uświadamia, co też w życiu jest ważne, być może najważniejsze. I choć wszyscy o tym wiemy to bardzo często zapominamy. Polecam!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia