Inne spojrzenie na kulturę (#1) - Obrazy Catrin Welz-Stein

Nie samymi książkami człowiek żyje, dlatego dziś otwieram nowy cykl na blogu - Inne spojrzenie na kulturę. Nierzadko podczas pracy na komputerze towarzyszą mi utwory muzyczne. Może nie są to utwory sławnych kompozytorów na miarę Mozarta czy Bacha, jednak dla mnie są swoistymi dziełami sztuki. W końcu potrafią grać na emocjach w podobny sposób jak książki czy obrazy. Jednak nie o muzyce czy książkach chciałam się dziś skupić, lecz na obrazach.

Nie chodzę do muzeum, bo się tam po prostu nie odnajduję. Nie funkcjonuję na tej samej fali co malarze, których dzieła są nam przedstawiane. Nawet nie potrafię wejść z nimi w swoistą interakcję malarz - obserwator. Jednak nie jest tak, że nie lubię interpretować obrazów czy ich po prostu podziwiać. Lubię i to nawet bardzo, jednak trudno mnie czymś zaintrygować na tyle, bym chciała dłużej niż sekundę czy dwie na to spoglądać. Mery na początku roku zauroczyła niejednego mola książkowego niesamowitymi obrazami utalentowanej Catrin Welz-Stein. I choć część z Was widziała już ten post, widziała te obrazy i tak jak ja się nimi zachwycała, ja nie mogłam się powstrzymać, by nie pokazać Wam tych cudeniek także u siebie. Takie prace trzeba pokazać szerszemu gronu odbiorców!

Na fanpage pokazałam dzisiaj dwa obrazy tej malarki, które na pewno trafią na ścianę w antyramie w moim pokoju, jednak po dokładniejszym przejrzeniu części galerii stwierdzam, że na dwóch się nie skończy. Zauroczyły mnie od pierwszego spojrzenia i wiem, że często będą mi towarzyszyć. Każdy z nich można zinterpretować niezliczoną ilość możliwości, każdy niesie inne przesłanie. A nawet bez wgłębiania się w ich treść i znaczenie można dostrzec piękno, które w tym wypadku ewidentnie tkwi w szczegółach. I te odważne zestawienia, dobór szczegółów, kolorów, perspektywy. Jestem zauroczona i nie będę tego ukrywać.



Czyż ten mężczyzna z głową tygrysa trzymający dwa urocze kociaki nie jest niesamowity? On na pewno trafi do antyramy. Uwielbiam koty i nie może u mnie zabraknąć tego obrazu na ścianie! Jestem ciekawa, jak zinterpretujecie część z nich, jakie przesłanie według Was niosą, jakie wartości przekazują. A może dostrzeżecie w nich drugie dno? Czy któryś z obrazów szczególnie przypadł Wam do gustu, jeżeli tak to dlaczego, za co? Może ktoś z Was pokusi się o stworzenie małej interpretacji i da mi o niej znać? Chętnie bym je przeczytała. Samej trudno jest mi stworzyć jakieś ambitniejsze zdania niż typu "To jest niesamowite! Magia! Jestem pod wrażeniem. Coś pięknego!". Chyba sami rozumiecie.


Więcej dzieł Catrin Welz-Stein znajdziecie na jej fanpage, skąd też pochodzą powyższe zdjęcia. Znacie współczesnych malarzy, o których świat nie usłyszał jeszcze wystarczająco? Może macie swoich ulubionych, które obrazy wciąż Was szokują bądź zaskakują? Chętnie poznam innych twórców, w końcu kultury nigdy za wiele!
Czytaj dalej »

"Międzyczas" Joanna Belzyt

Książek z motywem przemieszczania się w czasie czy przestrzeni jest naprawdę sporo i nikogo już taki zabieg nie dziwi. To już nie jest nowość w świecie literatury, więc niewiele można zaskoczyć czytelnika na tym polu. Jednak coś jest w tej książce, bądź jej opisie, że skusiłam się na nią i liczyłam, że odkryję z nią coś, czego nie odkryłam z innymi.

Każdego spotyka w życiu moment, kiedy ma wszystkiego dość, chciałby zaszyć się gdzieś, przespać, być z dala od ludzi i problemów go otaczających. Tylko co byście zrobili, gdyby to życzenie okazało się spełnić? Zamykacie oczy, aby zapomnieć, a gdy otwieracie... jesteście już w innym czasie, innej przestrzeni, a problemy, które do tej pory zaprzątały wasze głowy, nagle zniknęły. Jest cisza, spokój. Ale czy na pewno wszystko jest tak idealne?

Powieść pisana jest właściwie dwutorowo, z perspektywy dwóch bohaterów, którzy trafili do Międzyczasu, miejsca, gdzie nie wszystko jest takie jakie się wydaje na pierwszy rzut oka. Początkowo autorka pisze o bohaterach nie imiennie, lecz określa ich jako "jego" i "ją". Bohaterów przedstawiono nam jakby w dwóch historiach - najpierw tej ziemskiej, gdzie zmagają się z problemami różnej maści, które zaczynają ich przerastać i pragną choć na chwilę od nich odejść; a następnie w Międzyczasie, gdzie trafili aby zapomnieć o otaczającym ich świecie. Właśnie tam poznają innych takich jak oni, którzy przez krótką chwilę zapragnęli zniknąć i trafili do tej krainy. Historie, które przydarzyły się mieszkańcom Międzyczasu są przeróżne, jedne prawdziwe, inne wydają się być nieprawdopodobne. Ida próbuje znaleźć odpowiedź na to, jak znalazła się w tym wymiarze i przez małe śledztwo poznaje innych takich jak ona. 

Fabuła, jaką stworzyła Joanna Belzyt jest intrygująca, pomysł był naprawdę świetny, potencjał był. Tylko poprzez język, i formę, na jaką postawiła autorka nieco przytłumiły samą treść. Trudno było mi się skupić na tekście, język niekiedy był zawiły, wystąpiło wiele niedomówień, gdzie miałam wrażenie, że powinnam wiedzieć o co chodzi bohaterowi w danej chwili, ale pisarka zapomniała wcześniej mnie o tym poinformować. Początkowe wyrażanie się o bohaterach nazywając ich ją, jego często wybijało mnie z rytmu i coraz bardziej wzbudzało moją irytację. Odniosłam wrażenie, że pani Belzyt próbowała stworzyć powieść na pozór łatwą ale z drugim i głębszym dnem, która zasługiwałaby na miano tej trudniejszej, z wyższej półki, właśnie za język jakim się posługiwała. Niestety. Tematyka choć bardzo ciekawa, fabuła intrygująca i sam pomysł wzbudzający we mnie duże zaciekawienie to sposób, w jaki autorka dobierała pewne słowa, tworzyła chyba na siłę trudne zdania bardzo utrudniły mi zapoznanie się z lekturą. Nie mam nic przeciwko większym wymaganiom, jakie pisarzy stawiają swoją prozą przed czytelnikiem. Nie mam nic przeciwko epitetom, metaforom, refleksyjnym treściom, jednak co za dużo to i świnia nie chce. Warto pamiętać o odpowiedniej formie przekazu treści. Przerost formy nad treścią? Jak najbardziej. Jednak jedno trzeba przyznać - autorce udało się stworzyć dialogi pełne humoru, które były spójne z opowieścią. To jak najbardziej działa na korzyść pisarki. Rzadko kiedy mam do czynienia z dialogami dobrze skonstruowanymi, gdzie nie odnoszę wrażenia wymuszenia, zmęczenia bohaterów samą rozmową.

Liczyłam na refleksyjną opowieść i taką otrzymałam. Choć trudno było mi wydobyć te najważniejsze elementy układanki, mimo trudności udało mi się. Po odłożeniu "Międzyczasu" długo zbierałam się do napisania tekstu, miałam bowiem niemały problem z poskładaniem całości. Już nie chodzi o wydarzenia, jakie miały miejsce w powieści, lecz o myśli, które nachodziły mnie w trakcie lektury i refleksje, które przyszły po jej skończeniu. O tym, jak kruche jest ludzkie życie, psychika, jak szybko czas mija, jak nasze nieostrożnie wypowiedziane życzenia mogą się spełnić na opak, jeżeli nie sprecyzujemy o co chodzi. "Międzyczas" otworzył mi oczy na niektóre sprawy i mam nadzieję, że będzie więcej tego typu pozycji, choć może z inną formą przekazu. Coś co wydaje nam się oczywiste, nie zawsze jest prawdą, nie zawsze jest widziane z tej samej strony i tak samo odbierane. 


Międzyczas [Joanna Iza Belzyt]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

Wyniki zimowego konkursu!

Tak jak obiecałam, dzisiaj publikuję wyniki zimowego konkursu, w którym do wygrania była najnowsza powieść Sumińskiej "Historie, które napisało życie". W zabawie wzięły udział 32 osoby, co nie jest wcale takim złym wynikiem, jednak do dorzucenia drugiej książki do puli trochę Was brakowało. Nie szkodzi, powieść, którą miałam zamiar dorzucić będzie do wygrania w następnym konkursie ;)



A teraz to, na co wszyscy czekamy! Udokumentowane przygotowanie losów i wybór zwycięzcy. Zapraszam! (Nie patrzcie na milion kubków na biurku, w trakcie losowania piłam pyszną herbatkę i wcinałam jogurt)

W trakcie wypisywania losów

Wszystkie losy po wycięciu...

...wrzucone do mojego ulubionego świecznika

Moja ręka w trakcie losowania zwycięzcy...

...i oto jest!


monotema@wp.pl
Gratuluję!

Za chwilkę napiszę wiadomość do zwyciężczyni z prośbą o adres i w poniedziałek wyślę nagrodę. :)
Przy wypisywaniu losów zdziwiło mnie, jak wiele z Was posiada adres mailowy na gmailu. W pewnym momencie chciałam zrobić małą statystykę, tylko stwierdziłam, że lepiej wykorzystam ten czas na czytanie kolejnej powieści ;)

Co robicie w ten piękny, jakże wiosenny dzień? Co ciekawego właśnie czytacie?

P.S. - Ogłaszam wszem i wobec, że nasz kolega Emil jest bardzo zazdrosny o zwycięstwo koleżanki. Gdy poinformowałam go, kto został wylosowany, skomentował to w ten sposób: "dziwnie napisałaś moje imię :D powinnaś napisać wylosowałam. Emila :D" (oryginalna pisownia zachowana!)
Czytaj dalej »

"Smaczne życie Charlotte Lavigne 1" Nathalie Roy

Miło jest po trudnym czasie usiąść sobie spokojnie w wygodnym fotelu z kubkiem gorącego napoju i książką w drugiej ręce. Idealny stan, kiedy nie trzeba się nigdzie spieszyć, można na chwilę się zatrzymać, zrelaksować, po prostu odpocząć. A przy czym najlepiej to zrobić? Oczywiście przy lekturze pełnej dobrego humoru, intrygujących smaków, zabawnych dialogów, zwyczajnych i jednocześnie niezwyczajnych przygód. Wertowałam swoją biblioteczkę w poszukiwaniu takiej powieści, która spełniłaby choć część z wymienionych kryteriów i gdy załamywałam ręce, zapukała do moich drzwi listonoszka. Moim oczom ukazała się książka o obiecującym tytule i od razu zabrałam się do lektury.

Charlotte Lavigne to kobieta samodzielna i zwariowana. Postawiła sobie za cel ułożyć życie u boku ukochanego. I wszystko byłoby piękne i bez skazy, gdyby nie fakt, że tego mężczyzny nie posiada. Z Charlotte jest wszystko w porządku - uwielbia gotować i dobrze zjeść, jest troskliwa o swoich przyjaciół, lubi swoją pracę i całkiem nieźle jej w niej idzie. Ale... Przy bliższym poznaniu wychodzi jej prawdziwe "ja", jakim jest korzystanie z życia, cieszenie się chwilą i niekiedy przesadzanie w kontaktach z innymi. Chyba każdy zna z własnego doświadczenia, że jak chce się coś zrobić cicho nagle wszystko wylatuje nam z rąk i robi się ogromny hałas. Coś podobnego dzieje się w życiu głównej bohaterki, co jest powodem wielu wybuchów śmiechu przez czytelnika!

Sięgnęłam po tę powieść, ponieważ zapowiadała się kusząco, zabawnie i przede wszystkim lekko. Właśnie takiej książki mi w ostatnim czasie brakowało. Nathalie Roy stworzyła bohaterkę nietuzinkową. Swoim zachowaniem mogłaby irytować, aczkolwiek tak w rzeczywistości nie jest. Już od pierwszych chwil polubiłam szaloną Charlottę, która choć bardzo się stara, nie wszystko idzie po jej myśli. Gdy poznaje przystojnego Francuza postanawia nie wypuścić szansy z rąk i zrobić dobre wrażenie na mężczyźnie. Z czasem coraz bardziej się w nim zakochuje, a wraz z każdym intensywniejszym uczuciem ma miejsce więcej zabawnych wypadków. 

Nathalie Roy postanowiła nie zostawiać swojej głównej bohaterki tak całkiem samej. Towarzyszy jej Ugo, jej najlepszy przyjaciel i Aisha, najlepsza przyjaciółka. Wśród tej dwójki nie może być nudno. Między trzema bohaterami często dochodzi do zabawnych i błyskotliwych dialogów, gdzie po ich przeczytaniu usta same układają się w szeroki uśmiech. Jest to idealny poprawiacz humoru. Dawno nie miałam do czynienia z książką, gdzie dialogi byłby tak dobrze napisane i przede wszystkim spójnie wplecione w całą opowieść. Są naturalne, niewymuszone, dzięki czemu nabierają dobrego smaku. Nie brakuje tutaj odważnych, kontrowersyjnych tematów, przez co nie można zaliczyć "Smacznego życia Charlotte Lavigne" do powieści bardzo lekkich. Ale można przyjemnie spędzić z nią czas.

Przystępny język, narracja pierwszoosobowa, trafne dialogi, ciekawe opisy, nietuzinkowe postacie i zabawne wydarzenia. To wszystko sprawia, że po książkę Nathalie Roy aż chce się sięgnąć. Czyta się błyskawicznie, nie ma się wrażenia znużenia czy irytacji. Pochłonęłam ją raz dwa i czuję niedosyt! Mam nadzieję, że szybko pojawią się kolejne dwa tomy perypetii Charlotte i jej przyjaciół. "Smaczne życie Charlotte Lavigne" ma szansę przypaść do gustu nie tylko zwolenniczkom książek obyczajowych czy smakoszy dobrego jedzenia, ale także wybrednym miłośnikom innych rodzajów literatury. Jest to duża dawka dobrego humoru w dobrym smaku. Jak najbardziej polecam!


Smaczne życie Charlotte Lavigne. Tom 1 [Nathalie Roy]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Nadciąga burza" Robin Bridges

Nie często sięgam po książki, o których niewiele słyszałam, a które zauroczyły mnie swoją okładką. Coraz częściej dobierałam powieści według opinii innych, z którymi gusta mamy podobne. Szukając siostrze książkę, z którą mogłaby spędzić wieczór, natknęłam się na "Nadciąga burza", o której nic nie słyszałam (a jak słyszałam to bardzo dawno temu i niewiele pamiętam), ale za to ma tak piękną okładkę, że nie sposób było przejść obok niej obojętnie. Tytuł niewiele mi mówił, opisu nie czytałam, więc była to wielka niewiadoma. No dobrze, wyzwanie "Grunt to okładka" również przyczyniło się lutowym hasłem do sięgnięcia po tę powieść, skoro już się nawinęła pod rękę.

Główną bohaterką i jednocześnie narratorką jest Katia, księżniczka Oldenburga. Dziewczyna w dzieciństwie odkryła swój dar, a może raczej przekleństwo, jakim jest wskrzeszanie zmarłych. Bycie nekromantą nie jest łatwe. Zwłaszcza, że w jej przypadku wystarczy intensywnie zapragnąć, by dana osoba wciąż była przy niej i... ożywa. Katia stara się nie używać swojego daru, ukrywa go przed rodziną, przyjaciółmi. Ale jest ktoś, kto próbuje zagrozić życiu carowi, a może uratować je bądź odebrać tylko nekromanta. Dar córki lekarza odkrywają księżniczki Czarnogóry i na siłę próbują połączyć Katerinę Aleksandrowną z ich bratem Daniłem. Zaczyna się wyścig z czasem, walka z ciemnymi mocami. Kto zwycięży? Jaki będzie finał?

Trzeba przyznać, że brzmi to dość zwyczajnie, chaotycznie, może bez polotu. Ale to tylko pozory! Gdy zaczęłam czytać już po kilku zdaniach historia pochłonęła mnie na tyle, że nauka na sesję egzaminacyjną odeszła na dalszy plan. Koniecznie musiałam przeczytać tę powieść do końca, bo byłam ciekawa, co też się wydarzy. Tyle tylko, że po przeczytaniu okazało się, że to pierwszy tom trylogii... Jednak jakże ciekawej!

Katia nie jest jedną z tych płytkich i naiwnych księżniczek, które tylko marzą o poślubieniu księcia i byciu królową lub carycą. Księżniczka Oldenburga jest wyjątkowa, ponieważ nie w głowie jej wychodzenie za mąż, aby zdobyć odpowiednią pozycję, tytuł, pieniądze. Ona marzy o byciu lekarzem, o prawdziwym uzdrawianiu chorych, wynajdywaniu lekarstw na rzadkie i śmiertelne choroby. Jednak w czasach, w których przyszło jej żyć, kobieta lekarz nie jest mile widziana. Na świecie istnieją trzy uniwersytety, które przyjmują na nauki kobiety, jednak wciąż nie jest to mile widziane. Dziewczynie pozostaje potajemnie czytać poradniki medyczne, magazyny i wszelkiego rodzaju podręczniki, a także nauka łaciny czy greki, która jest bardzo potrzebna przy tym zawodzie. Autorce udało się stworzyć naprawdę ciekawą postać, wyróżniającą się na tle innych, odważną. Podobała mi się kreacja głównej bohaterki, jej odwaga, o którą sama siebie nie podejrzewała, jej podejście do daru, ostrożność, niekiedy przebiegłość.

Na wyróżnienie zasługuje także Daria, kuzynka Kateriny, z którą uczyła się w Smolnym. Dziewczyna pełna energii, tryskająca dobrym humorem, choć początkowo niewyróżniająca się w tłumie. Jednak jest dość spostrzegawcza, potrafi połączyć niektóre fakty i w odpowiednim momencie je wyjawia. Taka cicha woda, która daje o sobie znać w kulminacyjnym momencie. Była dla mnie sporym zaskoczeniem, ponieważ uważałam, że niewiele wniesie do fabuły, a tu proszę. Dzięki niej akcja nabrała rozpędu i innego obrotu. Jest zdecydowanie postacią pozytywną. Na uwagę zasługuje również Elena księżniczka Czarnogóry, która choć wyraźnie pokazuje, że to ona jest sprawczynią niektórych sytuacji, trudno jej to udowodnić. Jest tak zwanym czarnym charakterkiem w powieści, z którym Katerina musi spędzać dużo czasu - w pokoju, na zajęciach, przy posiłkach, a nawet balach, na które są zawsze zapraszane. 

Podobał mi się klimat powieści, którzy stworzyła Robin. Czuło się ten chłód Petersburga, było świadkiem zwyczajów i obyczajów Rosji. Te wszelkie bale, stroje, sposób wyrażania się, etykieta dworska. Wszystko było dobrze ze sobą połączone, tworzyło spójną całość. Miałam wrażenie, że jestem w samym środku wydarzeń. Bardzo dobre przedstawienie epoki i rzeczy charakteryzujących tę śmietankę towarzyską. Jednak było coś, co bardzo mnie irytowało. Rozumiem, że w powieści występują księżniczki, książęta, car i caryca oraz wszelkie inne ważne osobistości, ale odnoszenie się za każdym razem po tytule, nawet w opisach mocno mnie irytowało. Dotarło do mnie, że Katia jest księżniczką Oldenburga, nie trzeba było tego powtarzać przy każdej możliwej okazji. Domyślam się, że tak przystoi w rzeczywistości, ale w książce Bridges mogła sobie odpuścić nadmiar tytułów. 

Sieć intryg, wiele niewiadomych, to wszystko było bardzo interesujące. Spodobało mi się też inne spojrzenie na wampiry i ożywicieli, które w tej książce występują. Nie są to stworzy iście ze "Zmierzchu", ale zupełnie inna odmiana, równie ciekawa, mniej cukierkowata. Bardzo realistycznie wplecione, przez co nie miało się wrażenia, że czyta coś naprawdę dziwnego, bardzo odbiegającego od świata rzeczywistego. Plus za to! Nigdy nie czytałam powieści o takiej fabule, więc byłam pod dużym wrażeniem. "Nadciąga burza" to naprawdę świetna książka i rozpoczęcie trylogii. Wciągająca historia, zwroty akcji, wciąż towarzyszące napięcie. Tak, jest to pozycja godna uwagi!
Czytaj dalej »

Narkotyki, morderstwa, niesłuszne oskarżenia - "Upiory" Jo Nesbø

Trudno napisać naprawdę dobry kryminał. Taki, gdzie zagadka będzie ciekawa, akcja dobrze poprowadzona, napięcie odpowiednio utrzymane, a i finał spektakularny. Do tej potrzebne zwroty akcji, zwodzenie czytelnika tak, by nie mógł od razu odgadnąć, kto jest sprawcą całego zamieszania. Wielu autorów próbowało zmierzyć się z tym gatunkiem. Jednym się udaje, inni popełniają błąd za błędem i nawet nie próbują się na nich uczyć. Istnieją także stereotypy, jakoby skandynawskie było lepsze niż polskie. Ile w tym prawdy? Nie mam pojęcia, gdyż niewiele mam do czynienia z tego typu literaturą, bo do tej pory trafiałam na dość przeciętne powieści kryminalne. Dlaczego sięgnęłam po Jo Nesbø? Słyszałam wiele pozytywnych słów na temat jego kryminałów, więc co mi szkodziło samej się przekonać?

Harry Hole po kilku latach wraca do Oslo, aby zająć się sprawą pewnego morderstwa. Dla policjantów sprawa jest już dawno zamknięta, ale nie dla detektywa. Narkoman zabił drugiego narkomana, przyznał się do tego czynu. Wszystko wyjaśnione, sprawca złapany, wina oczywista, więc co tu jeszcze szukać? Jednak mordercą jest Oleg, co nieco komplikuje sprawy. Hole ma dość osobiste motywy, próbuje udowodnić, że osoba, która została skazana, jest tak naprawdę niewinna. Dlaczego tak drąży? Ponieważ Oleg to syn kobiety, którą nasz detektyw kocha, ale nie potrafi z nią żyć. To chociaż poświęcając więcej czasu dla sprawy pozornie wyjaśnionej, będzie mógł udowodnić, że mimo uszczerbku na zdrowiu (i to niejednemu), on wciąż ma siłę i odwagę stawić czoła przestępczej społeczności i zagrożeniom z niej wynikającym.

Moja przygoda z "Upiorami" nie rozpoczęła się dość dobrze. Opornie szło mi czytanie, trudno było mi się skupić, nie potrafiłam odnaleźć się w tej fabule. Dopiero później zdałam sobie sprawę, że to jest już któraś z rzędu książka o detektywie, stąd moje zdezorientowanie w niektórych sprawach. Gdybym od razu sprawdziła, czy mogę swobodnie sięgać po kolejny tom serii bez obaw, że się nie pogubię, początkowe problemy nie byłyby moimi problemami. A tak, musiałam sobie co nieco dopowiadać, dowiadywać się z recenzji innych części. Oczywiście nie jest to duży problem dla osób, które nie znają żadnej historii o Harrym, ale mnie zirytowała ta niewiedza i musiałam dowiedzieć się kilku rzeczy, aby z czystym sumieniem wystawić adekwatną ocenę książki do treści w niej zawartej.

Gdy już przebrnęłam przez moją niewiedzę, cała historia wciągnęła mnie na dobre. Narkotyki to dość oklepany temat, morderstwa z ich powodu również, więc byłam ciekawa, jak Jo Nesbø udało się przedstawić tę sprawę w sposób ciekawy i wciągający. Muszę przyznać, że udało mu się. Środowisko narkomanów, samo uzależnienie, mechanizmy działania na rynku, przeszmuglowanie towaru... To wszystko zostało naprawdę rzetelnie przedstawione, a i w sposób łatwy i przestępczy dla osoby, która z tym tematem nie ma wiele wspólnego. To już mamy jeden z plusów dla autora za dobre zbudowanie miejsca akcji i wszystko z nią związanego. Mamy również dobrze wykreowanego detektywa, który jest wnikliwy, szybko łączy fakty, wie kiedy odpuścić sobie sprawdzanie jednych wskazówek, a którym poświęcić więcej uwagi. Widać, że Harry Hole zna się na swojej pracy. 

Przed sięgnięciem po "Upiory" zastanawiałam się, czy szybko odnajdę rozwiązanie zagadki. Owszem, Jo Nesbø dał mi wiele wskazówek i podpowiedzi, kto dokładnie stoi za tą całą sprawą, jak tego dokonał, a także dlaczego, ale co z tego, skoro zwodził mnie i to wiele razy! Ale to mi się podoba w kryminałach, że mam okazję sama pogłówkować nad sprawą, a nie być świadkiem, jak ktoś robi to beze mnie. Zwrotów akcji bardzo często brakuje w kryminałach, ale autor tej powieści widocznie ma już wprawę, bo wie w jakich momentach powinien wywrócić wszystko "do góry nogami". Akcja była napięta, niekiedy wręcz czułam, że za chwilę coś się wydarzy. I nie myliłam się. Jedynie moje przypuszczenia, co będzie miało miejsce, nie sprawdziły się. 

Moje pierwsze spotkanie Jo Nesbø i jego twórczością uważam za udane i z chęcią sięgnę po pozostałe książki z serii o Harrym Hole. Dobrze wykreowana postać detektywa tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że poprzednie części muszą być równie ciekawe, jak ta. Tylko następnym razem sięgnę po pierwszy tom serii, drugi raz nie zniosę mojej niewiedzy. A wszystkim fanom kryminałów i tym czytelnikom, którzy nie do końca są przekonani czy warto sięgać po książki tego autora, polecam. Naprawdę warto spędzić kilka godzin z powieścią Jo Nesbø. Będzie to udane spotkanie.


Upiory [Jo Nesbø]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia