"Księga stylu Coco Chanel. Jak stać się elegancką kobietą z klasą" Karen Karbo



Bycie elegancką zawsze jest w modzie. Zachowywanie się i wyglądanie z klasą także. W zasadzie jedno drugiego nie wyklucza. Czy zastanawiałaś się kiedyś, co oznacza to "z klasą"? Czy to markowe ubrania, droga biżuteria, wyszukane fasony ubrań? Niekoniecznie. Coco Chanel nie stawiała na wydziwianie. Ona bawiła się tym, co miała. Łączyła materiały, fasony, eksperymentowała z dodatkami czy kolorami. Jeżeli otworzysz swoją własną szafę i spojrzysz na ubrania to zobaczysz w niejednym rękę Chanel. Czarne sukienki, spódnice w kształcie litery A lub ołówkowa sięgająca kolan, dżersej, żakiety idealnie współgrające z jeansami i wiele, wiele innych to zasługa Coco Chanel. To właśnie jej kobiety zawdzięczają kieszenie, sukienki z obniżoną talią, krótkie wieczorowe sukienki, swetry przewiązywane w pasie, czy chociażby ubrania sportowe.

Ubrania o prostym kroju, podkreślające sylwetkę, w których można swobodnie się poruszać i bez obaw obwiesić biżuterią - to styl Chanel. (str. 12)

Nigdy nie przywiązywałam uwagi do ubioru. Owszem, nie łączyłam pomarańczowych ubrań z fioletowymi, żółtymi, czerwonymi czy niebieskimi, nie chciałam wyglądać jak klown w cyrku. Starałam się stawiać na neutralne odcienie niekiedy przełamując je jakimś kolorowym, rzucającym się w oczy dodatkiem. Nie wyszukiwałam oryginalnych fasonów, nie obwieszałam biżuterią od stóp do głów. Postawiłam na proste, podkreślające moją sylwetkę fasony i delikatną biżuterię. Jak się dowiedziałam - trafiłam w dziesiątkę. Coco Chanel od zawsze przywiązywała uwagę do swojego ubioru - lubiła się wyróżniać, ale wyglądając ładnie, kobieco, elegancko i z klasą. Kobieta zwróciła uwagę na to, że niedopasowane ubrania, przeważnie te luźniejsze, w których chcemy ukryć swoje niedoskonałości działają na nas bardziej niekorzystnie niż te dopasowane. 

Karen Karbo postanowiła stworzyć poradnik, w którym przekazałaby zasady dobierania ubrań i dodatków, łączenia fasonów, kolorów czy stylów tak charakterystycznych dla Coco Chanel, która stała się ikoną mody, elegancji. Dziś za ubrania projektowane przez markę Chanel płaci się niemałe pieniądze. Jednak nie trzeba wydawać fortuny, by wyglądać dobrze. Wystarczy zastosować kilka zasad przy kupowaniu ubrań w okolicznych sklepach, a na pewno będziemy się dobrze prezentować. Autorka poza radami Chanel postawiła na biografię projektantki, jej życie osobiste, a także historię działania firmy. W książce wyróżnia dwa style: ten stworzony przez Chanel do 1970 roku określa jako Chanel-Chanel, ubrania powstałe po 1982 roku, a więc po przejęciu firmy przez Karla Lagerfelda jako Lagerfeld-Chanel. Jest to ważne rozróżnienie, ponieważ poznając podstawy stylu Coco wiemy, czego sama projektantka by nie połączyła, co uważała za klasyczne i idealnie komponujące się, a co jest dziś charakterystyczne dla stylu promowanego jej nazwiskiem, a ma niewiele z nią wspólnego. 

Przyznam, że choć sięgnęłam po "Księgę stylu Coco Chanel..." w celu dowiedzenia się, w czym będzie mi najlepiej, co jest mile widziane w zestawach ubraniowych, a czego lepiej za nic w świecie nie łączyć i jakie ubrania powinna mieć w swojej szafie każda kobieta, to jednak bardziej skupiłam się na życiu Coco Chanel, o której tak niewiele do tej pory wiedziałam, a która jest naprawdę interesującą osobą. Zaskakuje mnie też to, jaką otoczkę, atmosferę wokół siebie stworzyła. Zaintrygowała mnie historia, jak z prostej dziewczyny dbającej o siebie stała się ikoną mody docenianą dziś na całym świecie. To właśnie to w lekturze najbardziej mnie zaabsorbowało i w stu procentach zadowoliło. Stwierdzam, że powyższa lektura jest nie tylko dobrym poradnikiem, ale ciekawym zbiorem biograficznych informacji o życiu francuskiej projektantki, plotek krążących przez tyle lat wokół jej osoby i inspiracji. Do tego autorka posługuje się prostym językiem, wtrąca wiele swoich przemyśleń, błyskotliwych spostrzeżeń, zabawnych komentarzy. Czytanie tej książki staje się prawdziwą przyjemnością, a każde zagadnienie wydaje się być interesujące. W niektórych momentach Karen Kobo mogła się pokusić o skrócenie pewnych historii, zbędnych tłumaczeń, jednak całość jest dobrze skomponowana, treść gra główną rolę, wszystko jest zwięźle i na temat przedstawione. Jestem miło zaskoczona!

Pamiętajcie! Przed wyjściem z domu spójrzcie w lusterko i zdejmijcie jedną ozdobę. Unikniecie w ten sposób przesady, kiczu i czego tam się jeszcze świat mody obawia.


Księga stylu Coco Chanel [Karen Karbo]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

Poznaj mnie! (#2) - Moje czytelnicze przyzwyczajenia

Tak, to już druga część cyklu Poznaj mnie!, który jak zauważyłam przypadł Wam do gustu (co mnie bardzo cieszy). No i przy okazji przyznam się, że jestem zawalona notatkami na kolejne cztery egzaminy, więc z recenzjami gorzej - wtedy z pomocą przychodzą mi te cykle (jednak obiecuję, że nie zasypię Was nimi z tego powodu). Z racji tego, że celowo pominęłam kilka aspektów tworząc notkę o tym, jaką jestem czytelniczką, teraz tak jakby ciąg dalszy. Pokrótce opowiem jak czytam, gdzie czytam, co towarzyszy mi podczas czytania, etc. Jesteście gotowi? W takim razie zapraszam! Ale ostrzegam, przyda się coś do picia i podjadania.



Gdzie czytam?

Przeważnie czytam w domu, w zaciszu swojego pokoju. Kładę się wygodnie na łóżku podparta wielkimi poduchami, przykrywam nogi cieniutkim kocykiem (wiecie, tak w razie czego, gdybym od tego siedzenia zmarzła i nie miała chęci odrywać się od książki, aby poszukać czegoś do przykrycia; warto o to wcześniej zadbać) i zagłębiam się w lekturę. Przeważnie, bo nie zawsze mam na to czas. Najczęściej robię tak przed snem, gdzie zapalam malutką lampkę tworząc swoisty, ciepły klimat, którzy sprzyja miłemu czytaniu. 

Jednak jak to z czasem studentki bywa, mało go posiadam. Wówczas książki towarzyszą mi w trakcie dojazdów na uczelnię. Nieważne, że autobus niemiłosiernie trzęsie, ludzie się na Ciebie przewracają przy każdym zakręcie, a Ty musisz ukradkiem zerkać przez okno, aby nie przegapić własnego przystanku. Ja w takich nieprzyjemnych warunkach po prostu muszę czytać! Co innego można robić przez prawie czterdzieści minut? Podróżując następnym autobusem przez 15 minut odpuszczam sobie czytanie, a delektuję się świeższym powietrzem - różnica między autobusami i kulturą tamtejszych ludzi jest przerażająca. 

Co poza transportem? W trakcie przerw między wykładami, gdzie wykładowcy mają tendencję do spóźniania się, bądź niepojawiania się, w ostateczności odwoływania zajęć. Co wtedy robić, gdy niekiedy ma się nawet do pięciu godzin czasu wolnego? Książka jest zbawieniem! To samo, gdy zajęcia okazują się być wyjątkowo nieciekawe... Nie zliczę ile ciekawych pozycji przeczytałam w trakcie mniej ciekawych wykładów czy ćwiczeń. Chcieć to móc - zawsze znajdzie się odrobina czasu dla książki.

Jak czytam?

Najwygodniejszą pozycją dla mnie jest tzw. na leniwca, czyli pół leżąca - pół siedząca. Oczywiście wygodniej jest, gdy leżymy na większych poduszkach, wtedy i plecy nie bolą i kark, który w innym wypadku jest zbyt napięty... Tak, tak, przerobiłam już mnóstwo pozycji. Jeszcze dość dobrze czyta mi się totalnie na leżąco z małą poduszką pod głową czy karkiem (najchętniej wykorzystuję to na plaży) i ewentualnie na brzuchu podpierając się łokciami. Jednak numerem jeden jest pozycja na leniwca.

Jeżeli nie mam możliwości czytania w ten sposób, wówczas siadam i opieram się o ścianę (np. na uczelni), nogi uginam w kolanach, książkę opieram na nich i... czytam. Mniej wygodnie, ale zawsze lepiej niż bezpośrednio na krześle - te są dla mnie bardzo niewygodne, szybko boli mnie kręgosłup. Jeżeli czytam tylko kilka minut to ok, pozycja nie robi dla mnie wielkiego problemu, ale jak się wciągam w fabułę i mogę sobie pozwolić na długą ucieczkę w lekturę to muszę mieć wygody! 

Potraficie czytać na stojąco? Bo ja tak! Życie studenckie tego uczy, a najbardziej podróżowanie komunikacją miejską, bardzo zatłoczoną. Wystarczy znaleźć odrobinę wolnej przestrzeni (czyt. podłogi) i coś do podparcia (rurka, biletomat, okno, drzwi), a czytanie staje się możliwe! Najlepszym rozwiązaniem jest noszenie ze sobą czytnika (na szczęście posiadam takie cudo), wówczas nie ma problemu z używania jednej ręki do trzymania i przewijania stron, a drugiej do podtrzymywania przed upadkiem. Sądzę, że studia jednak czegoś mnie nauczyły... ;)

Z czym czytam?

Najprzyjemniejsza rzecz zaraz po samym fakcie czytania dobrej książki. Bardzo często korzystam z przeróżnych umilaczy. Począwszy od pysznej herbatki (zwykła z cytrynką, owocowa, ziołowa - mięta, melisa, zielona, rumianek, lipa, pokrzywa...), po kawę, soki różnych smaków, wodę niegazowaną aż po koktajle w upalne dni czy rzadko, ale jednak - piwo smakowe. Napój pod ręką po prostu musi być, nie ma innej opcji. Nierzadko podczas czytania towarzyszą mi smakołyki - jakieś cukierki owocowe, krówki (te z tekstem od wewnętrznej strony papierka, zawsze jestem ciekawa na co trafię), owoce pokrojone w plasterki czy kostkę (teraz jest idealny czas na truskawki i banany z jogurtem naturalnym, mniam!). Całkiem niedawno przy każdej książce wcinałam kisiel. Przerobiłam chyba wszystkie możliwe smaki, jakie dostałam w okolicznych sklepach, jednak najbardziej trafia do mnie tego roku truskawka. Rzadziej można znaleźć orzeszki, paluszki sezamowe, czy chipsy o przeróżnych smakach. Staram się ograniczać spożywanie takich produktów, a na pewno z dala od moich "dzieci", bo lubią pozostawiać między kartkami niespodzianki dla następnych czytelników... Jednak nie jestem aż tak asertywna, by odmawiać im swojego towarzystwa bardzo często. ;) Ach i jeszcze podkład muzyczny... Ale to zostawię na osobny post, wraz z przykładami.

Jak wybieram, co czytam?

W pierwszej kolejności wybieram książki, które otrzymałam do recenzji. Z czasem bywa u mnie różnie, a terminy niekiedy gonią (te narzucone sobie przeze mnie i te mieszczące się w granicach zdrowego rozsądku jeśli chodzi o "umowę"), więc aby mieć czyste sumienie, zaczynam czytać najpierw te. Następnie wybieram coś z własnej półki i/lub pożyczone z biblioteki czy znajomych. W przypadku tych od współprac to decyduje przeważnie (ale nie zawsze) kolejność otrzymania i objętość. Gdy mam wziąć do ręki coś własnego czy pożyczonego z większym terminem luzu, wówczas rozpoczyna się cały rytuał przejścia. Podchodzę do mojego zapchanego książkami regału i jadę wzrokiem od lewej do prawej, przez każdą półkę. Gdy to zrobię, przejeżdżam tę samą trasę ręką, przy czym przymykam oczy. Wówczas wtedy wiem już jaka pozycja najbardziej mnie do siebie w danej chwili przekonuje. Jeżeli nie to wpatruję się w jedną półkę, która mnie przyciąga i spośród tych egzemplarzy wybieram ten, który zaintryguje mnie kolorem. Dziwne? Być może, ale jakie skuteczne! W 99% trafiam na właściwą pozycję we właściwym czasie. Polecam Wam taki sposób.

Na dziś to tyle. Mam nadzieję, że ten post pomógł Wam nieco bliżej mnie poznać i zmotywował/zainspirował do stworzenia u siebie podobnego. Chętnie przeczytam, jak to u Was wygląda! A ja tymczasem uciekam dalej się uczyć na egzamin, a Was zostawiam z piękną piosenką, którą odtwarzam wciąż i wciąż...



* Zdjęcia pochodzą stąd i stąd.
Czytaj dalej »

"Zimowa opowieść" Mark Helprin

"Zimowa opowieść" zawojowała książkową blogosferę. Gdzie się nie obejrzałam tam zapowiedź powieści, recenzja, wyrażenie chęci jej przeczytania, spoty reklamowe, etc. Początkowo nie byłam przekonana, czy ta pozycja będzie dla mnie odpowiednia i czy jest sens poświęcać jej czas. Ale im częściej natykałam się na okładkę książki Marka Helprina, tym większą chęć miałam. W końcu skusiłam się na nią i tak trafiła w moje ręce. Gdy zobaczyłam jaka z niej cegiełka to przeraziłam się. Ale jak zaczęłam czytać tę powieść... Pochłonęła mnie i liczba stron nie miała znaczenia!

Tytuł niewiele mówi, czego możemy się spodziewać po treści książki. Jednak okładka już nieco przybliża nam fabułę. Miasto, śnieg, biały koń, pościg, lot. Patrząc na umiejscowienie zwierzęcia w górnej części okładki można wywnioskować, że jest to powieść podchodząca pod baśń. Czy skojarzenia są dobre? Przekonałam się o tym rozpoczynając lekturę. Autor rozpoczyna historię od ucieczki białego konia ze stajni z Brooklynu, a także od wątku włamywacza Petera Lake'a. Mężczyzna uciekając przed swoimi prześladowcami w drodze ucieczki spotyka białego konia, z którym od tamtej chwili podróżuje, ucieka przed wrogami, walczy, cierpi, ponosi porażki i zwycięstwa. Jest to duet nietypowy, ale jak najbardziej zgrany i pełen nieprzewidzianych zachowań. Jednak cała historia nie kręci się tylko wokół tych dwóch postaci. Mark Helprin postanowił stworzyć powieść wielowątkową. Stworzył mnóstwo postaci, mnóstwo wątków, które prowadzi jedne obok drugich, od czasu do czasu łącząc wydarzenia, krzyżując postacie, by w następnej chwili porzucić je na korzyść innych. Do tego dochodzi napięcie już od pierwszych stron i emocje, które na szczęście autor odpowiednio nam dawkuje.

W "Zimowej opowieści" bardziej od samych wydarzeń i nietuzinkowych postaci zaintrygowały mnie opisy. Bogate słownictwo, które w piękny sposób obrazuje nam Nowy Jork, jakiego jeszcze nie znamy. Do tego Mark zwrócił uwagę na kulturę i obyczaje postaci drugo- i trzecioplanowych, na pierwszy rzut oka mało znaczących. Ci bohaterowie tworzą swoiste tło, podłoże dla powieści i swoimi poglądami, zwyczajami i tradycjami pomagają nam zrozumieć w jakim świecie przyszło żyć Peterowi i innych postaciom. Autor skupił się na portrecie psychologicznym włamywacza dość drobiazgowo (aczkolwiek bez przesady, bez nudy), poświęcając też trochę miejsca dla jego historii z dzieciństwa i tego, w jakich okolicznościach znalazł się w tym mieście i co go doprowadziło do takiego a nie innego życia. Samo wspomnienie o tym, jak Luke jako porzucone dziecko dryfował w łodzi zasługuje na osobną minipowieść. Podobnie ma się sprawa z innymi wątkami, niekoniecznie związanymi z włamywaczem i pięknym białym koniem. Wiele historii, które dość spójnie udało się połączyć pisarzowi zasługuje na oddzielną powieść. Dlaczego w takim razie autor postanowił wszystkie umieścić w jednej książce? Nie mam pojęcia, aczkolwiek zrobił to naprawdę dobrze.

Naprawdę trudno opisać tę książkę. Zawiera w sobie sporo różnorodnych wątków, wiele postaci, barwnych opisów. Trudno to wszystko ująć jakoś zgrabnie w zdania, aby nie zaspoilerować Wam tej powieści. Szkoda by było, abyście z czyjegoś tekstu dowiedzieli się zbyt wiele o fabule i tym samym stracili naprawdę dużo. Sięgnięcie po "Zimową opowieść" było jak najbardziej właściwą decyzją. Przeżyłam niesamowitą ucztę literacką, którą starałam sobie przedłużać i dawkując rozdziałami czytałam ją co kilka dni. Autor zręcznie posługuje się piórem, tworzy intrygujące wydarzenia i postacie, ubarwia je niesamowitymi opisami przenoszącymi czytelnika do świata baśni, ale niekoniecznie tej dobrej. Trudno przetłumaczyć odpowiednio tekst, aby zachować magię, którą stworzył autor. W tym wypadku jak najbardziej się udało i byłam oczarowana. Dawno nie miałam do czynienia z tak dobrze skonstruowaną powieścią, która licząc prawie siedemset stron, nie nudziła mnie ani przez chwilę. Każde zdanie czytałam z dużą uwagą, podziwem dla kunsztu literackiego i nieograniczonej wyobraźni.

Każdy, kto waha się, czy aby "Zimowa opowieść" jest dla niego, stanowczo i z czystym sumieniem namawiam Was do tego. Sięgnijcie, przeżyjcie niesamowitą przygodę z bohaterami, bawcie się dobrze i otwórzcie oczy na nowy świat. Jestem przekonana, że nie zawiedziecie się i będziecie tak jak ja żałować, że tak późno została przetłumaczona u nas w kraju i, że tyle zwlekaliście z jej przeczytaniem. Mark Helprin pisze niby tak niepozornie, a jakże ciekawie!

Zimowa opowieść [Mark Helprin]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Zagubione niebo" Katarzyna Grochola


O Katarzynie Grocholi przez ostatnie lata zrobiło się naprawdę głośno. Wydaje książkę za książką i co ważne, każda z nich jest na wysokim poziomie. Pisze życiowo, z dystansem, dobrym humorem, ale też z nutą goryczy. Miałam za sobą już kilka książek autorki, toteż w ciemno sięgnęłam po najnowszą "Zagubione niebo". Nie wiedziałam tylko, że jest to zbiór opowiadań. Swoją drogą - naprawdę dobrych!

"Zagubione niebo" jest o tym, że wszystko co się kończy może stać się początkiem czegoś nowego. Koniec nie zawsze oznacza tragedię czy życiową porażkę. Zamknięcie pewnego etapu w życiu jest ważnym krokiem w przyszłość, często jest zapowiedzią czegoś dobrego, pięknego, od dawna wyczekiwanego. Nie zawsze coś, co na pozór jest złe czy niemożliwe takie jest w rzeczywistości. W powyższej książce znajdziemy piętnaście opowiadań, które napisało życie. Autorka jest bardzo dobrą obserwatorką, która potrafi przelać na kartkę papieru wszystkie emocje w taki sposób, że aż chce się o tym czytać. Każde z nich traktuje o miłości, lecz nie takiej zwyczajnej, jednowymiarowej; o życiu każdego z nas. Katarzyna Grochola opisała pierwsze miłości, uniesienia, a także bolący upadek. Odnaleźć na kartach można również zachwyt nad tym, co nas otacza, radość z krótkich chwil, radosne momenty, jak i rozczarowania życiowe, porażki, rozstania. Autorka na przykładzie kilku historii pokazała, jak wielką siłę ma przebaczenie, a także jak wiele sił niektórych to kosztuje. Czasem człowiek inaczej odbiera pewne fakty, zbyt szybko unosi się emocjami, zbyt szybko poddaje, a później okazuje się, że przez kilka następnych lat się mylił i stracił szansę na naprawienie swoich błędów. Nie chcę przytaczać tu poszczególnych opowieści, gdyż uważam, że każdy czytelnik powinien sam przekonać się na własnej skórze o czym one traktują, co zawierają i to, jak duży wpływ będą miały one na jego postępowanie.

Rzadko kiedy sięgam po krótką formę literacką, ponieważ do niedawna uważałam, że nikt nie jest w stanie w tak krótkim czasie przykuć moją uwagę na tyle, bym z wypiekami na twarzy doczytała do końca. Opowiadania są bardzo trudną formą literacką, wręcz wymagającą od pisarza pełni skupienia, umiejętności prowadzenia akcji, budowania odpowiedniego napięcia i stworzenia bohaterów wiarygodnych, z plejadą uczuć i emocji. Katarzynie Grocholi się to udało. Każda z zawartych w "Zagubionym niebie" historii wciągnęła mnie od samego początku. Czytałam i nie mogłam się oderwać. Kartka po kartce, zdanie po zdaniu, słowo po słowie... Coś niesamowitego! Wydarzenia bardzo rzeczywiste, często łączone z dystansem do świata, ludzi i ich poglądów, z dobrym humorem, ale także przemyconymi prawdami życiowymi i wartościami. Każde z tych piętnastu opowiadań jest swoistą perełką, po którą powinien sięgnąć każdy, kto tylko jest niepewny swoich kroków, znajduje się na rozdrożu, nie wie jaką podjąć decyzję. Pisarka daje moralnego kopa i nadzieję, że nie wszystko, co się kończy, musi oznaczać definitywny koniec. Często drzwi, które za sobą zamykamy sugerują nową drogę, na której czeka druga para - ta prowadząca do lepszych chwil. Ja dostałam ważną lekcję od autorki i wiem, że nie mogę zmarnować szans, które dało mi życie. A Ty?

Zagubione niebo [Katarzyna Grochola]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia