Katarzyna Michalak "Serce Ferrinu. Kroniki Ferrinu tom 3"


Kroniki Ferrinu to seria romantyczno-fantastyczna. W zamyśle autorki miała to być typowa seria fantastyczna z dodatkiem romansu, jednak w moim mniemaniu proporcje zostały odwrócone. Jednak pierwszy tom spodobał mi się na tyle, że z chęcią sięgnęłam po drugi. Przeżyłam lekki szok wiedząc, że sytuacja się powtarza, wydarzenia są bardzo podobne, tyle, że w innym czasie. Sądziłam, że w tomie trzecim autorka pokusi się o coś nowego, ale... Poza główną bohaterką prawie nic się nie zmienia.

W prawdziwym świecie mija dwadzieścia pięć lat, w Ferrinie jednak mijają sekundy. Gabriela, córka Anaeli dell'Soll przybywa do Ferrinu z polecenia własnej matki, aby doprowadzić sprawę do końca i wypełnić przepowiednię. Nie do końca rozumie jakie jest dokładnie jej zadanie, czym jest Serce Ferrinu, ani dlaczego wszyscy zachowują się tak, jak zachowują. Trudno jej pojąć zachowanie mężczyzn, którzy są w jej pobliżu, a także ma problem z określeniem uczuć do własnego ojca, a który odpowiada za życie wielu osób. Próbuje także pojąć, co bogowie chcą jej przekazać i jak ważną kartą przetargową jest. Co zostało jej zapisane przez bogów, a co może zmienić swoim zachowaniem, czynami, zrozumieniem?

Tak naprawdę trudno w kilku zdaniach opisać fabułę, ponieważ prawie wszystko miało już miejsce w dwóch poprzednich tomach. Zostały przedstawione wydarzenia z nieco innego punktu widzenia, ale niekoniecznie ta perspektywa wnosi coś nowego do powieści. Dobrym krokiem było stworzenie Gabrieli i zrobienie z niej głównej bohaterki. Szkoda tylko, że okazała się być taka nieporadna, zagubiona, niczym nie przypominająca swojej matki, która miała w sobie nieco odwagi, hartu ducha i nie była aż tak naiwna (chociaż i tak ponad stan). Początkowo można jednak uznać je za dwie krople wody, jednak przy bliższym, głębszym poznaniu szybko można wyłapać te różnice. Gabriela już na starcie komplikuje sobie sprawę, tworzy swój fałszywy obraz chcąc wykazać się sprytem i przebiegłością, co sprawia, że nie spotyka się z uznaniem osób, które chcą ją chronić i pomóc jej wypełnić przepowiednię. Jednym przedstawia się jako córka Anaeli dell'Soll, innym podaje się za jej siostrę, czym wzbudza konsternację, lekkie zaskoczenie, zamieszanie i w efekcie brak zaufania.

Sama fabuła nie jest zbyt ciekawa. W założeniu miało się coś dziać, miało być więcej intrygujących wydarzeń, ciekawych zwrotów akcji, szybszego bicia serca, w efekcie nie było nic z tych rzeczy. Czytałam z dużym ociąganiem, nie czułam więzi z bohaterami, nie intrygowały mnie te wszystkie zdarzenia i zachodzące relacje między bohaterami. Na jedyną uwagę wciąż zasługuje Saris, który w każdym tomie jest niezmienny - podchodzi ostrożnie do nowych postaci, jest wierny słusznej sprawie, jak coś zaczyna to doprowadza to do końca i robi to w najlepszy z możliwych sposobów. Postać jak najbardziej pozytywna, mocna, wyrazista, oryginalna. Jedyna, dla której warto w ogóle sięgnąć po kolejne tomy Kronik Ferrinu.

Nie lubię zostawiać rozpoczętych serii, więc z ciekawości, lecz z mniejszą niecierpliwością, sięgnę po kolejne dwa tomy. Mam jednak nadzieję, że w czwartej części Katarzyna Michalak zaskoczy Czytelników nieco bardziej. Pomysł na fabułę ma potencjał, ale do tej pory nie został jeszcze wykorzystany w pełni. Serce Ferrinu jest trzecim tomem cyklu i jak do tej pory najsłabszym ogniwem. Powieść ta jest przegadana, dłuży się, wręcz ciągnie. A to sprawia, że odechciewa się doczytać do końca, a co dopiero poznać dalsze losy bohaterów. Jedynie zakończenie daje Czytelnikowi nadzieję, że być może powróci Anaela i doprowadzi sprawę do końca w miarę najlepszy sposób, a na pewno najciekawszy, najbardziej widowiskowy, nowatorski.

Serce Ferrinu [Katarzyna Michalak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Dziewczyna w lustrze" Cecelia Ahern



O Ceceli Ahern słyszał chyba już każdy. Całkiem niedawno wydawnictwa prześcigały się w wydawaniu jej książek, przez co byliśmy zasypywani w nowościach jej twórczością. Jednak mi to wcale nie przeszkadza, bo autorka pisze rewelacyjnie, umiejętnie łączy realizm z magią i radzi sobie dobrze nie tylko w powieściach, ale także w opowiadaniach!

Dziewczyna w lustrze to dość mały objętościowo zbiorek dwóch opowiadań, bo liczący zaledwie 96 stron. Pierwsze opowiadanie, tytułowa Dziewczyna w lustrze, jest o kobiecie, którą wychowała niewidoma babcia. Już w dzieciństwie Lila została uświadomiona, że jej ukochana babcia, choć nie widzi, nie lubi luster, więc w jej obecności wszystkie muszą być zakryte czarną kotarą. Dla niej nie wydawało się to dziwne, aż do pewnego dnia. W dniu ślubu wychodzi na jaw tajemnica rodzinna, która na zawsze zmieni przyszłość kobiety.

Muszę przyznać, że opowiadanie wciągnęło mnie już od pierwszych stron i przerwałam tylko po to, aby wyjść z domu, spakować walizki do samochodu, usiąść, zapiąć pasy na miejscu pasażera i... śledząc trasę na nawigacji podczytywać dalej Dziewczynę w lustrze. Miałam zamiar tę niewielką książeczkę zabrać na plażę, ale nie zdążyłam. Przeczytałam ją w mig! Choć Ahern przedstawiła czytelnikom historię na kilkudziesięciu stronach to zadbała o wszystko - o dobre portrety psychologiczne bohaterów, ciekawą akcję, intrygującą tajemnicę, nutkę napięcia i niepewność. Aż do ostatnich stron tej historii nie mogłam się od niej oderwać i kibicowałam głównej bohaterce. Sam pomysł z lustrami był bardzo ciekawy, w końcu po co niewidomej kobiecie lustra, na dodatek zakryte kotarą? Przecież i tak się w nim nie widzi. I takie pytanie zadają sobie bohaterowie tego opowiadania.

W drugim opowiadaniu pt. Maszyna wspomnień, głównym bohaterem jest nie człowiek, lecz maszyna do zmieniania wspomnień. Autorka wie, że odgrywają one znaczącą rolę w życiu każdego człowieka, toteż jeden z bohaterów przez przypadek wynalazł maszynę, która to nie pozwala wspomnieniom zniknąć. Wynalazek i jej pomysłodawca stają się coraz popularniejsi, tym bardziej, im częściej odwołują spotkania, im częściej unikają rozgłosu, popularności. 

Sam pomysł na fabułę opowiadania nie był zły, wręcz przeciwnie. Jednak zabrakło mi w nim "tego czegoś". Czytając wcześniej Dziewczynę w lustrze odczuwało się pewną dozę napięcia, zainteresowania, tu autorka jakby spuściła z tonu. Jest ciekawie, jest tajemnica, są bohaterowie z tajemnicami, jednak brakuje magii. Owszem, Cecelia Ahern łączy i w tym opowiadaniu realizm z magią, ale to nie to samo. Przeczytałam, bo przeczytałam, ale nie wzruszyło mnie, nie zaskoczyło, nie zdziwiło. Chociaż muszę przyznać, że taka maszyna w wielu przypadkach po prostu by się przydała. Podtrzymanie pamięci o tym, o czym nie chce się zapomnieć? Kto by nie skorzystał, aby utrwalić, bądź zmodyfikować swoje wspomnienia?

Drugie opowiadanie zdecydowanie mnie rozczarowało, bo po pierwszym tak mocnym spodziewałam się czegoś lepszego, bądź napisanego na tym samym poziomie. Jednak muszę przyznać, że w każdym z nich widać wyraźnie, że autorka poświęciła dużo czasu na dopracowanie szczegółów i zadbała o spójność wydarzeń. Dobrze wplotła tajemnicę z rozgrywającymi się wydarzeniami tworząc coś niesamowitego. Kreacja bohaterów w każdym z tych opowiadań jest dobra, ich portrety psychologiczne, tajemnice, charaktery. Choć są to krótkie opowiadania i nie dowiadujemy się z nich o postaciach tyle, ile byśmy chcieli, to jest to wystarczająca ilość, by zrozumieć ich postępowanie, przeszłość, tajemnice. Styl historii w tym zbiorku jest prosty, ale niepozbawiony magii. Wyraźnie widać, kto jest autorem tych opowieści. I choć nie potrafię konkretnie powiedzieć, czym się ten styl charakteryzuje to każdy, kto przeczytał choć jedną książkę autorki, odgadłby, kto jest autorem tego zbiorku. Osobiście polecam, gdyż nie jest to duża objętościowo książka, pochłonie Was na dobre kilkadziesiąt minut, to jednak pozostawi po sobie trwalszy ślad, wprowadzi Was w niemałą konsternację, niepewność.


Dziewczyna w lustrze [Cecelia Ahern]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Nieznajomy" Megan Hart

Megan Hart jest dość popularną autorką powieści erotycznych. Jak wiadomo, w takich książkach na pierwszy plan wysuwa się seks, jednak Hart dba także o odpowiednie tło, kreację bohaterów, tajemnice. Z pozycji typowo erotycznej przekształca się w powieść o zabarwieniu erotycznym z dobrą fabułą. Właśnie dlatego lubię sięgać po twórczość tej autorki, bo wiem, że sceny zbliżenia kochanków będą dobrze przedstawione, a także całe tło, fabuła, również będzie interesująca. Nic więc dziwnego, że jak tylko pojawiła się premiera Nieznajomego wiedziałam, że muszę go przeczytać. I czym prędzej to zrobiłam.

Tym razem mamy do czynienia z właścicielką zakładu pogrzebowego, który przejęła po ojcu. W wolnym czasie korzysta z usług nieznajomych, prościej mówiąc - płaci za seks mężczyznom, a także swoją anonimowość. Na jednym z takich umówionych spotkań, Grace podrywa przystojny Sam. Wszystko by się zgadzało - scenariusz, który obmyśliła i przedstawiła nieznajomemu w trakcie umawiania spotkania, cechy charakterystyczne nieznajomego, jakie jej uprzednio przekazano... Tylko nie przewidziała, że nieznajomy może okazać się prawdziwym nieznajomym, z którym pójdzie do łóżka, a nie tym, za którego zapłaciła. Grace jest kobietą niezależną, która odsuwa od siebie bliskich, trzyma dystans, nie angażuje się uczuciowo, gdyż nie chce cierpieć tak, jak cierpią bliscy osób, których chowa na co dzień. Jednak Sam staje się jej osobistą obsesją, a przecież okazał się być zwykłym nieznajomym, z którym nawet nie wymieniła się numerem telefonu, nie podała swoich prawdziwych danych. Jednak los potrafi namieszać w życiu niejednego człowieka...

Fabuła wydała mi się intrygująca, niecodzienna. Kobieta, która płaci za seks mężczyznom? Może nie jest to coś nowego, ale na pewno niecodziennego. Częściej spotykamy mężczyzn, którzy płacą za usługi prostytutek, nie odwrotnie. Jednak mężczyźni z firmy, gdzie Grace zamawia swoje usługi, nie są tacy zwyczajni. Przechodzą odpowiednią selekcję, są dobierani według określonych kryteriów, muszą spełniać pewne wymagania. Ich usługi także nie należą do najtańszych. Jednak nie każde spotkanie kończy się seksem - kobiety płacą mężczyzną za czas, który im poświęcają, a seks nierzadko jest po prostu wisienką na torcie. 

Spodobał mi się portret psychologiczny głównej bohaterki. Grace jako kobieta niezależna finansowo i uczuciowo od nikogo, może sobie pozwolić na wiele. Ma własną firmę, własne mieszkanie, własne problemy, ale także wtrącającego się we wszystko ojca, który był poprzednim właścicielem firmy. Jest to osoba zaradna, która nie poddaje się tak łatwo, uparta, dąży do obranego sobie celu. Myśli racjonalnie, choć nie odmawia sobie odrobiny szaleństwa. Postać, która wzbudziła moją sympatię, a także niemały podziw. Bohaterka, która zasługuje na miano pozytywnej postaci powieści, taka, z którą chciałoby się pójść na kawę i poznać jej punkt widzenia w nieco większych szczegółach. Podobnie ma się sprawa z pozostałymi bohaterami pojawiającymi się w Nieznajomym. Megan Hart wykreowała postacie drugoplanowe z taką samą starannością, z jaką stworzyła Grace. Każdy z nich ma własną osobowość, cechy charakterystyczne, własne życie i tajemnice, które robią z nich atrakcyjniejszych członków wydarzeń. 

Sama fabuła na pewno nie jest banalna. Choć oczywiście jest przewidywalna, jak to często ma miejsce w romansach i powieściach erotycznych, to jej przebieg jest bardzo interesujący. Autorka nie tylko zadbała o to, by zbliżenia kochanków były piękne pod względem estetycznym, odważne, pobudzające zmysły czytelnika, ale też stworzyła wiarygodną fabułę. Sytuacje pojawiające się na kartach tej powieści wiele razy wzbudzały gromki śmiech, niekiedy chwilę na refleksję (zwłaszcza w momentach, gdzie Grace zastanawiała się nad odejściem człowieka z tego świata). Nie spodziewałam się ambitnej literatury, gdyż książki erotyczne rządzą się swoimi prawami to jednak dostałam coś naprawdę dobrego. Akcja brnie do przodu, choć nie na łeb, na szyję. Mamy tu także zwroty akcji, niespodziewane wydarzenia, zaskakujące momenty. Megan Hart stworzyła naprawdę dobry erotyk z wątkiem obyczajowym, który warto przeczytać. I choć język nie jest zbyt wyszukany, jest wręcz po prostu prosty to nie umniejsza lekturze niczego. Zachęcam do przeczytania!
Czytaj dalej »

"Dom cudzych marzeń" Philippa Gregory

Philippę Gregory większość czytelniczek (bo głównie po jej książki sięgają kobiety) kojarzy z powieści historycznych. Jednak ja swoją przygodę rozpoczęłam nieco na opak. Najpierw sięgnęłam po Odmieńca, później po Krucjatę, a teraz przyszła pora na Dom cudzych marzeń. Powieść obyczajową, która kończy się... tego się po prostu nie spodziewacie!



Elizabeth miała poukładane, wręcz idealne życie. Poślubiła mężczyznę, z którym była szczęśliwa, urodziła mu dwójkę dzieci, a także stworzyła dom, który był obiektem zazdrości niejednej osoby. Ale jej synowa nie miała tak pięknego życia. Ruth poślubiła wprawdzie mężczyznę z miłości, Particka, początkowo wiedli spokojne życie. Skupili się na karierze, a myśl o dziecku chwilowo odłożyli na bok. Jednak gdy trafiła się okazja do kupna domu niedaleko teściów, jej mąż przestaje brać pod uwagę zdanie żony i słucha się rodziców. Wkrótce po tym okazuje się, że Ruth jest w ciąży. Zaczyna się życie, o którym marzył mąż i teściowie kobiety, ale nie ona sama. Jednak nie wszystko poszło tak, jakby sobie tego życzyła.

Ruth już od początku nie była traktowana na równi, lecz jako człowiek gorszej kategorii. Z racji tego, że była sierotą, była łatwym celem manipulacji, obiektem idealnym do wykreowania na własne podobieństwo. Dano jej odczuć, że nie spełnia oczekiwań teściów, a wkrótce swojego męża. Wyraźnie widać konflikt pokoleń, panujące konwenanse, podział na sferę wyższą, niczym elitę, a tą niższą, biedotę. Łatwo można dostrzec stereotypy, jakie panują w tej rodzinie, a także kto tak naprawdę trzyma rękę na pulsie. Kobieta została wplątana w sieć kłamstw, intryg, szybko stała się łatwym celem do unicestwienia.

Philippa Gregory jest dobrą obserwatorką, o czym przekonujemy się sięgając po Dom cudzych marzeń. Pokazała tu proces manipulacji, a także wpływ rodziców na syna, który żyjąc w ich pobliżu na nowo wpada w ich sidła i głosi ich poglądy. Dopóki młode małżeństwo wiodło spokojne życie, z dala od teściów Ruth, wszystko wydawało się w porządku. Problemy zaczęły się pojawiać w chwili wystawienia pewnego domu na sprzedaż. Wydarzenia toczyły się lawinowo. Sprzedaż mieszkania, kupno domu, remont, ciąża, konflikty małżeńskie, choroba, konflikt pokoleń... Spełniły się niezbyt pozytywne przypuszczenia Ruth. A najgorsze było to, że tak naprawdę była w tym wszystkim sama. Philippa stworzyła naprawdę dobry portret psychologiczny tej bohaterki, jej przemianę, późniejsze zachowania. Dużo uwagi poświęciła także Elizabeth, teściowej Ruth. Pokazała, jakie techniki często stosują ludzie, jak łatwo manipulować kimś, wywierać presję. Jest to łatwa, choć niepożądana droga do otrzymania tego, czego się pragnie. Początkowo niełatwo było przypisać winę za pewne wydarzenia właśnie jej. Manipulacja wymaga dobrej gry aktorskiej, stworzenia sytuacji do tego idealnych, a to też wymaga czasu i sprytu. Podobało mi się także to, że autorka stworzyła z Patricka osobę uległą swoim rodzicom, od początku do końca. Jak i również Federicka, męża Elizabeth, który nieco odsuwa się od wydarzeń w swoim domu, trzyma dystans, a pałeczkę dowodzenia przekazuje żonie. Powstał wyraźny schemat, podział na obowiązki i role, jakie każdy z domowników pełni.

W Domu cudzych marzeń pojawia się wiele ukrytych znaczeń, wątków pobocznych, które jednak mają ścisły związek z tym głównym. Pojawiają się trudne zagadnienia, depresja poporodowa, stadium jej zaawansowania, a także stereotypy i konwenanse. Choć początkowo myślałam, że będzie to powieść łatwa w odbiorze, nieco się pomyliłam. Philippa Gregory pisze dość prostym i łatwym w zrozumieniu językiem, jednak problemy, jakie wplotła w fabułę, tajemnice i intrygi sprawiły, że ta lektura nie była wcale taka prosta. Wymagała przemyśleń, chwili refleksyjnych. Na pewno nie da się jej zamknąć i natychmiast o niej zapomnieć. Bohaterowie może i ulecą w umysłów czytelników lada chwila, to jednak ich postępowanie i intrygi pozostaną na długo w pamięci. A zakończenie pozostawi czytelnika w osłupieniu, bo co jak co, ale tego to nawet ja się nie spodziewałam. Zupełny zwrot akcji, wydarzeń! Jak najbardziej polecam.
Czytaj dalej »

English Matters, wydanie specjalne - nauka języka obcego (#3)

Odkąd mam u siebie czasopisma do nauki języka obcego wydawane przez Colorful Media, nauka stała się dla mnie ciekawsza, przyjemniejsza i łatwiejsza. Z chęcią sięgam po takie czasopismo, otwieram pierwszy lepszy artykuł i czytam. Poznawanie słówek, wyrażeń, kultury, historii czy ciekawostek w ten sposób jest o wiele przyjemniejsze. Nie odczuwam żadnego przymusu, ani nie mam wrażenia, że robię coś nieprzyjemnego. Dziś chcę Wam zaprezentować wydanie specjalne English Matters. Numer, który w pełni mnie usatysfakcjonował, po którego przeczytaniu zaczęłam żałować, że nie był obszerniejszy.



Wydanie to zostało poświęcone głównie różnym odmianom języka angielskiego. Dokładniej rzecz ujmując, dowiadujemy się historii języka potocznego, jak wygląda język w piosenkach, w prasie, w sms'ach czy na portalach społecznościowych, a także ten wykorzystywany w literaturze. Podobnie jak i w naszym ojczystym języku, tak i tam możemy odnaleźć wiele skrótów myślowych, potocznych sformułowań, które mogą ułatwiać komunikację, albo ją utrudniać. Redakcja postanowiła przedstawić ich podstawy.

Jedne z najciekawszych artykułów w tym numerze okazały się być te o ludziach, którzy mieli znaczący wpływ na wygląd języka angielskiego i o zapożyczeniach językowych (czyli nic innego jak wyrazy angielskie obecne w językach innych krajów). Można się dowiedzieć wielu istotnych informacji, które wzbogacają naszą wiedzę, a czego w szkołach czy na kursach niekoniecznie uczą. To samo ma się w przypadku slangu, mowie potocznej, o której niewiele (albo wcale) można wynieść ze szkół. Sam sposób zaprezentowania mowy potocznej na przykładzie piosenki bardzo mi się spodobał (Outkast "Hey...Ya"). Redakcja wyjaśnia błędy, które można zauważyć, a które są często stosowane celowo z powodu lenistwa, bądź w formie slangu, czy skrótów tak charakterystycznych także dla naszego języka. Jednak należy wystrzegać się ich stosowania, by nie zostawić po sobie niezbyt miłego zdania, gdyż używanie takich form może zostać odebrane jako nieumiejętność posługiwania się poprawnym językiem. Wartym uwagi artykułem okazał się też ten o odniesieniach do homoseksualizmu w literaturze angielskiej. Co nieco też o historii sms'ów oraz wykorzystywanych skrótach, co jest też bardzo popularne w naszej kulturze i obecnych czasach (From Texting to Sexting). Odwiedzając portale społecznościowe czy odbierając wiadomości tekstowe na telefonie często napotykam na skróty myślowe, zapożyczenia z języka angielskiego. Także jest to już chyba zmora nie tylko naszego kraju, o czym świadczy ten artykuł.

Ogólnie rzecz ujmując jestem bardzo zadowolona z powyższego numeru. Dowiedziałam się wielu interesujących wiadomości, poznałam kilka ciekawostek, kultury. Z czystym sumieniem polecam wszystkim to wydanie, gdyż nauka przy tym numerze to sama przyjemność! Ponadto na stronie wydawnictwa można pobrać listę słówek w pliku pdf, które ułatwią Wam naukę i zapoznawanie się z tymi artykułami oraz nagrania wybranych tekstów, które można odsłuchać i zapoznać się z wymową poszczególnych słówek. Polecam!

Krótki spis tematyki artykułów, które można znaleźć w tym wydaniu:
- o ludziach, którzy mieli znaczący wpływ na język
- o tabloidach
- zapożyczenia językowe (obecność języka angielskiego w innych językach)
- Wash Your Mouth Out! czyli licz się ze słowami!
- o slangu, mowie potocznej w języku angielskim 
- o Philu McGrawie, a także jego talk-show
- odniesienia do homoseksualizmu obecne w literaturze
- o "dziwności" języka angielskiego - nigeryjska wersja języka
- historia sms'ów, wykorzystywane skróty
- a także o udziale komputerów w nauce języków

Czytaj dalej »

"Gwiazd naszych wina" John Green

Są takie książki, które pochłaniają naszą blogosferę książkową. Na co drugim blogu znajdują się pochlebne, wręcz pochwalne recenzje tej pozycji, a Ty się zastanawiasz, co tak naprawdę w sobie kryje. O czym jest ta historia, jak musi być dobra, skoro spodobała się tylu osobom, co musi w sobie zawierać, że jest tak wyjątkowa, niesamowita? Tak było całkiem niedawno z Gwiazd naszych wina, która to do dnia dzisiejszego zbiera pozytywne recenzje. Już od początku wiedziałam, że będę musiała ją przeczytać. Przeważnie omijałam pozycje, które wzbudzają takie poruszenie wśród blogerów, ewentualnie sięgam po nie po tym całym szale. Tak samo zrobiłam z pozycją Johna Greena - naczytałam się pochwalnych opinii, postawiłam poprzeczkę wyżej niż pozycjom, o których nic nie słyszałam, poczekałam, aż cały ten zamęt opadnie i zaczęłam czytać.

Autor opowiada historię Hazel Grace, szesnastolatki zmagającej się z rakiem. Dzięki eksperymentalnej terapii jej życie zostaje przedłużone o kilka lat. Przy namowach mamy postanawia uczęszczać na zajęcia grupowe, gdzie ma za zadanie pogodzić się z chorobą, dać wsparcie innym, otrzymać je, a także poznać nowych przyjaciół. Na jednej z takich terapii pojawia się Augustus, chłopak z amputowaną nogą, który także walczył z rakiem. Już od pierwszych chwil wpadają sobie w oko i tak rozpoczyna się ich przygoda.

Tak naprawdę to nie miałam wobec tej książki aż tak dużych wymagań, poprzeczka nie została postawiona aż tak wysoko. Wiedziałam, że jest to powieść młodzieżowa, o grupce nastolatków z rakiem. Sądziłam jednak, że wywoła we mnie jakiekolwiek emocje - może radość z powodu zabawnych dialogów, ciekawego podejścia do życia, samej choroby, bądź sprawi, że oczy zajdą mi łzami. Niestety nic z tych rzeczy nie miała miejsca. Zaczęłam czytać z dużym entuzjazmem, by z każdym kolejnym zdaniem go osłabić. Otrzymałam powieść przeciętną. To znaczy... Historia miłosna dwójki nastolatków, ich marzenia, spędzanie wolnego czasu niczym by się nie wyróżniało na tle innych historii miłosnych, gdyby nie fakt, że bohaterowie zmagają się z rakiem. Rozumiem, że autor chciał przedstawić śmierć jako coś normalnego, oczywistego i niespodziewanego, a także to, że z jej nadejściem można się oswoić. To prawda, temat śmierci jest trudnym zagadnieniem, bardzo łatwo popaść w skrajność, szablonowo przedstawić. Znając inną powieść Greena, a także jej styl i pomysłowość sądziłam, że na tym tle uda mu się wybić i stworzyć coś niesamowitego. I choć całość wygląda dość realnie, spójnie, scenariusz możliwy do zrealizowania to zabrakło mi tu prawdziwych emocji. Wkradł się chaos, wiele banalności, co zepsuło mi odbiór lektury.

Gwiazd naszych wina w moim mniemaniu jest książką dobrą, ale nie rewelacyjną. Jestem osobą wrażliwą, która szybko się wzrusza, toteż liczyłam na mokre policzki. Nic z tego. Brakło mi właśnie tej iskierki, która by ruszyła tą historią. Coś, co zakotwiczyłoby się w moim sercu czy umyśle na dłużej. Trudno jest mi ocenić tę pozycję jednoznacznie. Niby szybko się czyta, niby jest przekonująca, a kreacja bohaterów na przyzwoitym poziomie to ten brak emocji po prostu mnie zawiódł. Do końca dotarłam szybko, ale z obojętnym wyrazem twarzy, bez przekonania. Nawet zakończenie nie wywołało we mnie żadnych emocji! Rozumiem jednak przekaz, po części fenomen autora, ale nie te pochwalne wręcz recenzje.

Czytaj dalej »

"Niezwykłe lato" Lisa Samson

Niektóre pozycje przyciągają nas już samymi okładkami. Może nie wyróżniają się na tle innych, ale mają w sobie coś, co sprawia, że aż chce się daną pozycję przeczytać. Przekonujący opis także potrafi zdziałać cuda. Właśnie te dwie rzeczy sprawiły, że nabrałam ochoty na "Niezwykłe lato". Tak naprawdę nie wiedziałam czego się po niej spodziewać, gdyż o autorce nigdy nie słyszałam. Rzuciłam się na głęboką wodę i... trochę żałuję czasu, który poświęciłam na tę pozycję.

Heather ma wszystko, o czym marzy większość kobiet - kochającego męża, inteligentnego syna, pięknie urządzony i przede wszystkim własny dom, a także nie musi martwić się o przyszłość, gdyż ma naprawdę dobrą sytuację finansową. Jednak na horyzoncie pojawiają się chmury, które nie pozwalają cieszyć się tym, co zdążyła osiągnąć ze swoją rodziną. Od dłuższego czasu trapi ich także kwestia wiary, a dokładniej rzecz ujmując to poszukiwania kościoła, który by w pełni ich satysfakcjonował. Na każdym kroku doszukują się działalności Boga. Coraz częściej wracają do kobiety wspomnienia z czasów szkolnych, a także czuje, że czegoś jej brakuje, jakiś element układanki nie pasuje do całości. Przyszedł czas, aby wziąć życie w swoje ręce i wprowadzić pewne zmiany.

Szczerze mówiąc, książka ta wydawała mi się ciekawa, motywująca. Dlaczego motywująca? Już na okładce powieści dowiadujemy się, że główna bohaterka przechodzi pewną zmianę, bierze swoje życie w garść i małymi kroczkami wprowadza do niego zmiany. Nie każdy potrafi zdobyć się na taki czyn, gdyż woli wygodne życie, pozbawione ryzyka, być może niepowodzeń. Jednak kreacja bohaterki nie do końca mnie przekonała. Życie jak z bajki, a kobieta czuje się uwięziona niczym ptak w złotej klatce. Tylko, że problemy to tak naprawdę żadne problemy. Odniosłam wrażenie, że bohaterka po prostu się nudzi, nie ma co ze sobą zrobić, więc stwarza te wszystkie problemy. Na plus wychodzi to, że jednak zaczyna coś z tym robić.

Sama powieść jest podzielona na trzy części, które mają ukazać etapy przemiany głównej bohaterki. Taki zabieg był jak najbardziej odpowiedni, gdyż wyraźnie wskazywał granicę, koniec pewnego etapu i wstępowanie w następny. Fakt, że Heather nie przechodzi tej zmiany zbyt szybko, jednak efekty widać już na samym początku. Duży wpływ na motywację kobiety miała niespodziewana znajomość z pewną zakonnicą, pełną werwy, odwagi, specyficznego funkcjonowania w społeczeństwie, a także jej działalność na rzecz innych i zasady, które na pierwszy rzut oka wydają się być niedorzeczne. To właśnie ta postać wywiera największy wpływ na następne i moim zdaniem, Lisa Samson wykreowała ją bardzo dobrze. Dokładnie przedstawiła portret psychologiczny, zrobiła z niej bohaterkę dość kontrowersyjną, specyficzną, aczkolwiek nadającej tej powieści "tego czegoś". Pozostałe postacie niezbyt wyróżniają się na jej tle. Może i zostały przedstawione autentycznie, ich pierwowzory na pewno gdzieś chodzą po świecie, to brakowało mi dla nich choć jednej cechy, która nadawałyby im jakiegoś wyraźniejszego temperamentu. 

Choć "Niezwykłe lato" prezentuje się naprawdę intrygująco i tak jest już na samym początku to bardzo męczył mnie styl, jakim posługuje się Lisa. Nie pojawiają się żadne błędy, jednak w pewnym sensie jest on nieco męczący, przytłaczający. Przeważnie dowiadujemy się, co myśli główna bohaterka i chyba właśnie sposób, w jaki myśli i co myśli, najbardziej przytłaczają czytelnika. Sam pomysł przemiany, jej przebieg i skutki są ciekawe, jednak trudno było mi dotrzeć do finału. Odkładałam tę książkę kilkanaście razy, niekiedy wręcz zmuszałam się do jej czytania, bo historia była bardzo ciekawa, ale nie miałam dla niej sił. Szkoda tylko, że postacie mało wyraziste, a i sposób prowadzenia akcji mnie przytłaczał. Gdyby nie te minusy, "Niezwykłe lato" byłoby naprawdę rewelacyjną powieścią. Jestem jednak pewna, że część osób, które po nią sięgną, Heather zmotywuje do działania.


Czytaj dalej »

"Zakazana królowa" Anne O'Brien

Z historią nie jest mi po drodze, mogę uznać ją za moją piętę Achillesową. Nieważne jak bardzo zgłębiałabym się w przeszłość poznając historię jakiegokolwiek ważnego człowieka, czy kraju, po kilku dniach nie pamiętam szczegółów, a po kilku miesiącach trudno mi skojarzyć fakty. Dlatego powieści historyczne rzadko kiedy u mnie goszczą. Jednak zrobiłam mały wyjątek dla pozycji wydanej przez wydawnictwo Mira, a mianowicie dla "Zakazanej królowej". I nie, nie skusiły mnie, tak jak sporą część czytelników te porównania do Philippy Gregory twierdzące, że Anne O'Brien jest w tym lepsza.

Wydarzenia rozpoczynające powieść mają miejsce w Anglii, w XV wieku. Katarzyna de Valois z polecenia swej matki została wychowana w klasztorze, gdzie miała uczyć się manier i obycia. Jednakże zakonnice nie przygotowały dziewczyny do przyszłego życia u boku mężczyzny z praktycznego punktu widzenia. Małżeństwo z Henrykiem V, dla Katarzyny było szansą na wyrwanie się spod klucza, władzy własnej matki, dla której liczyła się bardziej władza i zdobycie sojuszników niż dobro jej dzieci. Jednak nie wszystko wygląda tak dobrze, jak to ułożyła sobie w myślach przyszła królowa Anglii. Bardzo szybko zorientowała się, że nie liczy się dla swojego męża jak kobieta, lecz stała się pionkiem w grze o władzę. W błyskawicznym tempie została sprowadzona na ziemię, gdzie w końcu przejrzała na oczy i dostrzegła, na czym to wszystko polega. Po dwóch latach Henryk umiera, a Katarzyna opuszcza Londyn. W obawie przed ponownym zamążpójściem zostaje odizolowana od społeczeństwa przez braci zmarłego. Za tym wszystkim stoi obawa przed potomkiem Katarzyny, który mógłby zagrozić braciom Henryka w dojściu do władzy. Zostaje wplątana w sieć intryg.

Niekiedy trudno było mi się połapać w tych wszystkich wydarzeniach. Choć autorka postanowiła napisać książkę rzetelnie, wiarygodnie, z podaniem szczegółów, gdyby laik historyczny (czyli ja) zabrał się za czytanie, mógł spokojnie zrozumieć wszystko, co się w tej powieści ma miejsce. Od pierwszych stron historia była bardzo wciągająca, trzymająca w lekkim napięciu. Jednak z powodu nadmiaru opisów, jakie zaserwowała czytelnikom Anne O'Brien, co chwilę wybijałam się z rytmu czytania i traciłam wątek. Rozumiem rzetelne przedstawienie faktów, a także uzupełnienie ich przez ubarwienie pewnych sytuacji czy dokładne przedstawienie pewnych miejsc czy przedmiotów, jednak co za dużo to niezdrowo. Początkowo opisy bardzo mnie nudziły, po czym częściej je pomijałam. Język, jakim posługuje się pisarka jest prosty, nie ma miejsca na zawiłości, toteż "Zakazaną królową" czytało się w tempie ekspresowym. Historia Katarzyny wydała mi się być bardzo interesująca i absorbująca. Byłam bardzo ciekawa, jak też potoczą się jej dalsze losy, czy postawi się swojemu mężowi, a później jego braciom. Wydawała mi się być osobą początkowo naiwną, ale drzemał w niej potencjał. Nie wiem na ile Anne odwzorowała Katarzynę z źródeł historycznych, a na ile zastosowała fikcję literacką, ale nie spodobało mi się to, co otrzymałam.

Choć w ogólnym rozrachunku "Zakazana królowa" jest powieścią dobrą, ciekawą, z potencjałem, to uważam, że nie zasługuje na miano rewelacyjnej. Jako czytadło sprawdzi się dobrze, aczkolwiek mam przeczucie, że w tym gatunku można odnaleźć pozycje znacznie lepiej napisane. Brakowało mi tu czegoś. Niekiedy było zbyt dużo opisów, które tylko rozwlekały akcję, zbyt dużo nudy się tu wkradło. Potencjał był, aczkolwiek autorka nie wykorzystała go w stopniu zadowalającym. Być może inne powieści autorki są bardziej dopracowane, jednak ja póki co spasuję. Zakończę poznawanie twórczości Anne O'Brien na "Zakazanej królowej", która okazała się dobra, ale nie bardzo dobra. A Wam pozostawiam zdecydowanie, czy macie chęć ją przeczytać, czy sobie odpuszczacie.
Czytaj dalej »

"Dla Ciebie wszystko" Katarzyna Michalak

Są autorzy, których się krytykuje na każdym kroku, wytyka błędy, wyśmiewa ich pozycje, ale wciąż się je czyta. Katarzyna Michalak jest autorką wielu poczytnych pozycji, które cieszą się bardziej lub mniej pochlebną opinią wśród blogerów książkowych. Osobiście uważam, że pisze nierównomiernie, w niektórych gatunkach czuje się jak ryba w wodzie, w innych stąpa po grząskim gruncie. Za sobą mam sporo pozycji autorki, głównie powieści obyczajowe, jeden erotyk, ale też do tej pory wszystkie wydane tomy Kronik Ferrinu. I mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o jej prozę. Ale w przypadku tej pozycji, nie mam żadnych wątpliwości.

"Dla Ciebie wszystko" jest kontynuacją losów bohaterów z "Wiśniowego Dworku" i "W imię miłości". Spotkamy tu Anię Kraskę, młodą lekarkę, którą mieliśmy już okazję poznać jako rudowłosą dziewczynkę, która w imię miłości do matki schowała dumę i odnalazła dziadka, który kiedyś już ją i jej matkę odrzucił. Obecnie pełna nadziei i wiary we własne możliwości wraca do domu po ukończonych studiach, aby spędzić kilka dni z bliskimi nim wyjedzie na staż do Gdańska i ukochanego z czasów studenckich, a następnie do Stanów. Mamy też okazję spotkać Daniela van der Welta, hakera, którego poszukują listem gończym władze wielu krajów. Pojawia się także sposobność do spotkania Danki i Danusi, sióstr Daniela. Jedna z nich właśnie wychodzi z próby samobójczej, druga prowadzi w miarę spokojne życie w Wiśniowym Dworku u boku ukochanego męża i adoptowanych dzieci. Losy tych wszystkich bohaterów przetnie jedno wydarzenie, które zaważy na życiu każdego z nich, a krzywda małego dziecka nada ich życiu wspólny cel.

Rano przeczytałam recenzję jednej z blogerek, która wychwalała tę powieść i nie wierzyłam, żeby była tak dobra. Nie spodziewałam się także tego, że spotkam bohaterów "Wiśniowego Dworku", gdyż liczyłam na spotkanie z postaciami z "W imię miłości". Po obnażeniu tego faktu nabrałam wielu wątpliwości i z niecierpliwością oczekiwałam na przesyłkę, która... właśnie dziś do mnie dotarła, godzinę po przeczytaniu recenzji. Rozerwałam kopertę, wyjęłam książkę i przepadłam! Katarzyna Michalak kolejny raz za sprawą swojej wyobraźni przeniosła mnie do świata ulubionych bohaterów. Jak już wspomniałam, spotykamy już dorosłą Anię Kraskę, u której wiele się zmieniło. Jednak autorka nie trzymała się tak samo mijającego czasu w stosunku do "Wiśniowego Dworku", gdyż życie Daniela, Danki i Danusi nie uległo znacznym zmianom, a upływ czasu był znacznie mniejszy niż w pierwszym przypadku. Nie przeszkodziło to jednak pisarce, aby spleść losy ich w jednej powieści. Obawiałam się, co z tego wyszło, ale dostałam całkiem zgrabnie i ciekawie napisaną historię.

Szczerze mówiąc, trudno jest zebrać mi na spokojnie wszystkie myśli, gdyż godzinę temu odłożyłam powieść i jeszcze żyję losami bohaterów. Choć już na początku domyślałam się zakończenia całej historii nie spodziewałam się, że potoczy się ona tak, a nie inaczej. Spędziłam z tą książką przyjemnie kilka godzin, cieszyłam się sukcesami bohaterów, zamartwiałam ich problemami, smuciłam, a nawet raz zaszkliły mi się oczy! Owszem, było kilka wydarzeń przerysowanych, dialogów nieco prześmiewczych, sytuacji nierealnych, ale... zdecydowanie mniej niż zawsze ma to miejsce w przypadku prozy Michalak. Tutaj autorka się postarała, co widać już na samym początku. Wątek czteroletniego Piotrusia wywołał u mnie łzy w oczach, ogromne pokłady współczucia i budzącego się gniewu. Jak można tak traktować dziecko?! Ale wiem, że nie jest to tylko i wyłącznie wyobraźnia pisarki, gdyż o takich sytuacjach czyta się w gazetach, słyszy w wiadomościach. Aż serce boli, jak się to widzi. Brawa dla Michalak za to, że udało jej się wiarygodnie go przedstawić. Rzecz jasna do momentu, aż wkracza słynny haker, ale tego można się było spodziewać. 

Wyraźnie widać poprawę w stylu, w jakim została napisana ta powieść, a jaki charakteryzuje autorkę. Mniej tu przedziwnych zdrobnień, dziwnych określeń na części ciała, więcej odpowiedniej wiedzy merytorycznej. Ogólnie rzecz biorąc, Michalak się postarała i dobrze napisała tę książkę. Jest wiarygodna, momentami zabawna, ale traktująca o poważnych tematach, wciągająca od pierwszych stron i niepozwalająca oderwać się aż do przeczytania ostatniego zdania. Tak, takich powieści autorki mi od dawna brakowało. Pisanie powieści obyczajowych z serii owocowej wychodzi jej znacznie lepiej niż erotyki. Taką Michalak warto poznać. A Was wszystkich zachęcam do przeczytania "Dla Ciebie wszystko". I choć teoretycznie można czytać "Dla Ciebie wszystko" oddzielnie i bez znajomości "Wiśniowego Dworku" i "W imię miłości" to polecam zapoznanie się z nimi, w dokładnie takiej kolejności, w jakiej zostały wydane. Autorka za ich pomocą stworzyła swoistą małą trylogię, gdzie znajomość wydarzeń z wcześniejszych tomów jest niezbędna, by w pełni zrozumieć historię i odebrać ją tak, jak powinna zostać odebrana.

Dla Ciebie wszystko [Katarzyna Michalak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia