Aneta Jadowska "Złodziej dusz"



Jeszcze całkiem niedawno twierdziłam, że fantastyka nie jest dla mnie. Później zaczęłam się powoli do niej przekonywać, ale dalej uważałam, że nie ma książek, które by mnie zaintrygowały na tyle, bym częściej po nie sięgała. O jakże się myliłam. Wystarczyło sięgnąć po jakże wychwalaną serię o Dorze Wilk autorstwa Anety Jadowskiej. W zasadzie nie miałam jej w planach. To wina promocji 3za2 na fantastykę w Empiku. Brat wybrał pozycje dla siebie, więc przeszłam się między półkami, sięgnęłam po pierwszą książkę kojarzoną z blogosfery i wzięłam. Padło na Złodzieja dusz Anety Jadowskiej. Nie przypuszczałam, że będę się tak dobrze przy niej bawić!

Dora Wilk jest policjantką i wiedźmą jednocześnie. Jedno i drugie traktuje bardzo poważnie, przy czym pierwsze niemal z pasją. W Toruniu w dziwnych okolicznościach ginie staruszka, a w alternatywnych miastach znikają magiczni i to właśnie Dora ma za zadanie rozwiązać tę zagadkę. Do pomocy ma diabła i anioła, duet niecodzienny. Na pewno nie będzie to sprawiedliwa gra.

Mój opis nie jest zbyt oryginalny, dość ubogi, ale to dla Waszego dobra. Nie chcę Wam zdradzać nic z fabuły, bo jest ona niesamowita. Duży ukłon w stronę autorki za stworzenie tak barwnej plejady bohaterów. Poznajemy Mirona, diabelsko przystojnego diabła, pięknego i jednocześnie nieśmiałego anioła Joshuę, a także zwariowaną, odważną i nieprzewidywalną wiedźmę i policjantkę w jednym - Dorę Wilk. Już sama kreacja bohaterów zasługuje na uwagę. Ich sposób bycia, błyskotliwe dialogi, humor, a także dystans sprawiają, że lekturę pochłania się w mig. Do tego intrygująca fabuła, zagadki. Trudno jest mi zebrać myśli, bo w Złodzieju dusz dzieje się wiele, moje myśli wirują wokół tej książki i domagam się kolejnych części. Tu, teraz, natychmiast! 

Nie spodziewałam się, że czeka mnie tak świetna przygoda. Już od pierwszych stron fabuła pochłonęła mnie tak bardzo, że odłożyłam książkę dopiero, jak przeczytałam ostatnie zdanie. Barwne opisy, zaskakujące wydarzenia, intrygujące postacie, zagadki i tajemnice - to wszystko spowodowało, że czułam się tak, jakbym była obok bohaterów. Tak, jakbym razem z nimi rozwiązywała zagadkę śmierci staruszki, albo goniła maga, który postanowił wydrenować co rusz jakiegoś magicznego osobnika. Była to dla mnie niesamowita przygoda, która urwała się w zaskakującym momencie. Warto również wspomnieć, że nie jest to kolejna historia miłosna, bezpłciowa, nudna, przewidywalna. Jest tu wiele zaskakujących momentów, zwrotów akcji, aż trudno oderwać się od tego choćby na pięć minut. Nie mogę się doczekać, aż w moje ręce trafi drugi tom przygód tej szalonej wiedźmy. 

Nie jest to recenzja, opinią w zasadzie też tego nazwać nie można. Jest to zlepek złapanych myśli, które wędrują w mojej głowie. Jeżeli jeszcze nie czytaliście Złodzieja dusz to wiedzcie, że powinniście się wstydzić. To naprawdę świetna książka. I nie marudzić mi tu, że nie przepadacie za fantastyką, polską literaturą, czy jakie to tam wymówki macie. Ta lektura jest dla Was obowiązkowa. Wszystkich, bez wyjątku. Dzięki takim autorom, takim powieściom, docenia się polską literaturę i wie, że warto po takich autorów sięgać.


Złodziej dusz [Aneta Jadowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"W poszukiwaniu Grzmiącego Smoka" Sophie i Romio Shrestha



Chociaż nie mam dziecka ani rodzeństwa w wieku wczesnoszkolnym to jako studentka pedagogiki staram się od czasu do czasu zrobić przegląd współczesnych bajek dla dzieci. Warto obserwować, co zostaje wydane, jakie wartości przekazują, czy są interesujące w naszych oczach i czy mogą spodobać się młodym czytelnikom. Ze względu na ilustracje oraz interesujący opis sięgnęłam po W poszukiwaniu Grzmiącego Smoka w wykonaniu Sophie i Romio Shrestha. Oczekiwałam, że będzie to fascynująca przygoda z nową kulturą. Fascynująca dla mnie, ale przede wszystkim dla dziecka. Czy tak się stało?

W Królestwie Bhutanu dwoje dzieci wyrusza w podróż, aby odnaleźć legendarnych grzmiących smoków. Długa droga prowadzi ich do klasztoru, gniazda uskrzydlonej tygrysicy umieszczonego wysoko w górach, a także do podniebnego świata chmur. W międzyczasie Amber i jej kuzyn Tashi poznają miejscowe legendy.

Nie mogę Wam powiedzieć nic więcej, gdyż... opowiedziałam i tak 3/4 całej opowieści. Jest to niewielka objętościowo bajka, gdzie na co drugiej stronie znajduje się krótki tekst napisany dużym fontem, a na pozostałych są piękne, barwne ilustracje odzwierciedlające historię. Muszę przyznać, że grają one pierwsze skrzypce i stanowią znaczną część tej książeczki. Gdyby nie one, nie byłoby sensu nawet zaczynać jej czytać. Miałam wrażenie, że autorzy potraktowali historię po łebkach, gdyż wszystko mknie na łeb, na szyję, niewiele tu treści, opisów, przeżyć czy emocji. Na palcach jednej ręki można policzyć co też przytrafiło się dzieciom. Swoją drogą, jest to też bajka, która pokazuje, że małe dzieci mogą samodzielnie podróżować, zwłaszcza tak długo i tak daleko, jak to ma miejsce w W poszukiwaniu Grzmiącego Smoka, a wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku. Na pewno nie przekazuje wzorców moralnych, dobrych zachowań, a także innych wartości. Jedynie, co sugeruje ta opowieść to to, że warto walczyć o marzenia i je spełniać. Chociaż to też naciągana puenta. 

Osobiście nie poleciłabym tej bajki na prezent dla dziecka. Jako dodatek to może i tak, ale tylko i wyłącznie ze względu na ilustracje, które są naprawdę ładne. O kulturze Bhutanu jest tu niewiele, legend za dużo też tu nie naliczyłam, zresztą jest o nich tylko kilka słów. Nie są za bardzo rozwinięte. Według mnie, W poszukiwaniu Grzmiącego Smoka autorstwa Sophie i Romio Shredtha, nie jest wartościową pozycją dla młodego czytelnika, nie wniesie zbyt wiele do ich życia, a i za bardzo nie umili czasu z nimi spędzonego. Sama historia jest za krótka, by można było się w nią wciągnąć, odkryć coś nowego. Na naszym rynku czytelniczym jest zdecydowanie więcej interesujących pozycji, chociażby już wcześniej wspomniane tu na blogu Bajki dla Marysi i Alicji Tomasza Sakiewicza.
Czytaj dalej »

"Miniaturzystka" Jessie Burton

Słyszeliście może o miniaturzystce? Osobie, która tworzy małe domki i miniaturowe mebelki. Nie zawsze są to rzeczy dla lalek. Coraz częściej można usłyszeć o ludziach, którzy spędzają każdą wolną chwilę na wykonywaniu tych małych mebelków, o nietuzinkowych kształtach, kolorach, dopasowują je do wnętrza małych domków czy mieszkań. Dla większości z nich nie jest to tylko sposób na łatwy zarobek, lecz pasja, którą wysoko sobie cenią. Jeżeli do tej pory nie spotkaliście się z tym zjawiskiem to zachęcam do przejrzenia przykładowych stron: La Scala oraz Small Dreams.



Osiemnastoletnia Nella Oortman wychodzi za mąż za Johannesa Brandta, zamożnego kupca. Ma nadzieję na lepsze, dogodniejsze i ciekawsze życie. W pewne październikowe popołudnie 1686 roku pojawia się w domu swojego męża w Amsterdamie, trochę niepewnie, ale z nutką ciekawości. Pierwsza przywitała ją siostra Johannesa - Marin, która już od pierwszych chwil była dla dziewczyny niezbyt miła, wręcz nieprzyjemna. Odnosiła się do niej z dystansem, dawała odczuć, że nie dorównuje jej poziomem i pochodzeniem. Mąż nie zaszczycił małżonki swoją osobą i gdyby nie upór osiemnastoletniej Nelli, nie wiadomo, kiedy by przyszedł się przywitać. Swój brak zainteresowania świeżo poślubioną kobietą próbuje zrekompensować wręczając prezent - replikę kamienicy, w której mieszkają. Od Marin Nella otrzymuje spis wszystkich rzemieślników w okolicy, a także czeki i pokaźną sumę, którą może wykorzystać do uzupełnienia prezentu ślubnego. Zadaniem dziewczyny jest wynajęcie osób odpowiedzialnych za umeblowanie domku. Przez dłuższy czas życie w nowym domu płynie spokojnie, niezaburzone niczym z zewnątrz. Aż do czasu, gdy wnętrze domku okazuje się być bardzo podobne do rzeczywistości... Kim jest miniaturzystka? Co za tajemnica spowija ten dom i mieszkańców?

Muszę przyznać, że sam opis brzmiał intrygująco. Do tego interesująca okładka przedstawiająca przykładowy dom, miniaturowe mebelki i ludzi. Okazało się, że historia przedstawiona przez Jessie Burton ma dużo wspólnego z prawdą! Pertronella Oortman żyła na przełomie XVII i XVIII wieku, a pierwowzór miniaturowego domu można znaleźć w Muzeum Państwowym w Amsterdamie. Wszystko to w pewien sposób przedstawiało coś tajemniczego, nieuchwytnego. Musiałam przeczytać Miniaturzystkę! Dlatego jak tylko powieść trafiła w moje ręce, usiadłam wygodnie na łóżku z kubkiem gorącego napoju i zaczęłam czytać.

Początek był dla mnie dość chaotyczny, mało zachęcający, niewzbudzający żadnych pozytywnych odczuć. Ciężko było mi go czytać, wdrążyć się w historię przedstawioną przez autorkę. Jednak nagle coś zaskoczyło, wszystkie elementy trafiły na swoje miejsce, a ja zaczęłam z coraz większym zainteresowaniem pochłaniać tę opowieść. Nie potrafię już nawet wskazać momentu, w którym przestałam irytować się, że tak opornie idzie mi czytanie, a zaczęłam coraz szybciej przewracać strony, by czym prędzej dowiedzieć się, co było dalej. Autorka stworzyła fascynującą opowieść, wciągającą, tajemniczą. Do tego posługuje się naprawdę pięknym językiem, który pomaga poczuć nam się jak bohaterowie XVII-wiecznego Amsterdamu. Bohaterowie okazali się być bardzo dobrze wykreowani, nietuzinkowi, tajemniczy, dość specyficzni. Nie potrafię wskazać dwóch podobnych postaci, bo takich tutaj nie ma. Wszystko jest wyjątkowe, piękne, fascynujące. Każdy z nich posiada swoją historię, która potrafi zaintrygować czytelnika.

W Miniaturzystce przewija się wiele wątków, jedne mniej, inne bardziej interesujące. Jednak najciekawszym z nich wszystkich jest ten główny, poświęcony replice kamienicy. Tworzenie miniaturowych mebelków, mieszkańców domku fascynowało mnie już od początku powieści. Podejście twórcy, a także samej Nelli do tego zjawiska było również ciekawe. Główny wątek był przeplatany z innymi, pobocznymi, dotyczącymi m.in. pracy Johannesa, spraw ważnych dla mieszkańców Amsterdamu. Jednak nie interesowały mnie tematy ekonomiczne czy przemysłowe. Były dobrze przedstawione, nie nudziłam się, aczkolwiek moje serce skradł temat powieści. To właśnie dla niego sięgnęłam po tę książkę i uważam, że autorce udało się bardzo dobrze go przedstawić. Jest tajemnica, trochę niepokoju, zdziwienia. Jest wszystko, co cenię sobie w książkach.

Może nie przedstawiam tego dość precyzyjnie, konkretnie, aczkolwiek nie chcę zdradzić zbyt wiele z fabuły powieści. Pomijając początkowe trudności z moim wczuciu się w historię, uważam, że Miniaturzystka jest wartościową pozycją. Fascynującą, nietuzinkową, dość specyficzną, ale wciągającą. Szkoda by było, gdyby przeszła bez echa, nie znalazła zwolenników. Jessie Burton potrafi pisać, to widać! Piękny język, barwne opisy, które przenoszą czytelnika do zupełnie innego świata. Wszystko tu jest na swoim miejscu. I pomyśleć, że jest to debiut autorki... Coś nie chce mi się wierzyć. A Was wszystkich zachęcam do przeczytania, bo Miniaturzystka nie jest lekturą łatwą, niezapadającą w pamięć. Ją trzeba przeczytać, przetworzyć, przemyśleć. To Wasze zadanie na najbliższy czas.

Zachęcam do sięgnięcia po trailer książki i bliższe przyjrzenie się domkowi dla lalek:



Miniaturzystka [Jessie Burton]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Pozytywnie nieobliczalni" Marcin Brzostowski

O prozie Marcina Brzostowskiego trochę już wspomniałam w przypadku recenzji Słodkiej bomby Silly, która to zaskarbiła sobie moją sympatię. Szczerze Wam polecam, bo powieść jest niesamowita. Również ciekawą pozycją okazała się być ta starsza, w zasadzie debiut autora - książka Pozytywnie nieobliczalni. Tematyka zupełnie inna, bohaterowie również, ale ma w sobie coś, że aż chce się czytać.

Głównymi bohaterami powieści są Marlon (Rafał) oraz Robert. Przyjaciele, prawnicy, a do pewnego czasu i współpracownicy jednej wielkiej kancelarii prawniczej w Warszawie. Nieoczekiwanie pewnego dnia Robert traci pracę, a Rafał zostaje przeniesiony do innego zespołu prawniczego, gdzie już od początku zapowiadają się kłopoty. Nadszedł czas wielkich zmian - nie tylko zespołu w pracy, ale także polityki funkcjonowania w niej, zmiany również w wymiarze godzin i znaczeniu poświęcenia się dla firmy. Praca zaczyna przypominać tę niewolniczą, a to budzi niemały bunt ze strony bohaterów. Z tego wyniknie na pewno coś ciekawego!

Pozytywnie nieobliczalni to powieść bardzo pozytywna i... nieobliczalna. Naprawdę! Bohaterowie są wyraziści, nietuzinkowi, mają swój specyficzny sposób bycia co tylko wzbudziło moją sympatię. Nawet czarnego charakteru w powieści nie da się nie lubić. Są to postacie, które choć mają wzbudzać w czytelniku niechęć, wzbudzają sympatię - swoim wyjątkowym sposobem bycia, samozaparciem, pomysłami. Nie brakuje tu intrygujących wydarzeń, ciekawych i błyskotliwych dialogów, przez co lektura tej powieści jest bardzo ciekawa i przyjemna w odbiorze. Wzbudziła we mnie wiele ciepłych, pozytywnych uczuć. Oczywiście wiele wspólnego ma też styl, w jakim została napisana. Spostrzeżenia autora odnośnie wykonywania pracy przez bohaterów, czasach, w jakich przyszło im żyć, a także wartości, jakimi się kierują i zmiana sytuacji, w jakiej się znaleźli. Marcin Brzostowski jest dobrym obserwatorem. Potrafi zauważyć coś, co nie jest widoczne na pierwszy rzut oka i wyciąga odpowiednie wnioski.

Powyższa książka jest napisana z humorem i odrobiną ironii, jednak bez zbędnej przesady. Łatwo przedobrzyć pisząc chociażby o polityce pracy, sposobu funkcjonowania, wartościach. Ale autorowi to nie grozi. Nie umoralnia, pokazuje kilka punktów widzenia w zależności od bohatera. Jest to też powieść, która zwraca na różnorodność wyborów, jakie musimy dokonywać przez całe nasze życie. Jedne z nich wydają nam się błahe, nic nieznaczące, a później okazuje się, że miały ogromne znaczenie na nasze ówczesne życie. Nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. W Pozytywnie nieobliczalnych czytelnik zostaje wręcz zmuszony do przyjrzenia się machinie wielkich korporacji, które kilkanaście lat temu dopiero rozpoczynały "rządy" w kraju, a teraz są ich stałym elementem. To jest nieodłączny element naszego życia, podobnie jak wybory - podążać własną ścieżką czy przejść na drugą stronę po wydeptanych i narzuconych z góry drogach.

Zachęcam do przeczytania, bo jest łatwa w odbiorze, przyjemna i zmusza do chociaż małej refleksji o tym jak było, jak jest i jak będzie, jeżeli nic nie zrobimy z naszym życiem. Podkreślę drugi raz, że autor nie umoralnia, nie narzuca swojego punktu widzenia, nie zmusza do obrania konkretnych strategii. Pozostawia nam wolną rękę w odbiorze, odnalezieniu przesłania, a także do tego, jakie wnioski z Pozytywnie nieobliczalnych wyciągniemy i jak będzie na nas to oddziaływać. 


Pozytywnie nieobliczalni [Marcin Brzostowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

"Labirynt Śniących Książek" Walter Moers


Pamiętacie pożar w Księgogrodzie (w Mieście Śniących Książek)? To właśnie wtedy Król Cieni zginął i wydawać by się mogło, że bezpowrotnie. Ale... Zaskoczył nas kolejny raz i pojawił się w najnowszej powieści Waltera Moersa. Dla mieszkańców nie jest to dobra wiadomość, bowiem pojawienie się Króla Cieni zwiastuje nowe kłopoty i dziwne wydarzenia. Zapomniałam wspomnieć, że miasto zostało odbudowane, pełne jest teraz przepychu, książek, pasjonatów literatury wszelkiej maści. Do tego nasz główny bohater, Hildegunst Rzeźbiarz Mitów otrzymuje tajemniczy list i za jego sprawą wraca do Księgogrodu, by zejść do katakumb Miasta Książek. Zaczyna się kolejna niebezpieczna i pełna przygód wędrówka.

Hildegunst wrócił do Księgogrodu po 200 latach, gdzie zaszło wiele zmian. Kto inny sprawuje władzę nad tym miasteczkiem, jego dawni znajomi albo osiągnęli Orma, albo wciąż są na drodze, by go zdobyć. A także część z nich podjęła się nowego zadania, nowej dodatkowej pasji. Tutaj wiele jest nowych rzeczy, wiele niejasnych, niesprecyzowanych. Miasto zaskakuje, choć bohaterowi wydawało się, że wie już o nim wszystko. Jednak sami bohaterowie zaskakują, a co dopiero sytuacje, jakie im się przytrafiają.

Autor kolejny raz stworzył niesamowitą historię, otoczkę, a także bohaterów. Intrygujące wplecenie znanych i cenionych pozycji oraz autorów, w zabawny sposób, sprawia, że lektura tej książki jest jeszcze przyjemniejsza. Kolejny raz wyśmienicie się bawiłam odkrywając, co też za nazwisko kryje się pod tym zlepkiem liter. Na końcu powieści znajduje się spis niektórych nazwisk, dzięki czemu możemy sprawdzić swoją wiedzę, umiejętności rozszyfrowania, a także znajomość tych twórców. Rzecz jasna nie jest to spis kompletny, gdyż tłumacz chciał zachować dla nas trochę rozrywki, a i część pseudonimów została już rozpisana w części pierwszej, więc nie było sensu ich powtarzać. Co tylko sprawia jeszcze większą przyjemność z lektury.



Spodobało mi się, że kolejny raz pojawiły się specyficzne ilustracje. Dzięki nim mogłam sobie wyobrazić jak dana postać wyglądała, do czego można ją porównać, czy w jakiej sytuacji się znalazła. Niekiedy były bardzo pomocne, innym razem stanowiły miły dodatek do powieści. Lubię takie przerywniki czy ozdoby w książkach, dzięki czemu moje oczy chwilowo odpoczywają od tekstu, a także poprzez samo urozmaicenie lektura jest ciekawsza.

Labirynt Śniących Książek jest kolejnym dowodem na to, że Walter Moers potrafi pisać, robi to znakomicie. Udaje mu się zachęcić czytelnika w dużym stopniu. Już od pierwszych stron historia mnie porwała i nie pozwoliła wziąć głębszego oddechu czy chwili przerwy. Jest to pozycja, którą pochłania się na raz, chłonie się stronę za stroną, zdanie po zdaniu, słowo po słowie. Do tego język jest bardzo poetycki, plastyczny, nietuzinkowy. Na pewno wyróżnia się na tle innych. A jakby tego było mało, historia urywa się w najciekawszym momencie. Aż ciekawość mnie zżera, co też wydarzy się w kolejnej części! Już nie mogę się doczekać.

A tymczasem wszystkich zapraszam do zapoznania się z tą fascynującą prozą, pełną intrygujących i niebanalnych przygód. Zresztą... Jest to obowiązkowa lektura dla każdego mola książkowego, fana Waltera. Jeżeli jeszcze nie znacie tomu pierwszego to czym prędzej radzę Wam nadrabiać, bo drugi jest także fascynujący!
Czytaj dalej »

"Bliżej Dalej" M.A. Trzeciak

Ci, którzy stronią od literatury polskiej są głupcami. Cudze chwalicie, swego nie znacie i inne takie bajery. Nigdy nie zależało mi specjalnie na tym, co czytają inni, nawet specjalnie nie drażnił mnie fakt, że omijają polską literaturę. Tyle tylko, że książkę, o której chcę Wam napisać, musi usłyszeć jak najwięcej ludzi. Dlaczego? Bo jest świetna, łączy jawę ze snem, autorka zręcznie wplata elementy świata fantastycznego do tego rzeczywistego, a do tego fabuła jest tak dobrze skonstruowana, że nie chce się przerywać jej czytania. Do tego kilka przesłań i literatura robi się nam naprawdę wartościowa. Takiej pozycji nie może nikt przegapić, gwarantuję.

Źródło: Blog Trzeciak
Poznajemy trzy odmienne kobiety - Ritę, perkusistkę z charakterem i do tego uzależnieniem od papierosów i alkoholu, Matyldę - wegankę, która próbuje dać dobry przykład i udziela się społecznie oraz Stellę - kobietę o chłopięcej sylwetce, która od dłuższego czasu zmaga się z bezsennością. Wszystkie trzy dzieli wiele, łączy jedno - wspólny ojciec. Spotykają się w domu swojej ciotki, gdzie spędziły dzieciństwo i z którym mają wiele wspomnień. Okazuje się, że nie będzie to takie zwyczajne spotkanie, w końcu bez ważnego powodu nie zostałyby ściągane z różnych zakątków świata do domu Adaleny. Dziewczyny zjawiają się na pogrzeb swojego ojca, który nie będzie należał do zwyczajnych i najłatwiejszych...

Choć mój opis brzmi dość... mało zachęcająco to wiedzcie, że tylko dlatego, by nie zdradzić Wam całej historii. A byłoby co zdradzać, bo dzieje się wiele i to rzeczy, których nie jesteście w stanie przewidzieć. Już na samym początku można wiele razy wybuchnąć śmiechem za sprawą Rity, która nie dość, że jest specyficzną bohaterką to z dużym poczuciem humoru (nierzadko czarnego, ironicznego). Jest to też chyba najwyraźniejsza postać w całej powieści, która napędza akcję, ale też trzyma ją w ryzach. Choć nie świeci przykładem w dobrych manierach (w tym zdecydowanie lepsza bywa Matylda) to jednak wydaje mi się być najbardziej odpowiedzialną osobą. Co innego Stella, która nie raz i nie dwa pakowała się w kłopoty z powodu jedynej i idealnej miłości. Nie mogę powiedzieć, by którakolwiek z bohaterek była po prostu zwyczajna. I nie mam na myśli drzemiącego w nich daru, który Adalena planuje rozbudzić. Siostry dzieli pochodzenie, miejsce zamieszkania, wygląd, zainteresowania, sposób życia, charakter, łączy natomiast ojciec, który od zawsze lubił skakać z kwiatka na kwiatek. Nie jest tajemnicą, że Adalena, jego żona, przygarniała do siebie każdą z kochanek męża, a na dodatek pocieszała je! Macie rację, dziwna z niej kobieta, na pewno bardzo tajemnicza, odważna. Jest postacią, którą albo się lubi albo nienawidzi. Podobała mi się tajemniczość osnuta wokół niej i jej towarzyszek, natomiast odkrywanie przez nią kart niekiedy działo się zbyt wolno i potęgowało moją irytację.

Autorka napisała powieść w nurcie realizmu magicznego, który coraz bardziej zaczynam doceniać. To tu ścierają się dwa światy, tak bardzo od siebie odmienne - jawa i sen. Czytając Bliżej Dalej miałam problem, by w niektórych momentach określić, czy wydarzenia, które mają miejsce można zaliczyć do świata realnego, czy jest to już ingerencja świata fantastycznego. I dwa, kiedy została przekroczona ta granica. To udowadnia, że Marta Trzeciak ma talent do budowania akcji, tworzenia intrygującej fabuły, a do tego potrafi wszystko ładnie ze sobą połączyć, by tworzyło spójną i nierozerwalną całość. Naprawdę trudno byłoby rozdzielić pojedyncze wydarzenia, bo granica między światami została zatarta. Do tego zostało poruszonych wiele kwestii - rodzina, dom, relacje międzyludzkie (wszelakie, począwszy od tej między kobietą a mężczyzną, żoną a mężem, siostrami, przyjaciółmi...), marzenia, dążenia do celu, poświęcenie i wiele, wiele innych. Tej książce nie można na pewno zarzucić tego, że została przesadzona, czy zbyt wiele treści w niej zostało zawartych. Może w ogólnym odczuciu tak, ale to wszystko tak dobrze ze sobą współgra, ładnie się komponuje, że ogrom wątków, poruszonych kwestii nie dziwi i nie zaburza samej historii. 

W powyższej książce odnalazłam wiele, dużo sobie uświadomiłam, sporo refleksji mnie naszło. Dzięki historii trzech przyrodnich sióstr można wiele docenić w swoim życiu. Nie wiem, czy właśnie o to chodziło Marcie Trzeciak, jednak książka spełniła swoje zadanie - książka umiliła mi czas, zaszokowała, rozbawiła, uświadomiła pewne sprawy i pozwoliła uwierzyć jeszcze bardziej w siebie. Jestem pewna, że każdy z czytelników odnajdzie w niej coś zupełnie innego, tak bardzo intymnego, że słowa są zbędne. Mam tylko nadzieję, że Bliżej Dalej nie zostanie zapomniane w gąszczu pozycji, które zasypują nasz rynek czytelniczy i ludzie będą coraz chętniej i tłumniej po nią sięgać. Jest tego naprawdę warta.


Bliżej Dalej [M.A. Trzeciak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia