"Kryształowe sny" Anna Sokalska

Czy zastanawialiście się kiedyś, jakby to było, gdybyście wyszli z domu, a po powrocie... W zasadzie nie mieli do czego wracać? Już z daleka unosi się dym, słychać krzyki, płacz, ciało nieruchomieje, a w głowie słychać głos Uciekaj! Schowaj się!. Właśnie to spotyka Rena i Kerę. Rano wyruszają do tajemniczego lasu Tirvan pozbierać kryształy Quati, by ich ojciec mógł zrobić z nich cuda i później je sprzedać. Jednak wracając widzą, że ich wioska Pakh została zaatakowana i muszą czym prędzej ukryć się na jakiś czas w lesie, aby przeżyć. Gdy wracają do domu, okazuje się, że wioska jest zniszczona, ludzie stoją w dole niczym posągi, nie żyją. Bohaterowie biorą najpotrzebniejsze rzeczy i udają się do sąsiadującego miasteczka aby uprzedzić ich, że zbliża się wróg. To, co spotka ich po drodze, odmieni ich życie na zawsze.

Choć mój opis nie brzmi dość intrygująco to wierzcie mi, że im dalej tym ciekawiej. Fabuła się rozkręca, nie wieje nudą, co chwilę coś się dzieje. Autorka postanowiła poeksperymentować z formą, więc nie mamy tutaj do czynienia z typową prozą, lecz cała historia została umieszczona w schematy dramatu. Przyznam, że czytało się wygodniej, niż się spodziewałam. Wyraźnie istniał podział na to, kto w danej chwili się wypowiada, więc łatwo można było wyciągnąć odpowiednie wnioski. Często w źle skonstruowanych dialogach czytelnik gubi się, musi wracać do już przeczytanych słów, aby zorientować się, który z bohaterów się wypowiadał. Tutaj tego nie ma, wszystko jest jasne i przejrzyste, a lektura ciekawa i przyjemna w odbiorze.

Główni bohaterowie są rodzeństwem, jak się później okazuje tylko przyrodnim. Łączyły ich nie tylko więzy rodzinne, ale także przyjaźń. W trakcie podróży okazuje się, że mają tajemnice, a i nie wszystko o sobie wiedzą. Wyprawa do innego miasteczka ma na celu nie tylko poinformowanie przed zagrożeniem, ale sprawia, że Kera i Ren dowiadują się wielu rzeczy o sobie, odnajdują swoje miejsce w świecie. Każde z nich przechodzi swoistą przemianę, co sprawia, że aż chce się śledzić ich losy. Początkowo historia była przedstawiana jakby z boku, w dialogach poznawaliśmy spojrzenia rodzeństwa, jednak gdzieś od połowy, gdy drogi bohaterów się rozwidlają, więcej towarzyszymy Renowi niż Kerze. Zdecydowanie więcej przygód miał, więcej się działo, były zwroty akcji, zaskakujące momenty. Był bardziej aktywny niż bierny. Kera, choć została odsunięta na bok, nie próżnowała. Odkrywała siebie na nowo, co mogło wydawać się nudniejsze ze względu na akcję, ale mnie chyba bardziej zaintrygowałby ten aspekt powieści. Mimo to, takie postawienie sprawy, przedstawienie historii nie umniejsza lekturze. Wciąga, trzyma w napięciu, powoduje dreszcze emocji. Można się świetnie z nią bawić, a właśnie o to chodzi w literaturze.

Na uwagę zasługują również wątki poboczne takie jak życie w lesie, tajemniczy rodzaj zwierząt i ludzi, którzy w pewien sposób od nich pochodzą. Wszystko to sprawia, że lektura jest fascynująca i działa na wyobraźnię. Na plus zasługują również języki, którymi posługują się niektórzy bohaterowie powieści: tirvański i mitarski. Gdyby czytelnik miał problem ze zrozumieniem, z tyłu książki znajdują się jego podstawy. Super pomysł! Podobnie jak umieszczenie rysunków stworzonych przez samą autorkę, które przedstawiają głównych bohaterów i eysen. Muszę przyznać, że jest to ciekawe urozmaicenie.

Poza tytułową powieścią, w książce znajdziemy również dwa opowiadania, jakoby kontynuacje losów bohaterów z Melodii końca świata. Tej pozycji nie znam, więc trudno mi się odnieść do postaci i historii zawartych w krótkich opowiadaniach, jednak nie były one pozbawione sensu. Ogród Eos opowiada dzieje i losy ludzi, którzy próbują okiełznać nową planetę i stworzyć na niej życie. Jednak nie wszystko idzie po ich myśli, nie wszystko można przewidzieć. Bardzo spodobała mi się wizja nowego świata wykreowana przez Annę Sokalską. Niby nie wyróżnia się niczym specjalnym, ale wywołuje niepokój, czytelnik czuje się dość nieswojo wyobrażając sobie takie życie. Opowiadania Motyl z papieru nie do końca zrozumiałam, być może dlatego, że nie znam debiutu autorki. Czytało się dobrze, ale bez znajomości poprzednich losów bohaterów brakowało tego czegoś. 

Kryształowe sny są wciągającą lekturą, idealną na jeden raz. Czyta się błyskawicznie, z zainteresowaniem, nie nudzi, nie irytuje. Wszystko wydaje się być wyważone i na swoim miejscu. Nic nie dzieje się przypadkowo, wszystko ma swoje miejsce. Jednak nie odnosi się wrażenia pedantyczności. Polecam, bo to naprawdę warta uwagi historia.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia