9 książkowych niespodzianek

Źródło
Z okazji Światowego Dnia Książki przedstawię wam 9 książek, które przypadły mi do gustu, choć byłam przekonana, że nie są dla mnie. Okazały się być całkiem miłym (albo wspaniałym) zaskoczeniem. Gotowi?

1. Hobbit J.R.R. Tolkien
Przez bite kilkanaście lat twierdziłam, że krasnale, elfy i inne stwory nie są dla mnie. "Hobbit" wydawał mi się bajką dla dzieci, która uwielbia fantastykę. Ja za nią nie przepadałam, więc nawet nie tykałam tej książki. Omijałam szerokim łukiem. Jednak pewnego dnia nabrałam ochoty na czytanie o krasnoludach, a pierwszą pozycją, która przyszła mi na myśl był... właśnie "Hobbit". Jedna z moich ulubionych powieści!


2. Władca Pierścieni J.R.R. Tolkien
Idąc tym samym tropem co pozycja wyżej. Wszyscy dookoła mnie oglądali jej ekranizację. Zachwycali się. Nawet w podręczniku od polskiego w gimnazjum miałam do interpretacji fragment tej historii. Nawet wtedy mnie nie zaintrygował. Zarzekałam się, że nigdy nie przeczytam powieści i nie obejrzę tych filmów. Dlaczego? Po prostu, czułam, że nie są mi pisane. Będę się nudzić, stracę tylko cenny czas. Ależ byłam głupia!



3. Wiedźmin Andrzej Sapkowski
Lekkie domówienie, bo za mną dopiero "Ostatnie życzenie", "Miecz przeznaczenia" i 3/4 "Krwi elfów". Ale jestem oczarowana. Dosłownie delektuję się tą historią. Jest humor, który bardzo lubię, efekt zaskoczenia, nowy, nieznany mi świat, sprzeczki, tajemnice... Super, naprawdę. Kto nie przeczytał niech żałuje, że nie zna Geralta. Z tym bohaterem mogłabym pójść na kawę.

4. Uwikłanie Zygmunt Miłoszewski
Kryminały czytam rzadko. Chyba nawet rzadziej niż fantastykę. Nie wiem dlaczego. Potrafią mnie wciągnąć, dobrze się przy nich bawię, ale zdecydowanie nie ciągnie mnie do nich. Za sprawą Renaty sięgnęłam po pierwszy tom przygód Szackiego i... przepadłam! Od pierwszego do ostatniego zdania nie mogłam się oderwać. Jakbym miała napisać recenzję to byłyby to same pochwały. Nic sensownego ode mnie byście nie usłyszeli, bo ta książka jest po prostu wspaniała. Ciekawa, zabawna, trochę kontrowersyjna, zaskakująca.

5. Dziewczyny z Powstania Anna Herbich
Jak pewnie wiecie, za książkami historycznymi nie przepadam. Czasem trafi mi się coś z takim tłem, ale delikatnie zarysowanym. Po prostu nie lubię historii, nie wchodzi mi do głowy. W szkole byłam katowana datami, nie udało się nikomu mnie nią zainteresować. Nie chciałam się z nią męczyć także czytając dla przyjemności. Do czasu. O tej pozycji było dość głośno, wszyscy się zachwycali, a ja uparcie twierdziłam, że nie przeczytam. W końcu sama poleciałam do księgarni po nią i dosłownie wyprosiłam u swojego partnera, bo już, teraz, w tej chwili chciałam ją przeczytać. 



6. Bękart ze Stambułu Elif Shafak
Przeglądając książki wydane przez Wydawnictwo Literackie trafiłam na intrygującą okładkę, tytuł i nieznaną mi autorkę. Przeczytałam opis i już wiedziałam, że nie przeczytam. Czułam, że nie odnajdę się w tej historii, nie przemówi do mnie, zniechęci mnie, zniesmaczy, cokolwiek, co ma negatywny wydźwięk. Długo wokół niej krążyłam, aż postanowiłam spróbować. Z mieszanymi uczuciami i żałując, że w ogóle ją zamówiłam, zaczęłam czytać. Odłożyłam na bok dopiero po przeczytaniu ostatniego zdania. Teraz polecam każdemu, kto pyta o ciekawą książkę. Uwielbiam ją i nie ma takiej pozycji, która by ją przebiła. Odbieram ją sentymentalnie, a jak wiadomo, jest to mocny bodziec. Kto nie czytał, niech żałuje.

7. Złodziej dusz Aneta Jadowska
O tej pozycji już pisałam kilka słów, bardzo ją wychwalając. Też przed przeczytaniem twierdziłam, że to nie moja bajka. Nie spodoba mi się. W końcu co ciekawego może być w policjantce wiedźmie i jej towarzyszach Diable i Aniele? No właśnie. Wiele! Tyle, że ja o tym nie wiedziałam, dopóki sama po powieść nie sięgnęłam. Na szczęście trafiła w moje ręce i wciągnęła od pierwszych stron. Duże zaskoczenie. Pozytywnie!

8. Serce kamienia Monika Sokół
Fantastyka, dość specyficzna, ale nadal fantastyka. Po opisie czułam, że nie będzie w moim guście. Pierwsza myśl od razu spisywała ją na straty. Czasem tak mam, że wystarczy jedno spojrzenie i czuję, że nie ma sensu poznawać zawartej w książce historii. Tyle tylko, że ta okładka nie dawała mi spokoju. Sama nie wiem dlaczego jednak postanowiłam po nią sięgnąć. Do dziś nie wiem. Ale nie żałuję, że jednak to zrobiłam. Połknęłam za jednym razem, chciałam jeszcze więcej. Wprawdzie historia bardzo nierównomierna, momentami nudna, ale w większej mierze bardzo wciągająca, ciekawa, nowatorska. A tego mi było trzeba.

9. Bikini Janusz Leon Wiśniewski
Historia gra tu ważną rolę, a ja jej nie lubię. Tyle, że jak trafiła w moje ręce to nie wiedziałam o czym jest. Zaczęłam czytać. Już na początku się zniechęciłam i odłożyłam na bok. Nie chciałam jej czytać. Nie byłam gotowa. To nie mój typ. Ale coś mnie do niej ciągnęło. Na tyle, że jednak podniosłam ją, otworzyłam i przepadłam na długie godziny. Nie mogę niczego złego o niej powiedzieć! A spróbuj przy mnie ją zjechać, nie będę tolerancyjna. ;)

Nie każda z nich stała się moją ulubioną, ale plasują się dość wysoko w rankingu. Lubię takie pozytywne niespodzianki. Zresztą... kto ich nie lubi? Macie swoje książkowe niespodzianki? Takie pozycje, które początkowo wydawały wam się zupełnie nie w waszym guście, a w ostatecznym rozrachunku podbiły serce? Jestem ich ciekawa, jeżeli możecie to podzielcie się nimi ze mną w komentarzu.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia