"Nie oddam dzieci!" Katarzyna Michalak

Żeby książka mi się spodobała, musi grać na moich emocjach. Aby zapadła mi w pamięć, musi mieć coś, co sprawi, że albo będę się śmiać do rozpuku, albo zapłaczę raz czy dwa. Katarzyna Michalak pisze różnorodnie, częściej gorzej niż lepiej. Ale dziś nie chciałabym skupiać się na jej warsztacie pisarskim, wiarygodności, pomysłach na fabuły. Dziś chciałabym się skupić na powieści, której fabuła mogłaby mieć miejsce w rzeczywistości, dlatego tak podziałała na moje uczucia i emocje.

Michał Sokołowski ma wszystko, o czym pragnął. Dom, żonę, dzieci, pracę. Tylko trochę się pogubił, zatracił w obowiązkach lekarza, przez co zaniedbuje rodzinę. Brak czasu dla najbliższych jest ich największą bolączką. Zapomina nawet o urodzinach swojego synka, przystaje na kolejny dyżur w pracy. Marta Sokołowska się nie poddaje, odbiera Antosia z przedszkola i wiezie do szpitala, by ten, choć na chwilę spotkał się z tatą w tak ważnym dla siebie dniu. Kto by przypuszczał, że może stać się coś gorszego tego dnia? A jednak. Pijanych i naćpanych kierowców na drodze jest wielu. Czy Michałowi uda się pogodzić z tą tragedią?


Najnowszej książce Nie oddam dzieci! autorstwa Katarzyny Michalak można zarzucić wiele. Nawet zbyt wiele jak na taką tematykę. Napisała wszystko powierzchownie, niekiedy przerysowując pewne sytuacje, ocierając się o absurd, kicz, ale... Emocji jest tu naprawdę sporo. Czy nie wywołuje u Was smutku, przygnębienia, łez sytuacja, w której ginie matka i trzyletnie dziecko? Jestem osobą wrażliwą, empatyczną, więc bardzo mocno przeżywam takie sytuacje, nawet jeśli mają one miejsce w danej chwili tylko w książce, którą czytam. Autorce można zarzucić również to, że nie przyłożyła się do portretów psychologicznych swoich postaci. Popadała ze skrajności w skrajność, potraktowała ich po macoszemu, chyba nie zastanawiając się zbyt długo nad tym, co naprawdę czują ludzie, którzy stracą, zwłaszcza w taki sposób, kogoś dla siebie bliskiego. Michał nie wierzył w to, co się stało, miał przebłyski miłości do dzieci, chciał im wytłumaczyć, co się wydarzyło, ale... Właśnie. Nie był w stanie. Rodzina również im nie pomagała. Rodzice, teściowie, ciotki, wszyscy chcieli uprzykrzyć im życie jeszcze bardziej. Główny bohater nie wykazał się inteligencją, błyskotliwością, zdrowym rozsądkiem, czego pewnie oczekiwali czytelnicy. Jednak wiem, co tak naprawdę mógł czuć mężczyzna, który nie miał okazji pożegnać się z żoną i synkiem, a dzieci z matką i bratem. Wiecie, że jest to trudniejsze, niż pogodzenie się z samą stratą bliskich? Bo wyrzuty sumienia gryzą przez całe życie, przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu, te myśli czają się w zakamarkach duszy by wyjść w idealnej dla siebie chwili. Tak łatwo się załamać. 

Być może wszelkie prywatne pobudki przyćmiły mi cały obraz tej książki. Te wszelkie przerysowania, kiczowate dialogi, opisy, narracja, niezbyt przemyślane i dokładne portrety psychologiczne bohaterów. Bardzo możliwe. Jednak nie uległam sugestii autorki, nie pałałam nienawiścią do sprawców wypadku, jak się tego powszechnie oczekuje. Ja z chłodnym dystansem śledziłam ich dalsze losy. Ale nie mogłam być obojętna na losy tej rodziny, na to, co ich spotkało i co mogło jeszcze spotkać, gdyby się nie otrząsnęli z tej tragedii. Tak, Nie oddam dzieci! to dla mnie emocjonalna lektura na jeden raz. Trudno przeczytać od początku do końca bez choćby małego wzruszenia, przygnębienia. Mogłabym doczepić się każdego małego szczegółu, ale po co? Wiem, co Katarzyna Michalak chciała przekazać nam tą historią. Co z tego wyniosłam - to moje. Teraz przyszedł czas, byś Ty, Czytelniku, zweryfikował swoje stanowisko w tej sprawie.


Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia