Agnieszka Walczak-Chojecka - Gdy zakwitną poziomki

W życiu wielu kobiet przychodzi taki moment, kiedy zaczynają pragnąć dziecka. Nagle poczuły instynkt macierzyński i mają potrzebę przeniesienia go na własnego potomka. Zaczynają się starania. Tydzień, miesiąc, rok, dwa lata, trzy... I dalej nic! W głowie zaczynają pojawiać się myśli czy to ze mną jest coś nie tak, czy z moim partnerem?. Bieganie od lekarza do lekarza, łykanie wszelkich tabletek, picie ziółek i seks na zawołanie - w końcu zbliżają się dni płodne. Karolina ma trzydzieści osiem lat i ma świadomość, że jej biologiczny zegar coraz głośniej tyka, czas ucieka. Wraz ze swoim partnerem Filipem starają się o dziecko, ale ono się nie pojawia. Wstępują na wyżej wspomnianą ścieżkę. Ale czy mają na tyle wytrwałości? Czy pragnienia Karoliny są takie same jak jej partnera? 

Jestem jeszcze młodą osobą, która nie myśli o własnym dziecku. Najpierw studia, praca, zapewnienie godnych warunków w życiu, a dopiero potem potomstwo. Nie poczułam jeszcze tego instynktu, nie zazdroszczę wszystkim brzemiennym kobietom mijanym na ulicy, nie dostaję obsesji na punkcie dziecka.
Dobrze, trochę dostaję, ale to ze względu na moje studia i pracę w zawodzie, w którym się szkolę. Jednak jestem w stanie zrozumieć, jak wielkie pragnienie dziecka odczuwała Karolina. Miała pracę, mieszkanie, ukochanego u swego boku, w miarę dogodne życie, tylko brakowało jej potomstwa. Tego elementu układanki, który stworzy rodzinę. Zaczęła obsesyjnie starać się o nie z Filipem. Jeździli od kliniki do kliniki, od lekarza do lekarza, robili badania za badaniami, łykała tabletki, robiła sobie zastrzyki, pili ziółka, uprawiali seks na zawołanie. W pewnym momencie stali się maszynkami do robienia dzieci. Tyle tylko, że ich maleństwo nie chciało się pojawić. I wtedy przychodzą chwile zwątpienia - w siebie, w partnera, w przyszłość.

Tematyka nie jest łatwa, ale bliska większości kobiet. Autorka historię Karoliny i Filipa napisała prostym językiem, bez zbędnych zawiłości. Czyta się szybko, wręcz przebiega wzrokiem po zdaniach, w tempie ekspresowym przewraca kartki. Historia wciąga już od pierwszych stron i w napięciu trzyma do końca. Nie jest to fabuła pełna zwrotów akcji, wielkiego napięcia, ale lekki niepokój, niepewność w czytelniku pozostaje. Ta ciekawość, co takiego wydarzy się za chwilę i czy wszystkie starania bohaterów w końcu odniosą pożądany skutek. Gdy zakwitną poziomki przeczytałam w krótkim czasie, tak dobrze mi się to czytało. Tytuł nie zdradza, jaka historia czeka na nas w środku. Sięgając po tę powieść nie czytałam opisu. Zdałam się na intuicję, zmysłową okładkę, intrygujący tytuł. Wyjaśnienie tytułu nie przekonało mnie, nie zaskoczyło. Po prostu przyjęłam je do wiadomości i poleciałam wzrokiem dalej. 

Podobało mi się, że Agnieszka Walczak-Chojecka w swojej książce poruszyła nie tylko tematykę starania się o dziecko. Pojawiają się wątki poboczne, ale równie ważne. Ponownie w życiu głównej bohaterki pojawia się Milan, mężczyzna, który bardzo jej się podoba, niezmiennie od kilku lat, ale z którym nie miała dawno kontaktu. Nagle i przypadkiem zjawia się w jej życiu i ponownie miesza. To za sprawą spotkań z nim kobieta zaczyna mieć wątpliwości i przychodzi czas, kiedy nie wie, co powinna zrobić, jaką decyzję podjąć. Z dużym zainteresowaniem śledziłam ten wątek i po cichu kibicowałam mężczyźnie. Jednak nie raz i nie dwa miałam ochotę potrząsnąć nim i nakrzyczeć, by w końcu wziął się w garść i określił, co się dla niego liczy. Dużo uśmiechu zapewniły mi wątki dotyczące rodziców Karoliny, którzy żyją oddzielnie. Te dwie osoby są do siebie tak niepodobne, różnią się praktycznie wszystkim, że aż niewiarygodne, że kiedykolwiek stanowili zgrany duet.

Gdy zakwitną poziomki nie jest pozycją trudną ani kontrowersyjną. Ze względu na styl i formę powieść można bardziej zakwalifikować do czytadła, które porusza ważny temat. Historia nie zmęczy czytelnika, nie zrobi papki z mózgu, nie roztrzaska, nie rozerwie na strzępy emocjonalnie. Owszem, tych emocji trochę jest, ale nie na tyle, by czytać z wypiekami na twarzy. Powieść Agnieszki Walczak-Chojeckiej uważam za dobrą, idealną na upalne dni, jedno, góra dwa spotkania. Czyta się szybko, co jest jak najbardziej zaletą. Jestem przekonana, że za rok zapomnę o wielu szczegółach, nie zżyłam się aż tak z bohaterami, ale miło mi się czytało. I właśnie ze względu na te odczucia polecam tę historię.


Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia