Aleksandra Tyl - Magiczne lato

Czy widzicie tę piękną okładkę? Idealnie dobrane kolory? Tę lekkość, zwiewność? Prostotę, ale jednocześnie bogactwo estetycznych doznań? Trzymam tę powieść w ręce i dalej nie mogę się napatrzeć. Do tego półtwarde wydanie, które nie rozpada się podczas czytania, trzyma w ryzach wszystkie kartki. Szkoda, że nie każde wydawnictwo dba o tak piękną oprawę dla swoich historii. Wydawnictwo Prozami otrzymuje ode mnie zasłużonego plusa!

Alicja to trzydziestokilkuletnia kobieta, która samotnie wychowuje siedmioletnią córeczkę Matyldę. Były partner Bartek odszedł od niej jakiś czas temu do innej, z którą planuje ślub. Do tych wszystkich zmartwień dochodzi problem z odpornością Matysi, która bardzo szybko łapie infekcje, które przeradzają się w zapalenie płuc. Przez to odpuszcza większość zajęć w szkole i nie może się odnaleźć w szkolnej społeczności. Alicja wprawdzie może liczyć na rodzinę i alimenty, które Bartek płaci na córkę, jednak to za mało. Jej jedyną pracą są ilustracje, które wykonuje do książek na zlecenie, a jak wiadomo, nie często się one zdarzają. Gdy Matylda kolejny raz łapie infekcję, Alicja za namową lekarki wyjeżdża z córką na wieś, do dalekiej i niezbyt dobrze znanej ciotki Józefiny.

Magiczne lato za sprawą okładki i opisu wydaje się sielską powieścią. Taką, którą szybko się czyta i szybko się o niej zapomina. Nic bardziej mylnego, jednak jestem przekonana, że nie prędko ucieknie z mojej pamięci. To prawda, że czyta się ją błyskawicznie, a to za sprawą pięknej prozy, intrygujących opisów, zabawnych dialogów, myśli bohaterów i kreacji ich samych. Polska wieś kojarzy się ludziom coraz częściej z wioską zabitą dechami, gdzie nie ma nic ciekawego do roboty, wieje nudą, mężczyźni chodzą uprawiać pole czy hodować zwierzęta, a kobiety zajmują się domowymi obowiązkami i wiejskimi plotkami. Wszyscy wszystko o sobie wiedzą i niczego nie można ukryć. Po części tak jest, niewiele z tego mija się z prawdą, aczkolwiek to nie wszystko. Gdy człowiek dłużej pobędzie w takim miejscu to szybko się przyzwyczaja - poznaje życie mieszkańców, ich obowiązki, życiowe historie, tragedie, tajemnice, a do tego wszystkiego ma okazję dowiedzieć się o tym z różnych źródeł, a co za tym idzie - perspektyw. Tu nawet czas wolniej płynie, nie dochodzi gwar miasta. Wszystko przeżywa się zupełnie inaczej.

Alicja jest młodą kobietą, która ma wspaniałą córkę, a do tego złamane serce. Nie może pogodzić się z odejściem swojego partnera, przecież ich życie było takie dobre. Może nie usłane płatkami róż, jednak żyło im się razem przyjemnie. Nieważne, że to ona zarabiała więcej i więcej na ich przyjemności wydawała. Chciała, by Bartek rozwijał swoje pasje. A ona pracując zbierała na swoje marzenie - otworzenie galerii. Jednak życie pokrzyżowało jej plany i zweryfikowało marzenia. Musiała się ustatkować, bo w drodze była Matylda. Odłożone pieniądze przeznaczyć na zakup dwupokojowego mieszkania, bo przecież Bartek nie zarabiał tyle, aby móc to zrobić. Dlatego ten żal po odejściu jest tak bardzo dokuczliwy. A jeszcze bardziej, gdy Ala dowiaduje się, że jej ukochany próbuje ułożyć sobie życie z inną kobietą i całkiem nieźle im to wychodzi. Wyjazd na wieś nie sprawia jej frajdy. Jest tak samo niechętnie nastawiona jak jej ośmioletnia córka, ale czego się nie robi dla jej zdrowia. I do tego muszą zamieszkać u w zasadzie nieznanej im dobrze dalekiej ciotki Józefiny. Wprosiły się, bo nie miały nikogo innego na wsi, a pobyt w ośrodkach agroturystycznych nie należy do najtańszych. Dystans i chłód, jakim przywitała ich ciotka nie sprawił, że z większym entuzjazmem podeszły do całej sytuacji. Ale do czasu, aż bliżej poznają bliższą krewną.

Dużą zaletą tej powieści są barwne opisy, trafne spostrzeżenia autorki, co sugerują, że prywatnie jest dobrym obserwatorem. Dużo radości sprawiło mi śledzenie poczynań miejscowego komendanta Grzelaka, który czuje się niedowartościowany, niedoceniony. Codziennie chodzi z nosem w książkach kryminalnych, a w głowie rodzą mu się pomysły rodem z powieści, w których się zaczytuje. Z tego powodu wpada na szalony pomysł i wciąga w to jednego z wiejskich chłopaków, który marzy o pracy w policji. Ich działania dostarczyły mi wielu powodów do śmiechu. Podobnie było z siostrą Ali - Dorotą, która to jest przebojową i energiczną kobietą, chętnie niosącą pomoc. Nieważne, że nie każdy ma na to ochotę i tej pomocy w rzeczywistości potrzebuje. Jej tok myślenia, zwariowane pomysły i sposób bycia umiliły mi dodatkowo tę lekturę.

Magiczne lato Aleksandry Tyl to powieść przyjemna w odbiorze, łatwa, którą czyta się błyskawicznie. Nie brakuje tu dramatów, ludzkich tragedii, plotek. Wszystko jest ze sobą tak spójnie połączone, okraszone humorem, barwnymi opisami, że chciałoby się czytać i czytać. Podobało mi się, że w głównej bohaterce zachodziły widoczne zmiany, choć nie przychodziło jej to z łatwością. Widać, że autorka potrafi zainteresować człowieka dość banalną historią. Nie ukrywajmy, tematyka powieści wcale nie należy do najoryginalniejszych, jej przebieg także jest dość przewidywalny w niektórych momentach, ale sposób pisania zdecydowanie ubarwił fabułę. I do tego zakończenie, którego się nie spodziewałam. No jak to tak? Zupełnie inaczej sobie to wyobrażałam, przewidywalnie wręcz, a tu takie zaskoczenie! Tuż po odłożeniu powieści w mojej głowie powstało milion alternatywnych zakończeń, dalszych ciągów historii Alicji. Może autorka pokusi się kiedyś o napisanie dalszych losów bohaterów, a tymczasem polecam zapoznanie się z Magicznym latem. Może i Wasze będzie takie magiczne, jak wspomnianych bohaterów.


Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia