Hanna Kowalewska - Tam, gdzie nie sięga już cień

Inka od dziesięciu lat próbuje ułożyć sobie życie w Warszawie i zapomnieć o przeszłości. Jednak jeden telegram od dawno niewidzianej ciotki sprawia, że dziewczyna rzuca wszystko, wsiada w nocny pociąg i jedzie zmierzyć się z demonami dawnego życia. Jedzie z duszą na ramieniu nie wiedząc, czego się spodziewać. Wita ją chłód ze strony sąsiadów, rodziny Berty. Wydaje się, że nikt poza ciotką na nią nie czekał. Wszyscy dookoła są wrogo nastawieni do dziewczyny. Co takiego wydarzyło się w przeszłości, że Inka nie może spokojnie żyć i przez dziesięć lat nie odwiedzała swojej rodzinnej miejscowości? Czy wszystkie tajemnice, jakie ukrywała Inka i jej ciotka Berta wypłyną na powierzchnię?

Inka nigdy nie miała łatwego życia. Wychowywana przez ciotkę Bertę i wuja Romana otrzymywała wprawdzie od nich dużo miłości, troski, uznania, podobnie od przyszywanego brata Zbyszka, lecz sąsiedzi i bliższa rodzina Berty na każdym kroku dokuczała Ince. Wyzwiska, krzywe spojrzenia, pogarda, plotki, nawet splunięcie w twarz!
Była ładną, zaradną, mądrą dziewczyną, ale przez pewne wydarzenia została skreślona przez mieszkańców Jantarni. Wraca i choć ma czyste intencje to wrogowie wietrzą podstęp. Już od samego początku kibicowałam głównej bohaterce. Tyle wrogości do jednego człowieka to ja dawno nie widziałam. Wiem, że jest to możliwe, więc tym bardziej przeraziła mnie ta sytuacja. Hanna Kowalewska stopniowo odkrywa karty, daje poznać coraz więcej szczegółów. Choć pozornie wydaje się, że nie mają ze sobą nic wspólnego to pod koniec powieści wszystko się wyjaśnia.

Główna bohaterka wydaje się być wycofana z życia, pozbawiona blasku, wiary w siebie, swoje możliwości, w powodzenie w życiu. Wydaje się, bo tak naprawdę ma w sobie ogromne pokłady siły, determinacji. Choć wszyscy prócz ciotki sprzeciwiają się jej obecności w domu Berty, ona z uśmiechem na ustach, często wymuszonym, realizuje ostatnie wole ukochanej ciotki. Wbrew wszystkim i wszystkiemu robi to, co do niej należy. Początkowo przyjmuje wszystkie obelgi w ciszy, od czasu do czasu zmieniając temat. Trochę mnie to drażniło. Ale w końcu bohaterka dojrzała do tego, by zacząć się sprzeciwiać, stawiać na swoim. To jedna z ciekawszych postaci, jakie zostały wykreowane w ostatnim czasie w powieściach, które miałam okazje czytać. Widać tę przemianę, jaka zachodzi w bohaterce. I wyjątkowo nie chodzi o wygląd, charakter, a o walkę.

Hanna Kowalewska stworzyła naprawdę wyjątkową powieść. Przede wszystkim prawdziwą. Nie przerysowała bohaterów, sytuacji, postawiła na powolne tempo, stopniowo odkrywając przed czytelnikiem ukryte karty. Nie starała się na siłę poprawić ogólnego wydźwięku powieści, nie zmieniała nastroju. Choć Tam, gdzie nie sięga już cień jest zdecydowanie bardziej gorzką niż słodką pozycją to wciąga już od pierwszych stron i nie przytłacza czytelnika. Nie sprawia, że zaczynamy się litować nad główną bohaterką. W pełni rozumiałam jej postępowanie, z czasem także zachowanie Berty, jej syna, a także mieszkańców Jantarni, tak bardzo pragnących dowiedzieć się prawdy. Nie potrzebowałam lukru, bo prawdziwe życie takie nie jest. I autorce udało się przedstawić tę prawdę. Gorzką, uwierającą, nieprzyjemną, ale nadal prawdę. 

Było to moje pierwsze spotkanie z prozą Hanny Kowalewskiej, ale na pewno nie ostatnie! Autorka pisze tak pięknie, że nie mogłam się oderwać. Umiejętnie stworzone portrety psychologiczne, emocje, które stopniowo były uwalniane, tajemnice, zaskoczenia, wątki poboczne, które okazywały się ważne. Było sporo momentów zaskoczenia, co bardzo mi się podobało. Mamy naprawdę piękny język i cieszę się, że są autorzy, którzy potrafią zrobić z niego użytek. Życzę sobie (tak, życzę!), by autorka pisała jeszcze więcej takich wspaniałych książek. O prawdziwym życiu, szczęściu i nieszczęściu, narodzinach i śmierci, odrzuceniach, przyjaźniach, wyjazdach i powrotach. I niech żałuje każdy, kto nie czytał Tam, gdzie nie sięga już cień.


Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia