Marta A. Trzeciak - Dwa życia Kiki Kain

Coraz trudniej o niebanalną historię. Na rynku mamy mnóstwo książek, które powielają te same schematy, powstają na utartych przez innych ścieżkach. Trudno o wyróżniającą się wśród innych okładkę, tytuł, a jeszcze bardziej fabułę. Bohaterowie też jacyś tacy... coraz bardziej nam znani. Dlatego wybieram powieści z dużą ostrożnością. Są chwile, kiedy mam ochotę na pewniaka - coś, co wiem, że skończy się dobrze, że autor/ka napisał/a to dobrze i tak dalej. Ale nie zawsze. Sięgając po Dwa życia Kiki Kain oczekiwałam wiele - nietuzinkowych bohaterów, niebanalnej historii, trafnych dialogów, ironii. Miałam już okazję czytać jedną z powieści napisanych przez Martę A. Trzeciak, więc moje oczekiwania nie były bez poparcia. Tylko czy otrzymałam to, czego oczekiwałam?

Kiki Kain jest córką artystki. Miała matkę malarkę, która wciąż wplątywała się w skandale i która opuściła swoją córkę w dniu piątych urodzin. Wychowywana przez babcię Alinę, która również brudziła swe ręce sztuką.
Rzeźbiła w glinie, kamieniu, drewnie, w zależności od zlecenia, jakie otrzymała. Żyła w przekonaniu, że jest wyjątkową artystką i tego samego oczekiwała po swojej wnuczce. W chwili, kiedy ta zaprzestała wszelkiej twórczości, świat Aliny się zawalił. Robiła wszystko, aby Kiki choć nauczyła się pisać i czytać, a tym samym poświęciła swoją uwagę jakiejkolwiek sztuce. Przywiązywała dużą wagę do działań wnuczki, motywowała ją do tworzenia, pobudzania wyobraźni. Podświadomie czekała na dzień, kiedy dziewczyna spakuje walizkę i pojedzie w świat, tak jak zrobiła to jej matka. I nie dlatego, że chciała się pozbyć z własnego domu wnuczki, wręcz przeciwnie. Uważała, że każda wielka artystka w którymś momencie życia wyrusza w wielką przygodę, by tam odnaleźć swoje natchnienie.

Kiki, Karo, Kara, a tak naprawdę Karolina Klementyna Kain, od małego żyła wśród artystek. Skandal gonił skandal, były znane na całe miasto. Ich kamienicę, w której mieszkały, co chwilę ktoś obrzucał kamieniami, pomidorami, nawet czereśniami. Ich obecność w mieście była ujmą dla władzy i mieszkańców. Za wszelką cenę chcieli się ich pozbyć, bo nic sobą nie reprezentowały. Tylko czy Kiki chciała pójść drogą, jaką dla niej obrała matka z babką? Tego nigdy się czytelnik nie dowie, bowiem życie dziewczyny zostało przedstawione z dwóch perspektyw - Radona i Teodora, mężczyzn, którzy poznali Kiki w Uszach Jamnika, gdzie przyjęła się do pracy po ucieczce z własnego miasta. Obaj czują coś do kobiety i wszelkimi dostępnymi środkami, łamiąc dotychczasowe reguły, próbują zdobyć ją dla siebie. W Uszach Jamnika prześcigają się w opowiedzeniu prawdziwej historii o Kiki. Tylko, że żaden z nich nie ma tak naprawdę stuprocentowej pewności, co jest prawdą, a co fikcją.

Przyznam, że pomysł na fabułę jest niebanalny, intrygujący. Przedstawienie życia jednej dziewczyny oczami dwóch mężczyzn - super, naprawdę. Tylko z wykonaniem było nieco gorzej. O głównej bohaterce dowiadujemy się z wyobrażeń Radona i Teodora, wierząc im, że wiedzę o niej otrzymali od samej zainteresowanej, a tylko niektóre elementy sobie dopowiedzieli. Z dość sporym zainteresowaniem śledziłam ich poczynania, próbowałam dociec prawdy. Ale jej nie otrzymałam, bowiem zabrakło mi jednego, spajającego wszystko ogniwa - wzmianki, co było prawdą. Marta A. Trzeciak postawiła w swojej powieści na fantazję, zacierała granicę jawy i snu, czyniąc z Dwóch żyć Kiki Kain lekturę intrygującą, wyróżniającą się na tle pozostałych książek. Doceniam pomysł, ale już nie wykonanie. Czytając te historie odnosiłam wrażenie, że zdania są rzucone od tak, bez zbędnego uporządkowania, bez chronologii. Bohaterowie - narratorzy co chwilę mieszali wydarzenia, wracali pamięcią do czegoś, co miało już miejsce, by dopowiedzieć kilka słów, następnie przeskakiwali do czegoś, o czym czytelnik jeszcze nie miał pojęcia. Ta huśtawka miał miejsce przez całą powieść. Trudno było mi się skupić na fabule, moja irytacja z każdą stroną wzrastała. Panuje tu lekki chaos, który zdecydowanie utrudniał mi czytanie.

Postacie w tej książce zostały dobrze wykreowane, zadowalająco przedstawione. Wbrew formie, w jakiej autorka ich przedstawiła, wyszło to naprawdę ciekawie. O Teodorze dowiadujemy się ze słów Radona, a o Radonie ze słów Teodora. Oczywiście są to ich spostrzeżenia, wyobrażenia, tak jak oni to widzą. Także i w tym przypadku nie dowiadujemy się prawdy o bohaterach, którzy odgrywają w powieści znaczące role. Dwa życia Kiki Kain nie jest książką złą, wręcz przeciwnie. Jest dobra, niebanalna, oryginalna wręcz. Warto po nią sięgnąć, aby przekonać się, że nie wszystko, co widzimy i co słyszymy musi być prawdą. O niej możemy nigdy się nie dowiedzieć, a wciąż żyć złudzeniami, fantazją. Żałuję tylko, że całość wydała mi się niezbyt dobrze dopracowana. I to jest największa wada tej pozycji.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia