Sofia Caspari - W krainie kolibrów

Są pozycje, które kuszą nas swoją okładką, a niekoniecznie opisem. Przez dłuższy czas wahamy się, czy sięgnąć po nią, czy jednak odpuścić i przeczytać coś zupełnie innego. Tak właśnie miałam z W krainie kolibrów Sofii Caspari. Okładka jest przepiękna, jednak opis niekoniecznie do mnie przemawiał. Nie przypuszczałam, że może kryć w sobie ciekawą historię. Pewnego dnia robiąc porządki w pokoju do głowy wpadła mi myśl, niezwiązana z tym, co właśnie wykonywałam - a może by tak przeczytać coś o Argentynie? Coś z miłością w tle, ale niekoniecznie z szczęśliwymi wydarzeniami? Coś takiego... życiowego? Poczytałam recenzje zamieszczone w Internecie i stwierdziłam, że jednak dam szansę pozycji, do której początkowo nie byłam przekonana.

Anna wyrusza w podróż statkiem, w poszukiwaniu lepszego życia. Wybiera się do Nowego Świata, do Buenos Aires, gdzie czeka na nią mąż Kaleb, a także jej rodzice i rodzeństwo. To właśnie tam mieli rozpocząć nowe, lepsze życie. Takie, w którym nie będą martwić się o dom, wyżywienie, własną ziemię, pracę.
Miasto to jest swoistą legendą, nadzieją. Pełna obaw i jednocześnie podekscytowania wyrusza w rejs. Tam poznaje przystojnego Juliusa, na widok którego serce kobietom szybciej bije, a także Victorię, młodą i piękną kobietę, która nie martwi się o swoją przyszłość, lecz z uśmiechem wyrusza w drogę. Tam, w Nowym Świecie, czeka na nią mąż i wspaniałe życie, gdzie nie będzie musiała martwić się o pieniądze. Już na lądzie drogi bohaterów rozchodzą się i przez dłuższy czas nie mają o sobie żadnych wieści. Jak potoczą się ich dalsze losy?

Czytając W krainie kolibrów miałam wrażenie, że znajduję się w dwóch zupełnie innych miejscach. Niby jedno i to samo miasto, lecz dwa światy. Biedny, w którym przyszło żyć Annie, martwić się o dach nad głową, pracę, o którą tak ciężko, jedzenie i rodzinę. A także ten drugi - bogaty, do którego trafiła Victoria ze swoim mężem. Wprawdzie nie musiała martwić się o pracę i pieniądze, bo o to zadbał jej mąż. Autorka dołożyła wszelkich starań, aby dokładnie opisać nam te perspektywy, zestawiła dwa różniące się zakątki. Udało jej się to znakomicie! Ciekawie, dokładnie, na zasadzie kontrastu. Choć nic nie jest tutaj ani czarne, ani białe. Nie wszystko wydaje się być takie, jakie widzimy na pierwszy rzut oka.

Bohaterowie również okazali się dobrze wykreowani. Z starannością, dokładnością, każda postać otrzymała zestaw cech, które wyróżniały ich na tle innych. Każda osoba była inna, miała inne cechy charakteru, temperament, sposób bycia, poglądy, plany na przyszłość. To sprawiło, że lektura wydała mi się jeszcze bardziej interesująca. Mogłam wybrać sama, z którą postacią mam ochotę się utożsamić, która w moim mniemaniu należy do pozytywnych, a która do negatywnych. Ich życie mogłoby się wydarzyć, ich decyzje mogłyby mieć miejsce. Nie mamy tutaj pięknej bajeczki, tylko historię, która jak najbardziej mogła mieć miejsce. Brak tu przerysowania, kiczu. Wszystko rzeczywiste, nieodbiegające od tego, co mamy na co dzień. 

Nie jest to pozycja ani lekka, ani trudna w odbiorze. Czyta się ją w ekspresowym tempie, wciąga już od pierwszych stron i trzyma w niepewności aż do ostatniej. Znajdziemy tu wątki radosne, miłosne, ale także nie unikniemy śmierci, biedy, nędzy. Sofia Caspari nie stworzyła powieści przygnębiającej, wręcz przeciwnie. Choć nie wszystko zawsze idzie po naszej myśli, nie każdy krok możemy przewidzieć, nie każdą przeciwność losu pokonać to jednak W krainie kolibrów daje nadzieję. Na to, że los może się odmienić, nasze życie ma szansę na poprawę, a sporo leży w naszych rękach. Jednak najważniejsze to pozostać sobą, walczyć o miłość i rodzinę. Nie wszystko co białe jest białe, a czarne to czarne. Warto o tym pamiętać.

Fragment powieści: http://bit.ly/wKrainieKolibrow

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia