Anna Ficner-Ogonowska - "Alibi na szczęście" i "Krok do szczęścia"

Są książki, o których pisali ludzie wszędzie, gdzie się da. Blogosfera i serwisy książkowe były zasypywane ich recenzjami, przeważnie pozytywnymi. Takiemu zjawisku nie mogła oprzeć się również twórczość naszej rodzimej, wówczas debiutującej autorki - Anny Ficner-Ogonowskiej. Pisała dla siebie, a po skończeniu chowała do szuflady. Mąż postanowił zaskoczyć ją i społeczeństwo wysyłając to do wydawnictwa. Jak się okazało - mamy historię na papierze i to nawet w 3-4 tomach (w zależności jak patrzymy na ten ostatni). 

Alibi na szczęście i Krok do szczęścia


Przyznam, że już dawno chciałam przeczytać historię o Hani, Dominice i Mikołaju. Już dawno chciałam spotkać panią Irenkę, zwariowane bliźniaczki. Tylko wciąż było coś ważniejszego, a czas jakby się kurczył. Podobnie było i w tym przypadku, gdyż książki zaczęłam czytać tuż przed sesją, a nawet w jej trakcie czytam jeszcze tom trzeci. Nie są to pozycje idealne, można znaleźć w nich wiele wad, niekiedy historia jest zbyt rozwleczona, innym razem pędzi na łeb i szyję, ale jej czytanie sprawia mi ogromną przyjemność, której życzę i Wam.

Hanka w jednej chwili straciła swoje szczęście - w wyniku tragicznego wypadku samochodowego, pożegnała świeżo poślubionego mężczyznę, a także rodziców. W ciężkich chwilach była przy niej Dominika, jej przyjaciółka, którą nazywa siostrą. Traumatyczne wydarzenie, tak wielka strata odbiły się na psychice i  życiu kobiety, która starała się przystosować do nowych warunków, innej przyszłości, niż sobie zaplanowała. W ciężkich chwilach pomaga jej morze - wystarczy usiąść na plaży, czytać ulubioną książkę, opalać się lub po prostu patrzeć na fale. A to wszystko przy ciepłym pomarańczu słońca. Jednak Bóg ma dla nas jakiś plan, który w życiu Hanki zaczyna się realizować. W jej życiu pojawił się Mikołaj, notabene imiennik jej byłego męża, który przewraca jej życie do góry nogami. A przy tym wszystkim jest inteligentna pani Irenka, świetna kucharka, która robi idealną herbatę i zawsze wie, co powiedzieć. Jest także Dominika, nerwowa, rozgadana dziewczyna, która choć popełniła w swoim życiu wiele błędów, wciąż jest dobrej myśli i stara się trzymać swoją przyjaciółkę w ryzach. U każdej z nich dotychczasowe życie zaczyna się zmieniać, pojawiają się nowe osoby, jedne przychodzą, inne odchodzą. Jednak one wciąż trzymają się razem.

Jak już wspomniałam, historie pisane przez Annę Ficner-Ogonowską nie są idealne. Niekiedy są przewidywalne, innym razem zaskakujące, czasem wręcz nieprawdopodobne, jednak nie chodzi o to, by było wyjątkowo. Autorka pokazuje, że u każdego w życiu w końcu wychodzi słońce, nawet po kilkudniowej burzy i ulewie. Warto dać sobie czas na oswojenie z trudną sytuacją, a następnie szansę na lepsze życie. Nie można chować się w kokonie, położyć do łóżka i przespać trudny okres. 

Alibi na szczęście oraz Krok do szczęścia pokazują, że warto marzyć, warto czekać na lepszy dzień. To, co początkowo nas przerasta i wydaje się wręcz niemożliwe, po pewnym czasie staje się osiągalne, pod warunkiem, że damy sobie i temu szansę, pragniemy zmian. Nawet tych malutkich. Trudno jest mi oddzielić historie zawarte w tomie pierwszym i te w drugim, ponieważ czytałam je bez przerw. Skończywszy Alibi... sięgnęłam po Krok... i to samo zrobiłam ze Zgodą na szczęście, którą aktualnie czytam. Dzieje się naprawdę wiele. Może nam się wydawać, że za dużo, za szybko. Jednak ja wcale się nie dziwię. Życie różne pisze nam scenariusze, czasem przerasta nas to, co spotykamy na swojej drodze. Tak samo może być z tymi książkami. Jednak warto, naprawdę warto przeczytać, uświadomić sobie kilka spraw. Język rzeczywiście może nie jest zbyt dobry, jednak łatwo przerzuca się kolejne strony i pochłania opowieść. A oto w tym wszystkim chodzi. To nie są pozycje z wysokiej półki, te mają nam dostarczyć rozrywki, przyjemności, ale również dać możliwość i okazję do zadumy i refleksji nad życiem. 

Powyższe dwa tomy odbieram dość... osobiście, toteż ciężko mi o nich napisać coś bardziej konkretnego. Spędziłam z nimi kilka dni, nie odrywając się od nich bez większej przyczyny, zarywałam nawet dla nich noce. Po prostu było warto. W pewien sposób nawet mnie oczyściły, kilka razy wzruszyły, trochę zirytowały, albo wywołały śmiech. Cała plejada uczuć spowodowana bohaterami, tak bardzo się od siebie nawzajem różniącymi, ale bardzo intrygującymi. Choćby dla nich warto przeczytać ten cykl.


Czytaj dalej »

"Maska pozornego szczęścia" Patrycja Flejszer

Dom powinien być dla nas azylem, a szkoła drugim domem, gdzie gwarantują nam bezpieczeństwo, akceptację, zerwanie ze stereotypami. Tylko czy aby na pewno? Każdy z nas chociaż raz przyodziewa maskę, za którą chowa swój żal, smutek, niepowodzenia, ciężki los. Ale czy jesteśmy skazani na noszenie ich przez całe życie? Człowiek potrzebuje drugiego człowieka, poczucia bliskości, zainteresowania, wsparcia i możliwości wygadania się, podzielenia swoim losem. Jeżeli nie otrzymuje tego w domu to szuka w szkole, pracy, na imprezach...

Matka Daniela Cooka popełniła samobójstwo, gdyż nie dawała rady żyć w nędzy, ubóstwie, u boku męża alkoholika, który łatwo wpadał w agresję. Zostawiła syna z tyranem, który każdego dnia drżał o własne życie. W wieku piętnastu lat postanowił żyć na kocią łapę, miejsce w domu znalazł u swojego przyjaciela Conrada, u którego też się nie przelewało. Matka prostytutka, która zaszła w ciążę w wieku 16 lat nie miała zbyt pozytywnych perspektyw na życie, więc postanowiła zagwarantować synowi jako taki byt sprzedając własne ciało i godność. Chłopcy nie mieli łatwo. Conrad w szkole szykanowany, odstawiany na boczny tor z powodu braku pieniędzy. Nie miał zbyt wielu kolegów. Inaczej miała się sprawa z Danielem, który choć znajduje się w podobnej, nawet i gorszej sytuacji niż przyjaciel, to puszczona przez kogoś plotka o rzekomym bogactwie utrzymywała go na względnym poziomie w społeczeństwie szkolnym. Jednak tacy jak oni byli poniżani przez dzieci z bogatych domów. Pewnego dnia Daniel podszedł na stołówce do Harley i od słowa do słowa zawarli umowę. Ona miała udowodnić, że nie jest taka jak jej koleżanka - rozpieszczona panienka z bogatego domu, a on w zamian miał przeprosić dziewczynę za zbyt pochopne ocenianie. Gdyby przegrała, miała spędzić noc z Danielem. Zakład absurdalny, czy może wyniknąć z tego coś dobrego?

Książka nie była zła. Autorka miała pomysł na fabułę, jednak przedobrzyła. Zbyt wiele problemów rzuconych w tak mało obszerną powieść. Alkoholizm, gwałty, narkotyki, imprezy, poniżanie, śmierć, anoreksja, uprzedzenia, stereotypy, białaczka... Wiele, naprawdę wiele dzieje się w tej książce. Bohaterowie wprawdzie są dobrze wykreowani i wydają się być prawdziwi, jednak da się zauważyć absurd niektórych sytuacji. Do tego styl autorki, który tak wychwalałam przy Szlaku niepewności tutaj był gorszy, irytujący. Rozumiem, że chciała uniknąć powtórzeń, jednak określanie często bohaterów w kategoriach brązowookich, niebieskookich, blondynka, brunet nie było dobrym pomysłem. Raz, że nieco się gubiłam przez to w fabule, to dwa, wytrącało to z rytmu czytania i nieco irytowało. Okazało się, że Maska pozornego szczęścia powstała wcześniej, lecz wydawca zadecydował o wydaniu Szlaku niepewności jako pierwszej, a powyższej jako drugiej.

Sądzę, że powieść bardziej przypadnie do gustu młodzieży gimnazjalnej, licealnej, niekoniecznie tym starszym. Wszystko ma miejsce właśnie w tym okresie, a także bulimia czy anoreksja tyczy się częściej ludzi w wieku szkolnym, którzy chcą podobać się sobie i społeczeństwu. A jak wiadomo, rówieśnicy mają ogromny wpływ, mogą skutecznie dobić człowieka, sprawić, by czuł się nikim. Wprawdzie nie polecam Maski pozornego szczęścia z czystym sercem, bo znajdują się tu zachowania, które niekoniecznie chciałabym, aby młodzi ludzie powielali, jednak ma w sobie trochę wartości. Może niektórym otworzy oczy? Miałabym taką nadzieję.

Maska pozornego szczęścia [Patrycja Flejszer]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Czytaj dalej »

Dorota Dardzińska "Kuchnia domowa, czyli synowa kontra teściowa. Polskie przepisy"

W mojej główce coś się poprzestawiało i od jakiegoś czasu częściej bywam w kuchni jako kucharka. Szczerze mówiąc, całe to pichcenie nawet bardzo mi się spodobało. Oczywiście, jedzenie podane pod nos dobrze smakuje, ale jaka satysfakcja, gdy to, co sami ugotujemy, smakuje innym! Dlatego postanowiłam podszkolić się w kuchni zaczynając od podstaw. Najpierw były babeczki, podstawowe obiady, aż stwierdziłam, że dobrze by było mieć dobrą książkę z łatwymi przepisami. 

Tak trafiła do mnie pozycja Doroty Dardzińskiej Kuchnia domowa, czyli synowa kontra teściowa. Polskie przepisy, gdzie można znaleźć dania idealne na święta, śniadania, obiady, kolacje czy podwieczorki. Do tego są smaczne i proste w wykonaniu. Ich składniki dostępne w każdym mieście i do tego ich ceny nie przyprawiają o ból głowy. Takie gotowanie to czysta przyjemność! Jednak dobra książka kucharska musi posiadać nie tylko przejrzysty rozkład, listę składników czy opis, ale także zdjęcia dobrej jakości prezentujące danie i zachęcające do jego skosztowania. Gwarantuję Wam, że zdjęcia prezentowane w tej pozycji skutecznie zachęcą Was do wypróbowania przepisów.

Książka ta została podzielona tematycznie, dzięki czemu łatwiej znaleźć idealny posiłek na daną chwilę. Są rozdziały: śniadania, obiady (w tym dania mięsne, surówki, przystawki itd.), desery, podwieczorki, kolacje, dania dla dzieci, Wigilia, Wielkanoc. Znalazłam tu przepis na pyszne pierniczki! Oczywiście lekko go zmodyfikowałam pod siebie i niekontrolowane wydarzenia, aczkolwiek bazowałam właśnie na nim. Do tego przyrządziłam już ryż z jabłkami, który smakował naprawdę dobrze! Robiąc obiad wykorzystuję niektóre przepisy na sosy czy mięsa, łącząc kilka przepisów w jedno. 

Spodobał mi się pomysł przedstawienia potraw tradycyjnych i nowoczesnych, znanych i lubianych z nieodkrytymi czy jeszcze niedocenionymi powszechnie. Przyznam się, że kilka niezbyt oczywistych wypróbowałam i było pysznie! Oczywiście te tradycyjne również smakują i są łatwe do przyrządzenia. Co znaczy, że taki laik w gotowaniu świetnie sobie poradzi z wykonaniem dania. Może na początku nie wygląda ono idealnie, ale w smaku jest znakomite. A to najważniejsze.

Jeżeli gotowanie nie idzie Wam za dobrze, albo chcecie spróbować swoich sił w kuchni i przerażają Was ogromne książki kucharskie to jak najbardziej polecam Kuchnię domową... Doroty Dardzińskiej. Z tą pozycją wszystkim wyjdą pyszne potrawy!
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia