Anna J. Szepielak - Młyn nad Czarnym Potokiem


Sagi rodzinne to powieści, po które sięgam najchętniej. Z przyjemnością zaczytuję się w historiach kilku pokoleń, razem z bohaterami odkrywając tajemnice skrywane przez kilkadziesiąt lat. Takie książki mają w sobie dużo magii, sprawiają, że na chwilę można zapomnieć o otaczającym nas świecie i przenieść się do miejsca, które znamy tylko ze słyszenia. Jest w tym coś fascynującego. I taka też wydała mi się powieść Anny J. Szepielak Młyn nad Czarnym Potokiem. Zachęciła mnie już swoją klimatyczną okładką gwarantując dobrą przygodę. 

Marta to trzydziestoletnia kobieta, matka pięcioletniej Uli, która marzy o pracy zawodowej jako konserwator dzieł sztuki. Niestety życie miało dla niej innej plany, więc kobieta zajmuje się domem i chorą córką. Jedyną osobą pracującą jest jej mąż, więc Marta musi wiele się namęczyć, aby zachować płynność finansową od wypłaty do wypłaty. Więc gdy trafia się jej mężowi wyjazd do Anglii na wykopaliska to jest to niczym uśmiech od losu. Jednak kobieta nie jest przekonana co do wyjazdu swojego ukochanego. Wbrew jej obawom i prośbom, Adam wyjeżdża, a ona musi sobie sama jakoś ze wszystkim poradzić. Do tego mama prosi ją o przyjazd do rodzinnej miejscowości, gdzie musi pomóc w zorganizowaniu zjazdu rodzinnego. Pomysł nie do końca jej się podoba, ale pod wpływem wielu czynników postanawia wrócić w rodzinne strony. Cała wizyta przebiega zupełnie inaczej, niż jej się początkowo wydawało, a na pewno ma na nią ogromny wpływ.

Marta jest typem kobiety upartej, która jak coś sobie wbije do głowy to nie ma zmiłuj. Jednak ponad pieniądze stawia rodzinę. Nie była przekonana do wyjazdu Adama za pracą, ponieważ już w ich małżeństwie coś się psuło. A zamiast je naprawiać, odebrała wyjazd męża jako ucieczkę. Życie w rozłące wcale nie należy do najprostszych i trzeba mieć w sobie naprawdę dużo siły i uczucia, aby przetrwać tę ciężką próbę. Dlatego zjazd rodzinny dobrze Marcie zrobił. Dzięki niemu mogła chwilowo zapomnieć o własnych problemach. Musiała zająć się przygotowaniem przyjęcia, ulokowaniem rodziny po domach, wymyślenie atrakcji i interesujących historii rodzinnych. Jednak nie spodziewała się, że porządki w Młynie dostarczą jej tyle wrażeń, a na spotkaniu wyjdą na jaw niektóre tajemnice.

Podoba mi się styl, jakim autorka napisała Młyn nad Czarnym Potokiem. Język jest prosty, ale nie prostacki. Powieść czyta się w tempie ekspresowym, ale nie zapomina się o niej tak szybko. Autorka umiejętnie przykuwa uwagę czytnika, stopniując napięcie, nie odkrywając już na starcie wszystkich kart. Czytając odnosi się wrażenie, że za chwilkę coś się wydarzy, co zmieni dotychczasowy ogląd na pewne sytuacje. I rzeczywiście ma to miejsce. Anna Szepielak sprawiła, że nie mogłam oderwać się od tej pozycji ani na chwilę. Czytałam ją w autobusie, w tramwaju, w przerwie między zajęciami, a nawet kilka stron wieczorami, choć byłam już bardzo zmęczona. Byłam coraz bardziej zaintrygowana, ciekawa tych rodzinnych tajemnic. A co ciekawsze, nie wszystko udało mi się jeszcze odkryć. Niezakończone wątki mają swój ciąg dalszy w kolejnych częściach sagi. Niemniej nie umniejsza to książce nic a nic.

Młyn nad Czarnym Potokiem [Anna J. Szepielak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia