Przywitaj wiosnę w nowym miejscu


Wiosna to czas, kiedy przyroda budzi się do życia. To samo dzieje się z każdym (i w każdym) z nas. Zaczynamy planować, znajdujemy w sobie więcej siły, motywacji i chęci do życia, do działania. Warto wykorzystać ten moment i przywitać wiosnę w nowym miejscu. Może to być jakaś restauracja, przytulny zakątek, może nowo otwarta księgarnia? Być może pokusisz się, tak jak ja, rozpocząć nowy etap w swoim życiu w innym mieście, odległym od obecnego o jakieś 500km? To jest ten moment, kiedy powinieneś zrobić coś tylko dla siebie. Dużego, małego, nieważne jakiego. Byleby to było działanie skierowane na Ciebie, Twój rozwój, zdrowie psychiczne czy fizyczne, poprawienie własnej sytuacji. Tu i teraz, póki wiosna temu sprzyja.

Nie powiem, by przeprowadzka do dużego miasta, tak odległego od wcześniejszego miejsca zamieszkania, należała do najłatwiejszych decyzji. Łatwa pod względem logistycznym też nie była. Samochodem ciężko, pociągi jednak nie są przystosowane do podróży z tyloma bagażami. Jeszcze wiele kursów przede mną, ale ten najważniejszy już wykonałam - jestem tu i zaczynam od nowa. Obaw mam mnóstwo, nie wiem, co przyniesie przyszłość. Rzuciłam się na głęboką wodę, w zasadzie bez większego zastanowienia. Byłam pewna decyzji, ale nie analizowałam jej pod każdym kątem. Załatwiłam to, co należało załatwić przed wyjazdem, aby nie zaprzątać sobie niepotrzebnie głowy zaległymi sprawami i... ruszam. Prosto przed siebie, z podniesioną głową i przyjaciółką u swego boku. Wykorzystam perspektywy i możliwości, które na mnie czekają.

Decyzja o przeprowadzce kołatała mi w głowie od dawna, ale odkładam to na wieczne później. Wciąż uważałam, że to nie jest najlepszy czas, że zrobię to po szkole, studiach, zdaniu prawa jazdy, obronie, gdy znudzi mnie obecna praca... Zawsze coś stało na drodze. Może najzwyczajniej się bałam? Ale żeby spełnić swoje marzenia trzeba zacząć działać, a nie siedzieć i czekać, aż odpowiednia chwila sama nadejdzie. Trzeba im wyjść naprzeciw. A ja to właśnie zrobiłam. Skorzystałam z okazji, że straciłam pracę, którą lubiłam, choć z każdym dniem niszczyła mnie od środka. Nie uważam tego za porażkę życiową, ponieważ umożliwiło mi to przewartościowanie życia, ustalenie priorytetów, wsłuchanie się w swoje potrzeby i pragnienia, a w końcu - pozwoliło mi to na rozpoczęcie nowego etapu w swoim życiu. 

Wybór miasta, w którym miałam zacząć wszystko od nowa nie był przypadkowy. Na liście marzeń zawsze był Szczecin i Kraków, a od niedawna również Warszawa. To pierwsze, bo zawsze przewijało się w opowieściach mojej mamy z czasów jej młodości. Byłam zafascynowana jej wspomnieniami i zachwytem. Gdy nadarzyła się okazja zamieszkać w nim, nie poczułam się tak, jakbym odnalazła swoje miejsce na ziemi. Podobało mi się, ale czułam się tam obco. Kraków ma swój specyficzny klimat, który urzeka mnie za każdym razem, gdy mam okazję je odwiedzić lub zobaczyć zdjęcia. Jest miejscem, które mogę odwiedzać kilka razy, a i tak zawsze fascynuje mnie tak samo. W obawie, że straci swój urok, traktuję je wyłącznie jako miasto, do którego miło jest wrócić i podziwiać na nowo. Zachwytem nad stolicą Polski zaraziła mnie moja przyjaciółka Ola. Gdy pierwszy raz miałam okazję być w tym mieście, nie chciałam odhaczać zabytków z listy typowego turysty. Chciałam poznać Warszawę jej oczami - pospacerować uliczkami, pochodzić po parkach, popatrzeć na Wisłę. I to właśnie takie nieoczywiste zwiedzanie, chłonięcie miasta sprawiło, że znalazło miejsce w moim sercu. Gdy pojechałam tam drugi raz i nie zwiedzałam, a po prostu byłam, pojawiła się myśl o zamieszkaniu. I trzymała mnie przez kilka miesięcy. To właśnie tu postanowiłam powalczyć o własne marzenia i zadbać o przyszłość.

Uważam, że to był najlepszy czas na tego typu decyzje. Idzie wiosna, wszystko budzi się do życia, moja głowa jest pełna pomysłów i planów na przyszłość. Kiedy miałabym się zdecydować, jak nie teraz? Start w Warszawie nie był taki, jaki sobie zaplanowałam. I to już pierwszego dnia cały plan ułożony wraz z przyjaciółką runął. Czy się przejęłam? Oczywiście, że tak, bo kto by tego nie zrobił? Ale jestem pełna nadziei, optymizmu. I nie zostałam z tym wszystkim sama. Szybko okazało się, że pozytywne myślenie jest kluczem do sukcesu. Małe porażki szybko obróciłam w nowe możliwości. I nie zamierzam nigdy więcej się poddawać, bo wiem, że to, co mam w życiu to wypadkowa wielu moich decyzji. Żałuję tylko jednego - że tak późno zabrałam się za spełnianie marzeń. Zwłaszcza, że czuję się tu dobrze. Ty nie popełniaj tego samego błędu i już dziś zrób coś dla siebie, choć mały krok w kierunku realizacji marzeń.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia